O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]
 
2015-12-02 19:47
wykresyGieldowe do wpisu:
Przeprowadzka
Stare wpisy zostaną tutaj. Być może później przenioste ta najważniejsze wpisy na nową platformę.


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2015-11-29 17:02
 Oceń wpis
   

Po wielu latach na portalu bblog.pl przyszła pora na przeprowadzkę.

Od dłuższego czasu mam poczucie zasiedzenia. Przez te siedem lat świat się zmienił, internet się zmienił, ale portal bblog stoi w miejscu albo nawet się cofa. Z dzisiejszej perspektywy wydaj się on trochę archaiczny.

Siedem lat, to też akurat jeden cykl gospodarczy. Swój blog zacząłem dwa tygodnie przed załamaniem w 2008 roku, przewidując spadki o nawet 30%, ale nie chcę tu sugerować, że obecnie jesteśmy w takim samym punkcie cyklu, bo nie jesteśmy.

Przez najbliższe dni i tygodnie zorientuję się w funkcjonowaniu systemu i wkrótce zaczną pojawiać się metyrotyczne wpisy. Zależy mi przy tym by pozostać przy formule blogu. To ma być dziennik, dla mnie samego, bym z perspektywy czasu wiedział, co w danym momencie uważałem. Nie zamierzam zamienić bloga w mini-serwis informacyjny. Nie zamierzam też robić raporcików po 17,50 zł. Nie będzie też epatowania czytelników emocjonalnemymi chwytami marketingowymi.

Nowy blog dostępny jest tutaj:

wykresygieldoweblog.wordpress.com/

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-11-21 13:56
 Oceń wpis
   

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe miesiące są wzrosty. Przyjrzyjmy się indeksowi S&P500. Po sierpniowym załamaniu indeks wyrysował formację podwójnego dna. Po książkowym ruchu wzrostowym mieliśmy również książkowe przetestowanie knota ze środkowego szczytu formacji W (podwójnego dna). Indeks jest ponad ważnymi średnimi kroczącymi, które będą go pchały do góry.

W szerszej perspektywie sprzyja nam sezonowa cykliczność – rajd świętego Mikołaja a potem efekt stycznia. Co najważniejsze, rynek jest oczyszczony po sierpniowej wyprzedaży. Dane makroekonomiczne pokazują, że ta wyprzedaż oraz problemy w Chinach miały jedynie krótkoterminowe znaczenie. W USA gospodarka jest bardzo silna i  bazowym scenariuszem jest obecnie kilkumiesięczny trend wzrostowy.

 

 

Przed nami dwa ważne wydarzenia, które mogą ruszyć rynkiem – choć bardziej walutowym i towarowym niż akcji – comiesięczne dane z rynku pracy oraz decyzja FED o podwyżce stóp. Wpływ danych z rynku pracy na giełdę jest w obecnym punkcie cyklu niejednoznaczny. W recesji, i na początku wychodzenia z recesji, im lepsza sytuacja na rynku pracy, tym lepsza spłacalność kredytów i tym większy popyt na towary. Giełda rośnie. Im dłużej jednak jesteśmy w cyklu wzrostowym, tym bardziej dobre dane z rynku pracy oznaczają wyższe koszty siły roboczej jak i kapitału. Na dobre dane giełda może spadać, spodziewając się podwyżek stóp i podwyżek pensji.

Na intencję tego wzrostu kupiłem w poniedziałek rano opcje CALL serii lutowej na indeks S&P500 ze STRIKE 2100 oraz 2200. Tutaj kilka słów o zarządzaniu portfelem. Gdy w dniu rozliczenia opcji, w połowie lutego, indeks będzie poniżej wartości strike, wartość opcji będzie wynosiła 0. Można stracić wszystko, a prawdopodobieństwo takiego scenariusza szacuję, konserwatywnie, na 50%. Mamy więc do czynienia z bardzo agresywną pozycją. Takie pozycje zajmujemy tylko wtedy, gdy spodziewany zysk, jeżeli wypadki potoczą się po naszej myśli, jest co najmniej 3 razy większy niż potencjał straty.  W naszym przypadku ten docelowy poziom to ok. 2220, czyli poziom, który możemy sobie wyobrazić. Na koniec najważniejsze, takie spekulacje robimy angażując 1-2% całego portfela. Oczywiście mówię o 1-2% portfela w momencie zaangażowania. Gdy wartość pozycji rośnie, pod żadnym pozorem nie redukujemy zyskującej pozycji. Zamknięcie takiej pozycji to osobny, trudny temat. W przypadku opcji, które weszły w pieniądz, najlepszym zwykle rozwiązaniem jest trzymanie ich do rozliczenia.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-11-14 13:11
 Oceń wpis
   


Indeks Wig20 dolarowy doszedł do tego okrągłego celu. Kosztuje, prawie co do grosza, przysłowiowe pińcet. W ciągu roku indeks spadł o 30%. Można też powiedzieć, że mamy efekt Dudy, od połowy maja, indeks spadł z o prawie 30%.

Indeks rysuje siódmą czarną miesięczną świece. To takie trzy czarne kruki z turbo-doładawaniem. Można to tłumaczyć spodziewanym wzrostem stóp procentowych w USA, można to tłumaczyć dojściem do władzy PiS-u z ich niejasną polityką wobec kredytów walutowych. Można to tłumaczyć nadchodzącą wielkimi krokami pełną nacjonalizacją OFE. Trybunał Konstytucyjny wytoczył takie armaty, że nacjonalizacja OFE jest przesądzona. Można to też tłumaczyć nadciągającym hamulcem wydatków państwa po przekroczeniu progu zadłużenie. Można to tłumaczyć bolesnym odrywaniem ryjów przyspawanych do koryta.

Można, tylko nie warto. Jeżeli spojrzymy na cenę miedzi nałożoną na indeks Wig20USD widzimy pełną korelację. Brzytwa Okhama nie pozostawia miejsca na jakąkolwiek dalszą interpretację. Na indeksy giełdowe patrzę już prawie od dekady i taka zgodność indeksów zdarza się naprawdę bardzo, bardzo rzadko.

 

 

Pośrednio, cena miedzi zawiera wszystkie te elementy o których pisałem – tak wzrost stóp procentowych w USA jaki i komiczne rzeczy dziejące się w republikach bananowych, do których i Polska się zalicza.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-10-26 18:49
 Oceń wpis
   

Dłuższy czas temu pisałem o rozpadzie platformy, który powinien się zacząć w 2015 roku. Teraz to się zaczyna dziać i można to łatwo wytłumaczyć. Zacznijmy od tego, że każda partia ma trzy grupy elektoratu. Pierwsza grupa, to elektorat bytowy. Ludzie, których byt zależy bezpośrednio od wyniku wyborczego partii. Ci ludzie nie mają wątpliwości na kogo głosować. Jedyną partią, która ma tylko elektorat bytowy jest PSL.

Kolejna grupa, to elektorat podstawowy. Czyli ludzie, którym do idei przedstawianej przez partię bardzo blisko. Trzecia grupa, to elektorat poboczny, czyli ludzie, którzy są pomiędzy różnymi partiami. Zaznaczam tutaj, że elektorat poboczny to nie jest monolityczna grupa, ale różne grupy mające często sprzeczne interesy.

W systemie wielopartyjnym, każda partia dąży do rozwiązań polepszający pozycję podstawowego elektoratu. Partia górnicza będzie promowała emerytury dla górników od 28 roku życia. Partia nauczycieli, będzie chciała podwyżek dla nauczycieli a partia emerytów podwyżek emerytur. W systemie dwupartyjnym, sytuacja się odwraca. W tym systemie każda z dwu partii będzie walczyła o elektorat poboczny, kosztem elektoratu podstawowego.

Czytałem, że w czasach New Deal najwięcej inwestycji szło właśnie do stanów, które były bardziej Republikańskie niż Demokratyczne. Te najbiedniejsze, ale też w pełni Demokratyczne stany w ogóle nie dostawały inwestycji – i tak głosowały jak trzeba.

Podstawowym elektoratem Platformy są ludzie, którzy odnaleźli się w III RP. Są to ludzie mający normalną pracę, często pracujący po 10 godzin dziennie. Przez normalną pracę rozumiem tu zatrudnienie, ale nie zatrudnienie w branży uprzywilejowanej. Ludzie chcący wziąć sprawy w swoje ręce.

To, że ludzie pracują po 10, a z dojazdem po 12 godzin dziennie, powoduje, że nawet inteligentni ludzie stają się łatwą ofiarą propagandy. Przepracowani, zwyczajnie nie mają siły ani ochoty na samodzielne analizowanie statystyk. To co powiedzą w telewizji i co jest na pierwszej stronie gazety staje się prawdą.

Temu elektoratowi Platforma sikała i srała na głowę. Nacjonalizacja OFE by wypłacić wypasione emerytury górnikom i krusowcom, uderzyła właśnie w normalnie pracujących ludzi. Podobnie z podniesieniem wieku emerytalnego, by utrzymać obecne, absurdalnie wysokie emerytury, i zastępy grupek uprzywilejowanych przechodzących na wczesną emeryturę. Nie inaczej podwyżka VAT-u. Obecne machinacje z górnikami, to też karmienie grupy uprzywilejowanej kosztem właśnie tych normalnie pracujących, bo to oni będą musieli wyrównać bankom straty na trefnych obligacjach. Ci normalnie pracujący będą też spłacać te czterysta miliardów długów zaciąganych w dużej mierze na utrzymanie systemu przywilejów branżowych.

Ten podstawowy elektorat wystarczyło poszczuć Antonim o wilczych oczach i powiedzieć, że nie ma innej alternatywy jak Platforma. To wystarczyło na dwie kadencje, ale tak się jednak złożyło, że system się rozszczelnił. Złożyło się na to wiele czynników – uwolnienie kursu franka, który milion osób odarł ze złudzeń, afera taśmowa, gdzie nie chodzi o zaniżenie kursu Ciechu, tylko o to, ile władza wydaje na siebie, wreszcie coraz więcej młodych ludzi wchodzący na rynek pracy w chudych, śmieciowych latach.

Mamy więc nagłe przejście z systemu dwupartyjnego do wielopartyjnego. Platforma nagle stoi naga – tylko z elektoratem bytowym. Elektorat poboczny się rozsypał, bo inni obiecują więcej i zniesmaczony jest aferą taśmową. Elektorat podstawowy też nagle ma opcję – zwolennicy wolnej gospodarki szukają szczęścia z Petru a wolnych związków z Ogórek czy inną Nowacką. Elektoratu bytowego, bez konfitur, też nie da się utrzymać. Oczywiście na szczeblu lokalnym te konfitury jeszcze są, ale na szczeblu centralnym nagle się skończyły. Platforma może współistnieć z PiS-em ale nie może być w opozycji (bez konfitur) i współistnieć z partią typu Nowoczesna. Wojny frakcyjne dopełnią reszty.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-10-23 09:45
 Oceń wpis
   

“Giełda jest najlepszym odzwierciedleniem pracy rządu”, powiedział, wiosną 2007 roku, Donald Tusk. Ta teza to dramatyczne uproszczenie, ale ma w sobie duże ziarnko prawdy. Wystarczy zastąpić pojęcie “rząd” pojęciem “organy państwa”. To że ład prawny tworzy warunki do rozwoju, lub właśnie blokuje rozwój gospodarczy jest oczywiste. To, że polityka monetarna tworzy właściwe otoczenie makroekonomiczne a nadzór finansowy i ład korporacyjny skłania do inwestowania na giełdzie, lub właśnie od giełdy odpycha też jest oczywiste. Dodajmy do tego, że zarządy największych spółek są przedłużeniem rządu i mamy już pełne uzasadnienie tezy, że giełda jest najlepszym odzwierciedleniem pracy rządu.

Na giełdzie od ośmiu lat mamy bessę. Tuż po wygraniu wyborów przez Tuska był zaczęły się spadki, które trwają do dzisiaj. Oczywiście na wykresie można zakleić okres od października 2008 do końca 2009 roku i powiedzieć, że był to globalny zawał w przepływie pieniądza. Tamten zawał, to nie jest wina Tuska, ale trend spadkowy jest czytelny i jest on właśnie najlepszym odzwierciedleniem pracy rządu Platformy Obywatelskiej. Tak się złożyło, że gdy Tusk doszedł do władzy, S&P500 i Wig20usd były na tym samym poziomie, 1550. Dzisiaj S&P500 jest na poziomie 2050, a Wig20usd na poziomie, 550, w stosunku do indeksu referencyjnego krajowy indeks stracił 75% wartości.

 

 

Nie będę wymieniał wszystkich zbrodni na gospodarce i giełdzie ustępującego rządu, pisałem o tym przez osiem lat. Dzisiaj tylko mały przykład z wczorajszej sesji, który ilustruje to, co czym pisałem tydzień temu – spółki energetyczne i banki są zarażone problemami kopalni.

 

 

Wczoraj, po konferencji Super-Mario na światowych giełdach rozpoczęły się dynamiczne wzrosty. DAX wzrósł o 3%, WIG też zaczął rosnąć – po czym Minister Skarbu ogłosił, że 1% PKO BP trafi to Tauronu, który w poniedziałek kupił jakąś tam kopalnię. Kolejny 1% akcji trafił w ręce sypacza i kurs spadł o 2%. Rząd kolejny raz demonstruje, że traktuj spółki jak swoje, a akcjonariuszy mniejszościowych jak baranów do strzyżenia. Inwestorzy wycofują się z takiego układu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-10-11 14:35
 Oceń wpis
   

O losach polskiej giełdy zdecydują te dwie grupy społeczne, czy lepiej pisząc, to jak bardzo obecna i przyszła władza im ulegnie. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że co zrobi przeszły parlament naprawdę trudno przewidzieć.

Zacznijmy od górników. W 2010 roku świat został zalany tanim gazem z łupków, a cztery lata później tanią ropą z łupków. Od 2010 roku cena węgla zaczęła się obsuwać ze szczytu w okolicy 130 usd do obecnej ceny 50 usd. (cena węgla nie jest kwotowana na giełdzie i nie chcę tu wklejać niesprawdzony wykresów, ale wiele można znaleźć pytając google). Obecnie możemy się spodziewać, że ceny albo się utrzymają, albo będą dalej spadały. Takie są fakty.

Teoretycznie, nie powinno nas to tutaj obchodzić, Bogdanka ma 1% udział w WIG-u 20 a JSW jest generalnie malutką (już) spółką. Teoretycznie moglibyśmy powiedzieć, że górnicy, podobnie jak krusowcy doją państwo, ale z giełdą ma to niewiele wspólnego. Problemami górników zarażone zostały jednak spółki energetyczne i banki. Przykładowo, JSW wyemitowała obligacje, by od Kompani Węglowej kupić  jakąś kopalnię, by KW miała z czego wypłacić czternastki, osiemnastki, deputat i ołówkowe. Teraz jeden bank wypowiedział kredyt. Pozostałe banki, które mają większościowego udziałowca w postaci Skarbu Państwa tego oczywiście nie zrobią – ale te obligacje nie zostaną spłacone. Banki zostały zarażone. Dalej, aktywa KW zostały przeniesione do funduszu TF Silesia, który został dokapitalizowany akcjami spółek energetycznych. Czyli mamy sypacza – trzeba wypłacić pensje, sypiemy PGNiG, trzeba wypłacić trzynastki, sypiemy PGE. Pieniądze idą w czarną dziurę.

Mamy trzy drogi. Droga numer jeden to dalsze wrzucanie pieniędzy, ze wszystkich możliwych źródeł. W najgorszym przypadku może to doprowadzić do problemów wypłacalności spółek energetycznych (czyli 15% dużego WIG-u) oraz banków. Ta droga wydaje się niestety obecnie najbardziej prawdopodobna.

Droga numer dwa, to finansowanie kopalni tylko z kieszeni podatnika, a nie inwestorów. Ta droga też jest możliwa, dla inwestorów będzie ona lepsza, ale dla państwa gorsza. Jest jeszcze trzecia droga, zakrzaczona i kamienista – uznanie, że górnicy są takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni. Oznacza to, że kopalnie muszą przystosować się do obecnej ceny węgla, zamknąć nierentowne obiekty lub zautomatyzować. Oznacza to też ponowne włączenie górników do normalnego systemu ubezpieczeń społecznych – emerytura w wieku 67 lat. Jak każdy inny człowiek.

Teraz frankowcy. Czytając fora frankowców np. Stop Bankowemu Bezprawiu (dawniej: Wolność dla Kredytów, Wolność dla Marzeń)  klaruje się obecnie pogląd, że mają oni kredyty złotówkowe, oprocentowane liborem (!). Mamy tu stałą ewolucję. Najpierw było ograniczenie spreadu, potem, wersja kredytu złotówkowego (oprocentowanego wiborem) z podziałem strat 50/50, potem 90/10. Teraz jest że kredyt jest złotówkowy, ale oprocentowany liborem. Za pół roku będzie chyba, całkowite umorzenie kredytu i auto od banku za straty nerwów.

Jakiekolwiek masowe przewalutowanie kredytów to bardzo niebezpieczna operacja, jeżeli nie będzie pełnej współpracy NBP. Nawet uczciwe przewalutowanie, czyli po obecnym kursie i zamiana kredytu na złotówkowy niesie ze sobą ogromne ryzyko – trzeba znaleźć 200 mld zł złotówkowych oszczędności. Sprawa frankowców to nie tylko kwestia prawie bankructwa banków, ale ryzyko kryzysu walutowego.

Pytanie, czy ktoś pochyli się nad tym 2 milionowym elektoratem. Przyjmuję tutaj 0.5 mln kredytów plus najbliższą rodzinę. Platforma w porę zorientowała się, że opcja 90/10 nie zadowoli kredytobiorców a poważne rozwścieczy resztę elektoratu. PiS chyba też to rozumie, po szumnych zapowiedziach z prezydenckiej kampanii wyborczej, temat ucichł. PiS chyba rozumie, że frankowi kredytobiorcy i tak nie będą z żadnego rozwiązania zadowoleni (może poza uznaniem kredytu za złotówkowy oprocentowany liborem) a wielu wyborców PiS uzna to za pomaganie ludziom znacznie bogatszym od nich. Przewalutowanie po historycznym kursie będzie wywłaszczeniem, co skończy się dużymi odszkodowaniami dla banków.

Mamy więc dwie bomby i trwający od 2007 roku trend spadkowy na indeksie wig20usd. Dla inwestorów najlepsze byłoby odpalenie bomb i nowy trend wzrostowy rodzący się na spalonej ziemi. Dla zwykłych obywateli, i długoterminowych perspektyw, lepsze byłoby sprawiedliwe rozwiązania – uznanie górników jak i frankowców za normalnych ludzi.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-10-10 13:33
 Oceń wpis
   

Najważniejszy indeks giełdowy – S&P500 – wyrysował formację podwójnego dna. Jest to jedna z klasycznych formacji zakończenia trendu spadkowego. Po załamaniu w sierpniu, S&P500 podniósł się znosząc połowę spadku. Następnie przetestował jeszcze raz dno i zaczął rosnąć. W poprzednim tygodniu indeks pokonał poprzedni szczyt przy okazji pokonując zniesienie 50% całego spadku oraz średnią 50-cio dniową.

 

 

Książkową konsekwencją tej figury jest ruch w górę o sile równej wysokości wyrysowanej litery W, czyli około 130 punktów. Po drodze jest średnia 200-stu dniowa, która w literaturze amerykańskiej jest bardzo ważna – oddziela trend wzrostowy od spadkowego. Naturalny scenariusz wygląda następująco: po ruchu w górę kurs odbija się od średniej 200-stu dniowej i wraca na obecne poziomy, od których też się odbija. Po ruchu powrotnym następuje przebicie średniej 200-stu dniowej i szybki atak na szczyty w okolicy 2130. Ten scenariusz może się wpisać w podwyżkę stóp procentowych, która wywoła ruch powrotny od obecnych poziomów i w listopadowy rajd przeradzający się w rajd św. Mikołaja a następnie efekt stycznia.

Załamanie z sierpnia jest po rocznej konsolidacji pod szczytami. Po tym załamaniu i po powtórnym ataku na szczyty kurs powinien zdecydowanie rosnąć. Słabe ręce są wytrzęsione, powietrze się odświeżyło, mniej zorientowani zostali na peronie. Idealne warunki na nową hossę, czy też na nową, wielomiesięczną, falę w ramach trwającej od 2009 roku mega-hossy. Jeżeli ciężko będzie przebić szczyt, i indeks zacznie się obsuwać, to mamy poważny problem. Znaczyłoby to, że ludzie z ciężkimi pieniędzmi, przewidują coś złego, co my szaraczki zaczniemy rozumieć dopiero za pół roku czy rok. Jeżeli nie będzie mocnego wybicia nad szczyty, to trzeba uciekać z akcji.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-10-07 19:50
 Oceń wpis
   

Uchodźców trzeba przyjąć z otwartymi ramionami, witając ich szynką i piwem. Tak uważam. Świat zachodni powinien w pierwszej kolejności ściągnąć do Europy mieszkających na terenach objętych działaniami wojennymi Chrześcijan. Nawet nie dlatego, że są lepsi, i bardziej nam bliscy – dlatego że są w poważnym zagrożeniu. Mówię tutaj o aktywnym ściąganiu, a nie tylko o czekaniu aż sami uciekną. Jest to kwestia humanitarna i tożsamościowa, koszty nie mają znaczenia.

Ten blog poświęcony wykresom, i myślę, że fundamentem do zrozumienia tego, co się dzieje jest zatrudnienie w Niemczech. Jak widzimy, od kilku lat zatrudnienie systematycznie rośnie w tempie 500 tyś ludzi rocznie. W Niemczech bezrobocia praktycznie już nie ma. Wśród dwóch milionów bezrobotnych jest milion ludzi niezatrudnialnych, którzy figurują jako bezrobotni ze względu na połączenie 10 lat temu systemu pomocy społecznej z systemem zasiłków od bezrobocia. Jest też cicha rezerwa – ludzie, głównie kobiety, którym nie przysługuje pomoc społeczna i dlatego nie zarejestrowani jako bezrobotni. Ta rezerwa ma też pół miliona – milion i powoli się kończy.

 

 

Widzimy tu pierwszą szansę – zwiększenie zwiększenie siły roboczej. Orientacyjnie przyjmuję, że mówiąc o uchodźcach mówimy tutaj o około milionie ludzi, licząc łączenie rodzin. Jeżeli włączymy ludzi z Bałkanów (którzy według obecnego prawa powinni być od razu odesłani, gdy rozpatrzony będzie ich wniosek) robi się dwa miliony.  Czyli mówimy o zwiększenie potencjału siły roboczej o 2-4%. Czy jednorazowy wyskok, czy co rok tak będzie, trudno w tym momencie powiedzieć.

Problemem Niemiec jest niski popyt wewnętrzny i nadmiar oszczędności. Gdy milion ludzi, czyli pół miliona rodzin się zaaklimatyzuje, potrzeba będzie pół miliona mieszkań, czyli popyt na kredyt zwiększy się o orientacyjnie 100 mld euro. Do tego trzeba 20 tyś supermarketów i dziesiątki tysięcy wszelakich innych usług publicznych i wolnorynkowych. Tu jest druga szansa.

Uchodźcami są głównie ludzie młodzi, często ludzie uciekający przed poborem. Więc z ich pobytem związane będą, przynajmniej na początku, niskie koszty leczenia i emerytur. Mówię tu o sytuacji za rok-dwa, gdy ludzie będą normalnie pracować. Można więc będzie obniżyć wszystkim podatki i składki. To trzecia szansa. Czwartą szansę opiszę na końcu, po omówieniu zagrożeń.

Teraz o zagrożeniach. Na problem uchodźców patrzymy się przez pryzmat lat 90-tych. Uchodźcy otrzymywali wtedy azyl i lądowali na socjalu, na dekady. By to zagrożenie się nie zmaterializowało, ludzie po pierwszych miesiącach trzeba wysłać na kurs języka, najlepiej od razu połączony z przyuczeniem do zawodu, tak by za rok byli na normalnym rynku pracy. Mało wykształceni uchodźcy mogą szybko zacząć pracę w obszarze logistyki (pakowacze) albo wyuczyć się na budowlańców – ktoś musi te pół miliona mieszkań wybudować. Lepiej wykształconym może dłużej zająć wdrożenie się do swojego zawodu, szczególnie jeżeli są to zawody reglamentowane, typu lekarz.

Zagrożenie numer dwa to tworzenie się getta. Jeżeli uchodźcy będą siedzieć na socjalu i razem, to zacznie tworzyć się społeczeństwo równoległe. Społeczeństwo równoległe długo nikomu nie zawadza, poza tym że kosztuje. Problem zaczyna się, gdy to społeczeństwo równoległe zaczyna atakować główny nurt społeczny czy to w formie radykalnego islamizmu czy działalności kryminalnej. By temu zapobiec konieczna integracja społeczna poprzez pracę oraz bezlitosna integracja. Pisałem o przywitaniu uchodźców szynką i piwem właśnie jako symbol integracji. Ludziom z kręgu islamu trudno będzie zaakceptować, że mają porzucić swoją religię i kulturę, musimy im jednak delikatnie ale zdecydowanie wytłumaczyć, że islam, rozumiany jako krąg kulturowy, doprowadził do  sytuacji do jakiej doprowadził. Jeżeli im tamta sytuacja nie odpowiada i chcą pozostać, to muszą islam zostawić za progiem.

Zagrożenie numer trzy, to że nasze życie się zmieni. Nawet jeżeli ludzie świetnie się zintegrują, to punkt ciężkości społeczeństwa przesunie się. Bez masowej imigracji też się przesunie, tyle że w stronę demograficznej pustki. Tak przesunie się w kierunku innej kultury.

Wróćmy do czwartej szansy. Nasz koszmar to sytuacja, gdy uchodźcy budują w Europie państwo islamskie podlegające prawu szariatu i to państwo przejmuje władzę nad europejską większością. Ten scenariusz ma poparcie i w błędach integracji lat 90-tych i w znanych trendach cywilizacyjnych, przedstawionych choćby w “Tangu” Mrożka. Ale może to być również szansa. Europa, po upadku komunizmu, zapomniała o co właściwie chodzi. Zrobiło się łatwo, lekko i przyjemnie. Zalew islamu jest presją by zrozumieć, co w zasadzie stanowi istotę europejczyka. Tym fundamentem jest Chrześcijaństwo i Oświecenie – dwie sprzeczności. Dlatego tak trudno wyłożyć na czym polega bycie Europejczykiem w trzech zdaniach. Konieczność chronienia i przekazania przyjezdnym wartości na których zbudowana jest Europa może być ogromną szansą na kulturowy rozkwit.

Na koniec trochę sprawy Polskiej. Z jednej strony można powiedzieć, że Polska całą historię źle rozgrywa. Ludziom z Ukrainy należy dać status uchodźców i ich liczbę podawać na każdym spotkaniu międzynarodowym. To lepsze i dla tych ludzi i dla Polski niż półlegalny pobyt w Polsce. Polska w ten sposób stała by się oficjalnie krajem przyjmującym uchodźców. Co ciekawe, w podobny sposób Polska wymigała się od Wypraw Krzyżowych.

Druga sprawa, to jak Polska i dawna Grupa Wyszechradzka odbierana jest w centrum Unii Europejskiej. Nowa Europa odbierana jest jako grupa mocno mówiąca o solidarności gdy chodzi o miliardy które niemiecki podatnik daje na polskie drogi, mosty i stadiony, ale mówi zupełnie inaczej, gdy chodzi o kilka tysięcy osób na przezimowanie. Prędzej czy później może się to skończyć erozją poczucia solidarności i w efekcie przykręcenia kurka z dotacjami. To może mieć ogromny wpływ na gospodarkę w następnych latach.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-09-27 10:09
 Oceń wpis
   

Szef VW został wykatapultowany, szef BMW zemdlał na scenie a szef SAP stracił w wypadku oko. To wszystko w dwa tygodnie. Z perspektywy giełdy najważniejszy jest skandal z podkręcanym dieslem VW.

Jak czytelnicy tego bloga wiedzą, mam dużo niemieckiej samochodówki, ale nie mam akcji VW. Z jednej strony nie lubię spółek, które mają dwóch dużych właścicieli, którzy dodatkowo walczą między sobą o władzę w spółce. Z drugiej strony, wyżyłowane silniki VW stanowią ryzyko dla kupujących, ale też i dla koncernu. VW pokrywał częściowo pogwarancyjne koszty naprawy uszkodzonych łańcuszków rozrządu.

Dla silników diesla, ten skandal może być tym, czym dla energetyki jądrowej była Fokushima. Nikt się nie będzie pytał o detale. Szczęśliwie dla VW, na ich największym rynku – w Chinach – nie sprzedają oni diesli. Otwartym tematem jest, kto zajmie lukę po VW w USA i w Europie i kto zajmie lukę po dieslach generalnie.

W tym wszystkim ciekawym wykresem jest wykres EURUSD. Kurs dolara zaczął rosnąć wiosną zeszłego roku razem z załamaniem cen ropy. Od marca kurs dolara się koryguje. Kurs doszedł do średniej 200-stu dniowej, którą bez powodzenia atakuje. Dodatkowo mamy mocną konsolidację – średnia 200-stu, stu i 50-cio dniowe zbiegają się w jednym punkcie.

 

 

Spadek EURUSD wiązać się będzie ze wzrostami na giełdzie w USA i w Niemczech. Dlaczego w USA ? Można odnieść wrażenie, że Euro jest paliwem carry-trade, euro jest tym, czym kiedyś był jen i frank a później dolar. W tym przypadku spadek euro będzie bardziej objawem rozkręcania się carry-trade niż przyczyną wzrostów w USA. Odwrotnie w przypadku DAX-a. Niemieckie spółki są nastawione na eksport i słabe euro oznacza niższe koszty – płace – w porównaniu do ceny sprzedanego towaru.

Kluczowy może okazać się piątek – dane z rynku pracy zwykle potrafią ruszyć rynkiem walutowym. Tutaj mała uwaga. Do tej pory kluczową wartością była liczba nowych miejsc pracy. Wszystko inne, nie miało znaczenia. Teraz być może trzeba zacząć przesuwać uwagę na objawy pojawiania się, bądź właśnie braku, presji płacowej. Przez wiele lat, tej presji nie było, ale powoli nadchodzi pora, by zaczęła się ona pojawiać – nie mówię tu jeszcze o objawach rynku pracownika, ale o delikatnych sygnałach wzrostu płac.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-09-13 13:40
 Oceń wpis
   

Wydarzeniem minionego tygodnia była prezentacja Apple. W zasadzie wszystko co Apple pokazało, było zgodne z przeciekami, a rynek zareagował umiarkowanie pozytywnie. O ile podczas prezentacji Apple spadało razem z całym rynkiem, pozostałe dwa dnie wyrysowało ładne zielone świece. Kurs jest powyżej średniej 20-stu dniowej.  Teraz kluczowe będzie jak wypadnie premiera nowych urządzeń – czy będzie wystarczający popyt i co ważniejsze, czy podaż sprosta popytowi.

 

 

W nadchodzącym tygodniu gwoździem programu będzie decyzja FED w sprawie pierwszej od 2006 roku podwyżki stóp procentowych. W zasadzie co zrobi FED ma umiarkowane znaczenie, ważniejsza jest reakcja rynku. Jeżeli FED nie podniesie na tym posiedzeniu, to na następnym, a przed dalszymi podwyżkami i tak będzie dobrych kilka miesięcy. To, co zrobi FED konkretnie teraz, ma bardziej znaczenie psychologiczne niż gospodarcze – dlatego właśnie piszę, że ważniejsza jest reakcja rynku.

Przez następne kilka miesięcy FED będzie jeszcze w komfortowej sytuacji: gospodarka rozwija się tworząc miejsca pracy a inflacja jest niska. Z tą niska inflacją może się jednak szybko skończyć. Jeżeli założymy, że cena ropy nie spadnie na 20 usd,  tylko będzie poruszać się w kanale 40-60 usd, to w październiku-listopadzie skończy się statystyczny efekt bazy wynikający z zeszłorocznego załamania cen ropy. Wtedy FED będzie trochę pod murem – przy niskim i spadającym bezrobociu nie reaguje na szybko rosnącą inflację. Dlatego właśnie, im wcześniej FED naciśnie trochę na hamulec, tym lepiej.

To naciśnięcie na hamulec nie zrobi kuku amerykańskiej gospodarce. Jak wielokrotnie pisałem, stopy procentowe nie przekładają się bezpośrednio na raty kredytów hipotecznych, a standardy udzielania nowych kredytów są bardzo wysokie. To naciśnięcie na hamulec może jednak zrobić kuku Chinom, Indiom i reszcie krajów egzotycznych. Jeżeli FED się czegoś boi, to właśnie zbyt głębokiego załamania w tych krajach.

 

Tagi: giełda, inwestowanie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |