O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2009-10-31 08:58
 Oceń wpis
   

Nie będę ukrywał, jestem solidnie zdezorientowany sytuacją na rynku. Od marca rynek dyskontował V Shaped Recovery, które teraz jest oficjalnie ogłoszonym faktem. Jest to okazja do realizacji zysków.

Zacznijmy jednak od walut. EuroDolar tańczy na lini trendu, ten trend był kilkakrotnie testowany, więc jego przełamanie powinno mieć wyraźne konsekwencje.

 

 

Patrząc na złotówkę, widzimy wybicie z rozpoczętego w lutym trendu. Widać to na indexie złotówki jak i na wszystkich ważnym parach -- dolarze, euro i franku szwajcarskim.  Względem franka  złotówka już od sierpnia jest w trendzie spadkowym.

 

 

 

 

 

Pytanie co dalej z giełdą, w kontekście, że rozpoczęte w lutym-marcu trendy się kończą. Czy to co widzimy to dynamiczne korekta czy koniec średnioterminowego trendu ? Rynek przełamał wyrysowaną przeze mnie linię trendu, ale oparł się na lini równoleglej, poprowadzonej od dna bessy. Widzimy też, że index tańczy ze średnią 50-cio dniową, a do 200-stu dniowej jest cokolwiek daleko.

 

 

Patrząc na dane makroekonomiczne widzimy wychodzenie z recesji i zestaw pozytywnych zjawisk: wzrost produktywności czy niskie zapasy, dlatego powrót bessy uważam za mało prawdopodobny. Głębokość krekty pozostaje jednak otwartym tematem.
 

Tagi: giełda, waluty, inwestowanie


2009-10-29 14:17
 Oceń wpis
   

Dzisiajsze dane Biura Analiz Ekonomicznych pokazały, że hipoteza o dynamicznym wyjściu z recesji była poprawna. W 3q2009 r. gospodarka wzrosła o 3.5% (w ujęciu rocznym). Również moje przewidywania sprzed trzech miesięcy okazały się słuszne (http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,v-shaped;recovery,33844.html)

Z tych 3.5%, 2.4% zawidzięczamy wydatkom osób prywatnych, w szczególności na dobra trwałe. Widać tu wyraźny wpływ programu "gotówka za złom", jako że zakupy samochodów dodały 1% do PKB.

Wolniejsze tempo likwidacji zapasów dało kolejny 1%. Trzeba przypomnieć, że zapasy są cały czas likwidowane, ale wolniej. Tempo likwidacji będzie dalej spadać i jeszcze długo, długo będzie pozytywnie wpływało wzrost PKB. 

Tagi: giełda, inwestowanie


2009-10-25 11:01
 Oceń wpis
   

W niedzielę dwa lata temu społeczeństwo wybrało Platformę Obywatelską i premierem został Donald Tusk. Motywem przewodnim tego dwulecia była teza, że to wszystko wina poprzedniej ekipy. Winny jest zawsze kaczor (ten czy drugi). Ja też wpiszę się w ten trend kultury politycznej i wyliczę błędy poprzedniej ekipy.

W 2005 roku nastąpiła eksplozja optymizmu, a ściślej rzecz ujmując rozpoczęła się eksplozja kredytowa. Kredyty dla gospodarstw domowych rozpoczęły swoją drogą ze 100 mld zł do 400 mld zł obecnie. (http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,przyrost;zadluzenia,24280.html ). Wynalazkiem, które rozpoczęło ten proces był rezygnacja Polaków w usług Narodowego Banku Polskiego, czy mówiąc prostym językiem kredyty we frankch szwajcarskich.

Jesienią 2005 roku rozpoczęły się na giełdzie wzrosty małych i średnich spółek a liderem wzrostów była deweloperka. Index sWig80 przez następne 2 lata wzrośnie 5-cio krotnie, index deweloperów 14-sto krotnie. W ciągu najbliższych dwóch lat cena mieszkań ma się potroić.  Dzięki światowemu popytowi na miedź, dywidenda KGHMu wzrośnie z 400 mln zł do 3.4 mld zł.

Polacy poczuli się bogaci, i chcieli uczestniczyć we wzroście gospodarczym. Już po szczycie koniunktury giełdowej, w połowie 2007 roku, do funduszy inwestcyjnych trafiało ok. 7 mld zł co miesiąc.

Co powiennien był zrobić przytomny rząd rozumiejący procesy gospodarcze i przyczyny rozkwitu ?

Zdławić koniunkturę

Po pierwsze zdławić hossę nadpłynnościową na giełdzie. Ponieważ ludzie już wcześniej zrezygnowali z usług NBP, zarządzanie nadpłynnością instrumentami monetarnymi przestało spełniać swoje funkcje. Rząd ma do tego lepsze środki w postaci spółek do prywatyzacji jak z trzymając pakiety akcji i w spółkach giełdowych. Tymi akcjami trzeba było nakarmić inwestorów, a pozyskane pieniędze zasiliłyby fundusz demograficzny. 

Drugą sprawą jaką należałobyło zrobić to ukręcić spekulacje na mieszkaniach. Ze względu na drakońską politykę monetarną, na przełomie wieków budowano bardzo mało. Przez co, przy ożywieniu kredytowym ceny eksplodowały. Rząd i parlament mogły zdławić tą hossę, puszczając na rynek ziemię budowlaną jak i ułatwiając proces inwestycji mieszkaniowych, by te pieniąddze poszły w budowy domków a nie spekulacje.

Co ciekawe, takie działania rządu, które z perspektywy czasu wyglądają najrozsądniej, ani wtedy ani teraz sławy by mu nie przyniosły. Już podczas największego go-go w polskiej historii rząd był krytykowany, że za wolno, że nie przyśpiesza, że Estonia przecież 10%.


 

Tagi: polityka


2009-10-23 12:43
 Oceń wpis
   

Główny warszawski index giełdowy, wig20 wybił się ponad linię oporu. Było to jednak wybicie wąskim rynkiem: indexy małych i średnich spółek cały czas są poniżej szczytów z sierpnia, a dodatkowo, podczas bicia rekordów więcej spółek spadało niż rosło.

 

 

 

Patrząc np. na indexy z Frankfurtu widzimy, że rynek rośnie całą szerokością.
 

 

Być może pewnym uzasadnieniem są sierpniowe dane o nowych zamówieniach. Zamówienia wzrosły o 2% m/m w strefie Euro i o 1.2% m/m w całej Uni Europejskiej. Generalnie w większości krajów widać mały wzrost, odstają tylko dwa: Pierwsza Irlandia (-14% m/m) i Druga Irlandia (-10% m/m).

Ogromny dysonans jest też na froncie spółek energetycznych. Z jednej strony nie ma chętnych na akcje Enei a z drugiej strony media donoszą o ogromnych kredytach na akcje PGE.

Ale po kolei. Enea została sprywatyzowana przez giełdę, tyle, że jedynie 5% akcji jest w wolnym obrocie. Jeżeli już spółka została sprywatyzowana przez giełdę to po co teraz szukać inwestora strategicznego ? czy nie lepiej puszczać pakiety na rynek, lub znaleźć inwestorów portfelowych typu OFE ? Jeżeli od początku chodziło o inwestora strategicznego, to po co było prywatyzować przez giełdę, te 5% i tak nie określi wartości godziwej społki.

Teraz PGE, ponownie do inwestorów indywidualnych ma trafić pakiet za 600 mln zł. Media donoszą o kredytach na akcje na 10 mld zł, i spodziewana jest duża redukcja. Czyli ludzie oferują pieniądze których nie mają, na akcje których nie chcą, licząc, że ktoś im ich nie sprzeda. Cokolwiek skomplikowane :-)) Pytanie co z bankami, czy te 10 mld zł to one naprawdę mają, czy tylko udają że mają i też liczą,  że nie będzie realnej potrzeby angażować środków.

Tagi: giełda, inwestowanie


2009-10-19 21:47
 Oceń wpis
   

Prezydent, podpisując Traktat Lizbński strzelił Polsce samobója, co staje się szczególnie jaskrawo widoczne właśnie teraz. Czechy, spadkobierca Czechosłowacji, zarządał przed podpisaniem traktatu uznania ich praw historycznych, i te prawa będą im przyznane. Dokłanie te same prawa nie będą już jednak przysługiwały drugiemu spadkobiercy -- Słowacji, gdyż ona jest już po podpisaniu traktatu.

Ta sytuacja świetnie pokazuje jak wygląda proces polityczny w Uni Europejskiej. Każdy kraj stara się ugrać jak najwięcej dla siebie, a im bardziej zagmartwany jest system prawny, tym łatwiej takie rozgrywki przeprowadzać. Dla przykładu Niemcy, najsilniejsze państwo w Uni, wytargowali sobie, że prawo niemieckie jest powyżej europejskiego. Mogą więc forsować rozwiązania, które wszyskich będą obowiązywać tylko nie ich.

W Polsce proces polityczny, czyli dzialalność parlamantu, prezydenta i mediów jest nastawiony na czołobitność względem Europy. Rzeczą rozsądną byłoby określenie strategicznych i taktycznych interesów narodowych i realizowanie ich krok po kroku. Oczywiście wymaga to wcześniej dyskusji jakie są nasze interesy, a jeszcze wcześniej przyznania, że takie coś jak interes narodowy istnieje ...

Z punktu widzenia przyzwoitego Europejczyka, ten traktat jest rozczarowaniem. Osobiście spodziewałbym się trzech stron z piędziesięcioma stwierdzeniami o jednoznacznym znaczeniu. Traktat Lizboński jest tego przeciwieństwem. Jest to poprawka do dwóch innych dokumentów, i już nie o to chodzi, że mało kto go zrozumiał, ale o to, że mało kto policzył ile ma stron.

 



2009-10-17 09:13
 Oceń wpis
   

Sytuacja na warszawskim parkiecie wygląda niewesoło. Zacznijmy jednak od szerokiej perspektywy, czyli indexu S&P500, którego wykres w skali półrocznej przedstawiony jest na wykresie. Najciekawsza rzecz, jaką trzeba zanaczyć, to że niem ma już zaznaczonego minimum z marca. Miłościwie nam panująca hossa ma już ponad siedem miesięcy.

 

 

Linia trendu została pociągnięta zgodnie z opisem parę wpisów temu. Widzimy też zestaw lini poziomych, są to zniesienia harmoniczne całej bessy oraz poziom poprzedniego szczytu. Jak widziemy, drugie, 38% zniesienie harmoniczne okazało się wsparciem wyprzedaży sprzed dwóch tygodni.

W tym tygodniu index z hukiem ustatniowił nowe maksimum roczne, a korygująca sesja w piątek odbiła się od lini poprzedniego maksimum. Tym samym index ma otwartą drogę do kolejnego zniesienia harmonicznego w okolicy 1120 punktów.

Krajowy rynek

 

 

W Warszawie 38% zniesienie harmoniczne cały czs jest oporem. Pierwszy raz  Wig20 przebił ten opór 25. sierpnia, lecz szybko powrócił skąd przyszedł, a potem był jeszcze nieudany atak pod koniec września. W tym tygodniu index przebił (naruszył) opór w środę, lecz atak na roczne maksima okazał się fiaskiem i tydzień kończy się poniżej zniesienia harmonicznego.

Szeroki rynek

 

 

Szeroki rynek, czyli indexy mWig40 i sWig80 pokazują jeszcze większą słabość. Od końca sierpnia, kolejne szczyty na mWig40 są coraz niżej i obecnie chyba trzeba patrzeć czy wsparcia będą wytrzymywać, a nie czy opory będą łamane.

AD-Line

 

 

Jeszcze bardziej tą słabość widać patrząc na AD-Line. Jest to wskaźnik, który mówi ile społek rośnie a ile spada, niezależnie od stopnia zmiany i kapitalizacji. Wskaźnik ten wyraźnie spada od dłuższego czasu i przebił już linię trendu.  Taki układ świadczy o tym, że atak na maksima przez Wig20 był atakiem na bardzo wąskim rynku.

Podsumowując

Obecna sytuacja na warszawskim parkiecie jest mocno niewesoła, parkiet cały czas leczy kaca po ekscesach lat 2005-2007. O ile pierwsza faza tego kaca -- zniechęcenie inwestorów do akcji -- powoli mija, to może pojawić się drugi etap. Spółki, przyzwyczajone do snucia planów kolonizacji księżyca i ciągłych emisji akcji mogą mieć problemy w zderzeniu z twardą rzeczywistością słabnącej akcji kredytowej.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2009-10-12 22:25
 Oceń wpis
   

Peter D. Schiff jest obecnie bardzo popularnym autorem i wieszczem, który przewidział kryzys, a teraz widzi złoto po 5000$. Przeczytałem jego nową książkę i przedstawiam krótką jej recenzję.

Książka "Crash Proof 2.0" to przedruk książki z 2006 r. uzupełniony komentarzem do każdego rozdziału napisanym już w 2009 r. Główna teza książki jest taka, że dolar straci 90% wartości nabywczej. Autor też ocenia, że efektem nieuchronnego zalamania w USA będzie rozkwit reszty świata, a w szczególności Azji (teoria decouplingu).

Pierwszy argument książki jest według mnie celny: największym problemem USA jest deficyt handlowy, czyli to że USA konsumuje więcej niż produkuje. Jak jednak widać na poniższym wykresie, 2006 rok jest końcem 10 letniego trendu zwiększającego się defictu handlowego. W komentarzach z 2009 r. autor nigdy nie odniósł się do tego, że obecnie ten deficyt jest znacząco mniejszy. Czyli do tego, że fundamet całego rozumowania jest nieaktualny.

 

 

Książka pełna jest sprzeczności logicznych i tendencyjnego traktowania faktów, których aż nie chce mi się wszystkich wymieniać. Autor celnie zauważa, że miary wzrostu, np. GDP czy inflacji, np. CPI nie są doskonałe. Jednak przykłady są tendencyjne, poważnie są potraktowane hipotetyczne sytuacje, które sztucznie zwiększają GDP i sztucznie zmniejszają CPI, gdy realne zjawiska,  np. coraz lepsze i tańsze komputery są wyśmiane.

Niekiedy te sprzeczności mają groteskowy charakter. Jak pamiętamy, głowną tezą jest, że realna inflacja jest znacznie wyższa niż oficjalnie podawana i że jest sztucznie ukrywana przez rząd. Raz autor pisze nawet, że obligacje są subwencjonowane, co daje ich niskie oprocentowanie. Ale już w następnym akapicie autor pisze, że kupowanie dóbr konsumpcyjnych (np. lodówki) na kredyt powoduje, że w sumie musimy na nią więcej pracować, i że lepszym rozwiązaniem jest na nią oszczędzić składając przy okazji oprocentowanie. Tyle że jeżeli inflacja rzeczywiście jest wyższa niż oprocentowanie lokat/kredytów, to najrozsądniejsze co można zrobić to właśnie kupować dobra konsumpcyjne na kredyt ...

O ile trzeba przyznać, że autor celnie przewidział załamanie na rynku hipotecznym, o tyle przewidywanie, że doprowadzi to do upadku dolara okazały się  kompletnie błędne. Ten wzrost został przypisany irracjonalnemu zachowaniu rynku. W mojej opini jest zupełnie inaczej, by to zrozumieć, najpierw zobaczmy zalecenia inwestycyjne z 2006 roku.

Autor radzi kupować akcje firm z Europy i Azji oraz złoto i kopalnie złota. Jedna z rad posuwa się bardzo daleko, by wykorzystać sztucznie niskie stopy procentowe biorąc 30 letni kredyt hipoteczny o stałym oprocentowaniu 6% i za te pieniądze kupować europejskie firmy płacące dywidendy.

Od połowy 2007 r., dzięki taniejącemu dolarowi i spadającym stopą procentowym, ludzie taki proceder prowadzili -- kupowali rzeczy których nie potrzebowali za pieniądze ktorych nie mieli. W szczególności surowce i inne aktywa ulokowane poza USA. Gdy zrobiło się niewesoło, a koncepcja decouplingu okazała się iluzją, ludzie zaczęli ciąć straty, co jest zachowaniem racjonalnym. Potwierdzeniem mojej tezy jest fakt, że jen japoński, najważniejsze paliwo carry-trade, wzmocnił się jeszcze bardziej niż dolar.

W jednym z nowych komentarzy autor ucziwie przyznaje, że ludzie inwesujący według jego zaleceń zostali w 2008 roku bardziej poszkodowani niż inwestujący "standardowo". Rozwiązaniem tego problemu jest uśrednianie w dół, bo teraz jest przecież jeszcze więcej okazji ...

Pod koniec książki autor z intelektualisty powoli zamienia się w cokolwiek nachalnego sprzedawcę usług swojej firmy brokerskiej. Zagrywki psychologiczne, typu "kupuj dzisiaj nie czekaj do jutra", są troszeczkę żenujące, podobnie jak sugestie o zaopatrzenie się w "odpowiednie środki na wypadek wybuchu zamieszek".

Podsumowując, tezy autora nie są ani spójne logicznie, ani szczególnie celne ani też oryginalne. Popularność autora daje do myślenia, jaka jest obecnie skala procederu carry-trade opartego o dolara, szczególnie w perspektywie podwyżek stóp procentowych. W pewnym sensie, ukoronowaniem bańki spekulacyjnej na nieruchomościach w USA była popularność bananowej ekonomi propagowanej przez R. Kiyosakiego, być może popularność nie tak znowu odmiennej bananowej ekonomii proponowanej  P. D. Schiffa jest ukoronowaniem bańki na wszystkim co nie jest dolarem.
 

Tagi: ekonomia, giełda, inwestowanie


2009-10-09 10:14
 Oceń wpis
   

Główny index giełdowy, S&P500 zarysował w tym roku trzy wyraźne minima. Wyrysowanie trendu w oparciu o nie wymaga jednak pewnej kreatywności, gdyż nie układają się one w jednej lini.

Moja propozycja trendu przedstawiona jest na wykresie. Wyrysowałem go poprzez minima z lipca i obecne, a potem ekstrapolowałem do minimum absolutnego. Tam wypadło w połowie wysokiej świecy pierwszego dnia hossy. Równoległa linia po maksimach też wygląda rozsądnie, wypadajac kilkakrotnie na przełomowe punkty.

 

 

Jeżeli ta konstrukcja ma sens, obecnie jesteśmy na początku fali wzrostowej, która powinna zaprowadzić indexy w okolice górnego ograniczenie trendu. Pierwszym potwierdzeniem powinno być szybkie wyłamanie się na roczne maksima.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2009-10-09 04:41
 Oceń wpis
   

Złoto jednak wyłamało się ponad opór i obecnie granie na krótko nie jest dobrym pomysłem. Próba łapania szczytu bańki spekulacyjnej jest zbyt kosztownym przedsięwzięciem by była opłacalna, gdyż rynek potrafi być irracjonalny dłużej niż inwestor potrafi być wypłacalny. Dla przykładu, nasdaq w czasach dot-com podwoił się na kilka miesięcy przed załamaniem, po którym stracił 90% wartości.

Sytuację na złocie celnie opisuje największy proponent tego metalu P. D. Shiff w swojej książce "CrashProof 2.0". W mojej interpretacji (być może błędnej) streściłbym to tak:

1. złoto jest najlepszym składnikiem wartości
2. inwestowanie w złoto jest wotum nieufności wobec dolara a przede wszystkim ochroną przed inflacją
3. stopień inflacji jest fałszowany przez rząd ("układ" :-) i CPI nie odzwierdzieciedla prawdziwego stopnia inflacji, prawdziwy stopień inflacji najlepiej odzwierciedla wzrost ceny złota

Z tego można dojść do wniosku, że im złoto droższe tym wyższa jest "realna" inflacja i tym bardziej pożądana jest ochrona przed nią poprzez inwestycję w złoto. Im wyższa cena, tym bardziej fundamentalna.

Budzi to analogie z opisem mechanizmu bańki spekulacyjnej podanej przez G. Sorosa w książce "Financial Alchemy". Dla przykladu opis "bańki konglomeratów" z lat 60-tych:

1. liczy się wzrost
2. im szybciej rosną zyski spółki tym więcej warto za te zyski zapłacić, wyższy wskaźnik P/E jest właściwy
3. spółka może za swoje akcje przejmować inne spółki, kupując sobie zyski. Im spółka ma wyższy wskaźnik P/E tym taniej może swoimi akcjami kupić inną spółkę, co umożliwia szybszy wzrost.

Czyli im wyższa cena tym bardziej fundamentalna.

Tagi: giełda, inwestowanie, bańka spekulacyjna


2009-10-07 12:39
 Oceń wpis
   

Powoli wyjaśnia się najważniejsza transakcja tego tygodnia. ZUS otworzył linię kredytową na 2 500 mln zł w konsorcjum PKO PB i Nordea. Planowane jest otwarcie lini na łączną kwotę 5 mld zł.

Dla ustalenia uwagi. Miesięczny przyrost kredytów hipotecznych, wszystkich Polskich bankow,  po oczyszczeniu z wpływu kursowego,  wynosi obecnie ok. 2 mld zł. W czasach prosperity sięgał on 4 mld zł.  Czyli ta pożyczka mogłaby sfinansować wszystki zakupy mieszkań przez ponad miesiąc.

Oprocentowanie pożyczki wynosi WIBOR + 3.45%. Musimy pamiętać, że ZUS jest gwarantowany przez państwo i ryzyko tego kredytu wynosi 0. Słownie: zero. W takim układzie pożyczanie komukolwiek z niższą marżą jest z punktu widzenia banku nierozsądne, bo i ryzyko zawsze będzie większe jak i koszty administracyjne na złotówkę kredytu wyższe. Prawdopodobnie wkrótce zobaczymy klasyczny przykład wypierania sektora prywatnego przez publiczny.

Rząd, którego koszty finansowania wynoszą praktycznie tyle co WIBOR,  mógłby zwiększyć dotację do ZUSu, i wtedy kredyt ten niebyłby potrzebny.  Gdyby jednak rząd zwiększył dotację, te kilka miliardow zwiększyłoby bezpośrednio deficyt budżetowy co jest nie do zaakceptowania ze względow propagandowych. Osiągnięcie tego celu propagandowego kosztuje podatników około 86 mln zł (2500 * 0.0345). Ale nie jest to chyba wygórowana cena za dobre samopoczucie premiera i rosnące słupki poparcia.

Przy okazji ta pożyczka, choć to tylko kropla w morzu potrzeb (ZUS obraca miesięcznie kwotami ponad 12 mld zł), uświadamia społeczenstwu, że raj młodych emerytów jest na kredyt i trwać wiecznie nie będzie.  
 

Tagi: zus, pr, propaganda sukcesu
1 | 2 |