O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2010-01-29 20:19
 Oceń wpis
   

Amerykańska gospodarka rozwijała się w czwartym kwartale 2009 roku w tempie 5.7% w ujęciu rocznym. Porównując do czwartego kwartału 2008 roku wzrosła o symboliczne 0.1%. By lepiej zinterpretować te wyniki, przyjrzyjmy się poszczególnym komponentom.

Największy udział we wzroście miały inwestycje, dodały 3.8% z 5.7% wzrostu. Praktycznie cały udział inwestycji, 3.4%, to efekt zmiany stanu magazynów. Nie znaczy to wcale, że na magazynach towaru przybyło -- zmniejszyło się jedynie tempo likwidacji zapasów, do 40 mld usd z 156 mld usd. Zapasy cały czas maleją, ale już niedaleko do równowagi między konsumpcją a produkcją.

Tutaj dochodzimy do mniej optymistycznej interpretacji dzisiejszych danych.  Pół roku temu pisałem, że likwidacja zapasów nie może trwać wiecznie. W pewnym momencie zapasy przestaną wystarczać co będzie wymagało zwiększenia produkcji. Efektem zwiększającej się produkcji jest większe zatrudnienie. Wyprzedanie zapasów, widoczne we wzroście GDP, staje się więc zapalnikiem wzrostu gospodarczego.

Tak więc przedsiębiorcy zaprzestali już likwidować zapasy, GDP pokazało dynamiczny wzrost, ale zatrudnienie w tym czasie się nie zwiększyło. Zapalnik okazał się nieskuteczny. W zanadrzu jest cały czas drugi zapalnik. Zapasy cały czas są niskie, ale by przedsiębiorcy zaczęli je zwiększać, zwiększyć się musi popyt wewnętrzny. 

Można snuć różne scenariusze. Pierwszy to rozpoczęcie cyklu wzrostu zatrudnienia, który pociągnie wzrost konsumpcji i aktywności gospodarczej. Ten scenariusz, który cały czas jest moim scenariuszem bazowym, jest obecnie troszkę mniej prawdopodobny.  Drugi scenariusz, to stagnacja, połączona z akumulacją kapitału ale też z wysokim bezrobociem. Gdy ta stagnacja się skończy, będzie bazą do bardzo silnego wzrostu gospodarczego, o ile uprzednio nie przytrafi się jakieś nieszczęście typu eskalacja cen ropy.

Podsumowując

Sztuka inwestycji polega na zrozumieniu czy zmiana cen i wskaźników fundamentalnych jest przejawem zjawisk strukturalnych czy cyklicznych. Wzrost GDP w 4q2009 jest zjawiskiem cyklicznym, łatwym do przewidzenia już po raportcie z 2q2009. W kolejnych kwartałach spodziewałbym się mniejszego wzrostu,  a za kluczowy parametr uważam wzrost zatrudnienia.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-01-28 13:45
 Oceń wpis
   

Dzisiaj zaczęło się największe przedsięwzięcie medialne tego roku, czyli kampania do wyborów prezydenckich. Zaryzykuję stwierdzenie, że będą to ostatnie wybory, których motywem przewodnim będą demony przeszłości.

Kandydatem numer jeden jest obecny prezydent. Wizja polityczna Lecha Kaczyńskiego jest raczej prosta. Podstawowym motywem jest ograniczenie wpływu byłych służb specjalnych i nomenklatury w życiu publicznym i gospodarczym.

Pierwszy statysta to TVN, należący do grupy ITI. Grupa ta, zajmująca się początkowo importem elektroniki i kaset wideo powstała w czasach Zimnej Wojny i jej ochrona przez służby kontrwywiadowcze była zupełnie naturalnym zjawiskiem

Drugi statysta to Agora. Ikona tej firmy, Adam Michnik, też miał jakiś związek ze służbami jako poseł już w III RP. Komisja Michnika była pierwszą, która miała wgląd do akt służb bezpieczeństwa.

Gdyby więc TVN jaki i Agora, ustami Gazety Wyborczej, były mało entuzjastyczne względem obecnego prezydenta, ten będzie trzymał linię, że media te wyrosły w wywiadu PRL, i zlikwidowanych przez niego WSI.

Czwartym do stolika nie będzie obecny premier Donald Tusk. Start w wyborach prezydenckich byłby zbyt ryzykowny. Wcześniej musiałby zrezygnować z funkcji premiera, a przy okazji utraciłby kontrolę na partią. Ewentualna przegrana oznaczałaby polityczną emeryturę.

Próżno też szukać właściwego kandydata w drugiej linii Platformy.  H. G. Walz udowodniła już, że nie potrafi zmobilizować akcjonariatu, B. Komorowski i R. Sikorski co prawda jeszcze nie, ale …

Człowiekiem, który potrafi zorganizować elektorat jest Andrzej Olechowski. Dodajmy, że Platforma wyrosła właśnie na elektoracie, który zorganizował on podczas kampanii wyborczej w 2000 roku.

A. Olechowski jest świetnym kontrkandydatem dla L. Kaczyńskiego.  Z jednej strony jest człowiekiem obytym w międzynarodowych organizacjach, w których przez wiele lat pracował. Ma też doświadczenie w ekonomi, był ministrem finansów, jak i członkiem rad nadzorczych kilku banków. Dla elektoratu Platformy jest idealnym zaprzeczeniem obecnego Prezydenta.

Z drugiej strony, gdy pracował w ONZ, dodatkowo, ku chwale ojczyzny, wynosił kopie różnych dokumentów. Jego oficerem prowadzącym był. G. Czempiński, który kilka miesięcy temu powiedział, że był twórcą Platformy Obywatelskiej a obecnie widzi miejsce na nową formację.  Dla wyborców L. Kaczyńskiego będzie on ucieleśnieniem kariery politycznej i ekonomicznej agentów ubecji.

Tagi: polityka, deficyt budżetowy


2010-01-26 13:49
 Oceń wpis
   

Podczas kampanii wyborczej w 2007 roku Platforma Obywatelska obiecywała zmniejszenie wpływu decyzji administracyjnych na życie gospodarcze. W "dziesięciu zobowiązaniach"  możemy tej zapowiedzi doszukać się w punkcie:

5. Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych

pełniej jest to przedstawione w programie partii (str. 31):

Polityka państwa musi sprzyjać małym i średnim przedsiębiorstwom. Ważnym celem.jest.odbiurokratyzowanie gospodarki. Trzeba obniżyć opłaty związane. z rozpoczęciem działalności i uzyskaniem koncesji oraz zezwoleń, których liczbę należy zmniejszyć. Niezbędne jest też przyspieszenie i usprawnienie procedury. zakładania firm, zmniejszenie zakresu i dokuczliwości kontroli, zmniejszenie obowiązków w zakresie sprawozdawczości i poszerzenie praw przedsiębiorców. Temu celowi służyłoby m. in. ustanowienie rzecznika praw przedsiębiorców,. instytucji niezależnej od administracji rządowej, współdziałającej z organizacja- mi pracodawców i przedsiębiorców w imię ochrony ich praw.

Z perspektywy czasu widzimy, że uproszczenie procedur administracyjnych jest zajęciem dla Herkulesa. Nie do wykonania przy hamulcowym i koalicjancie. Rządząca partia nie rezygnuje jednak ze swoich obietnic, jednakże spełnia je odcinkowo. Powoli a systematycznie. Dla przykładu ostatnio media donoszą, że jedynie dzięki wytężonej pracy polityków z władz Platformy Obywatelskiej udało się zbudować wyciąg narciarski w Sudetach. Dokumenty zorganizowano błyskawicznie, a nawet z datą wsteczną. Bez tej wytężonej pracy polityków, przy normalnym trybie administracyjnym, obiekt by i w pięć lat nie powstał. I bez tego wysiłku polityków obiekt konkurencyjny też nie powstanie.
 

Tagi: polityka, deficyt budżetowy


2010-01-22 16:56
 Oceń wpis
   

Keynes sformułował bardzo ciekawe i pozornie nieintuicyjne prawo dotyczące kontraktów. Jak wiemy, na rynku kontraktów jest generalnie trzech graczy: producenci danego surowca  (hedgują się wystawiając kontrakty, czyli mają S-ki), konsumenci, (hedgują się kupując kontrakty, czyli mają  L-ki) oraz spekulanci. Spekulanci po pierwsze zapewniają płynność a po drugie starają się profitować z przewidywania nierównowagi popytu i podaży. Spekulanci mają S lub L zależnie od sytuacji. Więc prawo Keynesa mówi, że jeżeli L są w ręku spekulantów to cena będzie rosła, a jeżeli mają S, to będzie spadała.

Oryginalne uzasadnienie tego prawa opiera się na tezie, że hedgersi mają kontrakty dla zabezpieczenia, nie licząc na zysk, a spekulanci mają kontrakty dla zysku. Jeżeli więc maja L to dlatego, że rozpoznali procesy z których spodziewają się wzrostu cen.

Osobiście, widzę to troszkę inaczej. Jeżeli producent nie wystawił kontraktu, to znaczy, że istnieje realna podaż, która nie jest odwzorowana na rynku. Zamiast producenta, S-kę ma spekulant, spodziewając się, że realna przecież podaż trafi kiedyś na rynek powodując spadek ceny.

Lub jeszcze inaczej. Dyrektor linii lotniczej może powiedzieć "Spodziewamy się, że paliwo będzie tanie na wieki wieków amen. Dlatego nie kupujemy kontraktów na paliwo.". Oczywiście gdyby prawdziwy CEO tak powiedział, to na drugi dzień, by już szukał nowej pracy. Jeżeli jednak wszyscy tak mówią, to znaczy że realny popyt nie jest odwzorowany na rynku, L-ki mają spekulanci a wzrost cen jest gwarantowany.

Pisałem o hipotetycznym CEO linii lotniczej. Ostatnio (jeszcze przed górką) realny dyrektor jednego z największych producentów złota wypowiedział bardzo podobne zdanie. Twierdzi, że przestali się zabezpieczać kontraktami przed spadkiem cen złota, gdyż będzie na nie wieczny popyt. Nie tylko że nie wyleciał z roboty na zbity pysk, to jeszcze inwestorzy (a konkretnie investorsi) twierdzą, że przemawia to za wzrostami cen złota !
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-01-16 10:56
 Oceń wpis
   

Kilka tygodni temu przedstawiłem pozytywny scenariusz rozwoju sytuacji walutowej w Polsce. O ile nie jestem euroentuzjastą o tyle spełnienie kryteriów z Maastricht uważam za jednoznacznie pozytywne zjawisko. Rozważmy dzisiaj przeciwny scenariusz, czyli kryzys walutowy.

Obecnie całkowite zadłużenie sektora finansów publicznych (SFP) balansuje na granicy 50% PKB. Nie chcę tu wnikać czy jest troszkę poniżej jak prognozuje Wiceminister Finansów, czy już powyżej jak wyliczają ekonomiści (a te wyliczenia są całkiem przekonujące).  Podstawowe pytanie brzmi - czy uda się uniknąć przekroczenia progu 55% zadłużenia w tym roku. Przekroczenie tej bariery, a potem bariery 60% uruchomi kaskadę nieszczęść, której efektem będzie kryzys walutowy i pacyfikacja gospodarki.

Strategia nieprzekroczenia 55% w 2010 roku opiera się na trzech założeniach: złotówka nie będzie się osłabiać, uda się program prywatyzacji na około 25 mld zł oraz gospodarka będzie się powoli ale jednak rozwijać. Zgodnie z planem, jeżeli ten scenariusz się powiedzie, zadłużenia ma wynosić 54.5% PKB, a więc pozostać poniżej ustawowej bariery. Jest to jednak balansowanie na krawędzi i całkowite uzależnienie Polski od sytuacji zewnętrznej.

W tym roku FED zaczynie wycofywać się z polityki jakościowego poluzowania, zwanego powszechnie dodrukiem pieniądza. Wcale nie jest oczywiste, że ta operacja skończy się sukcesem. Może być i tak, że przesadzi ze ściąganiem pieniędzy z rynku co przełoży się na wzrost dolara, spadek złotówki i surowców: miedzi i ropy. Może być też i tak, że FED zaśpi, co przełoży się na eskalację ceny ropy, która sprowadzi powrót recesji w USA. Jest to scenariusz taki jak lato-jesień 2008 r., gdzie po eskalacji następuje załamanie cen i powrót dolara do domu.

Jeżeli będziemy mieli wzrost dolara połączony ze spadkiem ceny ropy, to przełoży się to natychmiast na giełdę. Lotos i Orlen to hedge-fundy z kredytami w dolarach, i te spółki pociągną Wig20 w dół. Wzrost walut będzie ciążył też nad bankami, które udzielały kredytów we frankach.

W takiej sytuacji nie da się zrealizować planu prywatyzacji, a ze względu kursowego, zadłużenie będzie rosło. Obecnie zadłużenie denominowane w walutach wynosi 170 mld zł, więc spadek złotówki o 20% spowoduje wzrost zadłużenia o 35 mld zł czyli o 2.5% PKB. Rząd będzie zmuszony do wszczęcia procyklicznego  postępowania oszczędnościowego, które przełoży się na osłabienie gospodarki i jeszcze niższe wpływy podatkowe.

Dodatkową kaskadę nieszczęść mogą wywołać kredyty walutowe. Gdy za franka trzeba będzie płacić więcej niż 3.5 zł, banki przestaną spełniać formalne warunki wypłacalności i będą zmuszone wypowiadać kredyty. Już wcześniej, przy franku w okolicach 3 zł,  zaczną żądać dodatkowych zabezpieczeń, co przełoży się na poziom konsumpcji i wpływów podatkowych.

W tej sytuacji sytuację można oczywiście próbować ratować  sytuację dwoma źródłami walut: pochodzących z dotacji Unijnych oraz z rezerw walutowych. Nowi członkowie RPP dość otwarcie deklarują, że rezerwy w razie konieczności  będą do dyspozycji rządu.

Podsumowując, w złotym scenariuszu, gdzie gospodarki powoli zaczynają się rozwijać, a władze monetarne ściągają nadpłynność, Polska przejdzie przez ten kryzys suchą nogą. Ze względu na cele propagandowe,  rząd podchodzi jednak do krawędzi i w przypadku jakichkolwiek niestabilności może skończyć się to kryzysem walutowym.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-01-07 09:43
 Oceń wpis
   

Za nami trzy lata szaleństwa. Tworząc prognozy na nowy rok, trzeba się zastanowić, czy to się zmieni czy nie. Czy będziemy mieli względnie stabilne zmiany wycen oparte o długoterminowy rachunek ekonomiczny czy też miotanie się od euforii do paniki. 

Generalnie zdrowy strach jest obecnie głęboko zakorzeniony, szczególnie w społeczeństwie w USA.  Zdrowy strach, to nie panika, ale niepodchodzenie do krawędzi, i rozważne wydawanie pieniędzy. Wraz ze wzrostem zatrudnienia ten strach będzie stopniowo ustępował.  Będzie to generowało wzrost gospodarczy i indexów giełdowych.

Poprzednio pisałem, że sektor technologiczny świetnie poradził sobie z tą bessą. Nie powinno to dziwić. Obecna recesja jest recesją deflacyjną, a na rynku technologicznym deflacja panuje od kilkudziesięciu lat. Spółki są na nią przygotowane -- duże zapasy gotówki, niskie zapasy towaru, inwestowanie organiczne a nie na kredyt. Dodatkowo, sektor przeszedł ze stanu przeinwestowania w 2000 r. do stanu niedoinwestowania teraz. Można powiedzieć, że obecnie deweloperkę czeka to co dot.com po 2000 r. 

Przełom w mediach przyjść musi, zanim wszyscy zbankrutują. Prawdopodobnie przyjdzie już w tym roku. Media papierowe, poszły w ślepy zaułek -- obniżania cen i jakości usługi, dążąc do bezpośredniej konkurencji z mediami internetowymi, darmowymi. Ta dupomarynizacja dla "Wprost" skończyła się praktycznym bankructwem. Kierunek powinien być zupełnie inny, czyli bardzo wysoka jakość materiałów pisanych. Nie mam problemu zapłacić 5 czy 20 zł za tygodnik, ale musi on zawierać wartościowe artykuły. Przemyślane, dopracowane, oryginalne.

Coś na rynku mediów drga powoli. Widoczne jest to w częściowo płatnym serwisie "The Wall Street Journal" i w zapowiedziach tabletu przez Apple. To urządzenie być może będzie tym dla magazynów czym iTunes był dla muzyki i mp3. Po tej stronie rynku spodziewałbym się ogromnych możliwości inwestycyjnych w tym roku.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-01-01 10:07
 Oceń wpis
   

Praktycznie wszystkie klasy aktywów dały w tym roku pozytywne stopy zwrotu. Zacznijmy od strefy dolarowej. Wykres przedstawia stopy zwrotu z szerokiego rynku (S&P500), złota i nasdaqa100.

 

 

Zabawne, że choć w kluczowych momentach S&P500 i złoto zachowywały się inaczej, ostatecznie dały praktycznie identyczne stopy zwrotu. Na tym tle wybija się Nasdaq100, który nie partycypował nadmiernie z załamaniu marcowym i rósł szybciej niż niż pozostałe aktywa.

 

 

Ciekawie wygląda sub-index Nasdaq Computer. Zakończył on poprzednią hossę jesienią 2008, a więc kilka miesięcy później niż WIG a bessę zakończył wcześniej, jesienią 2009 roku. Nie pogłębił dołków podczas paniki w marcu 2009. Bessa  była więc krótka. Obecnie indexowi brakuje jedynie 10% do szczytów w 2007 r., ale oczywiście daleko mu do przewartościowania z 2000 r.  Można powiedzieć,  że index ten wyleczył już kaca po dot.com i może być liderem nowych wzrostów.

 

 

Pozornie, piękne stopy zwrotu dały surowce. Trzeba jednak pamiętać, że ten wykres to połączenie najbardziej płynnych kontraktów i że kolejne serie były zawsze droższe. Mimo iż rok temu ropa była po 40$, to obecna seria kontraktów, na luty 2010 roku, kosztowała wtedy 65$, dała więc stopę zwrotu rzędu 20%. By osiągnąć wysoką jak na wykresie stopę zwrotu, trzeba było mieć możliwość fizycznego składowania surowców. Jak pamiętamy, rok temu banki wykorzystały ten deferencjał między seriami kontraktów magazynując ropę na tankowcach.

 

 

Na Polskim rynku więcej dały zarobić spółki małe. Najmocniej rósł sWig80, po nim mWig40 a najwolniej Wig20. Można to tłumaczyć tym, że małe spółki są bardziej zależne od koniunktury a ta rok temu wyglądała niewesoło.

Bankructwa i obciach

W tym roku kilka spółek poszło do piachu: Monnari, Techmex, Krosno, Swarzędz. Na akcjach tych spółek można było stracić praktycznie wszystko. Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na liderów obciachu, czyli spółki, które mimo hossy straciły po 30%. Typowe spółki to Bytom, Zenek (BBZ) i Magda (06N).

 

 

Inny rodzaj obciachu to spółki, które rosły do lata, a potem kontynuowały wieloletni trend spadkowy: MSZ, Centrozap, Centrostal, czy jak to się tam teraz nazywa.  Generalnie sprawdziła się teza, że spółki zmieniają nazwę gównie dlatego, że nic sobą nie reprezentują. 

 

 

Podsumowanie

Za nami rewelacyjny rok. Początek nowego roku to świetna okazja, by przypomnieć banalny właściwie fakt: opisać rzeczywistość jest niezmiernie trudno. Znalezienie przyczyn zjawisk, jakie obserwujemy jest jeszcze trudniejsze. Jedni starają się wziąć byka za rogi i starają się tą rzeczywistość jakoś opisać, inni idą na skróty. Zamiast opisywać rzeczywistość stawiają prognozy, prognozy, prognozy …  z błędnych prognoz wytłumaczyć się łatwiej niż z błędnego opisu rzeczywistości.

Za nami trzy lata szaleństwa i pół roku względnego spokoju. W przyszłym roku spodziewam się kontynuacji procesu rozpoczętego gdzieś latem tego roku. Względnej stabilności indexów i dynamiki na wybranych spółkach i sektorach.

 

Tagi: giełda, inwestowanie