O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2009-05-26 21:10
 Oceń wpis
   

Przed tym dylemetem staje obecnie Minister Finansów. Musi zorganizować gotówkę, ale tak, by nie pożyczyć – nie zwiększać deficytu budżetowego. Wypchnięcie wydatków poza budżet, ale w obrembie sektora finsnsów publicznych jest jedynie powłowicznym rozwiązaniem. Jest znacznie lepsze.

Skarb Państwa ma udziały w wielu dużych i zyskownych przedsiębiorstwach – KGHM czy PKO BP i jedną z możliwości jest wydrenowanie tych spółek. Wypłacą one dużą dywidendę, której 60% zgranie budżet (50% z tytułu posiadanych akcji, 10% z tytułu "Belki") i w ten sposób da się zorganizować kilka miliardów złotych. Spółki, by dalej się rozwijać, zapewne zaciągną kredyt (KGHM) lub zrobią nową emisję (PKO BP) lecz te nowe zobowiązania nie będą formalnie przypisane do budżetu. I tego się trzymajmy :-))

Tagi: waluty, deficyt budżetowy, nowelizacja budżetu


2009-05-24 08:46
 Oceń wpis
   

W poporzednim wpisie przedstawiłem oszczędności i zadłużenie gospodarstw domowych, teraz pora na przedsiębiorstwa. Na wykresach, kolorem czarnym zaznaczono depozyty a czerwonym kredyty. Drugi wykres przedstawia deficyt oszczędności przedsiębiorstw.

 

 


Widzimy, że przedsiębiorstwa zawsze miały więcej kredytów niż gotówki. Nie powinno to dziwić, bo do tego właśnie przedsiębiorstwa są, by zamieniać kapitał w materialne środki produkcji.

Akcja kredytowa zaczęła dynamicznie rosnąć w 2006 r., czego efektem był boom inwestycyjny, szczególnie rozwijało się budownictwo mieszkaniowe. Zauważmy, że pomiędzy 2006 a 2009 rokiem zadłużenie wzrosło o 100 mld zł, co wystarcza na sfinansowanie budowy ok. 500 tyś mieszkań, co jest porównywalne z liczbą rozpoczętych w tym czasie budów (700 tyś). Obecnie, przyrost zadłużenie jest jedynie efektem kursowym i rzeczywista akcja kredytwa jest znikoma.

Kredyty walutowe przedsiębiorstw stanowią 27% ogólnej ich kwoty. W przypadku dalszego osłabienia złotego, banki mogą być zmuszone do ich wypowiadania, zanim inny bank położy łapę na aktywach danego przedsiębiorstwa, czego następstwem będą likwidacje i zwolnienia.


Czy możliwa jest dalsza akcja kredytowa ?

Gospodarstwa domowe nie posiadają obecnie środków na sfinansowanie inwestycji przedsiębiorstw. Oczywiście mogą one zacząć oszczędzać, można je nawet do tego zachęcić podnosząc stopy procentowe, lecz wtedy przedsiębiorstwa nie będą miały komu sprzedać towarów. Ten hamujący machanizm będzie ograniczał tempo inwestycji i wzrostu gospodarczego w przyszłym cyklu koniunkturalnym. Jednym z rozwiązań, jest oparcie gospodarki o eksport oraz inwestycje bezpośrednie podmiotów zagranicznych.

Krótkoterminowo, pomocą może być "ubankowienie" oszczędności trzymanych w przysłowiowej skarpecie. Dla przykładu, większość świadczeń emerytalnych i rentowych wypłacana jest w gotówce. Gdyby te pieniądze były wypłacane na konto i leżały na nim średnio pół miesica, dałoby to dodatkowe 10 mld zł oszczędności zgromadzonych w bankach. Oczywiście wymaga to, by banki zaproponowały emerytom rzeczywiste zalety trzymania pieniędzy w banku, co się raczej nie zapowiada. Bardziej prawdopodobne jest rozwiązanie siłowe, co banki powoli proponują.
 

Tagi: inwestycje, przedsiębiorstwa, akcja kredytowa


2009-05-22 16:29
 Oceń wpis
   

Głowny index giełdowy pozostaje cały czas w konsolidacji wokół średniej 200-stu dniowej i jest to świetna okaza by pogrzebać w domowym archiwum. Wybrałem z niego opinie profesjonalnych analityków kredytów hipotecznych na temat franka szwajcarskiego.

Przedstawiam poniżej fragmenty, a na samym dole, dla przypomnienia, kurs franka. Oczywiście wycinanie fragmentów jest zawsze jakąś interpretacją, a nawet manipulacją. Starałm się to zrobić z całą rzetelnościa, przedstawiając całe zdania i, w miarę możliwości, całe akapity. Nie chodzi tutaj, by kogokolwiek oskarżać, że wpędził tysiące ludzi w maliny (tym niech się zajmuje prokuratura). Chodzi tylko i wyłącznie o przestawienie i zrozumienie jak zmieniają się nastroje, od "trumfatorstwa", poprzez lekką niepewność, negowanie rzeczywistości aż do desperacji.


Kwiecień 2008

Kolejny raz kredyty w CHF zaznaczyły swoją wyższość nad kredytami w rodzimej walucie. Obecnie, aby poziom rat kredytów we frankach i złotych wyrównał sią, potrzebny byłby wzrost notowań franka o 34 proc., a więc do poziomu 2,85 PLN. Ryzyko realizacji takiego scenariusza jest obecnie tak znikome, że nie warto brać go pod uwagę.


Czerwiec 2008

Jeśli zaś chodzi o ryzyko walutowe, to w dalszym ciągu oceniamy, że jest ono relatywnie niewielkie i nie powinno być źródłem niepokoju dla posiadaczy kredytów we frankach w najbliższych miesiącach. 


Lipiec 2008

Analitycy walutowi są jednak dość zgodni, i oczekują w nadchodzących miesiącach korekcyjnego, raczej nie większego niż 10-15 proc. osłabienia złotego. Wzrost kursu franka w połączeniu z prawdopodobnym wzrostem oprocentowania wpłynie z pewnością na wzrost rat kredytowych, który - choć trudno go teraz dokładnie szacować - nie powinien być jednak znaczny i nie wpłynie zasadniczo na atrakcyjność kredytów we franku względem kredytów w złotych.


Sierpień 2008

Raty dziś zaciągniętych kredytów we frankach pozostają o 26,3 proc. niższe od złotowych, zatem trudno mówić o niebezpieczeństwie zrównania się rat kredytowych (nastąpiłoby to przy kursie 2,76 PLN). Natomiast można mówić o ryzyku wzrostu zadłużenia przeliczonego na złote (ktoś, kto 1 sierpnia pożyczył we frankach 100 tys. PLN dziś jest winien bankowi 103,5 tys. PLN nie uwzględniając spreadów walutowych).
 

Wrzesień 2008


Kurs franka jest zaledwie o grosz wyższy niż w połowie sierpnia (było 2,07 PLN jest 2,08 PLN), ale w międzyczasie dochodził nawet do 2,18 PLN oddalając się o 10 proc. od dołka na początku sierpnia. 
 
Podobnie jak przed miesiącem sądzimy, że wahania kursu PLN/CHF mogą przybrać niekorzystny obrót, ale deklaracja przyjęcia przez Polskę euro zmniejsza to ryzyko. Nie na tyle jednak, żeby je bagatelizować. 


Październik 2008

Biorąc pod uwagę ryzyko kursowe towarzyszące takiemu kredytowi, zadłużanie się we frankach szwajcarskich stało się chwilowo bezprzedmiotowe, ponieważ skala oszczędności (raty mniejsze o ok. 20 proc.) nie rekompensują ryzyka kursowego (o czym przekonuje choćby ostatni miesiąc notowań CHF). 

 


żródło:
http://www.openfinance.pl/raporty.html
 

Tagi: spekulacje, kredyty hipoteczne, frank, piramida finansowa


2009-05-19 19:42
 Oceń wpis
   

Od dwóch tygodni główny index giełdowy konsoliduje się wokół średniej 200-stu dniowej. Obecnie możemy mówić, że próbuje wybić się z tej konsolidacji górą.

 


Jest to okazja by przyjrzeć się innym wykresom z szerszej perspektywy, w szczególnosci procesowi przechłodzenia gospodarki na poprzednim zakręcie historii, w latach 2000-2002. Przechłodzenie to było podstawą późniejszej hiperinflacji aktywów w czasach hossy zakończonej w 2007 r.

 


Pierwszy rysunek przedstawia oszczędności (kolor czarny) i zadłużenie (czerwony) gospodarstw domowych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Jak widzimy do 2002 r. oszczędności rosły znacznie szybciej niż zadłużenie. Było to związane z ekstermalną polityką monetarną, stopy procentowe były kilka procent wyższe niż inflacja. Szczegóły można znaleźć na tym blogu (wojciechbialek.blox.pl/2009/05/Co-z-inflacja.html). W styczniu 2002 r. stopy procentowe były na poziomie 10%, przy inflacji 2.5%. Dzisiaj powiedzielibyśmy – szaleństwo, ale wtedy uchodziło to za normę,  mimo dynamicznie rosnącego i niemalże 20% bezrobocia, walka z inflacją była priorytetem. Poziom oszczędności ustabilizował się do stycznia 2008 r., gdy rozpoczęło się masowe przenoszenie kapitału z funduszy inwestycyjnych na lokaty.

 


Różnica między oszczędnościami a długami przedstawiona jest na kolejnym wykresie.  Jak widzimy jej maksimum wynosiło 150 mld zł w 2002 r. a obecnie mamy deficyt 50 mld zł.

Efektem wysokich stóp procentowych były wysokie oszczędności gotówkowe a z drugiej strony, poza bezrobociem i falami emigracji, zaniechanie inwestycji budowlanych. Gdy stopy zaczęły spadać, rozpoczęła się hiperinflacja w sektorze mieszkań, których cena wzrosła między 2004 a 2007 czterokrotnie.

Tagi: polityka monetarna, recesja, 2002


2009-05-16 19:45
 Oceń wpis
   

Zadłużenie gospodarstw domowych w Polsce dynamicznie rośnie do początku dekady. Zebrałem tu kilka wykresów przygotowanych z danych NBP.  Pierwsze dwa rysunki przedstawiają całkowite zadłużenie, w skali liniowej i logarytmicznej:

 

 


Dynamika zadłużenia osiągnęła minimum w 2003 r. po czym zaczęła rosnąć, osiągając 40% latem 2007 r. Od lata 2007 do jesieni 2008 r. nowe kredyty były kompensowane spadkiem ceny franka, co "wyrównało się" w następnych miesiacach.

 


Roczny przyrost kredytów, w skali liniowej i logarytmicznej przedstawiają poniższe rysunki.

 

 


Przyrost kredytów w 2002 r. wynosił ok. 5 mld rocznie a obecnie wynosi 120 mld rocznie. Jeżeli ten trend ma trwać, to w 2009 r. zadłużenie wzrośnie o 200 mld zł do 600 mld zł.
 

Tagi: nbp, zadłużenie


2009-05-15 12:28
 Oceń wpis
   

Źródłem ogromnych nieporozumień jest różny sposób podawania statystyk makroekonomicznych. W szczególności Polska i Europejska sprawozdawczość znacząco różni się od Amerykańskiej, co może prowadzić do całkowicie błędnego obrazu sytuacji gospodarczej.


Trzy metody

Pierwsza metoda, najbardziej popularna w Polsce, to podawanie zmiany rok do roku. Główną jej zaletą jest "samoczynna" korekta sezonowa. Wadą tej metody jest, że nowe dane zawierają w sobie dużo starych informacji, co ma kapitalne znaczenie w przypadku odwracających się trendów.

Druga metoda, to podawanie zmiany m/m lub k/k. Tak podane dane lepiej naświetlają sytuację, ale niezbędna jest korekta sezonowa, której opracowanie wymaga kilkuletniego stabilnego rozwoju. W taki sposób dane podaje np. Eurostat.

W sprawozdawczości amerykańskiej typowe jest podawanie zmiany m/m (k/k) ale w ujęciu rocznym. Czyli przy założeniu, że cały rok będzie taki jak obecny okres.

Zmiana amerykańskiego PKB w 1q2009 to -6.1% po Amerykańsku, -1.6% po Europejsku i -2.6% po Polsku. Zauważmy, że z powodu tej drobnej różnicy statystycznej (podawania danych w ujęciu rocznym) powszechne jest przekonanie, że recesja w USA jest cięższa niż w Europie, gdzie dynamika PKB w 1q wynosiła -2.5%.

Gdyby podać niektóre wielkości, jakie poznaliśmy w tym tygodniu, po amerykańsku, dostalibyśmy mocno szokujące liczby. Na przykład prasa podała, że PKB Słowacji w 1q2009 zmniejszył się o 5.4%,  czyli o tyle zmniejszył się względem 1q2008. Względem 4q2008 zmniejszył się o 11.2% (sic!), a gdyby podać to w ujęciu rocznym, trzeba by powiedzieć, że PKB Słowacji skurczył się prawie o połowę (spadł o 40%).

Literatura:
http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_PUBLIC/2-15052009-BP/EN/2-15052009-BP-EN.PDF

Tagi: pkb, statystyka, Słowacja


2009-05-13 09:36
 Oceń wpis
   

Latem czeka Polskę nowelizacja budżetu i jest to dobra okazja do przemyślenia, czy możliwe jest przeprowadzenia ataku walutowego. By omówić możliwe scenariusze, muszę niestety otrzeć się o politykę.

Zacznijmy od początku, czyli jesieni 2007 r. Nowo wybrany rząd odziedziczył nadwyżkę względem planowanego budżetu na 6 mld zł. (wszystkie liczby z pamięci, więc mogą się byki trafić). Można było zamknąć rok z deficytem 10 mld zł,  jednakże pełen deficyt został wykorzystany, a pieniądze te zostały przeznaczone na zasilenie ZUSu, czyli de facto przerolowane na 2008 r. Operacja przeprowadzona była w celu propagandowym, pod hasłem "nowy rząd, oszczędzając na sobie, ograniczna deficyt na 2008 r. ". Było to zwykłe działanie PR-owe, żadnych realnych oszczędności nie było, ale ani prasa ani społeczeństwo wolało tego nie widzieć.

Jesienią 2008 rozpoczęło się załamanie złotówki. Rząd wskazuje palcem, poucza i oskarża kilka znanych banków inwestycyjnych o spekulacje walutowe. Wtóruje w tym prasa. Dopiero kilka miesięcy później okazało się, że w tym samym czasie rząd kłamał na temat deficytu sektora finansów publicznych (SFP), a w grudniu nie płacił rachunków MON.

Na początku 2009 r. rząd wzywa swoich ministrów, by znaleźli 20 mld zł oszczędności, co udaje się im w kilka dni. Problem w tym, że 10 mld zł tych oszczędności, to jedynie wypchnięcie kosztów z budżetu, ale cały czas w obrębie SFP (kryteria przyjęcia Euro dotyczą SFP).  W tym momencie zaczyna się przebąkiwanie, że latem potrzebna będzie nowelizacja budżetu.

Wiosną, Komisja Europejska przedstawia mocno pesymistyczną prognozę rozwoju Polskiej gospodarki na 2009 i 2010 rok. Rząd odpowiada, że ekonomiści KE nie znają Polskiej specyfiki, a kraje przypisują do regonów. Rząd potwierdza swoją prognozę wzrostu gospodarczego o 1.7%.  W międzyczasie rząd zorganizował linię kredytową z IMF do obrony waluty w przypadku usztywnienia kursu wobec Euro w systemie ERM2.


Jaka będzie nowela ?

Widzę trzy możliwe scenariusze. Pierwsze rozwiązanie to ujawnienie rzeczywistej sytuacji i wzięcie zapasu na możliwą recesję, by nie nowelizować jesienią. W tej sytuacji może pojawić się szokująca liczba typu 60 mld zł.  Naturalną konsekwencją byłoby zdecydowanie osłabienie się złotówki. Warto wspomnieć, że szybkie ograniczenie wydatków możliwe jest tylko w przypadku inwestycji, których zaniechanie pogłębi jedynie spowolnienie gospodarcze. Strukturalne reformy wymagają planu, czasu i spokoju.

Druga opcja, to wzrost para-podatków, w pierwszej kolejności składki zdrowotnej oraz dopłat "ekologicznych". To rozwiązanie ma swoje zalety, w szczególności nie generuje dodatkowego zadłużenia, ale wymaga globalnego ożywienia gospodarczego. Przeprowadzenie tej operacji może ułatwić ogromna popularność rządu. Wzrost podatków może jednak być źródłem bezrobocia, poprzez spadek konsumpcji i rentowności przedsiębiorstw. Przy braku globalnej siły tworzącej miejsca pracy jest to prosta droga do spirali zwolnień i do ogromnego deficytu za rok.

Trzecia opcja to iść w zaparte. Czyli kombinacja małego zwiąkszenia deficytu, małej zwyżki para-podatków, wypychanie kosztów poza budżet i odwlekanie płacenia rachunków. Elementem tego scenariusza są też próby zwiększenia wpływów poprzez wzrost ściągnalności podatków. Obserwując dotychczasowy styl pracy rządu, ten scenariusz można uznać za najbardziej prawdopodobny.

Ten scenariusz tworzy mentną wodę, w której szczupaki mogą grasować. W szczególności, późną jesienią może się okazać, że jest znacznie gorzej niż rząd obiecywał i niezbędna będzie druga nowela budżetu. Jeżeli ktoś chce przewrócić złotówkę, to właśnie podczas tej drugiej noweli jest właściwy moment.  Spadek złotówki spowoduje zmniejszenia stopnia wypłacalności banków, poprzez wzrost wartości kredytów w CHF, który w konsekwencji może doprowadzić do całkowitego zamrożenia akcji kredytowej.


Sytuacja na świecie

Trzeba też spojrzeć na sytuację w szerszej perspektywie. Wiele wskazuje na to, że giełdy będą rosły, a USA uderzyło już, lub wkrótce uderzy o dno recesji. Do tego dna, w Europie i Polsce jeszcze dłuższa droga (credit crunch w Polsce zaczął się rok później niż w USA). W okolicach jesieni, FED może zdecydować się na pierwszą podwyżkę stóp procentowych czego wynikiem może być wzrost dolara a odwrót do surowców i walut krajów wschodzących.
 

Tagi: waluty, deficyt budżetowy, nowelizacja budżetu


2009-05-10 16:17
 Oceń wpis
   

Główną zaletą analizy fundamentalnej jest ładna nazwa. Jest to zarazem największa wada tej analizy, gdyż wiele szemranych praktyk inwestorskich pod tą nazwę się podpina. AF, w najbardziej zwulgaryzowanej formie, polega na kupowaniu spółek tanich, w sensie wskaźników cena/zysk (C/Z) i cena/wartość księgowa (C/Wk). Tak rozumiana AF może niestety wyprowadzić inwestorów na manowce.

Patrząc na C/Z  inwestor robi nieświadome założenie, że zyski będą takie same przez następnych naście lat. Ta metoda, zastosowana u szczytu koninktury, daje poczucie taniości, dlatego zawsze warto patrzyć na średnie zyski za ostatnie, powiedzmy, 7 lat. Ekstremalny jest tu przykład Citigroup, który u szczytu hossy miał C/Z ~ 10, po czym spadł o 98% (do $1, obecnie jest po $4). Dodajmy, że po ciężkiej recesji, gdy większość spółek ma symboliczne zyski lub straty, liczenie prostego C/Z również sprowadza na manowce, dając poczucie kosmicznych cen.

Obecnie największe niebezpieczeństwo jest w patrzeniu na wskaźnik C/Wk. Przesadnie niski wskażnik bardziej raczej świadczy o niewiarygodnym Wk niż o niskiej cenie. Podczas hossy wiele spółek snuje fantasmagoryczne wizje i na nieszczęście inwestorów realizuje je, zwykle na kredyt. Gdy spółka otwiera nowy sklep, lub przejmuje inną spółkę, do Wk wpisuje koszt nabycia aktywu. Często są to aktywa, których nie można łatwo lub wcale zbyć i jeżeli nie generują zysków w obecnym klimacie ekonomicznym, ich wartość jest znikoma. Gdy dochodzi do tego utrata płynności przez spółkę, wartość aktywów w lepszym otoczeniu ekonomicznym nie ma już znaczenia … 

Obecnie kupując spółkę patrząc na niskie C/Wk warto dokładnie przeanalizować co jest w środku i jak łatwo jest to zbywalne, bo mimo rosnącego rynku spółki będą teraz bankrutować. Bankructwem najbardziej zagrożone są spółki, które kupują towar w Chinach, za dolary, i sprzedają go za złotówki, dodatkowo płacąc za powierzchnię handlową w euro.

Nie chcę w tym miejscu deprecjonować analizy fundamentalnej. Wręcz przeciwnie,  chcę przypomnieć, że jej podstawą jest kupowanie dobrych spółek, dopiero potem, w miarę możliwości tanio. Przy okazji przypominam, że na szerokim rynku jest cały czas generalnie tanio.

Dobra spółka, według mnie, to taka, która ma jasno sprecyzowaną branżę, małą konkurencję, portfolio atrakcyjnych produktów i wysoką rentowność brutto. Spółki bez długu mogą sprawnie funkcjonować niezależnie od warunków makroekonomicznych.

 

Tagi: inwestowanie, AF, bankructwa


2009-05-07 21:45
 Oceń wpis
   

Na giełdzie panuje trend wzrostowy, ale za rogiem cały czas czyhają niebezpieczeństwa. Przedstawiłem tutaj cztery z nich, co ciekawe, trzy zlokalizowane w Europie Środkowo–Wschodniej

1. Wzrost stóp procentowych w Szwajcarii.

Globalna inflacje wkrótce da o sobie znak, co będzie wiązało się ze wzrostem stóp procentowych, najpierw w USA potem w Europie i również w Szwajcarii. Szwajcarski bank centralny powiedział, że nie będzie oglądał się na spekulantów walutowych w Polsce i na Węgrzech i w razie potrzeby podniesie stopy. Przyjdzie więc czas wyższych rat kredytów hipotecznych i w zależności od układu walutowego, może skończyć się to obniżeniem poziomu konsumpcji indywidualnej w Polsce aż po masowe zaleganie z ratami i zamrożenie rynku kredytowego a tym samym i mieszkaniowego.

2. Dewaluacja waluty na Litwie

Dawne Tygrysy Bałtyckie okazały się papierowymi, czy raczej nadmuchiwanymi. Dzięki walucie przywiązanej do Euro obywatele Litwy mogą robić tanie zakupy w Polsce, co z jednej strony stymuluje Polski handel, ale z drugiej nie może trwać na wieki. Prawdopodobna jest radykalna dewaluacja walut krajów bałtyckich. To wydarzenie odbije się na wszystkich krajach regionu, również w Polsce, mocno w spekulacje walutowe zaangażowaną.

3. Sytuacja budżetu.
Od roku Rząd Polski reglamentuje informację dotycząca sytuacji budżetu. O nadmiarowym deficycie w 2008 r. już pisałem.  Dochodzą inne drobniejsze rzeczy – nazywanie przerolowanie wydatków na inny rok, lub z budżetu do inego organu sektora finasnów piblicznych (SFP) oszczędnością. Sytuacja wyjaśni się zapewne podczas noweli budżetu, prawdopodobnie latem tego roku. Kilka lat temu, podczas wygłaszania przemowienia przez ministra Bauca, złotówka osłabiła się o bodajże 10%.

4. Populizm
Pod tym hasłem zebrałem całe spektrum zdarzeń. Poczynając od dojścia do władzy, gdzieś na świecie, zbrodniczej organizacji, tak jak NSDAP wygrała demokratyczne wybory kilka lat po krachu w 1929 r. Bardziej możliwe jest, że w krajach rozwiniętych do władzy dojdą partie pod programem: uregulować, opodatkować, tu zabronić, tam dopłacić. Taka polityka może przydusić pojawiające się ożywienie gospodarcze a tym samym wywołać jeszcze większe poparcie dla interwencjonizmu.
 

Tagi: stopy procentowe, populizm, tygrysy bałtyckie


2009-05-05 09:20
 Oceń wpis
   

W sobotę pisałem, że główny index WIG zbliża się do lini trendu spadkowego i już wczoraj ta linia została przełamana. Jednocześnie przełamany został opór z lokalnego odbicia po październikowej fali spadków.



Przełamanie oporu, lub trafniej jego naruszenie, nie oznacza automatycznie dalszego wzrostu w tempie takim jak przez ostatnie dwa miesiące. Cały czas możliwe są różne scenariusze, włacznie z wyrysowaniem podwójnego dna "W".

Również wczoraj, Nasdaq Composit wybił się ponad średnią 200-stu dniową. Oczywiście póki co mamy naruszenie tylko oporu i ten ruch musi zostać potwierdzony.



Warto przy okazji zaznaczyć, że Nasdaq Composite praktycznie wykreślił formację powójnego dna, nieznacznie tylko pogłębiając w marcu listopadowe minima. Jeszcze wyraźniej tą formację wytysował index Nasdaq Computers, który już od kilku dni jest powyżej średniej 200-stu dniowej.



Te wykresy sugerowałyby, że najgorsze już za nami, i obecnie coraz ciężej będzie wywołać panikę.

Tagi: inwestowanie, wig, nasdaq
1 | 2 |