O mnie
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.
Najnowsze komentarze
2010-08-24 08:40
fan brydzi do wpisu:
Kiedy do Strefy Euro
skoro jest hossa to wszyscy którzy zainwestowali w 2007 roku już mają mega zyski
2010-08-12 09:37
Blondynka :) do wpisu:
Trzy zjawiska
Dealerzy samochodowi również informują o braku aut i wydłużających się kolejkach.
2010-08-11 22:38
Blondynka :) do wpisu:
Trzy zjawiska
Chyba będzie potrzebna do tego inflacja tj. jej wzrost, co w obliczu drożejącej żywności nie[...]
Archiwum Bloga
Rok 2010
Rok 2009
Rok 2008
Wykres Tygodnia
wykresyGieldowe
Tym razem nie będzie o wykresach, a o zjawiskach gospodarczych z ludzkiej perspektywy. Napiszę o trzech bolączkach gospodarczych, a na koniec odniosę się też do danych makroekonomicznych.
Po pierwsze strach przed bezrobociem. W ludziach jest ogromny strach przed utratą pracy, a dotyczy to szczególnie ludzi z kontraktami na czas określony. Z tego strachu wynikają też konkretne zachowania – ograniczenie zakupów czy nie podejmowanie ważnych decyzji. Efektem ubocznym strachu jest budowanie rezerw gotówki.
Przepracowanie. W firmach tak się zdarza, że ludzie się sami zwalniają. Na te miejsca nie są zatrudniani nowy pracownicy. Wiele tymczasowych miejsc pracy też zostało skreślonych. W efekcie coraz więcej pracy wykonuje coraz mniej ludzi. Są oni mocno przepracowani a dodatkowo sami obawiają się zwolnienia. Oba te zjawiska wpływają negatywnie na wykonywaną pracę.
Po trzecie, zamówić coś, to koszmar. Szczególnie komponenty elektroniczne. Terminy dostawy są po kilka tygodni. Utrudnia to dodatkowo prowadzenie działalności. Wygląda na to, że magazyny są puste. Nie wiem co się dokładnie dzieje, czy producenci mają tak dużo zamówień, czy też czekają na uzbieranie zamówień na całą serię i dopiero wtedy uruchamiają produkcję. W każdym razie z punku widzenia klienta jest to droga przez mękę.
Te zjawiska w danych widoczne są jako ogromny wzrost rezerw gotówki w przedsiębiorstwach, wzrost produktywności, puste magazyny. Ludzie i przedsiębiorstwa ukochały kolekcjonowanie banknotów, mimo, że banki centralne starają ludzi do tego jak mogą zniechęcić. Strach jest jednak cały czas bardzo silnie zakorzeniony w społeczeństwach. Pytanie kiedy ta bańka strachu pęknie i pieniądze zaczną pracować w gospodarce.
Receptą na nieudolność rządu ma być wzrost podatków. Na pierwszy ogień idzie wzrost VATu o 1%. VAT ma tą zaletę, że jego wzrost jest najmniej widoczny dla obywatela.
Na samym początku wytłumaczę, co rozumiem przez nieudolność rządu. Kilka lat temu, podczas kampanii wyborczej Platforma obiecywała: "Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych".
Nie tylko nie zostało to zrealizowane, ale nawet zaczęte. Nie widziałem nigdy analizy ilu urzędników można będzie zwolnić ze względu na likwidację opłat, ile urzędników będzie można zwolnić dzięki uproszczeniu podatków. Co najważniejsze nie widziałem analizy, ile godzin ludzie odzyskają nie tracąc ich w urzędach, zajmując się w zamian bardziej produktywnymi zajęciami. Dodajmy, że zrobienie takiej analizy, wymaga od rządu dogłębnego zrozumienia funkcjonowania państwa i jego administracji.
Podwyższyć podatki jest prościej, wystarczy zmienić jedną liczbę. Jakie będą konsekwencje tej podwyżki ? Po pierwsze deficyt będzie niższy o ok. 5 mld zł. Jak pisałem wcześniej, rząd jest zobowiązany umowami międzynarodowymi na zmniejszenie deficytu o 50 mld zł (do ok. 40 mld zł). Jest to więc jedynie początek.
Efektem podwyżki będzie wzrost cen, co RPP zinterpretuje jako inflację, i będzie bardziej skłonna podwyższać stopy procentowe. Inflacja w Polsce jest towarem reglamentowanym, i jej wzrost spowoduje nie tylko wzrost stóp procentowych ale też rent i emerytur. Podniesienie o 1% rent i emerytur będzie kosztowało około 2 mld zł – prawie połowę zysku.
Zakładam, że ta podwyżka nie doprowadzi do patologii typu masowe wyjazdy na zakupy zagranicę, co oprócz spadku obrotów (podstawy podatku) skutkowało by też spadkiem zatrudnienia. I efektem kuli śnieżnej.
Wyniki stress-testów mają w sumie ograniczone znaczenie. Zakładając oczywiście, że nie było tam tragedii (a nie było) i że nie było tam kompletnego zamykania oczu na problemy (tego nie wiem). Rynek zaczął trawić problemy europejskich banków ponad pół roku temu i oficjalne uznanie problemów (czyli sam fakt stress-testów) jest powodem stabilizacji.
Patrząc na wykresy najciekawiej wygląda VIX czyli index oczekiwanej zmienności. Jak widzimy index ten wybił się ponad średnią 200-stu dniową na początku maja. Potem trzy razy odbił się od średniej 200-stu dniowej, co wiązało się ze spadkami na giełdzie. Teraz VIX zamknął się na linii średniej 200-stu dniowej.

Kolejne szczyty na VIXie były coraz niższe, co sugeruje, że mamy proces systematycznie spadającej zmienności po szczycie pod koniec maja. Sugerowałoby to spadek VIX poniżej 23 a potem systematyczny ruch w kierunku ~15. Będzie wiązało się to ze wzrostem indexów giełdowych.
iPad jest ogromnym sukcesem Apple. W ciągu kwartału nabywców znalazło 3 mln iPadów i ta liczba jest ograniczona tylko i wyłącznie możliwościami produkcyjnymi. Wkrótce produkcja ma wzrosnąć do 2 mln sztuk miesięcznie i tyle też zapewne wzrośnie sprzedaż.
iPad bardzo dobrze wpisuje się w rozwój informatyki. Na tym rynku były zawsze dwa kooperujące ze sobą procesy. Po pierwsze był wzrost mocy obliczeniowej i możliwości. Po drugie, eliminacja funkcjonalności i uproszczenie konstrukcji.
Pierwsza fala uproszczenia to pojawienie się się mini-komputera, który zaczął zastępować duże main-frame. Liderem tej rewolucji, w połowie lat 60-tych był Digital Equipment Corporation. Lata 70-te, to okres dominacji mini-komputerów. Systemów wielozadaniowych, wielodostępowych, pracujących pod kontrolą UNIXAa. Pamięciożernego UNIXa.
Wtedy pojawił się PC. IBM PC jest w pewnym sensie połączeniem architektury main-frame (karty rozszerzeń, wymienialne komponenty) i komputera osobistego, czy nawet mikro-komputera. PC, choć nie miał wielozadaniowości, a w nocy był tak samo szybki jak w dzień, zastąpił mini-komputery. Czy mówiąc poprawniej rozszerzył zastosowanie komputerów do prostszych prac biurowych. Lata 80-te i 90-te należały do pecetów. Architektura PC osiągnęła taki poziom zaawansowania w 2000 roku, że wespół z Linuxem wyeliminowała stacje robocze, czyli mocne komputery pracujące pod kontrolą UNIXa.
Przesiadka z PC na laptopy była płynna. Zarówno sam sprzęt jak i system operacyjny pozostał praktycznie ten sam.
W tym roku pojawił się iPad. Komputer ten nie ma wielu funkcji obecnego laptopa: wielozadaniowości, mechanicznej klawiatury czy shella. Ma jednak świetnie rozwinięte możliwości konsumenta multimediów – przeglądarkę www, maila, zdjęcia, kalendarz. Dzięki iPadwi zastosowanie komputerów rozszerzy się tam, gdzie do tej pory było kłopotliwe – na sofę.
Jak podaje PAP, Komitet Stały Rady Ministrów zaakceptował sprawozdanie NBP za 2009 rok.
20.07. Warszawa (PAP) - Komitet Stały Rady Ministrów przyjął we wtorek sprawozdanie finansowe NBP za 2009 rok - poinformował członek zarządu NBP Zdzisław Sokal.
RPP na kwietniowym posiedzeniu przyjęła sprawozdanie z działalności NBP za 2009 rok w pierwotnej wersji przyjętej przez zarząd, z wynikiem 4,166 mld zł. Budżet państwa, po tym jak sprawozdanie zostanie przyjęte przez Radę Ministrów, zostanie dofinansowany z tego tytułu 95 proc. wysokości zysku tj. ok. 3,96 mld zł.
Jak pamiętamy, na takie wyliczenia NBP nie zgadzali się niektórzy członkowie RPP, W szczególności A. Bratkowski. Cytując oświadczenie za Gazetę Wyborczą :
Spór o sposób wyliczania rezerwy na ryzyko zmiany kursu złotego do walut obcych nie jest sporem między rządem i NBP, lecz sporem między Radą Polityki Pieniężnej a Zarządem NBP. Zasady wyliczania wyżej wspomnianej rezerwy ustala, zgodnie z ustawą o NBP, Rada Polityki Pieniężnej. Zarząd nie ma żadnych kompetencji w tej sprawie.
Regulacja prawna ustanowiona przez Radę Polityki Pieniężnej obowiązuje tak długo, jak długo Trybunał Konstytucyjny nie orzekłby, że jest sprzeczna z aktami prawa wyższego rzędu. Do tego czasu Zarząd NBP - niezależnie od opinii, jaką ma na temat domniemanych usterek prawnych uchwały RPP - ma obowiązek tę uchwałę wykonywać. Ewentualna zgoda rządu na wyliczenie rezerwy na ryzyko kursowe w sposób preferowany przez Zarząd NBP byłaby zgodą na naruszenie prawa i złamanie niezależności konstytucyjnego organu Narodowego Banku Polskiego, jakim jest Rada Polityki Pieniężnej.
Oświadczam, że jeśli rząd wyrazi taką zgodę, nie pozostanie mi nic innego, jak złożyć rezygnację ze stanowiska członka Rady Polityki Pieniężnej.
Słowo się rzekło. Andrzej Bratkowski odgrażał się rezygnacją, jeżeli Rząd zaakceptuje sprawozdanie Zarządu NBP. Obecnie wszystko wskazuje na to, że Rada Ministrów jendak zaakcjeptuje to sprawozdanie. Wtedy musimy spodziewać się złożenia mandatu przez A. Bratkowskiego.
Eurostat podał dane o bezrobociu za maj w krajach Unii Europejskiej. W strefie euro bezrobocie wynosi 10% (wobec 9.4% rok temu), a w szerokiej unii 9.6% (wobec 8.9% rok temu).
Najdotkliwsze bezrobocie jest w Hiszpanii, na poziomie 19.9%. Szczególnie źle wygląda w Hiszpanii bezrobocie młodzieży, wynoszące 40%. Tak wysokie bezrobocie wśród młodego pokolenia skończyć się może albo falą emigracji lub wybuchem zamieszek społecznych.
Na drugim miejscu są kraje Bałtyckie, gdzie bezrobocie wynosi 17-20%. Tu mała notka techniczna, dane z Krajów Bałtyckich, Rumuni, UK i Grecji pochodzą z marca. Przyszłość tych krajów widzę jednak bardziej optymistycznie niż Hiszpanii, ze względu na podjęcie zdecydowanych środków deflacyjnych i społeczną akceptację tych środków. Nad tymi krajami cały czas wisi straszak wpadnięcia w Rosyjską strefę wpływów, dlatego społeczeństwo jest bardziej zdyscyplinowane i gotowe to zaciśnięcia pasa.
Dobrze wygląda sytuacja Niemiec, w ciągu roku bezrobocie spadło z 7.6% do 7%. Dodajmy, że współgra to z giełdą, gdzie obecna korekta nie ma nic z dramaturgii obserwowanej na innych parkietach.
Polska wygląda jak średniak, trochę może słabszy. Bezrobocie wynosi 9.8%, i w ciągu roku wzrosło o 1.8% (z 8%). Szczyt bezrobocia, skorygowanego sezonowo, przypadł na marzec i kwiecień (9.9%), być może bezrobocie zaczyna trwale spadać.
Na koniec zestawienie danych w tabelkach. Pierwszy wykres to bezrobocie w danym kraju, a drugi, to przyrost bezrobocia przez ostatni rok.

Wielkim wygranym wyborów prezydenckich jest Bronisław Komorowski. Mimo merytorycznej słabości utrzymał poparcie i obecnie zostaje pełnoprawnym Prezydentem.
W momencie wygrania wyborów nastąpiła bezszelestna zmiana orientacji politycznej Platformy. Do tej pory głównym motywem było: "mamy szuflady pełne ustaw reformujących finanse publiczne, ale nie będziemy ich przedstawiać, bo i tak zawetowałby je prezydent". Teraz już narracja jest zupełnie inna: "Platforma ma pełnie władzy i musi wywiązać się ze swoich zobowiązań: reguła wydatkowa, parytety, in-vitro".
Nagle, twarde cele gospodarcze zostały zastąpione celami światopoglądowymi. Parytety, to problem interesujący samych polityków i polityczki, może jeszcze dziennikarki i socjolożki. Nikogo więcej. Podobnie in-vitro jest ważne dla grupki ludzi, dla reszty jest to jedynie deklaracja światopoglądowa. Rolę listka figowego pełni reguła wydatkowa. Oczywiście każdy wie, że problemem Polskiego budżetu są wydatki sztywne z nie elastyczne, które to reguluje ta reguła. Chwilowo jednak udajmy, że ograniczając wydatki zmienne, co da ok. 3 mld zł, rozwiążemy problem.
Tyle że problem wynosi 60-70 mld zł rocznie. O tyle muszą być zmniejszone wydatki czy zwiększone dochody państwa by dojść do poziomu deficytu do którego zobowiązaliśmy się traktatami międzynarodowymi. Sam wzrost gospodarczy tego nie rozwiąże. Przy okazji mówienie w Polsce o scenariuszu Greckim jest dowodem dyletanctwa ekonomicznego. By Polska doszła do Greckiego poziomu zadłużenia potrzeba deficytu na 700 mld zł, czego nawet obecna koalicja nie osiągnie w tej kadencji. Jeżeli Polsce cokolwiek grozi (a grozi !) to scenariusz Węgierski. Na Węgrzech w 2006 roku okazało się, że wzrost gospodarczy nie jest aż tak szybki, by rozwiązać wszystkie problemy i wtedy rząd musiał przystąpić do zdecydowanych cięć, co dodatkowo zdusiło wzrost gospodarczy.
Po raz kolejny, bananowa giełda ulokowana w okolicach sztucznej palmy w mieście nad Wisłą okazała się świetnym wskaźnikiem wyprzedzającym globalnych indexów. Wig20usd ma ogromną wartość prognostyczną dla S&P500. Tak już jest. Dlaczego – nie wiem. Tłumaczę sobie to, że gdzieś w Londynie polska giełda jest podpięta pod adres "poligon".
W każdym razie, po fałszywym wybiciu na wig20usd o którym pisałem kilka notek temu, również S&P500 powrócił do testowania dna z ostatniej wyprzedaży. Obecnie wygląda to mało optymistycznie. Kluczowe mogą okazać się piątkowe dane z rynku pracy. Jeżeli nie będzie zdecydowanego wzrostu zatrudnienie w sektorze prywatnym możliwy jest powrót bessy. Przypominam o patrzeniu na sektor prywatny, by uniknąć zaszumienia przez jednorazowe zjawisko zatrudnienia na potrzeby spisu powszechnego.
W Polsce dodatkowo sytuację komplikują waluty. Frank szwajcarski rośnie z dnia na dzień i jest już blisko szczytów z dna bessy na giełdzie. Dodatkowo, kurs euro praktycznie się nie zmienia. Mamy z jednej strony recesyjny wzrost obciążeń kredytowych ze strony franka, ale nie ma z drugiej strony wzrostowego impulsu eksportowego ze strony euro. Sytuacja jest więc gorsza niż wiosną 2009.
Najciekawszym elementem wyborów prezydenckich jest ogromna wpadka tak zwanych sondaży opinii publicznej. W ostatnim przedwyborczym sondażu, jaki był publikowany na pierwszej stronie Gazety Wyborczej w zeszły piątek wyniki były takie – 51% dla Komorowskiego i 33 % dla Kaczyńskiego. Przewaga Komorowskiego wynosiła więc 18 pp.
Zderzenie z rzeczywistością było dwuetapowe. Podczas wieczoru wyborczego, TVN oraz Polsat, na podstawie swoich sondaży, pokazywały cały czas znacznie lepsze wyniki dla Komorowskiego niż okazały się w rzeczywistości – 41.5 % dla Komorowskiego i 36.5 % dla Kaczyńskiego. Faktyczny dyferencjał to 5 pp. Błąd sondaży wynosi więc 13 pp. Z tego tylko 3 pp można zaakomodować w błędzie statystycznym. Z czego wynika, że błąd systematyczny to co najmniej 10 pp.
Związek z giełdą ?
Widzimy tu, powszechny na giełdzie, mechanizm samosprawdzającej się przepowiedni. Część ludzi, na jakiejś podstawie, zaczyna wierzyć, że tak zwane sondaże nie służą do informowania a do manipulowania. Gdy dzwoni ktoś z sondażowni, nie chcą żyrować tego procederu i odkładają słuchawkę. Jest to (błędnie !) księgowane jako nie odebrany telefon. Ci, którzy chcą głosować na kandydata popieranego przez sondażownie oczywiście chętnie odpowiadają na pytania. Takie wyniki, są już zaburzone i to w kierunku oczekiwanej społecznie manipulacji wynikami. Zwolennicy tezy o manipulacji dostają dodatkowy argument do ręki. W efekcie jeszcze więcej ludzi odkłada słuchawkę. Wyniki są więc jeszcze bardziej błędne – zmanipulowane. Balon pęka, gdy na pytania ankieterów zgadzają się odpowiadać jedynie przedstawiciele żelaznego elektoratu popieranej w sondażowni partii.
Na fali globalnego optymizmu wig2usd wybił się ponad szyję formacji podwójnego dna (W). Przy okazji wybił się ponad linię trwającego od dwóch miesięcy trendu spadkowego.
Dzisiaj to wybicie okazało się fałszywe. Index powrócił poniżej linii szyi na poziomie 720-730 punktów. Przełamał też krótkoterminowy trend wzrostowy oraz powrócił do kanału spadkowego.

Taka formacja sugeruje testowanie dna, czyli poziomu 660 punktów. Tam rozstrzygnie się dalszy los. Następny w kolejce jest poziom 600 punktów. Szczyt kilku hoss z lat 90-tych. Jeżeli i ten poziom padnie to zrobi się niewesoło. Niewesoło będzie nie tylko w strefie finansowej ale też w strefie realnej, włącznie z możliwym kryzysem walutowym.
|