O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2009-12-30 22:10
 Oceń wpis
   

Dziesięć lat temu świat wyglądał inaczej. Komputery, komputery, internet, komputery. Miały zmienić świat. Plus telefonia komórkowa. Kraje rozwinięte, szczególnie USA były na szczycie. Pieniądze wpompowane w gospodarkę na intencję upłynnienia aktywów LTCM, który zbankrutował z powodu taniej ropy, zasiliły hossę na spółkach technologicznych i "technologicznych".  Na przełomie poprzedniej dekady nasdaq podwoił się w kilka miesięcy.

W dziesięć lat sytuacja się odwróciła. Natebooka, szybki internet i telefon komórkowy ma każdy. Są tanie i dobre, i jest to uważane ze normalność. Co innego ropa, miedź, złoto i nieruchomości. To jest właśnie pieśń naszych czasów.

Bańka na ropie pękła w 2008 r., na złocie być może właśnie pęka, podobnie z miedzią. Z nieruchomościami sprawa jest skomplikowana.  Bańka na nieruchomościach w USA zaczęła pękać w 2006 roku i obecnie ceny są już chyba sprowadzone do parteru. W Polsce bańka zaczęła rosnąć w 2004 roku i mimo pęknięcia w 2007 roku, do dna jest jeszcze bardzo, bardzo daleko.

Liderem dekady były Chiny. Obecnie gospodarka Chin cały czas rośnie w tempie 9% rocznie, a akcja kredytowa rośnie o 30% PKB rocznie. Trudno wyobrazić sobie by ten wzrost trwał wiecznie … Jeszcze kilka lat taki taki wzrost może potrwać, ale po nim przyjdzie recesja. Pytanie, czy w kraju, w którym akcja kredytowa rośnie tak szybko możliwe jest miękkie lądowanie.  Raczej nie. Spodziewałbym się twardego lądowania. Bardzo twardego. Trzeba też dodać, że Chiny są egzotycznym tworem tak politycznym jak i ekonomicznym. Załamanie gospodarki może być zapalnikiem głębszych przemian politycznych w Państwie Środka.

Przemiany społeczne w Chinach mogą doprowadzić do tego, że chińskie towary nie będą tak tanie jak do tej pory. To przełkniemy. Gorzej, że drożejące towary spowodują wzrost cen, co władze monetarne odczytają jako inflację. Za brak taniego dziadostwa zapłacimy więc dużo więcej wyższymi stopami procentowymi, a więc droższym kredytem jak i załamaniem rynku obligacji. W imię stabilności ekonomicznej. Wtedy pewnie się okaże, że koncepcja polityki monetarnej opartej o inflację została już chyba wyczerpana i czeka nas zmiana jej założeń.

Jak będzie wyglądał świat za dziesięć lat ? Jedyne co mogę powiedzieć, to że zupełnie inaczej niż teraz … te zmiany będziemy tydzień po tygodniu obserwować na blogu.

 



2009-12-27 09:43
 Oceń wpis
   

Polska, by wstąpić do Strefy Euro musi spełnić kryteria z Maastricht. W szczególności, deficyt sektora finansów publicznych (SFP) musi być poniżej 3% PKB. Zauważmy na samym początku, że Polska nie jest małym krajem peryferyjnym i o żadnej taryfie ulgowej nie może być mowy. Sytuacja musi być krystalicznie czysta, bez "przesunięć w statystyce narodowej" jak to było w przypadku Grecji.

Ostatnim razem Polska spełniała kryterium deficytowe w 2007 r. a więc u szczytu hossy jak i przed obniżkami (para)podatków i przed rewaloryzacją świadczeń socjalnych. Możemy założyć, że ponowne spełnienie tego kryterium będzie możliwe przy silnym wzroście gospodarczym jak i niezbędne będą przynajmniej minimalne reformy ograniczające wydatki.

Reformy

Reform tymczasowo nie będzie. Rząd zapowiedział, że nie będzie przedstawiał ustaw, które mógłby zawetować Prezydent, a społeczeństwo zaakceptowało tą wymówkę. Teraz Rząd sugeruje, że nie będzie przedstawiał ustaw, których nie poprze koalicjant. Więc termin rozpoczęcia reform przesuwa się już nie do wyborów prezydenckich za rok, ale do wyborów parlamentarnych na jesieni 2011 r.  Do tego czasu możemy spodziewać się jedynie księgowych sztuczek by uniknąć ustawowych progów ograniczających zadłużenie i nacjonalizacji oszczędności z OFE.

Jeżeli Platforma będzie miała pełnię władzy  jesienią 2011 roku, czyli prezydenta i większość w parlamencie, będzie mogła rozpocząć reformy. Tyle że zmienianie strategii politycznej maniany, która przynosi takie efekty jest szalenie ryzykowne. Dodatkowo, w 2012 roku będą ważniejsze sprawy na głowie, konkretnie Mistrzostwa Europy w piłce nożnej.

Tak więc na reformy być może przyjdzie pora w 2013 r. i budżety w 2014 czy 2015 roku będą już odchudzone. Jeżeli reformy będą trafione, sprawnie przeprowadzone i przyniosą natychmiastowy efekt,  gdzieś wtedy, w 2015, możemy najwcześniej spodziewać się spełniania kryterium deficytowego.

Cykl gospodarczy

Hossa na giełdzie trwa już od roku. Typowo, hossa trwa jakieś pięć lat, więc w 2013-14 czeka nas być może szczyt tej hossy. Po tym szczycie przyjdzie spowolnienie gospodarcze lub recesja. Jeżeli ta hossa potrwa jedynie pięć lat, wejście do Strefy Euro możemy włożyć między bajki.

Są jednak powody sądzić, że obecna hossa będzie dłuższa. W centrali, jest około 15 mln bezrobotnych, a underemployment wynosi około 17%. Bezrobotni znajdując pracę, będą generowali wzrost gospodarczy. Ten proces może potrwać około 5 lat, przy zatrudnieniu rosnącym w tempie 300 tyś miesięcznie. Po osiągnięciu pełnego zatrudnienia, w atmosferze optymizmu, potrzeba jeszcze roku na przeprowadzenie dystrybucji akcji w ręce społeczeństwa.  W tej wyliczane szczyt hossy wypadnie gdzieś w 2015 r.  Stwarza to możliwość, że Polska zmieści się w okienku hossy by przyjąć Euro.

Podsumowując

W obecnym układzie politycznym najwcześniejsza data przyjęcia euro to 2015 rok. By ten termin był realistyczny, potrzebny będzie dodatkowo dłuższy niż zwykle cykliczny wzrost gospodarczy.  W przypadku jakichkolwiek niespodziewanych okoliczności wstąpienie do strefy euro może się odwlec do szczytu kolejnej hossy czyli gdzieś tak do 2020 roku.
 



2009-12-23 10:28
 Oceń wpis
   

Powoli mija 2009 rok, którego przełomowym wydarzeniem był koniec dwuletniej bessy. W tym momencie warto wrócić do scenariusza fabularnego z kwietnia, w którym zapowiadałem stabilny wzrost w okolice 2400 pkt. Ten scenariusz się spełnił jak i wypełnił. Spełnił się w tym sensie, że rzeczywiście mieliśmy stabilny wzrost do zapowiadanego poziomu, a wypełnił się, gdyż był to scenariusz normalizacji, która została osiągnięta.

Na nowy rok potrzebujemy nowego scenariusza, scenariusza wzrostu. Przez ostatnie dwa lata ludzie upodobali sobie kolekcjonowanie banknotów, i banki centralne umożliwiły to zwiększając podaż pieniądza. Ta podaż pieniądza M1 nie przełożyła się na wzrost wyższych agregatów, M2. Mówiąc po ludzku, pieniądze nie zaczęły krążyć po gospodarce. Wkrótce się to zmieni. Wygeneruje to wzrost gospodarczy jak i presję inflacyjną. Wzrost cen konkretnej grupy towarów da nam sygnał o niedoinwestowaniu danego sektora -- będzie to świetny kandydat na lidera nowej hossy.

Życząc spokojnych i wesołych świąt chciałbym przypomnieć jedno przysłowie giełdowe: byki zarabiają, niedźwiedzie zarabiają a marudy idą na rzeź.



2009-12-18 20:28
 Oceń wpis
   

Program reperowania kraju zostaje oficjalnie zastąpiony programem leperowania kraju. Ale po kolei. W tym tygodniu złotówka osłabiała się względem dolara i jest to kontynuacja procesu rozpoczętego dwa tygodnie temu.  Osłabienie złotówki jest wywołane globalnym odwrotem od złota i walut wschodzących spowodowanym stopniowym ograniczaniem płynności przez FED.

Dolar wyłamał się ponad linię trendu jak i ponad średnie 20-sto i 50-cio dniową. Patrząc się na krótszy termin widzimy, że dolar dotarł do ważnego oporu na 2.95 zł.  Kolejnym ważnym oporem będzie psychologiczna granica 3 zł.

 

 

I wersja z pełnym wachlarzem:

 

 

Oczywiście za wcześnie jeszcze by spekulować czy przed nami druga fala hossy na dolarze i jak  daleko nas zaprowadzi.  Pierwsza fala miała długość 1.8 zł, więc jeśli obecna fala miałaby dotrzymać jej kroku, to zaprowadzi nas w okolice 4.5 zł. Być może będzie się to działo pod przewodnictwem Rady Polityki Pieniężnej, do której kandydatów właśnie poznajemy.

W piątek, jeden z nich zaprezentował swoje, dość oryginalne, poglądy na politykę fiskalną i monetarną. W wywiadzie powiedział, że do wyborów jesienią 2011 r. żadnych reform nie należy wprowadzać, by nie drażnić elektoratu. By zapobiec jednak przekroczenia ustawowych granic zadłużenia, wszelkie niedobory finansowe należy pokryć przekazując zysk z NBP budżetowi.

Jak pisałem wcześniej, NBP jest posiadaczem walut i osłabienie złotówki może zaksięgować jako zysk. Ten papierowy zysk może przekazać budżetowi co jest równoznaczna z dodrukiem pieniądza. NBP może też uznać, że osłabienie jest chwilowe i zysk zaksięgować jako "rezerwę rewaluacyjną", która będzie rozwiązana po umocnieniu się złotówki.  To drugie rozwiązanie jest preferowane przez obecne władze monetarne

Zauważmy, że dyskutowane rozwiązanie -- brak reform i dodruk pieniędzy -- nie jest już postulatem populistycznych bojówek z kosami na sztorc, a oficjalnego kandydata do RPP rządzącej partii politycznej. Jaka ta granica między salonami a oborą cieniutka …

W nowej, zleperowanej radzie, nie może oczywiście zabraknąć kryminalistów. I tu znowu nasz kandydat znowu pasuje jak ulał, bo wyroczek na koncie już jest. I to nie byle jaki -- za wygrażanie prezesowi NBP.


 

Tagi: rpp, waluty, populizm


2009-12-12 12:00
 Oceń wpis
   

W tym tygodniu rynek potwierdził zachowanie z zeszłego piątku. Po dobrych informacjach z USA wzmacniał się dolar, złoto leciało na ryja a giełda kołatała się w trwającej od miesiąca "formacji muru obronnego".  Rynek reaguje, jakby spodziewał się ograniczenia płynności a następnie podwyżek stóp procentowych.

Polityka słabego dolara jako narzędzia równoważenia deficytu handlowego osiągnęła swój cel, ale też chyba wyczerpała już swój potencjał. Deficyt wyniósł 32 mld USD z czego deficyt z Chinami wyniósł 22 mld USD a deficyt związany z ropą i pochodnymi drugie 22 mld USD.

Ponieważ Chiny nie mają prawdziwej waluty a jedynie bilety zdawkowe o wartości związanej z dolarem, słaby dolar nie poprawi bilansu z Chinami. Jednakże  fluktuacje dolara wobec euro mogą Chińską gospodarkę solidnie zdestabilizować, co może być impulsem utworzenia przez Chiny własnej, wymienialnej waluty.

Podobnie z ropą, jej cena jest odwrotnie skorelowana z siłą dolara. Przez ostatnią dekadę, to USA potrzebowały ropy a jej producenci, szczególnie w krajach arabskich, woleli "ropą pod ziemią niż dolary w garści". Obecnie konsumpcja ropy spadła, a ogromne inwestycje w wysoką efektywność energetyczną będą przynosiły swój efekt. Z drugiej strony, budowanie miast na piasku, finansowane "islamskimi obligacjami" nie było trafioną inwestycją, ale kraje arabskie nie pozwolą na upokorzenie własnej religii. Będą pompowały więcej ropy by pokryć straty.

Możemy się więc spodziewać, że wzmocnienie dolara będzie wiązało się z dalszym spadkiem ceny ropy. Tania ropa będzie wzmacniała USA, co dalej wzmocni dolara.  Karuzela carry-trade opisana rok temu, kręci się w drugą stronę.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2009-12-05 10:20
 Oceń wpis
   

Wczoraj mieliśmy demonstrację jak wygląda zwijanie carry-trade na dolarze. Zaczęło się od świetnych danych z rynku pracy: w listopadzie ubyło jedynie 11 tyś miejsc pracy, a ubytki poprzednich miesiącach skorygowano w dół, z 219 tyś do 139 tyś we wrześniu i z 190 tyś do 111 tyś w październiku. Sumując, we wrześniu i październiku liczba miejsc pracy spadła o 160 tyś mniej niż mówiły poprzednie szacunki.

Pierwszą reakcją był wzrost na giełdzie, wzrost dolara względem euro oraz spadek ceny złota. Jest to nowość, gdyż dotychczas wzrosty na giełdach skorelowane były ze spadkiem dolara. 

 

 

 

 

Po kilku godzinach powróciły dawne korelacje i wraz z umacniającym się dolarem spadały złoto i giełdy. Ostatecznie dzień skończył się spadkiem ceny złota o ponad 4%, wzrostem dolara względem euro o 1.3% i symbolicznym wzrostem na giełdzie.

Poprawa na rynku pracy to proces którego nie da się łatwo zahamować. Im więcej ludzi pracuje, tym wyższa siła nabywcza, co z kolei przekłada się na większy popyt na towary i usługi. Biorąc pod uwagę, że magazyny puste, wyższy popyt bezpośrednio przełoży się na wzrost zatrudnienia. Będzie to dalej stymulowało popyt, inwestycje i wzrost gospodarczy. FED będzie ten proces moderował zacieśniając politykę monetarną.

Tagi: giełda, inwestowanie