O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2010-11-28 18:51
 Oceń wpis
   

Tydzień temu zapadła decyzja po przyjęciu przez Irlandię pomocy EU/IMF. Oczy rynku od razu zwróciły się w kierunku następnych klientów funduszu pomocowego – Portugalii i Hiszpanii, a w dalszej kolejności Włoch i Francji.

Na początku trzeba wyraźnie napisać, że faktyczną pomoc dostają nie kraje, które o nią proszą, a wierzyciele tych krajów. W praktyce banki posiadające ich obligacje. Gdy mówię o uratowaniu Grecji mam na myśli uratowanie ludzi, którzy pożyczyli Grecji.

Tak więc Grecję, Irlandię, Portugalię można uratować. Są to relatywnie małe gospodarki. Hiszpanię być może też da się uratować. Włoch i Francji już nie. W tym przypadku kosztów ratunku nie da się przerzucić na europejskich podatników, również kredytodawcy będą musieli ponieść straty.

Generalnie są możliwe dwie drogi: twarde i miękkie lądowanie. Droga pierwsza to formalne bankructwo. Ludzie którzy bezmyślnie pożyczali pieniądze wspomnianym krają stracą , powiedzmy, 50% kapitału. Ta droga ma ogromne zalety – wyeliminowanie z rynku nieudolnych podmiotów. Ma też dwie subtelne wady. Po pierwsze nastąpi efekt domina, o trudnym do przewidzenia zasięgu. Druga wada jest taka, że kredytodawcami były często pół-państwowe banki. Ich depozyty objęte są gwarancjami, więc w ostatecznym rozrachunki i tak podatnik zapłaciłby za niefrasobliwość bankierów.

Druga możliwość to opodatkowanie wszystkich posiadających oszczędności w formie gotówki bądź obligacji. Zorganizować można to poprzez dodruk pieniędzy. Technicznie rzecz biorąc poprzez wykupywanie przez EBC obligacji krajów, które nie mogą znaleźć nabywców na rynku.

To rozwiązanie ma jedną wadę. Gdy raz zacznie się drukować pieniądze trudno przestać. Szczególnie, że ze względów formalnych, kontrola nad ECB jest znacznie trudniejsza niż nad FED.

O rozwiązaniu tym można mówić z kilku powodów. Po pierwsze europejska inflacja jest bardzo niska. Gdyby było inaczej o tym rozwiązaniu wcale nie mogło by być mowy. Po drugie istnieje mały paradoks ekonomiczny. Ceny detaliczne podstawowych produktów w Niemczech są niższe niż w peryferyjnych krajach strefy Euro. By kraje peryferyjne zwiększyły swoją konkurencyjność musiały by przejść przez deflację, co niestety jest bardzo bolesne przy przekredytowaniu (przykładem historycznym jest Wielka Depresja). Wartość kredytów realnie rosłaby wraz ze spadającymi cenami.  Właściwy dodruk byłby taki, który by pozwolił na względną stabilność cen na peryferiach i ich wzrost w Niemczech.

Niemcy są do inflacji bardzo niechętni (delikatnie mówiąc …) trzeba by im było wytłumaczyć, że albo zgodzą się na inflację, albo Sparkasse w której trzymają oszczędności nie będzie w stanie wypłacić im ich oszczędności.

Dodruk pieniędzy spowodowałby jeszcze jeden ważny efekt. Podwyższyłby inflację w Chinach, co prędzej czy później może skończyć się zamieszkami, o ile Chiny nie uwolnią juana. Dodam tu, że uwolnienie juana byłoby najlepszym lekarstwem na Europejskie problemy. Byłby lekarstwem na problemy Europejskie, Amerykańskie i Chińskie, ale rządy działają racjonalnie dopiero, gdy wszystkie inne drogi zostaną definitywnie zamknięte.

Na koniec trzeba dodać – inflacja nie jest lekiem na całe zło. Może być jedynie tymczasowym mechanizmem pozwalającym na płynniejszą reorganizację gospodarki. Inflacja musi być połączona ze zbilansowaniem budżetów krajowych. Tak naprawdę nie jestem w stanie dokładnie określić skali europejskich problemów, jaka część kredytów publicznych i prywatnych nie będzie spłacona. Ich częściowe umożenie poprzez inflacje nie jest fajne. Ale chyba lepsze niefajne rozwiązanie niż dogmatyczne przywiązanie do wartości pieniądza zakończone rewolucją.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-11-26 22:19
 Oceń wpis
   

W ostatnich kilku dniach Wig20 porusza się w innym rytmie niż dominujący w Europie Dax30. Jak widzimy na wykresie, w ciągu ostatniego roku, przez większość czasu Wig20 i Dax30 szły w ramię w ramię. Pewna słabość ze strony Wigu20 była widoczna w czerwcu, rozeszło się wtedy po kościach, i w lipcu krajowy Wig20 nadgnił wzrosty. Być może giełda dyskontuje obecnie doskonałe pomysły naszego rządu dotyczące OFE, być może to tylko chwilowa aberracja.

 

 

Mój wpis dotyczący franka szwajcarskiego wywołał ogromne kontrowersje, by nie powiedzieć, święte oburzenie.  Rozumiem presję ludzi, którzy na kredytach w CHF stracili powiedzmy, 200 tyś zł, i atakują każdego, kto powie, że te straty są realne a nie papierowe. Tak czy inaczej, rynek finansowy, to nie koncert życzeń.  Choć pisałem perspektywicznie, widzimy, że frank ma presję na wzrost, a złotówka presję na spadek. W piątek, dzięki Portugalii, Hiszpanii, Węgrom i wszystkim innym wydarzeniom gdziekolwiek indziej, byle nie w Warszawie, frank przebił poziom 3 zł.

 

 

Kontynuacja globalnego trendu wzrostowego wymaga, by S&P500 szybko przebił najpierw poziom 1200 pkt a potem 1250 pkt. Wtedy będzie można powiedzieć, że rynek wrócił do normalności, po kryzysie płynnościowym z jesieni 2008 roku. Jeżeli index tego poziomu nie przebije może zacząć robić się niewesoło.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-11-24 11:07
 Oceń wpis
   

Obligacje emerytalne, to sposób by zjeść ciastko i mieć ciastko. Rząd sprzedaje obligacje emerytalne, jednocześnie uznając że nie są one długiem. Kupujący może tą obligację mieć, ale nie może jej sprzedać. Kiedyś, kiedyś, rząd tą obligację wykupi płacąc dodatkowo kupon w wysokości wzrostu gospodarczego.

Przenieśmy ten sam mechanizm na grunt prywatny. Ty dajesz mi pieniądze. W zamian ja daję ci jakiś certyfikat. Ja wszędzie rozpowiadam, że nic ci nie jestem winien. Ty nie możesz zaprzeczyć, bo przecież swojego certyfikatu nie możesz sprzedać. Kiedyś, kiedyś ja, lub moi spadkobiercy wykupią od ciebie ten certyfikat po godziwej cenie. Przynajmniej tak teraz twierdzę. Wszedłbyś w ten układ bez przymusu ?

System ten jak żywo przypomina ZUS/FUS. Człowiek wpłaca pieniądze do ZUSu. ZUS tworzy zapis księgowy. Na podstawie tego zapisu, człowiek kiedyś dostanie emeryturę, waloryzowaną mniej-więciej zgodnie ze wzrostem gospodarczym.

Obligacje emerytalne są faktycznie równoważne zawieszeniu wpłat do OFE i przekazywaniu ich ZUSowi. Ich wprowadzenie jest faktycznym rozmontowaniem reformy (mocno nieidealnej …) z 1999 roku.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-11-20 17:59
 Oceń wpis
   

Charakterystyczną cechą rynku jest rozdygotanie kursów. Rynek ma też drugą, mniej znaną, ale i ważniejszą twarz – długoterminowe średnie kroczące są ważnymi oporami/wparciami. Podobnie jest ze złotówką.

W poprzednim odcinku opisałem długoterminowy trend wzrostowy na parze chfpln. Teraz ciekawostka z rynku eurpln i usdpln.  W obydwu przypadkach mamy wielomiesięczną konsolidację w okolicy średniej 200-stu tygodniowej.

 

 

 

Odbijanie się kursu od tej średniej, na tak euro jak i dolarze, nie jest raczej przypadkiem. Szczególnie w perspektywie żyracji kursu eurusd. Nie chcę tu tworzyć spiskowych teorii rynków. Takie zachowanie można rozumieć na różnorakie sposoby. Albo jest to wyraz fundamentalnego procesu nie pozwalającego na umocnienie się złotówki ponad odpowiednie średnie 200-stu miesięczne. Druga interpretacja, to że mamy do czynienia z przebudową portfeli przez największych i najbardziej świadomych uczestników rynku. Być może mamy też cichą interwencję NBP (interweniował on na rynku w przeddzień katastrofy w Smoleńsku).

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-11-20 10:04
 Oceń wpis
   

Powoli krystalizuje się plan pomocy dla Irlandii udzielony przez Unię Europejską razem z MFW. Przecieki mówią o 70 mld euro, na rekapitalizację banków i pokrycie deficytu budżetowego.

Wikipedia podaje, że w Irlandii mieszka 4.4 mln osób. Oznacza to, że bailout zamyka się kwotą 16 tyś euro na osobą. To akurat tyle, by każdemu obywatelowi sprezentować Golfa.

 

 

Niemowlaki nie mają prawa jazdy, same jeździć nie mogą. W przypadku modelu 2+2, liczba ludności oznacza w przybliżeniu, że jest 1.1 mln gospodarstw domowych.  Czyli na gospodarstwo domowe zapomoga wyniesie 63 tyś euro. W sam raz na zgrabne, czterodrzwiowe coupe.

 

 

Niestety to nie jest zapomoga. Straty banków  wynikają w wcześniejszej nad-konsumpcji. Widzimy jak ogromna jest skala nad-konsumpcji. Wynosi ona tyle, co super luksusowy, niskoseryjny samochód najbardziej prestiżowej marki. Na każde gospodarstwo domowe, nie dla kilku kacyków. Dzięki Euro, można było udawać, że wszystko jest w porządku, nawet można było udawać, że Irlandia jest potęgą gospodarczą. Teraz widzimy stan faktyczny.

Odezwą się głosy, że Irlandia nie potrzebuje bailoutu, że ma zapewnione finansowanie do wiosny przyszłego roku. Że to Niemcy i Francja chcą wcisnąć Irlandię w szpony bailoutu, by zmienić Irlandzkie stawki podatkowe. Nie jest to do końca prawda. Obecnie Irlandia jest na pół-legalnej kroplówce płynnościowej. Irlandzkie banki praktycznie nie mają już bazy depozytowej, a płynność ratują zastawiając aktywa na 120 mld euro w okienku dyskontowym ECB. Tyle że problemy są kapitałowe a nie płynnościowe i ECB nie może na siebie brać ryzyka kredytowego.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-11-12 11:05
 Oceń wpis
   

Dzisiaj chciałbym przedyskutować wykres, który po pierwsze, nie jest szczególnie elegancki, po drugie, jest trudny w interpretacji a po trzecie, jest kluczowy dla Polskiej gospodarki. Chodzi oczywiście o kurs CHFPLN, który interpretuję jako kurs złotówki.

Frank jest najlepszą parą dla złotówki, gdyż przez ostatnie dekady rola Szwajcarii w globalnej ekonomii nie zmieniła się. Nie można tego powiedzieć o USA,  które z lidera innowacji zamieniła się w lidera konsumpcji ani o strefie euro, gdzie wspólna waluta umożliwiła państwom peryferyjnym boom gospodarczy, dzięki taniemu kredytowi, i odwleczenie konsekwencji do właśnie teraz. Dodatkowo, to właśnie frank jest podstawową walutą kredytów hipotecznych w Polsce.

 

 

Co widzimy na wykresie ? Na początku mamy systematyczne tracenie wartości złotówki do około 1995 roku. Od tamtej pory nastąpiła stabilizacja i trend wzrostowy franka w tempie około 20% na dekadę. Ten trend jest przecięty dynamicznym wzmocnieniem się złotówki w latach 2004-2008

Obecnie musimy zadać sobie pytanie, co jest normą a co wyjątkiem. Czy normą jest stałe umacnianie się złotówki, a okres 2008-2009 to okres jednorazowego kryzysu, a wszystko co było przed 2004 rokiem to nieistotna przeszłość ? Czy też jest odwrotnie, normą jest systematyczne osłabianie się złotówki, a to co było w latach 2004-2006 to okres szczęśliwego zbiegu okoliczności, który umożliwił przełamanie trendu na dwa lata 2006-2008.

Wiele faktów wskazuje na to, że okres lat 2004 do 2008 to wyjątek a nie reguła, przy czym w latach 2004-2006 to "wyjątek w ramach normy". Jest kilka elementów szczególnych w tym okresie:

1. Wejście Polski do Unii Europejskiej i związane z tym transfery pieniężne. Ten strumień pieniędzy będzie bardziej wysychał się się powiększał.

2. Wejście na rynek pracy pokolenia Porozumień Sierpniowych. Im więcej ludzi pracuje, tym mniej muszą się procentowo składać na pobierających świadczenia. Jest to motorem boomu gospodarczego jak i cyklicznej poprawy bilansu finansów publicznych. Obecnie na rynek pracy wchodzi niż demograficzny. Kluczowe pytanie tutaj to jak długo uda się utrzymać aktywność zawodową obecnie pracujących. 

3. Posucha kredytowa poprzedzająca wejście Polski do Unii. Dekadę temu w Polsce były przesadnie wysokie stopy procentowe, co doprowadziło do posuchy kredytów hipotecznych jak i konsumpcyjnych. Okres od 2004 roku, to okres nadrabiania zaległości w zadłużaniu się pod zastaw hipoteki, a okres od 2006 roku to boom kredytów konsumpcyjnych. Obecnie Polska doszła do ściany kredytowej. Kredyty konsumpcyjne są na podobnym poziomie co w USA (w relacji do PKB), możliwy jest więc jedynie umiarkowany ich wzrost, taki jak tempo wzrostu funduszu płac. Podobnie z hipotekami, będą one teraz rosły w naturalnym możliwym do utrzymania tempie, czyli nie szybciej niż o 2% PKB (ok. 30 mld zł rocznie). Bez boomu kredytowego nie będzie boomu gospodarczego.

4. Reakcje społeczne. U progu umocnienia się złotówki ludzie mieli już dosyć "Polskiej normalności", korupcji, czego wyrazem była reakcja społeczna na tak zwaną Aferę Rywina. Obecnie wszystko wróciło do normy. Reakcja na tak zwaną szeroko pojętą Aferę Hazardową była pobłażliwa. Parafrazując znanego komentatora, "były co prawda jakieś nieprawidłowości, ale powstał przecież wspaniały obiekt sportowy". Zanikła w Polakach chęć tępienia korupcji, i to też odbije się na wzroście gospodarczym.

5. Globalna moda. Po okresie mody na internet i innowacje, modne zostały gospodarki zacofane i niedoinwestowane, dowcipnie zwane krajami rozwijającym się. Polska częściowo korzystała z tej mody. Nie jest wcale oczywiste czy tam moda utrzyma się czy nie.

Jeżeli ta argumentacja jest poprawna, to normalnym trendem jest osłabianie się złotówki w tempie ok. 20% na dekadę. Nagłe załamanie jesienią 2008 roku, nie było niczym innym jak powrotem do normalności. W tym układzie osoby z kredytem we frankach, wziętym do lata 2008 roku muszą zaakceptować dwie rzeczy. Po pierwsze stratę kursową 40-50% na przebudzeniu się w rzeczywistości a po drugie, dodatkowe oprocentowanie kredytu na 2% roczne na ze względu na systematyczną utratę wartości złotówki.

Jeżeli długoterminowa linia trendu którą narysowałem reprezentuje stan faktyczny, to obecnie frank jest cały czas wyprzedany i powinien zmierzać do obszaru 3.20 - 3.50 zł. Pod koniec obecnej dekady możemy spodziewać się, że kurs kształtował się będzie między 3.50 a 4 zł.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-11-07 20:55
 Oceń wpis
   

Wiosną tego roku zacząłem regularnie wklejać wykresy akcji kredytowej w Polsce jak i stan kredytów zagrożonych. Wkrótce po tym NBP zmienił metodologię i sposób publikowania tych danych. Obecnie przegryzłem się przez nowe dane NBP i zaczynam ponownie wklejać wykresy.

Nowe dane zaczynają się od marca 2009 roku, obejmują więc 6 kwartałów. Pozytywem jest, że poza danymi o kredytach gospodarstw domowych zawierają też informacje o kredytach przedsiębiorstw, podzielonych na dwie kategorie: duże oraz małe i średnie.

W międzyczasie kredyty zagrożone nie próżnowały, tylko rosły jak na drożdżach.  Pierwszy wykres przedstawia trend kredytów zagrożonych, razem wynoszących we wrześniu 2010 roku 60 mld zł. Podczas gdy na początku hossy na giełdzie – w marcu 2009 roku było to 40 mld zł. Największy udział w kredytach zagrożonych mają gospodarstwa domowe, przypada na nie prawie 33 mld zł.

 

 

Drugi wykres przedstawia tempo przyrostu kredytów zagrożonych przez ostatnie 6 kwartałów. Wszystkie kredyty zagrożone przyrosły o 55%, przy czym kredyty od gospodarstw domowych o 83%. Generalnie widzimy, że im większy kredytobiorca tym mniejszy wzrost kredytów zagrożonych, co świadczyłoby o tym, że duzi lepiej planują płynność i lepiej mierzą siły na zamiary. Jest to bardzo dobra informacja, szybki przyrost kredytów zagrożonych ze strony przedsiębiorstw mógłby być zapowiedzią katastrofy na rynku pracy. Tego zagrożenia na szczęście w liczbach nie widać.

 

 

Również w absolutnych liczbach najwięcej przyrosły kredyty od gospodarstw domowych, przyrosły one w 6 kwartałów o 15 mld zł. Warto wspomnieć, że większość kredytów zagrożonych od gospodarstw domowych to kredyty konsumpcyjne. Kredyty hipoteczne spłacane są niezmiernie sumiennie, wszystkie  kredyty nieregularne wynoszą jedynie  4 mld zł.

 

 

Przyrost kredytów zagrożonych od gospodarstw domowych rośnie systematycznie o około 2.5 mld zł kwartalnie. Wykres sugeruje stabilizację na tym poziomie, być może z niewielką tendencją spadkową.

 

 

Kredyty nieregularne rosną bardzo dynamicznie. Jest to szczególnie niepokojące, ze względu na otoczenie makroekonomiczne. Stopy procentowe nie są przesadnie wysokie – są zbliżone do poziomu inflacji. W Polsce nie było ciężkiej recesji, nie było masowych zwolnień i bankructw pracodawców. Dodatkowo okres o jakim piszę to już okres hossy, połączonej ze wzrostem gospodarczym.

Ten wzrost kredytów zagrożonych połączony z umiarkowanymi warunkami ekonomicznymi sugerowałby, że społeczeństwo doszło do ściany kredytowej. Wiele z kredytów obecnie zagrożonych było w przeszłości rolowanych, co teraz jest to mocno utrudnione. Być może społeczeństwo nie jest już w stanie zaciągnąć więcej kredytów, które mogłoby systematycznie spłacać.  Bez zdecydowanej akcji kredytowej obecny cykl gospodarczy nie będzie w sobie miał nic z dynamiki poprzedniego cyklu.

Pamiętajmy też, że praktycznie każdy kredyt wiąże się z odprowadzeniem 22% podatku VAT od zakupionego towaru, co daje iluzję zdrowej sytuacji budżetu. Przy zmniejszeniu akcji kredytowej, wpływy z tego podatku będą mniejsze, co dodatkowo będzie wpływało negatywnie na finanse publiczne.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-11-06 10:16
 Oceń wpis
   

Najważniejszy index giełdowy, S&P500 wybił się na roczne i dwuletnie maksima. Motorem tego wzrostu była decyzja FED o zwiększeniu podaży pieniądza o 600 mld usd przez następne pół roku. Ta kwota pokryje ok. 80% potrzeb pożyczkowych USA, co oznacza, że dla pozostałych praktycznie zabraknie nowych 10-cio letnich obligacji.

 

 

Wykres S&P500 pięknie wpisuje się w strukturę zniesień harmonicznych. Długie konsolidacje na zniesieniach zaznaczone zostały na wykresie na niebiesko. Ten wykres sugerowałby, że następnym celem jest poziom 1370 pkt. Oczywiście trudno sobie wyobrazić, by index doszedł do tego poziomu z marszu. Dynamiczne korekta po drodze jak najbardziej wzmocniła by trend i strukturę akcjonariatu.

Obecny poziom, ok. 1200 pkt,  ma dodatkowe znaczenie. Od przełamania tego poziomu zaczęła się globalna wyprzedaż i kryzys płynnościowy wczesną  jesienią 2008 roku. Jest to też poziom bliski początkowi tego blogu.

 

 

W przypadku wzrostowego scenariusza, Wig20usd dojdzie wkrótce do poziomu przełamanej linii szyi formacji RGR, opisanej na pierwszym wykresie tego blogu. Skłania to to tworzenia alternatywnych scenariuszu, co by było, gdyby nie było załamania płynności, a zamiast tego,  przez dwa lata index szargałby się w trendzie bocznym na poziomie 1200 pkt (wig20usd na posiomie 1000 pkt). Ten wątek rozwinę w następnym wpisie.
 

Tagi: giełda, inwestowanie