O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2008-12-30 15:35
 Oceń wpis
   

Powracającym jak bumerng, na giełdowych forach dyskusyjnych, tematem jest cięcie start i uśrednianie w dół. Przyjrzyjmy się obu tym strategiom, zakładając, że mowimy o dobrej spółce, ze stabilnym zyskiem i wypłacającą regularną, stałą dywidendę.

W przypadku balonów spekulacyjnych, uśrednianie w dół, szczególnie u progu bessy jest samobójstwem. Starty trzeba wtedy bezwzględnie ciąć. Pytanie czy warto ciąć straty w przypadku dobrej spółki (dobrej w sensie stabilnego zysku), z C/Z~10 i rentownością dywidendy powiedzmy 7% ?

Z jednej strony uśrednianie w dół ma sens ekonomiczny -- nabywamy prawo do dywidendy wyższej niż długoterminiwe oprocentowanie bankowe, zachowując szansę sprzedaży w przypadku aprecjacji kursu. Wydaje się, że rozsądnym posunięciem jest nic nie robienie lub uśrednianie w dół a nie cięcie strat.

Ale teraz pomyślmy -- co stanie się, gdy część inwestorów dojdzie do wniosku, by starty jednak ciąć (albo nie może z jakiś innych względów czekać na dywidendę). Wtedy kurs zaczyna lawinowo spadać, skłaniając coraz większą liczbę graczy do cięcia strat. Ci którzy ucieli stratę na początku, mogą odkupić za te same pieniądze więcej akcji. Cięcie strat i ustawienie się niżej, wydaje się być w tym układzie rozsądną strategią.

Podsumowując -- właściwa strategia zależy od psychiki całej reszty posiadaczy spółki, i od ich świadomości inwestycyjnej. Warto wspomnieć, że spółka Berkshire Hathaway nigdy nie robiła splitów i kosztuje ok. 100 000 $ za akcję, właśnie po to, by wyeliminować przypadkowych akcjonariuszy.

Ale do czego zmierzam

Co powinien, w świetle poprzedniej dyskusji, zrobić człowiek, który zadłużył się na mieszkanie w CHF gdzieś w 2006 czy 2007 roku, powiedzmy po 2.4 zł. Czy powinien przewalutować, akceptując, powiedzmy, 70 000 zł straty, czy czekać i spokojnie spłacać niskie raty, nie przejmując się wysokością kredytu ?

Z jednej strony cięcie start jest szaleństwem, nie daje możliwości ich odrobienia oraz prowadzi do wyższych rat, ze względu na wyższe stopy procentowe w złotówkach. Z drugiej strony, część ludzi może jednak zacząć ciąć straty, czy to świadomie czy przymuszeni windykacją. W tej sytuacji rozsądnym byłoby zaakceptowanie start już teraz, przed lawiną przewalutowań i związaną z nią zmianą kursu.

W skrócie, do akceptacji straty a jednocześnie wyższej raty w PLN skłonić może tylko jedno -- obawa, że inni zrobią to o krok wcześniej.


Powoli mija rok turbulencji, na niespotykaną od dekad skalę. Wszystkim odwiedzającym ten blog życzę pomyślności i trafnych decyzji w nadchodzącym, mniejmy nadzieję, spokojniejszym roku.

 

Tagi: strategie, kredyty hipoteczne, złotówka, frank szwajcarski


2008-12-29 10:42
 Oceń wpis
   

Carry trade stał się w tej dekadzie motorem giełd i gospodarek. Przyjrzyjmy się warunkom potrzebnym, by przekształcił się w samonakręcającą się spiralę czyli piramidę finansową.

W międzyczasie, jedna z par carry-trade, ChfPln, przelamała ważny opór -- połowę długiej świecy z 2004 r. i jednocześnie maksimum z końca października. Następny ważny opór jest na poziomie 2.8 i jeżeli on pęknie, wkrótce możemy się spodziewać że za franka trzeba będzie zapłacić  3 zł.

 


 

Trochę teorii

Zacznijmy od bardzo prostego przykładu. Mamy dwa kraje, pierwszy z walutą A (ze stopą procentową 1%), drugi z B (ze stopą 6%). Opłacalnym procederem wydaje się pożyczenie waluty A i złożenie jej w banku w walucie B. Zystk bez ryzyka ... poza ryzykiem kursowym.

Podczas tego procederu, w momencie pożyczki, jeden banknot A jest wyjmowany ze skarbca i za niego kupowany jest banknot B na wolnym rynku. Czyli liczba banknotów A w obiegu rośnie, a liczba B się nie zmienia. Po złożeniu B w banku, ich liczba maleje. Czyli, w skrócie, coraz więcej A goni coraz mniej B -- więc cena tego drugiego rośnie. Im więcej ludzi "bawi się" w carry-trade tym bardziej ryzyko walutowe staje się źródłem zysku. To jest element nr 1 piramidy.

Teraz zastanówmy się jaki jest wpływ carry-trade (albo ogólniej wzrostu ceny danej waluty) na gospodarkę danego kraju. To zależy oczywiście od profilu gospodarczego i generalnie możemy spodziewać się też odmiennych efektów w różnych skalach czasowych.  Gdy kraj jest głównie importerem, umocnienie się waluty stymuluje gospodarkę -- ludzie mniej wydają na towary importowane i więcej zostaje im w kieszeni. Gospodarka rośnie, co umacnia poczucie fundamentalności wzrostów. To jest element piramidy nr 2.

W rzeczywistości, celem carry-trade nie zawsze jest założenie lokaty, ale na przykład inwestycje w aktywa indeksowane w wyżej oprocentowanej walucie.


Przykład pierwszy -- kredyty hipoteczne

W Polsce napopularniejszą formą carry-trade są kredyty hipoteczne we Frankach Szwajcarskich, proceder ten rozpoczął się wraz ze wstąpieniem Polski do Uni Europejskiej.

Wygłąda to w uproszczeniu tak -- tani kredyt w CHF najpierw powoli stymulował ceny mieszkań. Rosnące ceny mieszkań i tani kredyt szybko przekonały innych do zakupu mieszkania i zadłużania się w CHF. Popyt na mieszkania pobudził budownictwo, a akcja kredytowa we franku umocniła złotówkę. Teraz Ci, którzy byli na początku piramidy wygrali podwójnie -- ich mieszkanie jest warte 2-3 razy więcej niż za nie zapłacili a ich kredyt zmalał o 30%. Poczucie bogactwa pobudza konsumpcję -- co jeszcze bardzej wzmacniało wskaźniki gospodarcze, a wywołana przy tym presja inflacyjna była zachętą dla Rady Polityki Pieniężnej do podwyższania stóp procentowych. Oba te czynniki prowadziły do umocnienia złotówki, czyli do dalszego utrwalanie procederu.

Istotą piramidy finansowej jest jednakże to, że by trwać, musi rosnąć. Ta piramida zaczęła trzeszczeć w posadach latem 2008 r. Ale o jej całkowitym rozmontowaniu, nie może być jeszcze mowy. O ile posiadacze płynnych lokat w PLN zapewne już się wycofali, realizując pokaźne zyski, o tyle kredytobiorcy pozostali z kredytami na następne 30 lat. Teraz ludzie ci będą musieli kupować franka niezależnie czy będzie on po 3 zł czy po 5 zł, co będzie balastem dla ich budżetów domowych, a tym samym dla całej gospodarki.  Stwarza to możliwość grania na spadek złotówki, podobnie jak drożejąca ropa umożliwia granie na spadek dolara.


Przykład drugii -- ropa

Przyjrzyjmy się procederowi carry-trade na ropie. Istotne są tu następujące elementy: dolar jest zarówno walutą USA jak i międzynarodową walutą rozliczeniową, USA jest importerem ropy oraz mają małą elestyczność w jej konsumpcji.

Gdy stopy procentowe w USA są niskie, opłaca się pożyczyć tanie dolary i kupić ropę (na magazn). Gdy wszyscy tak robią, coraz więcej dolarów goni coraz mniej ropy w wolnym obrocie -- cena ropy rośnie. Droga ropa powoduje osłabienie gospodarki USA, co powoduje dalszy spadek dolara i daje szansę na kolejną obniżkę stóp procentowych. Mamy więc wszystkie elementy potrzebne by powstała piramida.

Wszystko do czasu, aż ludzie kupią wydajniejsze samochody -- wtedy zaczyna się ralizacja zyskow. Jak ona wygłada widać na rysunkach które wklejałem w poprzednich odcinkach.

Na koniec mała uwaga -- charakterystyczną cechą piramidy finansowej jest to, że u jej kresu powszechna jest wiara w jej funadamentalny charakter. Warto przypomnieć sobie artykuły prasowe o kończącej się ropie latem tego roku, czy "co z tego że Frankfurt jest tańszy niż Warszawa".
 

Tagi: ropa, kredyty hipoteczne, złotówka, piramida finansowa


2008-12-27 10:39
 Oceń wpis
   

Świąteczny tydzień nie przyniósł dramatycznych zmian na rynkach finansowych, co jest świetną okazją, by spojrzeć na  procesy cywilizacyjne z szerszej perspektywy. Chciałbym tu przedyskutować sytuację demograficzną w Polsce, gdyż w dłuższej perspektywie to ona właśnie definiuje popyt na wiele towarów i usług -- mieszkania, szkolnictwo wyższe czy świadczenia socjalnle.

Strukturę demograficzną w Polsce (dane GUS na 2006 r.), przedstawia poniższy wykres. Składa się ona z dwóch szerokich pików. Pierwszy baby-boom, rozpocząty zaraz po wojnie osiągnł szczyt w połowie lat 50-tych. Są to obecni pięćdziesięciolatkowie. Drugi pik, z ostrym szczytem w 1983 r. to echo-baby-boom.

 



Możemy w uproszczeniu założyć, że ludzie usamodzialniają się -- zaczynają pełnoetatową pracę i zakładają gospodarstwo domowe, po skończeniu studiów, czyli w wieku ok. 23-24 lata. Od początku lat dziewiędzisiątych, liczba ludzi wchodzących w dorosłe życie systematycznie zwiększała się co roku, jednakże teraz, następuje odwrócenie trendu i każdy kolejny rocznik będzie o 3% mniejszy niż poprzedni. Podobna sytuacja miała miejsce przez całą dekadę lat 80-tych ubiegłego stulecia, tyle że obecnie rozpoczynany trend będzie dłuższy -- trwał będzie przez następne 20 lat.

Można przewidywać że będzie się to łączyło ze zmniejszającym się popytem na mieszkania, sprzęt AGD czy meble. Oczywiście fluktuacje popytu zwązane z cyklem gospodarczym są często większe niż 3% rocznie, ale trend jest nieubłagany i za 20 lat potrzeba będzie o połowę mniej nowych mieszkań niż obecnie. Dziś, w posiadaniu mieszkania na wynajem, wielu widzi szansę na bezpieczeństwo finansowe na emeryturze, wkrótce może się okazać, że chętnych do wynajmowania za 20-30 lat nie będzie szczególnie dużo.

Przenieśmy uwagę na drugą stroną spektrum. Wychodzenie z rynku pracy jest bardziej rozmyte w czasie, i część "boomersów"  jest już na wczesnej emeryturze. Sytuacja zacznie być gorąca za kilka lat, gdy coraz więcej ludzi będzie rozpoczynało pobieranie świadczeń socjalnych a coraz mniej rozpoczynało pracę. Może to prowadzić do problemów ze zrównoważeniem wpływów i wydatków z systemu świadczeń socjalnych.
 

Tagi: mieszkania, demografia


2008-12-19 20:45
 Oceń wpis
   

W tym tygodniu aktywność graczy skupiła się na rynku walutowym.  Zacznijmy od wykresu EurUsd. We wtorek kurs wyraźnie wybił się z trendu spadkowego, by po dynamicznym wzroście  wyrysować w czwartek wyrażny sygnał odwrotu.

 


Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja na złotówce. Najważniejsza dla złotówki para, ChfPln, jest na poziomie 2.68. To oznacza, że wszyscy, którzy w ciągu ostatnich trzech lat  zaciągneli kredyt we Frankach są winni więcej niż pożyczyli. Niskie raty cały czas zapewniają dobry humor,  a to że nie pokrywają one przyrostu kredytu jest póki co ignorowane. W przypadku młodych kredytów, ich wartość zancząco przekracza też wartość zabezpieczającej go nieruchomości, ale dopóki ludzie spłacają raty regularnie, banki mogą udawać, że nie stanowi to problemu.

 


Złotówka spada również wobec pozostałych walut, w szczególności wobec Euro a nawet Forinta. Jest to o tyle ciekawe, że Węgry są zagrożone utratą płynności i poprosiły IMF o wielomiliardową pomoc.

 

Jak to rozumieć ?


W prasie codziennej spadek złotówki jest tematem generalnie ignorowanym. Jeżeli już ktoś coś pisze, to interpretacja jest typu: spekulacja walutowa, JP Morgan, wpływ zargywek paryjnych lub odwrót od wszystkich walut regionu (tu trafiają się kuriozalne argumentacje dlaczego złotówka spada najsilniej). Kilka faktów  trzeba jednakże wziąć pod uwagę:

Polska ma duży deficyt handlowy, dane Eurostatu mówią o deficycie 17 mld Euro "wypracowanych"  od stycznia do października 2008 r. Czyli konsumpcja Polaków przewyższa produkcję o 200 zł na obywatela co miesiąc. Niestety nie dysponuję danymi, jaka część tego deficytu to towary, których cena przywiązana jest do ropy.

Kredyty hipoteczne i część korporacyjnych są we Frankach szwajcarskich, czyli Polacy będą musieli kupować waluty (bezpośrednio albo poprzez bank), by te kredyty spłacać. Dodatkowo, nie będą już zaciągane nowe kredyty w walutach, czyli nie będzie popytu na złotówkę, w ostatnich trzech latach były to dziesiątki miliardów złotych rocznie.

Droższe euro nie pomoże też zbyt szybko Polskim exporterom, ze wzglę na zabawę tychże w fundusze hedge. Całkowite straty na opcjach nie jest do końca znany, ale wszystko wskazuje na to, że exporterzy wystawili opcjie na więcej niż ich roczny obrót.  Na zakończenie, strategiczny Polski surowiec -- miedź -- przestał ostatnio być oczkiem w głowie globalnego rynku finansowego.

Podsumowując, sytuacja złotówki, jak i globalnego układu walut jest obecnie mocno niejasna. To co nam ma razie pozostaje to obserwacja.



2008-12-14 11:05
 Oceń wpis
   

W poprzednim artykule napisałem o krótkoterminowej sytuacji na ropie i gdzieś w dyskusji umknęła szersza perspektywa. A ta nie pozostawia cienia wątpliwości.

Hossa na ropie zaczęła się w styczniu 1999 r. z poziomu 10 $/bbl i miała cztery maksima lokalne widoczne na wykresie. Latem 2008 r. nastąpiło chwilowe wybicie górą z kanału wzrostowego, po czym kurs się załamał. Warto zauważyć, że dopiero grudniowa świeca na wykresie jest poniżej linni trendu.

 


Standardowa analiza techniczna sugerowałaby powrót do linni trendu i testowanie go od dołu, być może z małym naruszeniem. Czyli ruch gdzieś w okolice 60-70-80 $ zależenie jak długo będzie on trwał.  Potem można się spodziewać kolejnej fali wyprzedaży, prawdopodobnie w formie pionowej krechy jak ta ostatnia. 

Zanim urodzi się nowa hossa można spodziewać się długiego szargania się po ziemi.  Dla przykładu "szargania się po bańce" wklejam wykres ceny firmy Cisco Systems. Z jednej strony lidera wzrostów podczas bańki internetowej ale też firmy bardzo zdrowej fundamentalnie.

 


Są istotne powody, dlaczego ta hossa trwała dość długo i dlaczego bessa też może twać ładnych pare lat. Wiąże się to z nieelastycznością spożycia (w krajach rozwiniętych) oraz z cyklem życia samochodu a także czasem potrzebnym na opracowanie i wprowadzenie na rynek nowych modeli samochodów o wyszej sprawności.

 

Dlaczego tyle o tym piszę ?

Są dwa powody -- z jednej strony, paliwo i ogrzewanie to stałe pozycje każdego budżetu domowego. To co pozostanie można przeznaczyć na inne cele. Co ważniejsze, petrodolary są istotnym elementem globalnego przepływu kapitału.  W tym roku (do pażdziernika) import ropy przez samo USA wyniósł 300 mld USD, podczas gdy dekadę temu było to jedynie 30 mld USD.  W najbliższej przyszłości te pieniądze, zamiast budować miasta na pustyni,  pozostaną w krajach rozwiniętych i będą napędzać lokalne ekonomie.

Tagi: ropa, bańka internetowa, bańka surowcowa


2008-12-13 13:20
 Oceń wpis
   

Po tygodniu pełnym dramaturgii, główne indexy wylądowały dokłanie tam gdzie były tydzień temu.  W międzyczasie index w Shanghaiu osiągnął szczyt lokalny, wyższy niż w listopadzie, a index S&P500 przetestował od góry linię bessy, o której pisałem tydzień temu.

Warto zwrócić uwagę na krótkoterminowy wykres ropy. Znajduje się ona w dynamicznym trendzie spadkowym, rozpoczętym razem z załamaniem akcji. Trend ten jest mocny i 4 krotnie podparty, jednakże oscylatory wskazują na krańcowe wyprzedanie. Bardzo podobnie wyglądają wykresy cen miedzi i surowców rolnych.

 



Tak jak euforyczne wzrsty na ropie, w pierwszej połowie roku, oparte były na haśle, że "dolar to śmieć", tak obecne spadki związane są z "ucieczką do tresurek", czyli amarykańskich bonów skarbowych. Jednomiesięczne bony oprocentowane są na 0% a i tak popyt przekracza czterokrotnie podaż. Nawet bony 6-cio miesięczne oprocentowane są na 0.2%. Nie ma co ukrywać, uformowała się bańka "bezpieczeństwa", która wkrótce pęknie.

To pęknięcie będzie wiązało się z większą podażą dolarów na rynku a więc ze wzrostem cen surowców, wzrostem cen akcji oraz ze spadkiem dolara. Kwestią otwartą jest, w co pójdzie para, czyli który typ aktywów zanotuje nawiększe, w dłuższej perspektywie, wzrosty.

Ropa oczywiście znajduje się w bessie, i jeszcze w niej długie lata pobędzie, ale można się w najbliższym czasie spodziewać odreagowania do poziomu ok. 70-80 $/bbl.
 

Tagi: ropa, dolar, inwestowanie, s&p500


2008-12-06 09:18
 Oceń wpis
   

Bessa w Chinach przebiegała zupełnie innym rytmem niż na pozostałych parkietach.  Rekordy były bite w październiku 2007,  jeszcze w styczniu 2008 miały jeszcze miejsce wzrosty, poprzedzające załamanie i systematyczny ruch w dół . Podczas całej bessy index stracił ok. 75%.

W poprzednim tygodniu nastąpiło fałszywe wybicie indexu (długa czarna świeca) a w tym tygodniu index widocznie wybił się z trendu spadkowego. Widzimy również dwa wyraźnie minima w układzie wzrostowym, ale nie ma jeszcze wzrostowo układających się maksimów. Można więc mówić że bessa w Chinach się skończyła i będzie klarował się nowy trend.

 


Na pierwszy rzut oka, rozważania te mają niewiekie znaczenie praktyczne, gdyż na giełdzie tej nie można inwestować. Zakończona bessa ma jednakże ogromne znaczenie psychologiczne. Chiny są też znaczącym importerem dóbr kapitałowych oraz surowców z krajów rozwiniętych, więc ten index pośrednio ma wpływ na gospodarkę tak zwanej reszty świata.


Przenieśmy się bliżej, do wydarzeń piątkowych

Standardowy komentarz do piątkowej sesji mógłby brzemieć jakoś tak: "Fatalne dane z amerykańskiego rynku pracy, doprowadziły do przeceny złotówki i dynamicznych wzrostów indexow giełdowych za oceanem."  Bez snesu ? Hmm,  nie bardziej niż zwykle :-]

Pomyślmy o takim scenariuszu zabawy. Najpierw rynek przyzwyczaja mniej zorientowanych graczy do jakiegoś zachowania -- np. wywalania akcji po słabych danych z rynku pracy. Na początku wydaje się to nieracjonalne, że pareset straconych miejsc pracy powoduje miliardowe spadki kapitalizacji. Po pewnym czasie staje się to normalne (w sensie wszyscy się przyzwyczaili). No i przychodzi ten moment -- wiemy że dane będą fatalne, więc można zaspekulować na pewniaka. Rzesze spekulantów kupują opcje spadkową czy kontrakt przed danymi które mają być fatalne. No i dane są, tak jak wszczyscy oczekiwali, zancznie gorsze od oczekiwań ...

Co staje się później ? Ano, index nie za bardzo spada, a nawet następują wzrosty. W tej sytuacji strach zostać z krótkimi na weekend, co powoduje short-sqeez, którego siła jest wykorzystywana do przebicia lini trednu spadkowego ...

 

 

Dodatkowym pozytywnym elementem jest fakt, że ta linia spadkowa została przebita równiej na pozostałych indexach -- DJIA oraz Nasdaq

 

 

Tagi: bessa, hossa, s&p500, shanghai