O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2009-07-31 18:48
 Oceń wpis
   

Od marca giełdy dyskontują, że recesja w USA zakończy się w drugiej połowie roku formacją V.  Czy jest to możliwe ? Poszukajmy odpowiedzi w dzisiajszych danych o GDP.

W 2q2009 w gospodarce zlikwidowano zapasy warte 156 mld USD. Przy kwartalnym GDP na poziomie 0.25 * 14.000 = 3.500 mld USD.  Czyli 4.5% spożycia zostało zaspokojone zapasami, a nie produkcją.

W 1q2009 likwidacja wynosiła 127 mld USD, wiec w tym kwartale likwidacja  zwiększyła tempo o 29 mln USD, co prowadzi do wniosku, że likwidacja zapasow zabrała 0.8% GDP (przy całkowitym odczycie na poziomie -1%)

Jeżeli w przyszłym kwartale ponownie zostanie zlikwidowane 156 mld USD zapasów, a wszystkie inne parametry pozostaną takie same,  to gospodarka pozostanie w stagnacji. Zmiana GDP będzie w okolicy zera.

Zapasy mają jednak tą cechę, że kiedyś się wyczerpuję. Gdyby w następnym kwartale zapasy zostały po prostu utrzymane na tym samym poziomie, z krajowej produkcji, a pozostałe elmenty pozostały by niezmienione, to wzrost GDP wynosiłby 4.5%. Całkiem dużo.

Bardziej prawdopodobne jest, że w 3q2009 zapasy będą cały czas likwidowane, ale już znacznie wolniej, a w okolicach 4q2009 nastąpi równowaga i pełne zastępowanie zapasow. Dałoby to wzrosty na poziomie po +2% w obu kwartałach.

Trzeba jednak zauważyć, że zwiększenie produkcji o 150 mld USD kwartalnie, to nie jest proste zadanie i wymaga zatrudnienia kilku milionów ludzi. Wzrost zatrudnienia szybko przełoży się na dodatkowy wzrost konsumpcji dodatkowo zwiększając GDP. Formacja V stanie się faktem.

W całym scenariuszu jest też inna możliwość – zapasy zostaną uzupełnione, ale nie własną produkcją lecz towarami importowanymi. W tym przypadku zmiana zapasów zostanie zbilansowana negatywym wpływem handlu międzynarodowego. W tym przypadku V-recovery będzie jeszcze silniejsze, tyle, że nie w Ameryce, a gdzieś na świecie, prawdopodobnie w Azji.

Tagi: gospodarka, hossa, inwestowanie


2009-07-30 11:47
 Oceń wpis
   

Średnia 200-stu dniowa głównego indexu giełdowego w tym tygodniu zaczęła rosnąć, co jest potwierdzeniem sygnału złotego krzyża. Jeżeli historia ma się rymować oznacza to, że jest to rzeczywiście nowa hossa. Jak pamiętamy, spadki  zaczęły się w styczniu 2008, więc około 3 miesiące po szczycie hossy, a więc i początku bessy.

 

 

 

Na wykresie widzimy, że przez sześć miesięcy index był około 350 punktów poniżej średniej. Istnieją teorie giełdowe, inspirowane trzecią zasadą dynamiki, mówiące, że reakcja powinna mieć siłe taką samą jak akcja. To by sugerowało, że index przez dłuższy czas będzie pozostawał znacząco powyżej średniej, powiedzmy 300 punktów wyżej.
 

Tagi: hossa, inwestowanie


2009-07-29 10:52
 Oceń wpis
   

Ostatnio na blogu coraz częściej pojawia się temat polityki. Nie, nie zmieniam profilu bloga, między giełdą a polityką są bardzo silne związki.

Po pierwsze, centralnym obecnie zjawiskiem ekonomicznym są deficyty budżetowe. Tak się złożyło, że budżety są zarządzane przez polityków i racjonalny inwestor musi przewidywać różne możliwe scenariusze, na podstawie wcześniejszych zachowań miłościwie nam obecnie panujących.

Drugi związek jest bardziej subtelny. Giełda dyskontuje opinie inwestorów o wartości spółek. Ta opinia zależy generalnie od dwóch elementów: od samej rzeczywistości oraz od generalnego humoru i schematu myślenia inwestorów.

Te schematy zmieniają się szybciej niż rzeczywistość. Czasem inwestorzy są nieufni, wertują raporty pięć lat wstecz, szukając czy nie ma jakiejś wpadki. Innym razem, inwestorom wystarcza by uśmiechnięty prezes w znanej telewizji przedstawił plany nowej emisji na zrealizowanie programu skolonizowania księżyca.

Przy wyborach do parlamentu ludzie zachowują się podobnie – raz są nieufni i sprawdzają wcześniejsze osiągnięcia kandydatów, innym razem szukają osób roztaczających świetlane wizje. Patrząc jakie zachowania preferuje społeczeństwo, moża starać się przewidzieć generalny schemat myślenia a więc i zachowanie giełdy.

Oczywiście w badaniu generalnego nastawienia społeczeństwa metodą poparcia wyborczego tkwi jeden drobny problem. Tak jak giełda jest wskaźnikiem wyprzedzającym gospodarkę, tak i schemat myślenia inwesterów wyprzedza myślenie całego społeczenstwa. Nadmierny wrost ufności społecznej raczej świadczy, że czas rosnącego optymizmu, a więc i hossa ma się raczej ku końcowi …

Sławę w przewidywaniu zachowania giełdy na podstawie zjawisk społecznych i kulturowych zdobuł R. Prechter, gdy przewidział krach w 1987 r. Skłoniła go do tego obserwacja, że wsród optymistycznej muzyki, popularność zaczęł zdobywać album "Apetite for Destruction" zespołu Guns'n'Roses.

Tagi: giełda, inwestowanie, społeczeństwo, cykle


2009-07-27 21:28
 Oceń wpis
   

Media przynoszą coraz to nowe pomysły na oszczędności budżetowe. Najciekawszy jest pomysł ograniczenia zniżek na bilety komunikacji miejskiej dla studentów, by przysługiwała one jedynie niezamożnym studentom. Warto przypomnieć, iż w ostatnich wyborach  studenci masowo głosowali na Platformę i ta nowa jakość polega tu na tym, że Rząd w pierwszej kolejności sięga do kieszeni własnych wyborców. Czy studenci zagłosują na konkurencyjną partię ze względu na taką drobnostkę jak ulgi ? Myślę że nie, więc ta metoda oszczędności jest jak najbardziej sprawiedliwa.

Jest też druga strona medalu. Podczas kampani wyborczej Platforma dużo mówiła o "Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych". Choć nikt nie traktuje tego inaczej niż figurę retoryczną środowisko etatystów musi być zaniepokojone. Uzależnienie ulgi na bilety od dochodów rodziny jest krokiem w przeciwnym kierunku. Zwiększy to ilości papierkowej roboty i ręcznego sterowania, co na pewno pomoże przekonać etatystów do Platformy.
 

Tagi: oszczędności, deficyt budżetowy


2009-07-24 21:20
 Oceń wpis
   

Najważniejsze, według mnie, wyniki tego tygodnia przyszły z Microsoftu. Spółka podała słabiutkie obroty i zyski, zwlając winę na "ekonomię". Wszycy wiedzą że powód jest inny – nowa wersja Windowsów irytuje ludzi bardziej niż poprzednia. Ten lider końcówki zeszłego millenium stara się ostatnio panicznie wygenerować wzrost, czy to produktami typu The Zune czy przejmując Yahoo.

Microsoft ma trzy asy w ręce. Po pierwsze, jego umowa ze sprzedawcami komputerów jest taka, że nie opłaca się im sprzedawać komputerów bez Windowsów. Po drugie, byt całej rzeszy ludzi jest uzależniony od istatnienia Micorsoftu – administratorzy, integratorzy, programiści i naprawiacze. Po trzecie wreszcie, użytkownicy, szczególnie korporacyjni, nie mogą w trzy dni zmienić systemu operacyjnego. W skrócie: bezwładność jest po stronie Micorsoftu.

Spadające dochody Microsoftu idą w parze z rosnącymi obrotami i zyskami Apple, który ma zdecydowanie dominującą pozycję w segmencie notebooków w cenie powyżej $1000. Apple nie jest jednak zainteresowany ani licencjonowaniem swojego systemu operacyjnego ani robieniem tanich notebooków. Po stronie Apple stoi zdecydowanie lepszy system operacyjny, przyzwoity sprzęt oraz pokolenie wychowane na iPodzie.

Cały czas jest jednak miejsce dla innego gracza na zbudowanie systemu operacyjnego dla zwykłego komputera korporacyjnego. W pewnym momencie HP był tym zainteresowany, budując własnegy system oparty na Linuxie. 

Powoli powstaje też nowa klasa komputera: coś pomiędzy netbookiem, smartphonem, iPodTouch a Amazon Kindle. Można założyć, że w tym komputerze system operacyjny zostanie zmarginalizowany na rzecz przeglądarki internetowej. Prawdopodobnie prowadziłoby to do sytuacji, że każde ma zwykłego notebooka do pracy i małego MediaBooka do zabawy. Dużym graczem może być tu Google, aczkolwiek plotki mówią, że Apple przygotowuje MediaPad w tym segmencie.

Podsumowując, u szczytu sławy kapitalizacja Micorsoftu wynosiła 500 mld USD i o takich pieniądzach tutaj mówimy. Spółka, która przedstawi inowacyjną platformę na miarę XXI wieku też taką kapitalizację mieć będzie.

Tagi: microsoft, google, apple, netbook


2009-07-23 09:43
 Oceń wpis
   

Ministerstwo Finansów wykazało się przytomnością umysłu organizując emisję obligacji dolarowych. Częściowo podstępem, skierowali ją do podmiotów zagranicznych, które zgodziły się finansować naszą rozpasaną konsumpcję pobierając niecałe 3% więcej niż za obligacje amerykańskie.

By zrozumieć dlaczego rozwiązanie jest przytomne, trzeba uświadomić sobie jedną rzecz. Polska nie jest ani potęgą gospodarczą ani wiarygodnym partnerem finansowym. Świetnie widać to na przykładzie kwotowanych we Frankfurcie obligacji dolarowych.

 

 

Na wykresie widzimy, że do końca 2007 r. był na nich normalny handel, ale potem płynność wyparowała. Cena tych obligacji potrafiła spaść bez powodu o 10%.

Dlaczego Polskie banki nie powinny mieć tych obligacji ?
Po pierwsze generalnie nie mają oszczędności w dolarach, i musałyby się zabezpieczyć przed ryzykiem kursowym.

Ale rozważmy taki scenariusz. Na świecie pojawia się mała panika: pada bank, Łotwa ogłasza niewypłacalność albo Polska ogłasza, że deficyt jest większy niż przwidywany (zagrywka "na Węgra" :-). W takiej sytuacji popyt jest na najpłynniejsze aktywa: dolary i amerykańskie bony skarbowe. Złotówka leci na ryja a na polskich obligacjach znika płynność,  tranzakcje będą może po $60.

Teraz Polskie banki mają te obligacje i zabezpieczenie na nie. Na zabezpieczeniu jest duża strata, ale na samych obligacji też jest w tym układzie strata ze względu na spadek ceny. Tak więc globalne problemy zostają spotengowane stratami działających w Polsce banków. Jeżeli dodamy do tego, że Polskie banki są mocno zaangażowane w aktywa we Frankach, może się okzać że są technicznie niewypłacalne.

Scenarisz o którym piszę nie jest czymś wydumanym, w ten mniej więcej sposób w 4q2008 ING BSK stracił 200 mln zł.
 

Tagi: obligacje, ing


2009-07-22 12:41
 Oceń wpis
   

Debata o spieniężeniu rezerw NBP powoli rozgorewa i wraz ze spadkiem wpływów do budżetu Rząd będzie miał coraz większą presję ty to zrobić. W dyskusji tej są dwa elementy, które są tak całkowicie oczywiste, że aż uciekają uwadze.

Pierwszy, to asymetria księgowa NBP. Gdy złotówka się wzmacnia, NBP od razu księguje stratę. Gdy się osłabia, księguje najpierw rezerwę a dopiero później być może zysk. Czyli NBP jest skonstuowany do wykazywania strat. Tyle, że ewentualny zysk jest od razu przekazywany do budżetu ale strata z budżetu pokrywana nie jest.

Druga sprawa, to że graczem na rynku walutowym jest też Skarb Państwa. Zadłużenie Sektora Finansów Publicznych w 1q2009 wynosiło 628 mld zł, o 30 mld zł więcej niż na koniec 2008 r. Przez te trzy miesiące przyrastał on w tempie 3 800 zł na sekundę.

Z tych 30 mld zł, 17 mld zł to wzrost zadłużenie zagranicznego, a pokażna tego część to efekt kursowy. Ten efekt wzrostu zadłużenia, wynikający z kursu, nie jest dopisywany do deficytu budżetowego. Dla odmiany, w przypadku np. Orlenu i Lotosu, które mają długi w dolarach, jest to oczywiście wpisywane do strat.

Czy to ma sens ? W sumie tak. Można powiedzieć, jakie znaczenie ma to, że obligacja jest obecnie warta więcej, jeżeli wykupić ją będę musiał za powiedzmy 10 lat ? Do deficytu dopisać należy tylko wzrost tego długu, ktory musi być wykupiony w tym roku. W zasadzie sensowne, tyle że stosując taką samą logikę, dopóki NBP nie sprzeda walut, nie ma ani zysków ani strat.

Ale wracając do rezerw. Jak widzimy, nie ma głębszego sensu dyskutować, czy zysk realny czy wirtualny. Prawdziwe pytanie jest inne: czy sytuacja jest na tyle zła, że powinniśmy  przeznaczyć część rezerw na doraźną konsumpcję ?

Pytanie to zawsze można postawić inaczej. Jeżeli już zamiast reform wybieramy przejadanie rezerw, to czy lepiej upłynnić rezerwy walutowe, za przyzwoitą cenę, czy też upłynnić rezerwy akcji spółek na wyprzedaży ?

Tagi: budżet, rezerwy


2009-07-21 18:44
 Oceń wpis
   

Dwa lata temu Platforma Obywatelska wygrała wybory parlamentarne, a uprzednio samorządowe w większych miastach. Przesłanie wyborcze było jasne: koniec ciągłych konfliktów wszystkich ze wschystkimi, koniec ciągłego rozpamiętywania przeszłości. Konfikty i rozpamiętywania zastąpmy cudem gospodarczym.

Życie przyniosło dowcipną puentę. Dzisiaj wywdzące się z Platformy władze Warszawy zorganizowały regularną burdę uliczną, z gazem łzawiącym i armatkami wodnymi. W konflikcie chodzi o to, by zburzyć domy towarowe a w ich miejsce zbudować ... muzeum.

Tagi: polityka, kłamstwa wyborcze


2009-07-19 19:22
 Oceń wpis
   

Dzięki wyraźnemu minimum wyrysowanemu przez ostanie dwa tygodnie, moża próbować pociągnąć linię miłościwie nam panującego trendu. Oczywiście dwa dołki to jeszcze nie tyle linia, co zalążek, ale od czegoś trzeba zacząć. Co ciekawe, górna linia ograniczenia kanału wygląda też zupełnie rozsądnie.

 

 

Jeżeli giełda będzie poruszała się w wyznaczonym kanale, to do końca roku index powinien osiągnąć co najmniej 1150 punktów. Jeżeli pociągnięmy tą linię jeszcze dalej to widzimy, że już latem przyszłego roku powinniśmy bić nowe rekordy hossy. Co by o tej linni nie powiedzieć, to jest bardzo stroma, co stawią ją pod poważnym znakiem zapytania.

 

 

Fundamentalnie, dalszy wzrost w tym tempie oznaczać musi znaczne przyśpieszenie prędkości z jaką pieniądz krąży w gospodarce. Ponieważ za spadek PKB przez ostatnie dwa kwartały odpowiedzielne było likwidowanie zapasów oraz zaniechanie inwestycji, to tu tkwi największy potencjał.  W skrócie, zapasy mają swoje dno a i inwestycji w infrastrukturę też nie można odkładać w nieskończonść.

Gdyby ten scenariusz, jakkolwiek fantasmagoryczny, zaczął się realizować, FED nie będzie długo czekał z założonymi rękami lecz zacznie podnosić stopy procentowe. Generalna praktyka pokazuje, że raczej będzie je podnosił za wolno niż za szybko.

Tagi: giełda, inwestowanie, wzost gospodarczy


2009-07-18 10:26
 Oceń wpis
   

Przez ostatnie kilka dni szeroki index giełdowy zdecydowanie rośnie. Patrząc na klasyczne figury analizy technicznej, widzimi szeroką formację ramię-głowa-ramię (RGR), któraz została zanagowana. Generalnie, zanegowanie wyraźnej formacji prowadzi do ruchu w przeciwnym kierunku o zdwojonej sile – Ci ktorzy kupili krótkie pozycje w popłochu je zamykają. Pełną negacją będzie wybicie się ponad głowę, czyli poziom 950.

 

 

Patrząc na średnie kroczące, widzimy formację "złotego krzyża", o której już pisałem, po której nastąpiło testowanie średniej 200-stu dniowej. Jej obrona była powodem zdecydowanych wzrostów. Całość wpisuje się w scenariusz fabularny opisany w kwietniu.

Impulsem wzrostu był raport Intela, gdzie spółka podała znaczący wzrost obrotów kwartał do kwartału. O ile wzrost zysków najczęściej śwadczy o sukcesie restrukturyzacji i zmniejszeniu kosztów (vide IBM) o tyle wzrost obrotów,  mówi o wzroście inwestycji w technologię i jest lepszym predyktorem wyników innych spółek.

Pierwsza jaskółka

W piątek BRE Bank podał wstępne wyniki za 2q2009. Straty banku, 90 mln zł wynikały ze stworzenia rezerw związanych z kredytami gotówkowymi i instrumentami pochodnymi. Zgodnie z raportem za 1q2009, bank ten miał współczynnik wypłacalności 10.26 % a więc niewiele powyżej wielkości zalecanej przez KNF. Bank musi więc wzmocnić swój kapitał, prawdopodobnie poprzez redukcję kosztów personelu, podnoszenie opłat za usługi bankowe oraz wyższe marże kredytowe.

Musimy zadać sobie dwa pytania. Czy jest to jedyny bank, który ma straty związane z liberalną polityką kredytową i instrumentami pochodnymi oraz czy straty banków uda się pokryć z zysków operacyjnych.

Gdy straty będą niewielkie, jedyne co czeka nowych kredytobiorców to trochę wyższe koszty. Z drugiej strony, duże odpisy, sprowadzające wypłacalność banków poniżej 8% mogą doprowadzić do całkiwitego zamrożenia akcji kredytowej, a przy tym i rynków opartych na kredycie, np. nieruchomości. Obecnie za wcześnie jeszcze by z tej pierwszej jaskółki przewidzieć skalę deszczu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie, technologie, banki
1 | 2 |