O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2010-03-30 17:15
 Oceń wpis
   

Kilku polityków miało zaszczyt wejść do języka potocznego. Wiemy kim jest Szuja, i kim zwolennik Hetmana Litewskiego Paca -- czyli pacan. Media proponują, by Tusk był synonimem wzrostu zadłużenia  (1 tusk = 100 mld zł). Uważam i przedstawiam na wykresach, że Tusk to przede wszystkim kłamstwa.

Przeanalizujmy dane Ministerstwa Finansów dotyczące zadłużenia państwa. Kluczowe tutaj jest zrozumienie trzech miar zadłużenia:

1. Zadłużenie Skarbu Państwa (SP) -- jest publikowane co miesiąc i to jego dotyczy deficyt budżetowy. Ze względów historycznych ma największe znaczenie medialne.

2. Zadłużenie Sektora Finansów Publicznych (SFP) -- jest publikowane co kwartał i ze sporym opóźnieniem, zawiera dodatkowo zadłużenie samorządów i FUS. Progi bezpieczeństwa zadłużenia (50, 55 i 60%) dotyczą właśnie Sektora Finansów Publicznych.

3. General Government (GG) -- jest to definicja Europejska i to ona jest brana pod uwagę w sprawach spełniania kryteriów z Maastricht. W założeniach, zadłużenie SPF powinno odpowiadać definicji GG.

Na wykresie widzimy wzrost zadłużenie przez ostatnie osiem lat. Zadłużenie więcej niż podwoiło się, choć nominalny PKB wzrósł jedynie o 70%. Widzimy, że Zadłużenie SP jest trochę mniejsze niż SFP i GG.

 

 

Na drugim wykresie widzimy różnice między poszczególnymi miarami zadłużenia. Np. różnice między SFP a SP była długo w okolicy 25 mld zł, a w 2009 roku zrobiła się 38 mld zł.  Różnica między GG a SP z 30 mld zł urosła do 52 mld zł.

 

 

Kłamstwa najwyraźniej wychodzą na jaw przy analizie rocznego przyrostu zadłużenia. Przez wiele lat wszystkie mary rosły w takim samym tempie. W tym roku ta zależność się rozjechała. Najmniej wzrosła miara o największym znaczeniu propagandowym, czyli Skarbu Państwa. Później ta, która z aptekarską dokładnością wycelowała na 49.9% PKB -- czyli zadłużenie Sektora Finansów Publicznych. Miarą General Government nie da się łatwo manipulować, i ta wzrosła najwięcej, o 83.5 mld zł.

 

 

Różnica wzrostu zadłużenia między miarą realną a propagandową wynosi więc 20 mld zł. Dodatkowo, gdyby nie manipulowano miarą SFP rząd musiałby zamrozić wzrost deficytu budżetowego w 2011 roku.

Jestem w stanie zaakceptować sytuację lawinowo rosnącego deficytu, o ile ma on cykliczne przyczyny. Jeżeli istnieje zrozumienie o ile deficyt rośnie i jak zostanie zmniejszony podczas cyklicznego wzrostu gospodarczego. Nie da się jednak zaakceptować ukrywania skali zadłużenia i manipulacji, czyli fałszowania bilansów. Ukrywany problem uderzy w swoim czasie ze zdwojoną siłą …
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-03-27 14:00
 Oceń wpis
   

Dwa miesiące temu napisałem o nadchodzącym sztormie na walutach. Moje przewidywania okazały się jednak tylko połowicznie poprawne. Spodziewałem się, że para UsdPln wybije się ze spodka i cena dolara wzrośnie szybko o około 10-20%.

 

 

Mój scenariusz spełnił się połowicznie. Po wyrysowaniu takiej samej formacji dolar wzmocnił się do koszyka walut. Jednakże względem złotówki dolar cały czas jest w okolicy poziomu 2.9 zł.

 

 

Dokładnie w momencie gdy napisałem swoje ostrzeżenie, kurs UsdPln i dolara względem koszyka walut rozjechały się.

Skąd więc ta ogromna siła złotówki ?


Jednym z wytłumaczeń jest teza o "zielonej wyspie". Ta teza straciła jednak na aktualności, z jednej strony wiele krajów otrząsnęło się już z recesji i rozwija się obecnie w bardzo zdrowym tempie. Z drugiej strony w Polskiej gospodarce widać negatywne sygnały -- dla przykładu słaba sprzedaż detaliczna, za szczególnym akcentem na dobra trwałe. Oczywiście za wcześnie jeszcze by wyrokować, czy ta słabość w strefie realnej jest sezonowo-cykliczna (zima !) czy strukturalna.

Wytłumaczeniem może być nagły napływ środków z Unii Europejskiej, które Ministerstwo Finansów wymienia na rynku. Druga możliwość to kryzys Grecki. Gdy okazało się, że sama przynależność do strefy Euro nie gwarantuje zdrowych i przewidywalnych finansów publicznych, atrakcyjność Polski jako miejsca inwestycji portfelowych wzrosła.

Idąc w kierunku spiskowych teorii dziejów można dywagować, czy Ministerstwo Finansów nie manipuluje kursem tak jak w 2009 roku. Może chodzić o zysk na różnicach kursowych między pobraniem pieniędzy w UE i wypłaceniem dotacji w kraju. Być może, idąc jeszcze dalej, MF manipuluje kursem, by podciągnąć statystykę zadłużenia denominowanego w Euro.  Być może idąc jeszcze dalej (już ciut za daleko …), ktoś podciąga kurs złotówki i dystrybuuje skomplikowane struktury pochodnych walutowych.

Trudno znaleźć mi jakąś jednoznaczną odpowiedź na tą anomalię rynkową. Mam wrażenie, że wkrótce, tak zwana reszta społeczeństwa dowie się czegoś ciekawego. Ciężko powiedzieć, czy będzie to dotyczyło samej Polski czy Unii Europejskiej.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-03-24 12:16
 Oceń wpis
   

W czasie radosnej hossy lat 2005-2007 modne było hasło, że efekt pracy rządów widać dopiero po dwóch latach. Tym samym tamta hossa była zasługą poprzedniego rządu Belki, a nie efektem Kaczyzmu.

Zabawne jest, że ta zasada jest jak najbardziej prawdziwa, i wyraźnie widoczna przez ostatnie dwa lata. Sytuacja gospodarcza Polski w latach 2008-2009 była jednoznacznie uwarunkowana decyzjami rządu PiSu. Dzięki obniżkom podatków i podwyżkom świadczeń socjalnych, Polska mimo globalnego kryzysu zachowała wzrost gospodarczy przy jednoczesnej eksplozji deficytu sektora finansów publicznych. Tych dwóch faktów nie można oddzielać -- gdyż nie było by wzrostu bez wydatków generowanych przez ów gigantyczny program stymulacyjny.

Teraz, po ponad dwóch latach możemy powiedzieć, że obecna sytuacja gospodarcza jest efektem decyzji obecnego rządu. Przez ostatnie lata rząd krytykował poprzednika, że przespał najlepszą koniunkturę. Wkrótce dowiemy się,  czy obecny rząd oczyszczającą bessę wykorzystał czy przemarnował.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-03-24 08:01
 Oceń wpis
   

Dokładnie rok temu  napisałem dwa ciekawe wpisy do których warto teraz powrócić. Pierwszy był o rosnącym optymizmie na rynku akcji. W tym wpisie zwróciłem uwagę na dwie firmy, które według mnie były fundamentalnie silne i rozpoczynały trend wzrostowy -- AMD i WDC. Obie te firmy świetnie sobie przez rok radziły. Wykresy mówią same za siebie, obie spółki dały zarobić więcej niż 100%:

 

WDC rok temu i dzisiaj

 

AMD rok temu i dzisiaj

Obie spółka mam w portfelu i cały czas uważam, że mają dalszy potencjał wzrostu w obecnym cyklu gospodarczym.

Dokładnie rok temu pierwszy raz, nieśmiało, zwróciłem uwagę na złoto. A konkretnie na fakt, że oczekiwania co do wzrostu jego ceny są cokolwiek wygórowane. Wtedy złoto kosztowało około $1000 i zbliżało się do lokalnego szczytu osiągniętego w przeddzień upadku Bear Sterns. W tym czasie powszechne było przekonanie, że $1600 zobaczymy pojutrze, jeśli nie dziś wieczorem.

 

Z perspektywy czasu widzimy, że te oczekiwanie były nierealne i $1600 nie zostało wtedy ani teraz osiągnięte. Co prawda złoto zrobiło jeszcze wyskok do $1226, ale obecnie ta cena tylko wspomnieniem. Z perspektywy roku widzimy, że złoto cały czas dało zarobić, ale w porównaniu z akcjami -- mizernie.

 

 

Oczywiście dało zarobić inwestującym w strefie dolarowej (lub na kredyt w dolarach), z punktu widzenia polskiego inwestora bańka pękła w lutym 2009 roku i ceny nie wróciły już do tamtych poziomów.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-03-24 08:01
 Oceń wpis
   

Dokładnie rok temu  napisałem dwa ciekawe wpisy do których warto teraz powrócić. Pierwszy był o rosnącym optymizmie na rynku akcji. W tym wpisie zwróciłem uwagę na dwie firmy, które według mnie były fundamentalnie silne i rozpoczynały trend wzrostowy -- AMD i WDC. Obie te firmy świetnie sobie przez rok radziły. Wykresy mówią same za siebie, obie spółki dały zarobić więcej niż 100%:

 

WDC rok temu i dzisiaj

 

AMD rok temu i dzisiaj

Obie spółka mam w portfelu i cały czas uważam, że mają dalszy potencjał wzrostu w obecnym cyklu gospodarczym.

 

Dokładnie rok temu pierwszy raz, nieśmiało, zwróciłem uwagę na złoto. A konkretnie na fakt, że oczekiwania co do wzrostu jego ceny są cokolwiek wygórowane. Wtedy złoto kosztowało około $1000 i zbliżało się do lokalnego szczytu osiągniętego w przeddzień upadku Bear Sterns. W tym czasie powszechne było przekonanie, że $1600 zobaczymy pojutrze, jeśli nie dziś wieczorem.

Z perspektywy czasu widzimy, że te oczekiwanie były nierealne i $1600 nie zostało wtedy ani teraz osiągnięte. Co prawda złoto zrobiło jeszcze wyskok do $1226, ale obecnie ta cena tylko wspomnieniem. Z perspektywy roku widzimy, że złoto cały czas dało zarobić, ale w porównaniu z akcjami -- mizernie.

 

 

Oczywiście dało zarobić inwestującym w strefie dolarowej (lub na kredyt w dolarach), z punktu widzenia polskiego inwestora bańka pękła w lutym 2009 roku i ceny nie wróciły już do tamtych poziomów.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-03-15 19:54
 Oceń wpis
   

Wytłumacz zatem jak w środowisku deflacyjnym możliwa jest "bańka na złocie"? Takie pytanie padło w odpowiedzi na mój poprzedni wpis. Jeżeli złoto zawsze było ochroną przed inflacją, to dlaczego obecnie ma być ochroną przed deflacją ?

Odpowiedź jest prosta i przy okazji napiszę też parę słów o nieskuteczności pakietów stymulacyjnych.  Zacznijmy od tego, że złoto NIGDY nie było nie było ochroną bezpośrednio przed inflacją. Złoto zabezpieczało przed wzrostem bazy monetarnej. Przy niskim stopniu kredytowania i nieelastycznej produkcji, wzrost bazy monetarnej prowadził bezpośrednio do wzrostu cen -- czyli inflacji.

Obecnie, gospodarka oparta jest na kredycie a o cenach decydują wyższe agregaty  pieniężne.  Gdy pieniądz krąży coraz szybciej a akcja kredytowa rośnie, banki centralne zaciskają politykę pieniężną zmniejszając bazę monetarną.  W tej sytuacji złoto nie będzie w cenie. Każdy wzrost inflacji a tym bardziej wzrost siły gospodarki, jest sygnałem o przyszłym zmniejszeniu bazy monetarnej.

Gdy jednak pojawia się dyzinflacja  banki zwiększają bazę monetaraną, by nie doprowadzić do spirali deflacyjno-recesyjnej. Gdy pojawia się deflacja, banki centralne tym bardziej będą skłonne pompować płynność w rynki.  Część tej płynności pójdzie jednak nie w gospodarkę a w złoto.

Więc deflacja umożliwia utworzenie bańki na złocie, gdyż wiemy, że banki centralne będą z deflacją walczyć zwiększając bazę monetarną.


Z tych samych powodów nie działają pakiety stymulacyjne.

W obliczu recesji, rząd ogłasza pakiet stymulacyjny. W efekcie ludzie więcej wydają. Recesja być może przychodzi być może uda się ją ominąć. Któregoś razu rząd ogłasza pakiet stymulacyjny. Ludzie na tej podstawie wyciągają wniosek, że idzie recesja, więc najrozsądniejszym zachowaniem jest ograniczenie wydatków i przygotowanie płynności na wypadek utraty pracy, lub na okazję znacznie tańszych niż obecnie zakupów.  Ogłoszenie pakietu stymulacyjnego jedynie przyśpiesza i pogłębia nadchodzącą recesję.

Jak widzimy, gdy wszyscy rozumieją zachowanie rządu jego działania dają efekt przeciwny do zamierzonego.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-03-13 08:32
 Oceń wpis
   

Najciekawszym tematem na rynkach finansowych jest pękająca bańka spekulacyjna na złocie. Ten szlachetny metal chroni przed wzrostem bazy monetarnej, a baza monetarna zwiększana jest przez władze monetarne w przypadku dyzinflacji lub deflacji.

Po dekadzie dyzinflacji związanej z globalizacją i przeniesieniem produkcji do Chin, przez ostatnie dwa lata mieliśmy ostry przypadek deflacyjnej ucieczki do płynności. Przedsiębiorstwa likwidowały zapasy, a społeczeństwo oszczędzało.

Ze strony przedsiębiorstw ta ucieczka do płynności skończyła się w połowie 4q 2009 roku. Od tamtej pory zapasy są na stabilnym, niskim poziomie. Powoli ustępuje też panika płynności ze strony społeczeństwa. Kluczowym elementem jest tu przekonanie o stabilności zatrudnienia.

 

 

W poprzedni piątek dowiedzieliśmy się, że zatrudnienie w centrali przestaje już spadać. Dane typu ankietowego, jak ISM sugerują, że ze strony przedsiębiorstw pojawia się popyt na pracę. Dowiedzieliśmy się też, że po 18 miesiącach przestał spadać kredyt konsumpcyjny.

 

 

Dość ciekawa jest reakcja rynku. O ile przez ostatnie trzy miesiące złoto i S&P500 szły ramię w ramię, o tyle przez ostatni tydzień idą w przeciwnych kierunkach. Takie zachowanie sugeruje poprawę w gospodarce połączone z zacieśnianiem polityki monetarnej.

 

 

Patrząc na złoto w wersji demokratycznej, poprzez fundusz SPDR Gold Trust, widzimy, że cena oscyluje w okolicy średniej 100-u dniowej a ataki na opory  kończą się niepowodzeniem. Euforia na złocie staje się coraz bardziej odległym wspomnieniem.

Tagi: giełda, inwestowanie