O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2009-03-29 10:21
 Oceń wpis
   

Nie ma nic równie destabilizującego jak przeciągający się okres stabilizacji. Patrząc z perspektywy, przyczyn obecnego kryzysu można doszukiwać się w regulacjach i procesach, których celem było właśnie zapewnienie trwałej stabilności. Wiele z poruszonych w tym wpisie tematów było już wcześniej dyskutowanych na blogu, ale postanowiłem zebrać je w jedną całość.

Pierwszym takim procesem była regulacja Community Reinvestment Act z połowy lat 90-tych, której celem była stabilizacjia społeczeństwa, poprzez umożliwienie również mniej zamożnym obywatelom zaciągnięcie kredytu na własny dom. W założeniach, ludzie posiadający własne lokum bardziej o nie dbają i ciężej pracują spłacając raty własnego a nie wynajmowanego mieszkania. Naturalną konsekwencją obniżenia standardów kredytowych, był też pozytywnie postrzegany wzrost cen nieruchomości. W 1997 r. pojawiły się pierwsze obligacje oparte na tych "socjalnych" kredytach, ich emientem był Bear Stearns.

Drugi proces to regulacja basel II, szczególnie w połączeniu z zasadą mark-to-market. Regulacje te określają wymagany stopień wypłacalności banków by zapobiec ich upadkom. W czasach prosperity, jasne standardy ryzyka są  pokusą do jego maksymalizacji, w ramach formalnej możliwści. Problem zaczyna się, gdy ze względu na spadek wartości aktywów i odpisy wszystkie banki zmuszone są do podnoszenia kapitału a co gorsze do likwidacji aktywów. Wyprzedaże prowadzą do dalszego spadku cen aktywów, co zmusza banki do dalszej wyprzedaży.

Trzeci proces to sekurytyzacja i ubezpieczanie długu. Z jedej strony, połączenie wielu kredytów hipotecznych z różnych rynków w jedną obligację stabilizuje –obniża fluktuacje związaną niepowodzeniem pojedyńczych kredytów. Gdy jednak następuje spowolnienie albo recesja na całym rynku, połączenie przed niczym nie chroni, za to uniemożliwia renegocjację kredytu. Nie ma jednego pożyczkodawcy i pożyczkobiorcy, którzy mogą renegocjować warunki. Podobnie, ubezpieczanie długu, z jednej strony zmniejsza regulacyjne obowiązki wobec kapitału własnego ale z drugiej zniechęca kredytodawcę do negocjacji.

Wreszcie czwarty proces to ogromny popyt na "bezpieczne" aktywa, który doprowadził do bańki obligacyjnej, o czym pisałem miesiąc temu.

Polska

Problemy hipoteczne docierają powoli także powoli do Polski. Tutaj zasadniczą różnicą jest, że w Polsce nie można porzucić nieruchomości. Dopóki kredytobiorca regularnie spłaca kredyt, nie jest dla banku problemem, że kredyt z 400 tyś zł zrobił się 600 tyś zł a nieruchomości nie dałoby się sprzedać i za 300 tyś zł. Problem się zacznie gdy kredyty przestaną być regularnie spłacane – co zapewne nastąpi gdy tyknie globalna inflacja, a za nią wzrośnie LIBOR. Dodatkowym problemem banków może być konieczność uzupełniania collateral za swapy frankowe lub problemy z rolowaniem długów. Mimo bardzo niskich stóp procentowych w Szwajcarii, realne stopy procentowe dla nowych kredytów są sporo wyższe. Trzeba też zauważyć, że wzrost globalnego optymizmu i skłonności do ryzyka, który zaczął się w lutym, nie przełożył się szczególnie na zapowiadany przez analityków wzrost złotówki.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że u szczytu amerykańskiej bańki mieszkaniowej, mediana ceny domu wynosiła 220 tyś usd, przy średniej pensji pracownika na stanowisku niekierowniczym około 18 usd/godzinę. Daje to cenę domu 12 tyś godzin.  W największym Polskim rynku, w Warszawie, madiana ceny 2 pokojowego mieszkania wynosiła u szczytu 400 tyś zł, przy średniej pensji około 20 zł/godzinę. Co daje realną cenę 20 tyś godzin. Oczywiście to porównanie nie uwzględnia wielu detali, ale widać że bańka w Polsce była dużo bardziej przerośnięta, co jest efektem połączenia bańki hipotecznej ze spekulacjami walutowymi. Powracając do głównego motywu wpisu, zauważmy, że motorem carry-trade na franku była polityka niskiej inflacji (stabilizacji cen) prowadzona przez RPP.
 

Tagi: hipoteki, stabilizacja, destabilizacja


2009-03-28 11:40
 Oceń wpis
   

Ten tydzień i miesiąc upłynął pod znakiem wzrostów i stabilizacji. Szeroki index S&P500 w poniedziałek wyraźnie przebił średnią 50-cio dniową, którą następnie przetestował od góry. Linia ta, z oporu stała się wsparciem. W czwartek index przywitał się ze średnią 100-dniową, którą widział ostatni raz latem ubiegłego roku.

 


Index strachu, czyli VIX naruszył średnią 200-stu dniową, zamykając się dwie sesje z rzędu poniżej tej lini. Naruszenie miało też miejsce w zeszłym tygodniu. Warto przypomnieć, że VIX wybił się ponad średnią 200-dniową we wrześniu zeszłego roku, podczas paniki na rynku pieniężnym i ucieczki do T-Bills, których rentowność spadła tego dnia do zera.

 


Te dwa wykresy mówią o stabilizacji na szerokim rynku i powolnym spadku percepcji ryzyska. Pozytywnie wyglądą też  sytuacja NASDAQa, index ten wybił się ponad średnią 100-dniową i w przyszłym tygodniu ma szansę testować tegoroczne maksima.

 


Pozytywnym sygnałem byłoby w tym momencie, gdyby wzrosty indexów przełożyły się na wzrost optymizmu w szerokiej gospodarce – wzrost zamówień, ograniczanie zwolnień, większą sprzedaż nieruchomości.


Ciekawostką jest, że niektóre spółki technologiczne, które były modne w połowie lat dziewiędzisiątych ale przespały okres dot-comu, chcą wrócić na scenę. Wspomniny dwa tygodnie temu AMD wybił się ponad średnią 100-dniową i po 40% wzroście zaatakował średnią 200-dniową. Optymistyczny scenariusz, to konsolidacja powyżej tej średniej.

 

 

Krótkoterminowo, w podobnej sytuacji techniczenej jest producent dysków twardych Western Digital (WDC). Fundamentalnie spółka jest w bardzo dobrej sytuacji ekonomicznej, ale nad kursem ciąży przekonanie, że dyski twarde nie mają przyszłości i wkrótce zostaną zastąpione pamięciami flash.

 


 

O ile w netbookach i notebookach dyski będą zastępowane powoli silikonem, to  otwiera się przed nimi ogromny nowy rynek: domowych multimediów i telewizji cyfrowej wysokiej rozdzielczości, gdzie zastępią płyty DVD / Blue-Ray.  Dodatkowo, choć same netbooki dysku nie mają, będą one generowały dodatkowy ruch na sieci, którego spora część będzie związana z mulimediami. Wymaga to mocy obliczeniowej i pojemnych dysków po stronie serwerów.
 

Tagi: nasdaq, s&p500, Dyski twarde, Procesory


2009-03-21 11:32
 Oceń wpis
   

Złoto rozpoczęło hossę w 2001 r. i od tamtej pory jego cena wzrosła prawie czterokrotnie. W ciągu 8 lat zwrot z inwestycji w złoto, w dolarach, wynosił 20% rocznie. Ten szlachetny kruszec uchodzi za najbardziej bezpieczną inwestycję, która utrzymuje wartość od czasów Cesarstwa Rzymskiego.

 


Inwestorzy indywidualni mogą zainwestować w złoto za pomocą funduszu SPDR Gold Trust. Jak widzimy na wykresie zaczerpniętym ze stron Reuters, inwestycja w złoto stała się w ostatnich latach bardzo popularna wśród drobnych inwestorów. Granatowa linia (ze skalą po lewej stronie) przedstawia cenę uncji złota, a beżowa (ze skałą po prawo) przedstawia ilość złota zgromadzoną w tym funduszu.

 


Na początku 2007 r. fundusz miał 400 ton złota, na początku tego roku ok. 750 ton a obecnie jest to ok. 1100 ton. Warto zauważyć, że ogromny napływ środków miał miejsce po tym jak cena osiągnęła po raz kolejny $1000 za uncję. Od tamptej pory ludzie zakupili 200 ton złota, ale jego cena powoli spda. Jest to pierwszy przypadek na tym wykresie, by napływ środków nie wiązał się ze wzrostem ceny.

W tym czasie w mediach mówiono o cenie $1600 "na pojutrze" i $2400 wkrótce. Nie da się też obecnie otworzyć gazety, by nie przeczytać jaką to piramidą finansową jest USA (z emitowanym przez FED dolarem) oraz eskalacją oczekiwań co do liczby padających jak muchy banków. Warto dodać, że gdyby ktoś publicznie wspomniał o wzroście cen akcji o 60% w ciągu najbliższych lat, zostałby uznany za wariata, ale ogłaszanie wzrostu bijącej rekordy ceny złota o 60% w kilka miesięcy nikogo nie szokuje. Można to podsumować: raklama dźwignią handlu.

W tym kontekście, warto przypomnieć sobie jak wygłdało pęknięcie innych baniek spekulacyjnych: bańki "małych i średnich" latem 2007 r., na czarnym złocie latem 2008 r. i na złotówce wczesną jesienią 2008 r. Za każdym razem była kampania medialna, fantasmagoryczne wizje i napływy do funduszy, które nie powodowały już wzrostu ceny. Symptomy tym razem są takie same.

Technicznie rzecz ujmując, cena złota może wyrysować trwającą rok formację podwójnego szczytu. Potwierdzeniem tej formacji będzie spadek poniżej $700 a jej konsekwencją dalszy spadek w okolice $400.
 

Tagi: złoto, bańka spekulacyjna


2009-03-20 15:40
 Oceń wpis
   

W mediach ekonomicznych można się spodkać z dyskusją o celowości programów stymulacyjnych. Programy te oparte są na założeniu, że popyt stymuluje podaż czyli produkcję i w konsekwencji generuje miejsca pracy. Przeciwnicy twierdzą, że jest na odwrót: każda produkcja znajduje swój popyt, więc to nie konsumpcję należy wspierać ale oszczędzanie i inwestowanie.

Ciekawą ilustracją do tego sporu jest ostatnie przejęcie w sektorze informatycznynym. IBM jest firmą opartą na tworzeniu rozwiązań dla biznesu, a technologię rozwija w ramach potrzeb biznesowych. Dla odmiany Sun Microsystems, jest skoncentrowany najpierw na postępie technologicznym, a dopiero potem na sprzedaniu osiągnięć, w miarę możliwości z zyskiem.  Finał jest taki, że obecnie IBM przejmuje SUNa za gotówkę. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że dekadę temu, w erze "dot-com" to właśnie koncepcja oferowane przez SUNa wyglądała na właściwą.

W tym przejęciu możemy dodatkowo zobaczyć ciekawy proces, można powiedzieć pierwszą jaskółkę. Plotka o przejęciu pojawiła się w środę rano na stronach WSJ. W handlu przedsesyjnym kurs skoczył najpierw z wtorkowego zamknięcia $4.95 na $7, potem w normalnycm handlu w okolice $8.4 a ostatecznie na $8.9. Na podstawie plotki kurs rośnie o 80%. Całkiem odwrotna sytuacja niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Oczywiście jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale widać zapowiedzi innych przejęć.  Dla przykładu Cisco ma ok. 30 mld usd gotówki i ogłasza chęć wejścia na rynek dóbr konsumpcyjnych. W tym świetle warto posiadać spółki, które mogą być kandydatami do przejęcia, z drugiej strony, krótka sprzedaż akcji może wiązać się z pokaźnymi stratami.
 

Tagi: java, przejęcia, IBM


2009-03-18 09:05
 Oceń wpis
   

Hossa na giełdach krajów rozwiniętych skończyła się w 2000 r. Ludzie, którzy sparzyli się wtedy na giełdzie, zaczęli szukać innych możliwości lokaty i pomnażania oszczędności. Nie chodziło o wielkie zyski, a jedynie stały wzrost i ochronę przed ryzykiem. W ten sposób wykreowano nowe bańki: mieszkaniową (nie wszędzie), surowcową, kraje wschodzące w tym Nowa Europa i co najważniesze bańkę obligacyjną.

To właśnie bańka obligacyjna umożliwiała bankom inwestycyjnym posiadanie lewara 1:30. Ludzie kupujący obligację, samodzielnie czy poprzez fundusze, nie brali pod uwagę ogromnego ryzyka związanego z wypłacalnością banków czy innych firm opartych o emisję obligacji.  Bańka obligacyjna umożliwiła też wzrost akcji kredytowej, szczególnie w sektorze kredytów hipotecznych, z marżami wynoszącymi jedynie 1%.

Bańka już dawno pękła i obecnie wiele obligacji jest wartych 10-20% oryginalnej ceny, nawet Polskie Obligacje Skarbowe, denominowane w CHF,  staciły ok. 30% swojej ceny emisyjnej. Rynek za stanu nadpłynności przeszedł do stanu dysfunkcyjnego gdzie rynkowe stopy procentowe, dla podmiotów nie mających gwarancji rządu (USA, Japonii czy Niemiec), są bliskie 10%. Niezależnie od stóp procentowych regularnie ciętych przez banki centralne.

 

cena obligacji jednego z europejskich bankow hipotecznych, wykres 3-letni

 

cena Polskiech Obligacji Skarbowych wyemitowanych w CHF, wykres roczny


Siłą faktu, pęknięcie bańki obligacyjnej doprowadziło do powstania dwóch nowych baniek -- na ubezpieczeniach od niespłacenia kredytu (Credit Default Swap) oraz wpomnianej we wcześniejszych wpisach bańki nadpłynnościowej.

Perspektywy

Trzy elementy są ważne. Rynek obligacyjny jest w pewnym sensie hurtowym rynkiem długu i umożliwia przewidzenie polityki kredytowej banków. W obecnej sytuacji, nie będzie kredytów w CHF oprocentowanych poniżej 7%, tyle wynosi rentowność obligacji skarbowych. Zależnie jak banki zabezpieczały swoje kredyty walutowe, na starym portfelu kredytowym banki raczej tracą, co odbijają sobie widełkami walutowymi, póki jeszcze mogą.

Po drugie, rynek obligacji jest bardzo trudny do analizy, nie ma popularnych indexów opisujących stan całego rynku. Nawet wykresy ciężko przygotować. Rynek CDS jest pozagiełdowy i tak naprawę ciężko znaleźć stałe kwotowania.

Na zakończenie, z tych super-bezpiecznych inwestycji modnymi pozostały jeszcze tylko dwie: złoto oraz T-Bills.

Tagi: obligacje, inwestowanie, bańka spekulacyjna


2009-03-16 11:55
 Oceń wpis
   

W każdym portfelu jest miejsce na małego bankruta i na tą okazję chciałbym przedyskutować sytuację producenta pocesorów i kart graficznch czyli AMD.

Strategiczne pytanie brzmi, czy w obecnej stytuacji jest sens interesować się spółkiami "po przejściach" ? Czy nie lepiej zainwestować w maszynki do robienia pienieniędzy (jak Apple czy McDonald's) albo mocno przecenione konglomeraty z dużym dyskontem wobec bilansu, jakkolwiek wątpliwego (jak Citi czy GE).


Sytuacja fundamentalna

Ta nie jest kolorowa. Pozytywnym akcentem jest, że od wprowadzenia serii Opteron, ludzie kupują te procesory bo są lepsze, a nie jako tańszą alternatywę. Kluczowym pozytywnym elementem jest też wysoka rentowność brutto sięgająca ok. 40%, czyli w przypadku wzrostu obotow możliwa jest eksplozja zysków.

Cała reszta to mały koszmarek, przede wszystkim spore zadłużenie (4.7 mld$) i przejęcie ATI, które doprowadziło do dużego goodwill (3.2 mld $), ale zostało ono już praktycznie całe zamortyzowana, co było widoczne jako gigantyczne straty generowane przez ostatnie lata. Problematyczny jest też obowiązek stałego gonienia Intela, z mniejszym budżetam na R&D.

Warto wpomnieć, że największa wartość spółki, czyli prawo do produkcji procesorów zgodnych z x86 nie jest transferowalne, czyli spółka nie może być obiektem przejęcia.


Sytuacja przemysłu

Podczas ostatniej hossy sektor był kompletnie zapomniany. Pojawiały się wyliczenia, że nakłady na technologie IT, były za niskie nawet w latach kwitnącej gospodarki w 2005-2007 r.  Tradycją branży jest też brutalność i brak lojalności klientów. Historia informatyki pełna jest firm, które po ogromnych osiągnięciach stały się historią.


Sytuacja technicza

Spółka ubiegła rynek i zaczeła spadać już na początku 2006 r., z poziomu 40$ za akcjędo poniżej 2$ na początku grudnia (zmiana -95%). Od tamtej pory jest stabilizacja w obrębie 2-2.4$ za akcję. Technicznie widzimy kilkumiesięczną akumulacją po bardzo długim spadku. Spółka nie uczestniczyła w lutowym załamaniu głównych indexów, co świadczy zarówno o świadomym akcjonariacie jak i że spółka nie jest atrakcyjna do arbitrażu. W skrócie, sytuacja technicza jest prowzrostowa.

 

 


Podsumowania


Jeżeli ożywienie gospodarcze przyjdzie i przyniesie wzrost inwestycji w infrastrukturę informatyczną, AMD będzie jednym z beneficjentów. Obecna cena spółki wydaje się niska: 1.5 mld$ przy typowym zysku brutto za ostatnie lata około 2.2 mld$. Inwestycja taka, w perspektywie kilkuletniej, nie pozbawiona jest ryzyka ale przy korzystnym układzie sił, można spodziewać się też ponadprzeciętnych zysków.



2009-03-14 10:30
 Oceń wpis
   

Główne indexy światowe solidnie wzrosły w tym tygodniu, odrobiły praktycznie dwa tygonie spadków. Co jednak ważniejsze, w tym miesiącu dostaliśmy kolejną porcję informacji mówiąch o stabilizowaniu się globalnego handlu. Deficyt handlowy USA w styczniu zmalał do 36 mld usd, z 59 mld usd rok temu. Motorem zmiany jest spadek cen ropy, której import spadł o prawie 20 mld usd oraz wyraźne zmniejszenie deficytu z Japonią i Europą. Trzeba jednak przyznać, że spadek cen ropy i deficytu handlowego USA krótkoterminowo jest przyczyną zawirowań a nie stabilizacji w globalnej gospodarce.

Stabilizację widać też w sprzedaży detalicznej w USA, która co prawda spadła w lutym o 0.1%, ale styczniowe dane zostały zweryfikowane w górę z +1% do +1.8%. Patrząc na sprzedaż detaliczną bez samochodów, od dwóch miesięcy widzimy wzrost: o 1.6% w styczniu i o 0.7% w lutym.

Również deficyt handlowy Polski wyraźnie spadł w styczniu. Wyniósł on 440 mln euro wobec 780 mln euro rok temu. Zazębia się to z danymi Eurostatu o sprzedaży detalicznej, która w Polsce wzrosła w styczniu o 1.4 % m/m, za to u naszych sąsiadów spadła, o 5% w przypadku Słowacji i o 12% na Litwie.  Słowacka polityka przyjęcia euro po jak najniższym kursie, jest ogromną szansą dla południowej Polski, która dzięki osłabienu złotego staje się konkurencyjną gospodarką.

Największym zagrożeniem obecnie wydaje się niebezpieczeństwo formacji "z deszczu pod rynnę". Taką formacją było zawieranie przez eksporterow umów na walutowe struktury opcyjne latem 2008 r. Obecnie podobną formacją mogą być próby administracyjnego unieważnienia owych umów.

Kolejnym zagrożeniem dla Polski jest dewaluacja walut Tygrysów Bałtyckich. Tej operacji raczej nie da się uniknąć i może ona wywołać paniczne ruchy na pozostałych walutach i co bardziej niebezpieczne papierach dłużnych regionu.

Tagi: zagrożenia, stabilizacja, szanse


2009-03-10 10:07
 Oceń wpis
   

Czy można dostać pieniądze za nic ? Oczywiście, podam parę przykładów. Takim czymś może być sprzedawanie ubezpieczenia od uderzenia komety w Ziemię. Przez najbliższych parę lat raczej nie uderzy (chroni nas przed tym Jowisz), ale jakby co to i tak będzie już bez różnicy :-)) Osobne pytanie czy znajdzie się dużo chętnych na takie ubezpieczenie.

To może coś równie nierealnego ale bardziej płynnego, np. ubezpieczenie, że S&P500 przekroczy poziom np. 1000$. Takie ubezpieczenie, obowiązujące do grudnia 2010 r. można już sprzedać za ok. 20$.

Zysk praktycznie bez ryzyka. Gdy cena pozostanie poniżej 1000$ premium za ubezpieczenie zostaje w kieszeni. Gdy jednak cena zbliży się do 1000$, wystawiający może zaciągnąć kredyt i kupić odpowiedni koszyk akcji, a koszt oprocentowania pokryć z owych 20$. Czyli potencjał zysku jest, a ryzyko można zminimalizować, zakładając oczywiście, że wystawiający dysponuje odpowiednią wiarygodnością kredytową.

Zastanówmy się, co dzieje się, gdy index będzie się zbliżał do 1000$. Natępują dwie rzeczy: popty na akcjię (a więc i wzrost kursu) oraz kreacja pieniądza, a więc podstawowa siła napędzająca gospodarkę. Isotne, że mamy równocześnie dwa nawzajem wzmacniające się zjawiska -- wzrost akcji i wzmocnienie gospodarki. Kluczowym zagadnieniem oczywiście jest, czy liczba opcji na danym poziomie może konkurować ze wszystkimi innymi procesami jakie mają miejsce.

Czy ma to coś wspólnego z rzeczywistością ?
Podobny proces miał miejsce latem 2008 r, na rynku walutowym. Warto też zauważyć, że w podobny sposób można skonstruować maszynkę do sprzedaży akcji i destrukcji pieniądza. Wymagany jest do tego relatywnie wysoki poziom indexów i brak wiary w spadki. Coś jak w 2007 r.

Czy ten proces ma miejsce teraz ?
To bardzo trudne pytanie, ale patrząc na wskaźnik wyceny różnych opcji (poprzez implied volatility i jego kompozyt VIX) można spekulować, że proces tego typu może się rzeczywiście formować.

 

Tagi: opcje, s&p500, kreacja pieniądza


2009-03-07 09:10
 Oceń wpis
   

Ogłoszenie hossy na początku stycznia było kompletnym fiaskiem. Index S&P500 nie tylko nie uformował kanału wzrostowego ale też dodatkowo znacząco pogłębił spadki. Jedyny gówny index, ktory cały czas jest ponad minimami z zeszłego roku to Nasdaq100. Jego zaletą jest brak kolosów na glinianych nogach, szczególnie kolosów bankowych, oraz generalnie bardzo dobra sytuacja bilansów notowanych na nim firm. Spółki takie jak Apple, Microsoft, Google, Qualcomm czy Dell nie tylko nie mają długów ale też duże rezerwy gotówki.

 



Warto przy tym zwrócić uwagę, że po dynamicznych spadkach w połowie lutego Warszawa stała się ostatnio bardzo silnym parkietem.

 



Można w tym momecie spekulować jak będzie wyglądał następny cykl gospodarczy i kto będzie w nim dominującą siłą. Być może ostatnie wydarzenia zmarginalizują modny od dłuższego czasu model, oparty na agresywnym wzroście finansowanym emisją obligacji i długiem. Tym samym zmarginalizowany zostałby index DJIA. Jest to w sumie dość zabawne, że konserwatywnie zarządzane spółki ze zdrowym bilansem najłatwiej znaleść wśród spółek nowych technologii.


Co mnie skłoniło do ogłoszenia hossy ?

Dwie rzeczy. Pierwsza, to index wyceny opcji VIX, zwany też indexem strachu. Spada on systematycznie od końca listopada. Nowe minima na S&P500, bez poparcia wzrostem indexu VIX wyglądają trochę mało wiarygodnie, jakby dystrybucja opcji spadkowych.

 



Patrząc na wycenę konkretnych opcji (np. put na S&P500 z celem 1000 i zapadalnością na grudzień 2009 r.) widzimy, że jest ona na praktycznie tym samym poziomie co u szczytu zeszłego roku (wykres ze strony GS).



Druga rzecz, to ogromne zapasy oszczędności na parkingu. Poniższy wykres jest zaczerpnięty ze strony: http://online.wsj.com/mdc/public/page/2_3022-fedresdata.html?mod=topnav_2_3000

 


Jak widzimy, gospodarstwa domowe mają ok. 150 mld usd nadmiaru bardzo płynnych środków i dodatkowo ok. 350 mld usd nadmiaru oszczędności krótkoterminowych. Ograniczanie konsumpcji, tańsze paliwo i likwidacja funduszy doprowadziły do powstania bańki nadpłynnościowej.

O ile pewne zakupy można odłożyć o pół roku czy rok, to jednak nie można ich odkładać w nieskończoność. Prędzej czy później i ludzie i przedsiębiorstwa,  zmęczeni bombardowaniem informacjami o kryzysie, przestaną na nie reagować i ruszą na zakupy.  Pieniądze zaczną krążyć po gospodarce i świecie.

Presja inflacyjna

Prędzej czy później, możemy się spodziewać po pierwsze wzrostu popytu na komputery, samochody, domy i akcje, a wkrótce po tym, wzrostu presji inflacyjnej, która będzie jeszcze bardzej stymulowała popyt. FED nie będzie długo czekał i zacznie podnosić stopy procentowe, po nim to samo zrobi ECB a także bank Szwajcarii.  Oczywiście nie stanie się to pojutrze, mówię tutaj o perspektywie pórocznej-rocznej.

Kluczowe jest, jak zachowa się przy tym złotówka. Generalnie CHF jest walutą modną w czas zawirowań, więc jest spora szansa, że zacznie spadać razem ze spadkiem strachu. W tym układzie spawa kredytów walutowych rozejdzie się po kościach. Jeżeli jednak wrost stóp procentowych w Szwajcarii nie będzie zniwelowany wzrostem złotego, na rynku kredytów hipotecznych w walutach zrobi się nieprzyjemnie.
 

Tagi: s&p500, djia, fiasko, nasaq