O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2010-12-30 21:38
 Oceń wpis
   

Najświętszą świętością zaawansowanej gospodarki rynkowej jest zapis księgowy. Tak – gospodarka oparta jest na zaufaniu. Są dwie świętości – pierwsza, to zapis na koncie bankowym, dotyczący gotówki, obligacji czy też akcji. Druga świętość to zapis w księdze wieczystej, własność nieruchomości. Bez powszechnej i bezwarunkowej wiary w te świętości nie może funkcjonować współczesna gospodarka. 

Pojawiła się ostatnio, no tak z dziesięć lat temu, nowa forma zapisu. Jest to stan konta OFE. Dekadę temu społeczeństwo było przekonywane, trochę na wyrost, że pieniądze w OFE, to są twoje pieniądze. OFE weszło w zakres świętości, i teraz rząd tą świętość szarga.

Nie ma wątpliwości, zmiany w OFE wynikają z jednego tylko powodu – deficytu i lawinowego narastania długu publicznego. Ten dług narasta z jednego, jedynego powodu – krańcowej nieudolności rządu, który troszczy się tylko o słupki poparcia, i dla każdej klienteli chce być świętym mikołajem.

Zawieszenie wpłat do OFE to jedynie początek. Rząd, co prawda,  nie może drukować pieniędzy, ale może kłaść zachłanną łapę na coraz to nowych aktywach. Po zawieszeniu wpłat do OFE następne w kolejce będzie przesunięcie do ZUSu pieniędzy do tej pory w OFE zgromadzonych.

Być może na tym się skończy. Być może nie. Potem może być naruszanie pozostałych zapisów księgowych – kont oszczędnościowych, szczególnie  obligacji, które rząd wyemitował. Może nawet nieruchomości.

Nie wiem czy rząd obecnie planuje zamach na własność – gdy będzie musiał, zrobi to bez zmrużenia oka. Wystarczy, by ludzie przestali wierzyć w zapis księgowy, by gospodarka stanęła i stoczyła się do poziomu kamienia łupanego. Bo gdy upadnie wiara w zapis, upadanie też od razu wiara w papierowy pieniądz emitowany przez NBP. Obywatele, bez zbędnych ceregieli przejdą na euro.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-29 23:55
 Oceń wpis
   

Kurs złotówki wobec euro ustabilizował się powyżej średniej 200-stu tygodniowej. Być może to przypadek, raczej jednak odzwierciedlenie głębszych procesów gospodarczych. Podobnie sytuacja wygląda na parze USDPLN.

 

 

Jeżeli za średnimi kroczącymi idzie głębsza logika rynku, to obecnie jesteśmy prawdopodobnie w połowie, lub przy końcówce dna, formacji "U". Przez najbliższe kilkanaście miesięcy czeka nas więc wzrost euro, podobny do jego spadku od lutego 2009 roku. Obecnie kluczowy jest poziom 4 zł. Jeżeli zostanie przekroczony, średnie będą pchały waluty w górę. Dodatkowo, jeżeli prawdę jest, że obecnie BGK sypie euro manipulując kursem, to albo robi to bardzo subtelnie, albo średnia 200-stu tygodniowa jest naprawdę nieprzekraczalną barierą. Gdy przestaną sypać, może pojawić się nagły popyt na waluty

Frank szwajcarski prawdopodobnie wybije się ponad maksima i ustabilizuje w okolicach typu 3.4-3.8. Jeżeli tak się stanie, tezę o wiecznie umacniającej się złotówce włożymy między bajki. Frank generalnie rozgrzany jest do czerwoności, jego dalszy wzrost wobec złotówki może być napędzany utratą wartości złotówki do reszty walut a nie samą siłą franka.

Cele kursowe na 2011 rok:
Euro – 4.8 zł
Dolar – 4 zł
Frank – 3.8 zł

nie chce się bawić w przewidywania co do grosza, ani na konkretny dzień. Uważam, że tego typu kursy w 2011 roku zobaczymy.


Oczywiście nie są to prognozy do trajdowania na forexie. To są prognozy z fus by zainspirować własne przemyślenia. Jeżeli ktoś jest uzależniony od kursu euro czy dolara może warto przyjąć jakąś strategię zabezpieczenia (finansową czy naturalną). Być może warto zastanowić się nad częściowym rozszerzeniem modelu biznesowego. Jeżeli ktoś ma kredyt w walutach warto gromadzić płynność jak i część oszczędności trzymać w walucie kredytu. 
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-26 14:14
 Oceń wpis
   

Scenariusz optymistyczny ma dwa elementy – globalny oraz lokalny. Zacznijmy od globalnego.

Rozwój gospodarki następuje cyklami innowacji i konsolidacji. Ostatni cykl innowacji skończył się w 2000 roku i dopóki nie zacznie się nowy, przez długie lata możemy być w cyklu konsolidacji. Polska będzie na tym zyskiwać,  podciągając infrastrukturę do takiego stanu jaki jest w krajach rozwiniętych. Jeżeli cykl konsolidacji ma dalej trwać, do Polski będzie napływał kapitał zagraniczny, licząc na wzrost gospodarczy polegający na nadganianiu zaległości.

Budowa infrastruktury, elektryfikacja wymaga miedzi, idące za tym sute dywidendy KHGMu mogą ratować budżet, spółka może być lokomotywą giełdy a w razie czego może być sprywatyzowana, dostarczając budżetowi kilkunastu czy nawet 20 mld zł.

Tanie euro oraz zapotrzebowanie na ciężką technologię ze strony krajów azjatyckich napędza gospodarkę niemiecką, która jest największym partnerem handlowym Polski. Może się to przełożyć na wzrost zamówień eksportowych do Niemiec, co wiązało się będzie ze wzrostem zatrudnienia w Polsce i wzrostem gospodarczym.

Frank szwajcarski jest do tej pory bezpieczną przystanią, wzrost franka jest związany z napływem namiarowego kapitału do Szwajcarii. Ten napływ blokuje presję inflacyjną i powoduje, że SNB nie musi podnosić stóp procentowych. Do tej pory generalnie wzrost CHF wiązał się ze spadkiem stóp procentowych, ostatnio wygląda to trochę inaczej, ale może być to tylko krótkoterminowa aberracja.

Element lokalny wiąże się ze stanem finansów publicznych. Można sobie wyobrazić głębokie reformy ograniczające transfery socjalne, zmniejszające zatrudnienie w administracji oraz zwiększające wydatki na inwestycje infrastrukturalne a przy okazji zmniejszenie korupcji. Przedstawiony przeze mnie scenariusz ma być optymistyczny, ale musi zawierać też pewne elementy realizmu. Żadnych głębokich reform nie będzie.

Polska cały czas ma umiarkowaną inflację i wzrost gospodarczy. Umożliwia to tanie reformy, metodą braku waloryzacji świadczeń socjalnych, rent i emerytur oraz płacy w budżetówce. Brak wzrostów oznacza faktyczne obniżenie kosztów o, powiedzmy 3% rocznie. Tego typu zabieg umożliwi prześlizgnięcie się poniżej 55% progu bezpieczeństwa zadłużenia publicznego  Być może dodatkowym pozytywem będzie to, że po kilku latach część pracowników administracji przeniesie się do sektora prywatnego, negatywem, że w administracji publicznej zostaną tylko ludzie niezdolni do jakiejkolwiek innej pracy.

Powiedzmy też uczciwie, że stan polskich finansów publicznych jest w statystykach podawany w wersji pesymistycznej, zawierając explicite część przyszłych zobowiązań. Chodzi oczywiście o reformę OFE. Nacjonalizacja OFE umożliwi zmniejszenie deficytu i zadłużenia publicznego. Te 10 lat oszczędności, umożliwi Polsce życia na obecnym poziomie rozpasania przez następne dwa lub nawet trzy lata.

Im bliżej zadłużenie publiczne zbliża się do graniczy 55% PKB, tym bardziej prognozowanie przyszłości Polski staje się trudniejsze. Dochodzimy do nieliniowego problemu. Albo gospodarka się prześlizgnie, albo wymuszone  zostaną zdecydowane cięcia, które wepchną gospodarkę w recesję. Oczywiście jest też możliwość podwyższeniu progów (min. Rostowski tak dużo mówi ostatnio o obniżaniu tych progów, że chyba chce je podnieść) ale może to wywołać nerwową reakcję rynku. Gdyby nastąpiła wyprzedaż złotego lub obligacji, sprawy mogą potoczyć się bardzo szybko.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-25 22:57
 Oceń wpis
   

Kasandryczne wizje dla Polski mogą iść w dwóch kierunkach – globalnym i lokalnym.

Kierunek globalny związany jest ze scenariuszem typu lata 80-te. Na początku lat 80-tych gospodarki krajów rozwiniętych powróciły na ścieżki rozwoju i odessały kapitał z krajów biednych, zwanych rozwijającymi się. Podobnie teraz, jeżeli kapitał znajdzie w USA satysfakcjonującą stopę zwrotu, nie będzie szukał inwestycji na peryferiach, typu Polska.

Obecnie sprecyzował bym ten scenariusz jako wzrost pary CHFPLN razem ze wzrostem giełdy. Jeżeli taka korelacja będzie występować, świadczyła będzie o sile franka i kurs 3.2-3.5 może ziścić się szybciej niż myślimy. Wzmacnianie się franka razem z giełdą świadczy o popycie na szwajcarskie dobra. Może to oznaczać, że bank centralny Szwajcarii będzie jako jeden z pierwszych podnosił stopy procentowe, nie dla tego że musi, ze względu na inflację, ale dlatego że może, ze względu na wzrost gospodarczy.

Drugim przejawem realizacji tego scenariusza może być słabość Polskiego rynku widzianego w dolarach (wig20usd). Jego słabość oznacza, że duży kapitał nie jest Polską szczególnie zainteresowany. Trzeba niestety powiedzieć, że oba te zjawiska są widzialne na rynku.

Czynniki lokalne związane są z deficytem państwowym i wzrostem zadłużenia.  Polska cały czas utrzymuje wysoki rating, który umożliwia względnie tani kredyt. Rating Polski utrzymuje się na dwóch założeniach – po pierwsze, Polska uniknęła recesji a po drugie 2011 jest w Polsce rokiem wyborczym.

Obecnie polski wzrost gospodarczy nie jest już szczególnie imponujący na tle innych państw. Dodatkowo, podwyżka VAT, brak napędzających konsumpcję podwyżek świadczeń socjalnych oraz wzrost rat kredytów we frankach może ten wzrost hamować. Jeżeli wzrost zacznie słabnąć lub, ze wzrostem gospodarczym nie będzie szła wyraźna poprawa finansów publicznych, trzeba będzie oficjalnie przyjąć, że Polski deficyt ma charakter strukturalny a nie cykliczny.

Jesienią 2011 roku odbędą się wybory parlamentarne. Platforma ma już pełne szafy ustaw, które wtedy przyjmie by zreformować kraj. Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że szafa ta zawieruszy się gdzieś, podobnie jak nagle zniknęła w maju tego roku. Ale o tym dowiemy się dopiero na początku 2012 roku. Tak czy inaczej po wyborach skończy się taryfa ulgowa. Alba władza przykręci śrubę społeczeństwu, tak jak czynią to rządy we wszystkich peryferyjnych krajach Europy albo tą śrubę przykręcą niedobrzy spekulanci.

W Polsce istnieje też obecnie niebezpieczeństwo destabilizacji politycznej. Platforma spacyfikowała opozycję. Mówiąc językiem min. Sikorskiego: dorżnęła watahę. W poparciu dla Platformy może wystąpić jednak nagły zwrot, taki sam jak w przypadku AWS dekadę temu (a to praktycznie ci sami ludzie …). Zapalnikiem nagłej utraty poparcia może być nacjonalizacja OFE czy  podwyżka VAT, która stanie się pretekstem podwyżki cen. Nie wiemy też co jest w raporcie MAK i dlaczego jest on "absolutnie nie do przyjęcia". Szczegóły raportu mogą i zapewne są kompromitujące dla Premiera. Prawdopodobnie raport wypunktowuje wszystkie zaniedbania ze strony rządu. Załamanie poparcia dla Platformy może wywołać impas polityczny i brak możliwości reform jasny już w 2011 roku.

Polska infrastruktura jest solidnie zdekapitalizowana, czyli mówiąc po ludzku zdezolowana. Nie można wykluczyć większej katastrofy również na tym polu – może to być coś w stylu zamknięcia na dłużej znaczącej elektrowni, odcięcie dużego miasta od sieci energetycznej czy przerwanie wałów przeciwpowodziowych w newralgicznym miejscu. Oczywiście tego typu zjawiska ciężko prognozować, ale ich prawdopodobieństwo rośnie z każdą prowizorką. 

W następnym odcinku będzie wizja optymistyczna.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-22 21:43
 Oceń wpis
   

Święta i Nowy Rok to czas podsumowań i planowania przyszłości. Z globalnego punktu widzenia, 2010 rok zapamiętamy jako rok stabilizacji. Główne indeksy giełdowe wzrosły umiarkowanie, gospodarka ustabilizowała się. Dla mnie osobiście, ten rok był rewelacyjny, moje najcięższe pozycje w portfelu okazały się liderami w swoich indeksach.

Patrząc na Polskę, 2010 rok będzie zapamiętany jako bardzo smutny rok. Rok, który pokazał ogromną bezradność państwa. Zaczęło się w styczniu, podczas pomocy dla Haiti, gdzie polski samolot rządowy z pomocą miał problemy z lądowaniem i startem. Ze względu na późniejsze wydarzenia, warto przypomnieć co wtedy rysowała prasa satyryczna:

 

 

Później już nie było wesoło. 10 kwietnia rozbił się samolot z Prezydentem i liderami wojska i społeczeństwa. W maju była kolejna powódź stulecia. P. O. Prezydenta, Marszałek Komorowski, miał wtedy przyjemność wizytować wały.

Późną jesienią nowy prezydent został gwiazdą amerykańskich gazet, gdy starał się  wyjaśnić na czym polegała tradycja bigosowania w polskim parlamentaryźmie, przyrównał wojną w Afganistanie do wycieczki na polowanie, a przy okazji określił rolę kobiety w życiu społecznym – siedzieć bezpiecznie w domu z dziećmi.

Potem już tylko zima zaskoczyła drogowców a PKP zaskoczył pasażerów nowym rozkładem jazdy. W międzyczasie cały czas rósł deficyt państwowy, który oficjalnie ma osiągnąć poziom 112 mld zł. Na koniec szykuje się nacjonalizacja, czy eufemistycznie mówiąc  zawieszenie wpłat do OFE.

Optymistycznym akcentem jest oddanie w 2010 roku nowego odcinka autostrady o długości aż siedem i pół kilometra. Na rok wystarczy. Generalizując za nami typowy rok – chaos w Polsce, w którym Polacy jakoś sobie radzą i nawet generują wzrost gospodarczy.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-17 14:47
 Oceń wpis
   

Hossa na amerykańskich obligacjach rozpoczęła się 1982 roku z poziomu 16%, i doprowadziła do oprocentowanie 1% u szczytu obsesji deflacyno-recesyjnej na przełomie 2008/2009.

Z tym technicznym mega-trendem wiążą się fundamentalne procesy, przede wszystkim, zmiany demograficzne. Gdy człowiek wkracza na rynek pracy, jego siła nabywcza i zdolność kredytowa dramatycznie rośnie, ale wytworzone przez niego towary i usługi trafiają na rynek znacznie wolniej. Dzieci urodzone podczas baby-boom, trafili na rynek pracy w latach 70-tych i na początku 80-tych, tworząc wzrost presji inflacyjnej. Wraz z wiekiem, ich wydajność pracy rosła, co zmniejszało presję inflacyjną. Ten proces możemy uznać na zakończony,  dodatkowo wkrótce zacznie się odwrotny proces – baby-boom-emeryci będą cały czas dysponować siłą nabywczą, ale nie będą już producentami.

Drugi proces to postęp techniczny. Motorem wzrostu wydajności pracy stały się komputery osobiste. Drugim motorem dyzinflacji były wydajniejsze silniki w samochodach – tutaj technologia była antidotum na kryzys paliwowy. Na tym polu cały czas jest miejsce na dalszy wzrost – usprawnienie wydajności silników, ogrzewania jak i klimatyzacji.

Trzeci wreszcie proces to przenoszenie produkcji z krajów rozwiniętych do krajów biednych. Umożliwiało to obniżanie kosztów pracy. Obecnie ten proces jest także zamknięty. Być może są jeszcze biedne kraje, w których nic się nie produkuje, tyle, że przy Chinach będą to kraje o niewielkim znaczeniu. Proces migracji ze wsi do miast, w Chinach też będzie się już zmniejszał.

 

 

Rentowność wybiła się z trendu spadkowego w 2006 roku. Po przetestowaniu linii trendu od góry, rozpoczął się krótki wzrost w 2007 roku. Gospodarka nie podążała już  jednak ścieżką inflacyjną. Oczekiwania inflacyjne z lat 2006-2008 spowodowane były przyśpieszającym tempem krążenia pieniądza, a nie wzrostem bazy monetarnej. Gdy tempo krążenia pieniądza załamało się jesienią 2008 roku, gospodarka stoczyła się w deflacyjną recesję.

Obecnie mamy kolejne podejście do linii trendu. Sytuacja tym razem wygląda  inaczej –  motorem oczekiwań inflacyjnych jest wzrost bazy monetarnej. Pieniądz cały czas krąży bardzo powoli, i raczej ma potencjał przyśpieszenia niż zamrożenia.

Jeżeli linia trendu zostanie przebita, możliwe są trzy scenariusze. Pierwszy, to formacja kija hokejowego, czyli nagły wzrost rentowności do, powiedzmy, 10%. Z tym scenariuszem wiązała będzie się inflacyjna recesja w gospodarce. Scenariusz drugi, to systematyczny wzrost rentowności. Z tym scenariuszem będzie wiązał się inflacyjny wzrost gospodarczy.  Trzeci scenariusz to trend boczny, wiążący się z boomem gospodarczym. W tym przypadku rentowność obligacji będzie nie tyle miarą oczekiwań inflacyjnych a oczekiwanej partycypacji we wzroście.

Motorem zmian rentowności 10-cio letnich obligacji jest obecnie bańka nad-płynnościowa. Jaki scenariusz się rozegra, zależy od tego, w co pójdą te pieniądze. Jeżeli pójdą wyłącznie w konsumpcje, to szybko będziemy mieli inflacyjną recesję, szczególnie jeżeli wydającym będzie państwo. Jeżeli pieniądze pójdą wyłącznie w inwestycje, to będziemy mieli boom gospodarczy. Gdzieś pośrodku jest droga inflacyjnego wzrostu gospodarczego. 

 

 

Pewną miarą, dająca nam przewidzieć którą ścieżką podąży gospodarka jest krzywa rentowności.  Obecna krzywa ma bardzo pozytywny wydźwięk – krótkoterminowe stopy procentowe wynoszą 0% a długoterminowe 3.5%. Jeżeli ten dyferencjał będzie się utrzymywał, będzie to oznaka, że pieniądze idą raczej w inwestycje a nie w konsumpcję.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-11 10:09
 Oceń wpis
   

Główny index giełdowy S&P500 dochodzi powoli do miejsca, od którego rozpoczęła się paniczna wyprzedaż jesienią 2008 roku.  Przy okazji, tamta wyprzedaż była kilka dni po pierwszym wpisie na tym blogu, zapowiadającym dynamiczne spadki na indexie Wig20usd. Nigdy nie mogłem do końca zrozumieć, jak to jest, że index peryferyjnego kraju,  kwotowany w dolarach, ma tak dużą moc prognostyczną. Być może wynika to z tego,  że spółki są same w sobie mizerne, a index jest jedynie miarą globalnej płynności ?

Tak czy inaczej S&P500 jest w okolicy 1240 punktów. Można sobie wyobrazić, że gdyby sekwencja wydarzeń: załamanie rynku pieniężnego, upadek Lehmana, nacjonalizacja AIG, zawirowania z programem TARP rozegrała się inaczej nigdy by załamania nie było. Być może przez dwa lata index kołysałby się na obecnym poziomie. Warto sobie wyobrazić, że przez dwa lata mielibyśmy trend boczny między 1150 a 1250. Jaka byłaby nasza percepcja giełdy ? Uważalibyśmy rynek za przewartościowany czy niedowartościowany, wykupiony, wyprzedany czy skonsolidowany ? Jaki byłby stan gospodarki ?

Nowi liderzy

Liderami poprzedniej hossy w Polsce były spółki ze "stal" w nazwie. Od marca 2007 (wtedy pękła stalowo-budowlana bańka) do marca 2009 spółki te potraciły po 90% wartości. Obecnie hossa tym spółkom nie przeszkadza, większość z nich buja się w trendzie bocznym w okolicach minimum.  Na zmianę tego trendu w zasadzie nie ma co liczyć, spółki te ulegną biotonizacji.

Liderem obecnej hossy mogą być spółki niemieckie a szczególnie samochodówka.  Niemcy przeszły solidną reformę w latach 2002-2004, teraz wiatrem w plecy niemieckiego eksportu są problemy peryferiów strefy euro. W zasadzie z niemieckiego punku widzenia, najlepszy scenariusz to słabość tych krajów i zatykanie problemów zwiększaniem płynności w euro. Bankructwo któregoś z krajów byłoby jednak bardzo nie na rękę, gdyż doprowadziło by do dynamicznego wzmocnienia euro. Na pierwszy rzut oka, może wydawać się to nieintuicyjne, że bankructwo kraju w strefie euro wywoła dynamicznie wzmocnienie euro. Bankructwo doprowadzi do spadku zaufania między bankami i zaburzy naturalne procesy kreacji pieniądza, czyli będzie mniej euro w obiegu a więc wyższa cena. Podobny scenariusz rozgrywał się po upadku Lehmana,  jego bankructwo wiązało się z dynamicznym wzmocnieniem dolara.

Liderem wzrostu może być też, niestety, USA. Obecny kryzys jest bardzo podobny do lat 70-tych.  USA przeszło dekadę niedoinwestowania i dwa lata kontrakcji kredytowej. Ma też ogromne bezrobocie. Z drugiej strony spółki mają strukturę kosztową przyciętą do kości i ogromne zapasy gotówki (około 2 000 mld usd). Gdy te pieniądze zaczną palić ręce i trafią w inwestycje w USA, doprowadzi to do dynamicznego wzrostu gospodarczego. Scenariusz ten może być zbliżony do scenariusza lat 80-tych, gdzie po dekadzie marazmu, wzrost w USA odessał kapitał z całego świata.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-09 20:39
 Oceń wpis
   

Po ponad dwóch latach, kredyt amerykańskich konsumentów przestaje spadać. Wykres przedstawia całkowite zadłużenie konsumentów (kolor czarny),  zadłużenie z tytułu kredytu obrotowego, czyli kart kredytowych (kolor czerwony) i pozostały kredyt, głównie kredyty samochodowe (kolor zielony).

 

 

Przez ostatnie dwa lata kredyt na kartach spadł o 170 mld usd. Obecnie cały czas dynamicznie spada, aczkolwiek jest rekompensowany kredytem nieobrotowym.  Perspektywą tych liczb powinny być dochody gospodarstw domowych, które wynoszą miesięcznie 950 mld usd (po obowiązkowych ubezpieczeniach i podatkach). Kredyt obrotowy jest więc mniejszy niż miesięczne dochody.

Ciekawie wygląda roczna dynamika kredytu konsumentów. Osiągnęła ona minimum na początku 2010 roku na poziomie -5%. Obecnie kredyt cały czas spada w ujęciu r/r, ale już ze znacznie niższą dynamiką.  Figura na wykresie do złudzenia przypomina początek lat 90-tych. Wtedy też był spadek kredytu, po którym nastąpił dynamiczny wzrost, połączony ze wzrostem gospodarczym.

 

 

Przedsiębiorstwa chętniej inwestują gdy mają percepcję stabilności popytu. Ustabilizowanie się poziomu kredytu konsumentów sugeruje stabilizację popytu, z perspektywą wzrostu. Zwiększenie inwestycji dodatkowo, poprzez rynek pracy, będzie pozytywnie §oddziaływało na siłę nabywczą.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-05 11:01
 Oceń wpis
   

Miesiąc temu, główny index giełdowy, S&P500 wybił się ponad średnią 200-stu tygodniową. Po trzech tygodniach konsolidacji i testowania linii od góry index powrócił do ataku na szczyty. Być może właśnie rozpoczyna się tradycyjny Rajd Świętego Mikołaja.

 

 

W tym czasie, na froncie makroekonomicznym, mieliśmy serię świetnych danych, zakończonych bardzo słabym odczytem z rynku pracy. Pojawiają się sugestie, że dane z rynku pracy obecnej sytuacji są mniej wiarygodne. Opierają się one głównie na największych podmiotach, podczas gdy siłę, w raporcie ADP pokazały firmy małe. Jeżeli ta spekulacja jest poprawna, spodziewać się możemy korekty obecnych danych w górę. 

Niektóre indexy są znacznie silniejsze niż S&P500. Najsilniejszy wydaje się nasdaq100, który obecnie jest na poziomie szczytów z 2007 roku. Silny jest też DAX oraz szeroki polski index WIG. Index ciężkich spółek, Wig20 wygląda bardzo podobnie do S&P500, mamy kilkutygodniową konsolidację ponad średnią 200-stu tygodniową.

 

 

Mniej optymistycznie wygląda Wig20usd, gdzie kurs odbił się od średniej 200-stu dniowej. Zobaczymy jak zachowa się ten index podczas dalszych wzrostów na S&P500. Dodajmy też, że średnia 200-stu tygodniowa stanowi też bardzo silny opór wzrostu dla złotówki względem euro jak i dolara. Temat jest rozwinięty kilka wpisów niżej.

 

 

Czy nad złotówką zbierają się czarne chmury ? Obecnie w narodzie istnieje konsensus, że złotówka na pewno będzie systematycznie zyskiwała na wartości, tracić może jedynie w sytuacji paniki. Na dziś, nie można jednoznacznie zaprzeczyć tej teorii, tyle, że podczas paniki złoty traci dużo, a podczas wzrostu na giełdzie zyskuje niewiele, szczególnie do franka.

Gdyby tak się złożyło, że będziemy mieli Rajd Świętego Mikołaja, ale złotówka i Wig20usd nie przebiją średnich 200-stu tygodniowych, tezę o stale wzmacniającej się złotówce będziemy musieli odłożyć na półkę.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-12-03 09:12
 Oceń wpis
   

Polska gospodarka wróciła na ścieżkę dynamicznego rozwoju. Licząc rok do roku wzrosła o 4.2%, licząc k-k o 1.3% a licząc po amerykańsku o 5.2%. Motorem wzrostu jest konsumpcja.

Mamy więc szybki wzrost gospodarczy (o około 4%, czyli 50 mld zł rocznie) połączony z dynamicznym wzrostem wydatków państwa, o około 50 mld zł rocznie i z gigantycznym deficytem na 112 mld zł rocznie.

Ta sytuacja skłania do jednego możliwego wniosku. Należy w trybie natychmiastowym wycofać się z gigantycznego programu stymulacyjnego. W Polsce program stymulacyjny miał trzy nurty: wprowadzona w 2007 roku obniżka składki rentowej i podatków, później, dynamiczny wzrost emerytur, w sumie o 15% od 2007 roku, wreszcie wzrost zatrudnienia w administracji, szacowany na 10% podczas kadencji obecnego rządu.

Oczywiście można stymulować dalej, niechybnie skończy się to jednak utratą zaufania na światowych rynkach a co za tym idzie wzrostem wzrostem kosztów długu. Mówiąc obrazowo, scenariuszem Węgierskim. Rząd musi przeprowadzić scenariusz miękkiego lądowania, świadomie i planowo, by uniknąć twardego lądowania wymuszonego rynkiem.

Czego można się spodziewać: po pierwsze podwyżki składki rentowej. Tutaj rząd będzie szukał kwoty typu 15 mld zł. Wzrost składki będzie albo po stronie pracownika i pracodawcy (co będzie wiązało się ze spadkiem płacy netto) albo tylko po stronie pracodawcy (co nie zmieni płacy netto ale zablokuje wzrost płac). Elementem ubocznym będzie spadek popytowej presji inflacyjnej.

Wzrośnie też składka emerytalna. Dokładniej mówiąc, wzrośnie część, która jest przeznaczana na doraźne wypłaty emerytur, a spadnie ta, która jest przeznaczana na inwestycje. Te dwie zmiany, są w sumie mało szczęśliwe, gdyż uderzają w pracującą mniejszość. Lepszym rozwiązaniem było by szukanie oszczędności u niepracującej większości - poprzez obniżkę świadczeń dla grup uprzywilejowanych, młodych emerytów jak i poprzez zmniejszenie administracji. Zmniejszenie administracji nie może być jednak cięciem na oślep, najpierw państwa musi ponownie określić zwoje zadania, i zrezygnować z tych, które są niepotrzebne, i z którymi sobie nie radzi. Na ograniczaniu wydatków państwa metodą nie remontowania dróg daleko nie zajedziemy.
 

Tagi: giełda, inwestowanie