O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2010-04-30 11:34
 Oceń wpis
   

Za prawą katastrofy w Smoleńsku, moje poprzednie rozważania dotyczące wyborów prezydenckich tracą na aktualności. Obecnie mamy trzech liczących się kandydatów: B. Komorowskiego, A. Olechowskiego i J. Kaczyńskiego.

W przypadku gdyby zwyciężył kandydat Platformy, B. Komorowski, funkcja prezydenta sprowadzona byłaby do przedłużenia długopisu. W tym układzie Platforma posiadałaby absolutną pełnię władzy: parlament z rządem, prezydenta, bank centralny i wiele drobnych przystawek jak IPN. Gdyby ten układ nałożył się z ożywieniem gospodarczym, Platforma mogłaby scementować swoją władzę na długie lata. Pytanie, czy problem 96 mld zł rocznego deficytu kraju -- za którym idzie konieczność przeprowadzenie mało popularnych reform -- można rozwiązać samym wzrostem gospodarczym. Jeżeli nie, nie będzie na kogo zwalić winy.  Gdy stanie się jasne, że spełnienie warunków traktatu z Maastricht można włożyć między bajki, Polskę może czekać poważny atak na walutę i obligacje.

Z punku widzenia dotychczasowej taktyki Platformy, najlepszym prezydentem byłby J. Kaczyński. Po pierwsze był by gwarantem powodzenie politycznej maniany. Platforma ustami ministra Rostowskiego zapowiadałaby ambitne reformy, których niestety nie przedstawi bo i tak zostaną zawetowane przez prezydenta.

Dodatkowo J. Kaczyński jest świetnym straszakiem do ciągłego konsolidowania elektoratu. Można by napisać artykuł o pełzającym zamachu stanu ze strony IV RP czy zaśpiewać piosenkę "po trupach do celu". 

W przypadku, gdyby wygrał J. Kaczyński, Platforma zachowuje praktycznie całą władze, ale bez odpowiedzialności i ma ciągłego straszaka, by wyborcy nie odstępowali z szyku. Dodatkowo Platforma ma dwa miesiące na załatwienie spraw na których jej naprawdę zależy, w szczególności położenie łapy na Instytucie Pamięci Narodowej (już wykonane), następna powinna być zmiana prezesa NBP.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-28 17:36
 Oceń wpis
   

Wig20 liczony w dolarach od kilku miesięcy nie może poradzić sobie z luką bessy sprzed dwu lat. Obecnie możemy mówić, że index ten jest w średnioterminowym trendzie bocznym w okolicy 800$.

 

 

Ze słabością Wig20usd kontrastuje nasdaq100, który walczy już ze szczytami z 2008 roku. Gdy z tym oporem sobie poradzi, następnym ważnym testem może być szczyt hossy z 2007 roku na poziomie ok. 2200 punktów, jedynie 10% wyżej.

 

 

Przebicie szczytów hossy będzie jednoznacznym sygnałem definitywnego zakończenia kryzysu, przynajmniej w sektorze technologicznym.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-23 22:52
 Oceń wpis
   

Każdy zakręt historii rodzi nowe teorie ekonomiczne.  Teoria Keynesa była odpowiedzią na Wielką Depresję.  Kładła ona nacisk na popytową stronę ekonomii, w myśl zasady, że każdy popyt znajduje swoją podaż. Wywołane było to doświadczeniem spirali deflacyjno-recesyjnej.  Brak popytu powodował zmniejszenie produkcji i zwolnienia, czyli dalsze zmniejszenia siły popytowej, co prowadziło do dalszego zmniejszenie produkcji a w konsekwencji do zamykania fabryk czyli likwidacji produktywnych aktywów.

W teorii Keynesa duże znaczenie ma kwestia niepewności. O ile konsumpcja podstawowych produktów nie zależy szczególnie od nastroju kupującego, to wydatki inwestycyjne bazują na ocenie przyszłości. Gdy niepewność rośnie, przedsiębiorcy przestają inwestować, czego efektem jest zmniejszenie zatrudnienia a więc i siły nabywczej, co prowadzi do jeszcze większej niepewności.  I zadaniem państwa ma być przecięcie tej spirali nieszczęścia.

W teorii Keynesa państwo miało zapewniać pełne zatrudnienie, co sprzyjało też inwestycjom, których ryzyko było mniejsze gdy gwarantowany był względne stabilny popyt. Na arenie międzynarodowej instytucje Bretton-Woods oraz stałe kursy wymiany walut miały zapewniać pomoc państwom z problemami płynnościowymi, również zmniejszając niepewność globalnego handlu.

Na gruncie teorii Keynesa zbudowany był dobrobyt lat 50-tych i 60-tych. Oczywiście poza samą ekonomią ogromne znaczenie miał efekt niskiej bazy oraz ogromna liczba wynalazków z czasów wojny czekających na pokojowe zastosowanie.

Teoria Keynesa skończyła się nadmiarem interwencjonizmu, zaniedbaniem strony podażowej oraz rozrostem świadczeń socjalnych. Skończyło się to stagflacją lat 70-tych. Wtedy na scenę wkroczył neo-liberalizm. Nurt ten akcentował kontrolę podaży pieniądza, wolny rynek oraz kilka tez wolny rynek popierających: efficient market theory (EMT) czy rational expectations theory (RET).

Ikonami polityki neo-liberalnej lat 80-tych są bez wątpienia R. Regan i M. Thather. W praktyce akcentowali podażową stronę ekonomii, jak i to, że codzienny wysiłek przedsiębiorcy jest źródłem społecznego bogactwa. Ta myśl była podstawą boomu lat 80-tych a później 90-tych, gdy pałeczkę dyrygenta wolnego rynku przejął Maestro.

Jednym z elementów myśli neo-liberalnej było zastąpienie koncepcji niepewności koncepcją ryzyka. Ryzyka, którego parametry można modelować i policzyć.  Szczytem powodzenie tych teorii był rok 1996, gdy Nagrodę Nobla z Ekonomii otrzymali panowie Merton i Scholes.  Nie całe dwa lata później, FED musiał w niedzielę zwoływać specjalne zebranie, by prowadzony przez nich fundusz, LTCM, bankrutując nie zdestabilizował całego systemu finansowego.

Z punktu widzenia rozwoju gospodarki, boom zaczęty na początku lat 80-tych skończył się wraz z pęknięciem bańki internetowej w 2000 roku. Koncepcje finansowe, oparte o księżycowe założenia EMT trzymały się jednak mocno, czego efektem był boom sekurytyzacji zakończony w 2008 roku.

Warto w tym momencie wspomnieć, że Polska, jako kraj peryferyjny rozwijała się w innym cyklu. W Polsce okresy boomu to lata 70-te i poprzednia dekada, czyli czas, gdy na rynkach centralnych panował zastój. Polityka P. Volckera z przełomu lat 70-tych i 80-tych wywołała nie tylko silną recesję w USA ale też początek końca komunizmu. Wysokie stopy procentowe doprowadziły do restrukturyzacji długu Republik Bananowych jak i Polski. Gdy w latach 80-tych gospodarka USA pędziła pełną parą w Polsce była bieda zakończona strajkami i upadkiem systemu.

Nowa teoria zawsze naprawiała podstawowe wady poprzednio obowiązującego systemu. Jakie wady ma obecny system gospodarczy ? Postaram się zebrać myśli i opisać  w następnym wpisie.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-22 12:50
 Oceń wpis
   

Eurostat oraz GUS podały dane o deficytach rządowych krajów Unii Europejskiej, mierzonych wspólną metodologią. W Polsce deficyt ten wyniósł 96 mld  zł. Jest to 7.1% PKB co stawia Polskę powyżej Europejskiej średniej (6.8 %) i w pierwszej dziesiątce państw z największym deficytem.

Przekładając 96 mld zł na bardziej namacalne liczby jest to około 2 600 zł na każdego obywatela, lub 10 mln zł na każdą godzinę roku. W tej perspektywie widzimy jakim drobiazgiem  z punktu widzenia państwa jest zakup kilka samolotów rządowych za kilkadziesiąt milionów zł.

W Polsce aktywnych zawodowo jest 16 mln osób, więc na jedną osobę przypada 500 zł deficytu miesięcznie. By budżet zrównoważyć, o te 500 zł musi wzrosnąć opodatkowanie każdego pracującego. Jeżeli celem ma być sprowadzenie deficytu do poziomu 40 mld zł (3% PKB), podatki muszą wzrosnąć o 300 zł na miesiąc.

Pod względem zadłużenie (61% PKB) Polska jest poniżej średniej (73% PKB). Trzeba jednak pamiętać, że Stara Europa akumulowała dług od 70-ciu lat i ten dług ma pokrycie w infrastrukturze. Polska razem z innymi krajami demoludów zaczęła akumulować dług od 1990 roku. W krajach demoludów Polska jest na drugim miejscu za Węgrami, które mają zadłużenie na 78% PKB.  Pozostałe kraje naszego bloku mają zadłużenie w granicach 35-40% PKB. Mówienie więc że Polska jest pozytywnym wyjątkiem na tle Europy nie jest uzasadnione. Polska jest negatywnym przykładem na tle krajów Nowej Europy.  Warto przy okazji wspomnieć, że Węgierskie reformy przyniosły pozytywny skutek i deficyt spadł z 9% PKB w 2006 roku do 4% w 2009 roku.



 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-10 18:03
 Oceń wpis
   

Tragedię Narodową, jaka miała miejsce w Przeklętym Miejscu można rozpatrywać w czterech osobnych aspektach. Po pierwsze jest to tragedia po ludzku. Nagle zginęło prawie sto osób. Byli to ludzie, których imiona i nazwiska znaliśmy, znaliśmy też ich twarze i życiorysy. Poniekąd byli to nasi znajomi. Zginęli też ludzie, którzy byli ikonami, jak Prezydent Kaczorowski czy Anna Walentynowicz.

Drugi aspekt, to że zginęła elita Polskiego życia kulturalnego i politycznego.  Zginęli ludzie ze szczytu władzy, ludzie o ogromnych osiągnięciach i wizji, chociażby twórca IPN prof. Kurtyka.

Trzecia tragedia, jest administracyjna. Zginął szef NBP, kancelaria prezydenta przestała istnieć. W tej płaszczyźnie najważniejsze jest szybkie zorganizowanie tymczasowej sukcesji, by w poniedziałek Polska normalnie funkcjonowała. 

Wreszcie czwarty aspekt.  Od dzisiaj Polska powróciła do systemu monopartyjnego. Opozycja praktycznie przestała istnieć. Platforma Obywatelska przejmuje dzisiaj pełnie władzy. Z jednej strony umożliwi to sprawniejsze funkcjonowanie państwa w ciężkich czasach ale rodzi ogromne pole do nadużyć władzy.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-09 22:20
 Oceń wpis
   

Kilka tygodni temu pisałem, że czegoś się chyba dowiemy. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że pierwszy raz w historii interweniował NBP skupując euro na rynku. NBP grał na osłabienie złotego i trzeba zadać pytanie po co to robił. Dodam na samym początku, że NBP widząc bezpośrednio przepływ pieniądza wie co się dzieje w gospodarce miesiąc wcześniej niż wszyscy inni.  Mam kilka możliwych powodów interwencji NBP:

1. Zarząd NBP chciał pokazać swoją władzę. Jest to jedna z możliwych opcji, ale mało prawdopodobna. Pamiętajmy, że prezes Skrzypek nie jest durniem, w 2008 roku pokazał, że potrafi mieć swoje zdanie inne niż powszechnie utarte slogany, i czas pokazał, że miał racje.  Działanie wygląda jak współpraca NBP i RPP, które ostatnio trochę się ścięły. nie jest więc to gierka kto komu pokaże.

2. Manewry w ramach przygotowywania się do działalności NBP w ramach węża walutowego ERM II.  W tym układzie, byłoby to ćwiczenie czysto techniczne.

3. Władze monetarne boją się, że umacniający się złoty uderzy kredytobiorcom do głowy. Obawia się kolejnego zamieszania z opcjami walutowymi i innymi przesadnymi spekulacjami. Chce pokazać, że to nie tak, że wszyscy grają do jednej bramki na umocnienie złotego. Byłby to przejaw rozsądku ze strony NBP.

4. Załamanie eksportu. Sygnały płynące w Niemiec są mało optymistyczne, co nie wróży też dobrze Polskiemu przemysłowi. Dodatkowo wiemy, że w Polsce znacznie osłabła sprzedaż detaliczna.  Być może chodzi o podciągnięcie produkcyjnej części gospodarki.

5. Wersja ze spiskiem. Jeżeli kilka milionów euro podciągnęło kurs o 1%, to zastanawiam się, w jaki sposób Eureko zamierza wyprowadzić z Polski kilka miliardów zysków. Eureko stwierdziło, że ma już zabezpieczenie. Być może podciągali kurs na rynku i zawierali tranzakcie pochodne, których druga strona nie zabezpieczała się ?
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-06 10:04
 Oceń wpis
   

W maju zeszłego roku zwróciłem uwagę na pewien paradoks kredytowy. Polega on na tym, że o nadmiernym zadłużaniu się media piszą wtedy, gdy kredyt już nie rośnie.

Cały poprzedni cykl gospodarczy można było w gazetach wyczytać, jak to na kredyt żyją amerykanie, tyle, że w poprzedniej dekadzie, kredyty konsumpcyjne rosły tam mizernie, w tempie 5% r/r. W tym czasie w Polsce kredyty konsumpcyjne rosły w tempie 30% r/r, ale nikt wtedy nie pisał o że Polacy zadłużają się na potęgę. Od zadłużenia się na potęgę byli amerykanie. O przekredytowaniu ponad jakąkolwiek miarę możemy wyczytać dopiero teraz, gdy od trzech miesięcy kredyty już nie przyrastają ...

Ciężko powiedzieć z czego ten paradoks wynika. Być może dopóki kredyt płynie wartkim strumieniem zawsze można zaciągnąć nowy na spłatę poprzedniego, więc  nie widać kredytów nieregularnych. Być może dopóki kredyt płynie szerokim strumieniem gospodarka się rozwija.  Gdy kredyt przestaje płynąć gospodarka rozwija się słabo lub wcale, a dopiero na pochyłe drzewo kozy skaczą.

Z tego paradoksu płynie też morał. Być może kluczowy morał tego blogu -- osoba która samodzielnie studiuje oryginalne dane jest kilka miesięcy przed szerokim społeczeństwem.  Człowiek taki, ma kilka miesięcy by przemyśleć to co dzieje się w świecie, zanim te informacje trafią na pierwsze strony gazet.

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-03 10:51
 Oceń wpis
   

W poprzednim wpisie zacząłem temat, że sytuacja prawna kredytów hipotecznych w Polsce i USA jest krańcowo różna. Prowadzi to do zupełnie innego zachowania rynku i cyklu gospodarczego.

W USA kredyt hipo jest przypisany do nieruchomości. Gdy cena nieruchomości znacząco spada, kredytobiorca może zostawić kluczyki w skrzynce pocztowej i zostawić nieruchomość. Ta nieruchomość trafia na rynek co jeszcze bardziej obniża ceny. Spadek cen powoduje wzrost podaży. Dodatkowo, jeżeli ceny nieruchomości w danej okolicy spadają, żaden bank nie udzieli na dom kredytu, gdyż będzie obawiał się porzucenia nieruchomości.

Taki układ ma swoje zalety i wady. Po pierwsze, spadek cen nieruchomości powoduje cykl spadków wywołujących podaż i dalsze spadki. Jest to zjawisko negatywne, jednak dzięki niemu rynek szybciej znajduje dno recesji, i znaczne niedowartościowanie aktywów. To umożliwia młodzieży wejść na rynek, jak i zrobić zakupy za gotówkę. Ostatnio w USA 30% wszystkich zakupów nieruchomości jest bez udziału banku.

Podstawową długoterminową zaletą tej konstrukcji, jest to, że ceny nieruchomości mimo wszystko są umiarkowane. Typowy dom w USA kosztuje około 200 tyś $, przy typowym zarobku gospodarstwa domowego w okolicy 80 tyś $ rocznie.

W Polsce kredyt przypisany jest do osoby i jedynie zabezpieczony hipoteką.  Gdy cena nieruchomości spada poniżej wartości kredytu, nie można jej praktycznie sprzedać. Czyli odwrotnie niż w USA, spadek cen powoduje spadek podaży. Gdy cena nieruchomości spada, kredytobiorca staje się bardziej zdyscyplinowany. Gdy przestanie spłacać regularnie raty, jego dom oddany zostanie do windykacji, a pozostający mu kredyt zostanie zamieniony na kredyt konsumpcyjny z oprocentowaniem typu 10-15% rocznie.

Mechanizm europejski posiada więc bardzo silny krótkoteminowy stabilizator. Uniemożliwia on szybkiemu rozwojowi kryzysu i paniki, ale też powoduje, że osiągnięcie stabilizacji może trwać długie lata. W krańcowym przypadku Japonii, dno recesji nie zostało osiągnięte w 20 lat.

Zauważmy że kredyty hipo połączone ze spekulacją walutową możliwe są tylko w modelu europejskim, gdzie można udawać, że strata jest wirtualna. Strata jest całkowicie po stronie kredytobiorcy, a ten zrealizować jej nie może, bo zwyczajnie go na to nie stać.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2010-04-02 20:46
 Oceń wpis
   

Redaktor M. Wielgo z Gazety Wyborczej napisał ostatnio serię artykułów o cenie mieszkań w Polsce. Konkluzja z tej analizy jest taka, że źródłem wysokich cen jest bezwład i bałagan prawno-administracyjny, w  szczególności brak planów zagospodarowania przestrzennego.  Całkowicie się z tą analizą zgadzam.

Jest jednak jeden element, który red. Wielgo przeoczył, a który jest bliski temu blogowi. Chodzi oczywiście o banki i jakość ich aktywów.

W przybliżeniu można powiedzieć, że ostateczna cena mieszkania (powiedzmy 7 tyś zł m2) składa się z trzech czynników: 3 tyś zł to koszt budowy,  1 tyś zł to koszt działki i 3 tyś zł to marża developera wynikający ze wspomnianego bezwładu i bałaganu, ograniczającego wolną konkurencję.

Bank udzielając kredytu ma w księgach 50% rzeczywistych, materialnych,  aktywów i 50% wartości bałaganu. Gdyby tak się złożyło, że sytuacja administracyjna się unormuje, cena mieszkań spadnie w okolice ceny produkcji, czyli, powiedzmy, 4 tyś zł m2. Będzie to oznaczało, ogromną stratę w systemie bankowym. Stratę tą można pobieżnie szacować na 100 mld zł.

Polska to jednak nie Ameryka. Nie można zostawić kluczyków w skrzynce i pozbyć się mieszkania i kredytu. Kredyt jest przypisany do osoby, a nieruchomość jest jedynie zabezpieczeniem.  Istnieje więc szansa, że straty zostaną zaabsorbowane przez kredytobiorców, którzy będą dzielnie spłacać kredyty.

Co jednak zrobią ludzie, gdy uświadomią sobie, że przez 10 lat spłacają kredyt na przywilej życia w Republice Bananowej ?

Tagi: giełda, inwestowanie