O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-01-29 13:50
 Oceń wpis
   

Ten wpis będzie miał trzy części. Pierwsza, to krótkie przypomnienie z matematyki finansowej na temat powiązania rynku opcji z rynkiem kasowym. Ta część jest całkowicie uniwersalna i niezależna od obecnej sytuacji rynkowej. Część druga, będzie już bardziej filozoficzna, postawię w niej tezę, że aktywność hedgingowa może spowodować zmiany cen na rynku kasowym. Trzecia część będzie dotyczyła obecnych wydarzeń w Egipcie i wpływu tych wydarzeń na rynek finansowy ze szczególnym akcentem na automatyczne reakcje hedgujących się podmiotów.

Całość można traktować jako głębsze uzasadnienie postawionej przez mnie dwa tygodnie temu tezy,  że przeciągający się okres spokojnych wzrostów może zakończyć się solidną wyprzedażą.

1. Delta Hedging


Bank  wystawiając opcje (dla ustalenia uwagi opcję call na S&P500) zabezpiecza się przed ryzykiem zakupując pewną ilość, D, instrumentu bazowego, koszyka akcji S&P500. Chodzi o to, by zmiana ceny instrumentu bazowego w portfelu równoważyła zmianę ceny opcji.

Jeżeli opcja jest głęboko w pieniądzu, na jedną opcję potrzeba jednego koszyka, D = 1. Gdy opcja jest daleko poza pieniądzem, prawdopodobnie będzie miała wartość końcową 0 i nie potrzeba akcji do zabezpieczenia, D = 0. Dokładne wartości D w konkretnym momencie można wyliczyć w ramach modelu Black-Scholes.

Zamiast wzoru wklejam wykresy dla mniej-więcej obecnej sytuacji (przyjąłem cenę S&P500 = 1300) dla opcji rocznych i kwartalnych dla trzech wartości volatility. Obecnie, volatility wynosi 0.17, podczas wyprzedaży majowej było to 45, czyli są to wielkości w miarę rozsądne.

 

 

 

Najbardziej realistyczny jest następny wykres, przedstawia on D, dla opcji wygasających za 2 miesiące, czyli do następnych wiedźm. Czarna linia to obecny  poziom volatility. Jak widzimy, opcje ze strike 1100 są całkowicie zabezpieczone akcjami, a opcje ze strike 1200 są zabezpieczone w ponad 90% procentach.

 

 

Gdy volatility rośnie, bank, by nie brać na siebie niepotrzebnego ryzyka, musi sprzedać akcje zabezpieczające opcje, które są w pieniądzu i dokupić akcje, by zabezpieczyć opcje które są poza pieniądzem, tak by poziom zabezpieczenia odpowiadał linii czerwonej (umiarkowany wzrost niepewności) lub zielonej (mała panika).


2. Gdzie są opcje ?


Teraz rozpoczynamy spekulacje. Gdzie jest dużo opcji ? Gdyby przegryźć się przez raporty COBE można by się prawdopodobnie dowiedzieć konkretnych liczb. Tutaj postulują kilka rzeczy.

1. Rozsądny człowiek, w trendzie wzrostowych kupuje opcje call, ze strike at-the-money, czy "na pieniądzu". Oznaczałoby to, że najwięcej opcji jest ze strike w okolicach 1200 i trochę powyżej. Tam była ostatnia konsolidacja. Te opcje mają obecnie praktycznie w 90% pokrycie w akcjach.

2. Rozsądny człowiek czasem zabezpiecza się w trendzie wzrostowych kupując opcje put głęboko poza pieniądzem. Chodzi o ubezpieczenie się od przypadków typu wyciek ropy, mało prawdopodobnych a dotkliwych. Te opcje nie są zabezpieczone przez bank krótkimi pozycjami.

3. Rynek opcji jest na tyle duży, że presja popytowa lub podażowa zabezpieczających się banków ma wpływ na poziom cen na rynku kasowym. Tej tezy nie mogą udowodnić, ale generalnie widać, że spadki na giełdach i wzrost zmienności, mierzony indeksem VIX, idą ramię w ramię.

Zróbmy małe podsumowanie. Jeżeli zmienność, jaką banki wstawiają do swoich modeli rośnie, następuje aktywność hedgingowa. Banki zaczynają sprzedawać akcje, które są zabezpieczeniem licznych opcji call kupowanych w grudniu. Po drugie banki zaczynają powoli zabezpieczać krótkimi pozycjami, znowu sprzedając akcje, opcje put głęboko poza pieniądzem. Ta aktywność zabezpieczająca spowoduje, po pierwsze, spadek cen (w więc przesunięcie się całego wykresy Delty w lewo) jak i wzrost zmienności. Oba te zjawiska wywołają dalszą aktywność zabezpieczających się banków – powodując dalszą sprzedaż akcji. Do tego zapewne dołoży jest sprzedaż spowodowana realizacją zysków przez końcowych posiadaczy opcji (ale też kontraktów i akcji kupowanych na kredyt).

Widzimy więc, że przyjmując całkiem umiarkowane założenia dochodzimy do wniosku, że wzrost percepcji zmienności zaowocuje dużą presją podażową akcji.


3. Egipt


Egipt przechodzi zakaźne obalanie reżimów. O ile do obecnego reżimu można mieć pewne zastrzeżenia, to Egipt jako całość zachowuje się jak przyzwoity kraj – obsługuje Kanał Suezki (ropa !), ruch turystyczny, nie zrzuca rakiet na Izrael. 

Nie do końca wiemy jaki będzie nowy ustrój a w szczególności, czy władzy nie przejmą na przykład islamscy fundamentaliści. Nie wiemy też, czy choroba nie rozprzestrzeni się na kolejne kraje Afryki północnej. Nie możemy obecnie jednoznacznie stwierdzić, że zmieni się na gorsze, ale możemy stwierdzić że jest więcej możliwości rozwoju sytuacji. Więcej możliwości, to nic innego jak większa niepewność i większa spodziewana zmienność.


Podsumowanie


W tym wpisie stawiam dwie tezy. Po pierwsze rynek jest obecnie w takim miejscu, że do spadków nie potrzebuje impulsu spadkowego (w sensie recesyjnego). Wystarczy jedynie wzrost percepcji zmienności/niepewności. Druga teza jest taka, że zamieszanie w Egipcie może dostarczyć trwałego impulsu wzrostu zmienności a tym samym być zapalnikiem wyprzedaży na rynku.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-01-28 19:46
 Oceń wpis
   

Dzisiaj, główny indeks giełdowy, S&P500 rozpoczął prawdopodobnie zapowiadaną przeze mnie korektę. Póki co, do poziomu ok. 1270 jest to korekta w ramach dynamicznego trendu wzrostowego rozpoczętego na przełomie sierpnia i września ubiegłego roku.

W międzyczasie dowiedzieliśmy się bardzo ważnego faktu. Zadłużenie skarbu państwa wzrosło od stycznia do listopada o 77.8 mld zł. Co kluczowe, zadłużenie wobec rezydentów wzrosło jedynie o 0.7 mld zł, a wobec nierezydentów o 77.1 mld zł.  Polska zadłuża się na potęgę zagranicą. Całkowicie uzależniając się od zadłużenia zagranicznego, Polska staje się zakładnikiem globalnych nastrojów inwestycyjnych. To że złotówka tak dynamicznie reaguje na wszelkie zawirowania jest właśnie tego skutkiem. Po każdej głębokiej recesji przewraca się kilka reżimów, więc tych zawirowań może być sporo.

Sytuacja złotówki i Polskiej giełdy wygląda mało wesoło. Wig20usd drugi raz odbił się od średniej 200-stu tygodniowej. Podkreśla to zarówno znaczenie tej średniej jak i tego indeksu. Bez sforsowania tego oporu nie może być mowy o dalszych wzrostach. Dodatkowy pesymizm wynika z faktu, że te odbicia były podczas wzrostowego trendu giełdowego kompasu, S&P500. Gdy największy światowy indeks nie dawał perspektyw zarobku, rozsądne było inwestowanie na niedoinwestowanych peryferiach. Teraz, gdy S&P500 dynamicznie rośnie, inwestowania na peryferiach gdzie są tylko problemy – deficyt budżetowy, nacjonalizacja OFE, ustawowe ograniczanie działalności bankowej (spready walutowe) przestaje być atrakcyjne.

 

 

Kurs złotówki względem euro i dolara również nie może sforsować średnich 200-stu tygodniowych. Euro, długą świecą powróciło z naruszenia linii, a dolar szybko się od średniej odbił, podkreślając jej znacznie.

 

 

 

Wig20 w wersji dla autochtonów wygląda troszkę lepiej. Indeks nie poradził sobie z oporem wyznaczonym latem 208 roku, ale jest powyżej, spadającej co prawda, średniej 200-stu tygodniowej.

 

 

Patrząc przez szkło powiększające widzimy formację trzech szczytów, lub trzech głów. Formacje nie jest jeszcze wypełniona. Jeżeli index wyjdzie ponad górną linię na dobre, możemy mówić o konsolidacji z której nastąpiło wyjście górą. W tym przypadku realizujemy scenariusz "nadganianie ameryki", czyli szybki wzrost. Ten scenariusz uważam za najmniej prawdopodobny. 

 

 

Index może dalej kotłować się między tymi liniami tworząc długą konsolidację. Możliwe jest też wybicie dołem i przy okazji przebicie średniej 200-stu tygodniowej na poziomie ok. 2600 pkt. Wybicie dołem skutkować będzie spadkiem do poziomu co najmniej 2500, prawdopodobnie dalej, w kierunku 2400.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-01-16 10:51
 Oceń wpis
   

Najważniejszy indeks, S&P500 rośnie systematycznie od września zeszłego roku i w 4 miesiące wzrósł o prawie 25%. Zachowanie indeksu przypomina trend doskonały – wzrost przy linijce, przy bardzo małej zmienności. Jest to szalenie  niebezpieczne zjawisko: im mniejsza zmienność tym większy poziom lewarowania i ciaśniejsze stop-losy. Demonstrację, czym kończy się kaskadowe ich pękanie mieliśmy w maju zeszłego roku.

 

 

Spodziewam się wybicia ponad 1300 a potem właśnie korektę. Skala tej korekty nie jest oczywista. Zależy czy będziemy korygowali ruch od grudnia, ruch od września czy może cały ruch od marca 2009 roku.

W szerszej skali czasowej widzimy, że poziom 1300 to poziom ostatniego lokalnego szczytu sprzed załamania indeksów wczesną jesienią 2008 roku. Trwałe przebicie tego poziomu oznacza, że teza "Wielkiej Deflacji" jest błędna. To oznacza też, że jeżeli ktoś wierzy w "Wielką Deflację", czyli całe środowisko "elliotowców", to ma świetna okazję do zajęcia krótkiej pozycji.

 

 

Innymi słowy: poziom 1300 jest tak ważny, że indeks nie weźmie go z marszu przy obecnym rozgrzaniu do czerwoności. Widzimy, że miara rozgrzania, RSI, jest na poziomie bliskim lokalnych szczytów zarówno na świecach dziennych jak i tygodniowych,

Spodziewałbym się czegoś mniej więcej takiego: po serii pozytywnych danych indeks wybija się ponad 1300 (długa biała świeca, euforia), po czym rozpoczyna się załamanie, które sprowadzi kurs w okolice, powiedzmy 1200. Seria pozytywnych danych oznacza, że gdzieś intensywnie krąży kapitał, co niestety oznacza, że gdzieś zacznie go brakować. Taki przynajmniej scenariusz był rozegrany wiosną 2010.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-01-14 15:44
 Oceń wpis
   

Francja prowadzi obecnie ciekawą narrację: my tu razem z Niemcami tworzymy centrum strefy Euro i bronimy wspólnej waluty. Patrząc bliżej na liczby widzimy, że być może to właśnie Francja jest problemem strefy Euro. I to poważnym.

Wzrost gospodarczy jest mizerny, na 1.7% rocznie (3 kwartał 2010), za to deficyt handlowy jest spory, przez 3 kwartały poprzedniego roku uzbierało się 46 mld euro, co stanowi około 3% PKB. Zupełnie duży jest deficyt budżetowy, wynosi 145 mld euro, czyli 7.5% PKB jak i całkowite zadłużenie wynoszące 77% PKB.  Warto zaznaczyć, że deficyt budżetowy Francji jest największym deficytem w strefie Euro. Deficyty Włoch i Niemiec wynosiły po 80 mld euro a Hiszpanii 117 mld euro.

Oczywiście piszę tu o troszkę już starawych danych za 2009 rok. Nowe dane, za 2010 rok będą znane wczesną wiosną.

W najlepszych czasach, w 2006 roku, deficyt Francji wynosił 2.2% PKB, czyli problemy strukturalne francuskiego budżetu są zbliżone do polskich. Z tą różnicą, że Polska ma większy potencjał szybkiego wzrostu gospodarczego.

Ciekawie wygląda zachowanie francuskiej giełdy w porównaniu do niemieckiego DAXa. W czasie rozemocjonowania i dużej zmienności, obie giełdy szły krok w krok. Od połowy 2009 roku DAX zaczął CAC powoli wyprzedzać, a od maja 2009 roku możemy mówić o zdecydowanym wyprzedzaniu. Obecnie DAX jest już w okolicy lokalnych szczytów z lata 2008 roku, podczas gdy CAC odrobił jedynie połowę załamania.

 

 

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że obecny poziom pierwszy raz Paryska giełda osiągnęła latem 1998 roku – gdy Francja była organizatorem Mundialu. Zmarnowana dekada ?

Francuzi chyba jednak są ostatnimi dostrzegającymi własne problemy. Kilka dni temu, czytałem, że Parlament Francji zdecydował, że w zarządach spółek ma być co najmniej 40% kobiet. Sama decyzja jest umiarkowanie szkodliwa, świadczy jednak o  niepokojącym sposobie myślenia. Taka zmiana podkreśla niemerytoryczność procesu decyzyjnego i opieranie się na kluczu socjalnym i ideologicznym. Rząd bardziej niż na pilnowaniu by prawa strona bilansu zgadzała się z lewą, zainteresowany jest inżynierią społeczną i realizacją celów światopoglądowo-religijnych. To nie jest metoda na zbilansowanie budżetu i odzyskanie konkurencyjności.

Rząd Francji może zmusić francuskie firmy do czego chce (np. by nie przenosiły produkcji samochodów na Słowację), ale,  w sytuacji gdy Francja ma europejską walutę, nie może zmusić ludzi by kupowali francuskie towary.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-01-08 11:03
 Oceń wpis
   

Sytuacja na warszawskim parkiecie robi się niewesoła. W grudniu, gdy giełdowy kompas, S&P500, wskazywał północ, warszawski index stał w miejscu. Teraz, gdy kompas wskazuje wschód, wig20 wali się na ryja. Prędzej czy później, S&P500 będzie korygował ruch wzrostowy od grudnia, będzie też korygował cały ruch wzrostowy od końca sierpnia 2010 roku.  Jak zachowa się wig20, gdy giełdowy kompas będzie wskazywał południe ?

 

 

 

Mała zadyszka głównego indexu nie byłaby takim problemem, gdyby nie fatalna sytuacja techniczna indexu wig20usd. Kurs odbił się od średniej 200-stu tygodniowej i obecnie jest poniżej szczytu z 2009 roku.  Spodziewałbym się kolejnego ataku na tą średnią. Jeżeli zostanie przebita i przetestowana, wig20usd będzie dalej szedł razem z głównymi indexami światowymi. Jeżeli index nie będzie mógł sforsować tej bariery, może się to skończyć wyprzedażą polskich akcji i waluty. Co gorsza może skończyć się wyprzedażą obligacji.

 

 


fundamentalna podstawa


Patrząc na te wykresy padają fundamentalne pytania, związane z moim orędziem wigilijnym.  W zeszłym roku przez Polskę przetoczyła się seria nieszczęść: katastrofa Smoleńska, śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy Smoleńskiej, powódź, śnieżyce i wreszcie chaos na kolei. Kluczowe pytanie, to, czy te nieszczęścia to były wypadki losowe, czy też był to przejaw rozkładu struktury Państwa Polskiego.

Jeżeli były to tylko losowe nieszczęścia, kolejne lata mogą być znacznie lepsze, spokojniejsze. Jeżeli te nieszczęścia to przejaw rozkładu państwa, następne lata będą jedynie gorsze. Każde zawirowanie będzie prowadziło to katastrofy. W perspektywie wypadku samolotu CASA w 2008 roku i występach Polaków na Haiti można mówić o przejawach strukturalnych problemach.

Odpowiedź przyjdzie w najbliższych miesiącach. Na jakie sygnały zwracałbym uwagę ? Po pierwsze rynki finansowe, w perspektywie zachowania głównych rynków, ze szczególnym akcentem na waluty i wig20usd. Po drugie, zapewne w tym roku też przyjdzie powódź. Czy po zeszłorocznej powodzi wały zostały odbudowane, czy "obudowane" ? Bardzo złym znakiem mogą być też chaotyczne zmiany prawne, będą sygnałem, że państwo szamocze się, i stara się zalepić jedną dziurę nie patrząc na szersze konsekwencje.


Wielka smuta ?

W kwietniu zeszłego roku spotkałem się z opinią, że Smoleńsk dla Polski może być tym czym dla ZSRR był Czarnobyl. Przejaw słabości, bezmyślności, braku procedur i rozkładu infrastruktury. Wkrótce potem rozpoczęła się "Jelcynowska smuta", zakończona bankructwem w 1998 roku.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-01-01 18:41
 Oceń wpis
   

Od jesieni 2008 roku złotówka się osłabia. Wielokrotnie pisałem, że trend aprecjacyj złotówki definitywnie się wtedy zakończył. Presję na osłabienie złotówki stanowi zadłużenie zagraniczne Polski. Tak samego państwa jak i obywateli. Krótko  mówiąc – obywatele są u uszy zadłużeni w walutach i muszą teraz waluty kupować by to zadłużenie spłacać. Dodam, że ten proces nie skończy się za dwa tygodnie, bardziej za dwadzieścia lat.

 

 

Zadłużenie zagraniczne w 2003 roku osiągnęło poziom 100 mld USD. Obecnie, na koniec III kwartału 2010 roku było trzykrotnie wyższe. Zadłużanie się zagranicą jest bardzo miłe – umożliwia przeprowadzenie inwestycji bez potrzeby ograniczania doraźnej konsumpcji. Niestety ten proces nie może trwać wiecznie i w pewnym momencie zadłużenie zagraniczne trzeba spłacać, co ogranicza bieżącą konsumpcję. Zadłużanie zagraniczne ma długoterminowy sens w jednym jedynym przypadku – gdy służy do inwestowania w produkcję eksportowalnych towarów.

Sektor prywatny opamiętał się jesienią 2008 roku. Po to właśnie kryzys jest, by się ludzie raz na jakiś czas opamiętali. Warto w tym momencie wspomnieć, że ludzie z kredytami walutowymi zadłużeni są w polskim banku. Ten bank jednak sam nie frankowych depozytów, więc musi zadłużyć się za granicą.

 

 

Od 2009 roku pałeczkę przejął sektor rządowy. Jest to szczególnie niebezpieczne. O ile możemy wierzyć, że  przedsiębiorstwa wykorzystały kredyty na inwestycje, to tyle wiemy, że rząd pieniądze przeznacza na doraźną konsumpcję. Sektor rządowy też zbliża się do punku opamiętania. W tym roku zadłużenie sektora finansów publicznych zbliży się do 55% i od tego czasu, zadłużenie będzie mogło rosnąć co najwyżej o 0.6 wzrostu PKB, czyli orientacyjnie o 30 mld zł. Oczywiście rząd może i zapewne będzie rolował zadłużenie wewnętrzne na zewnętrzne, by nie ograniczać wewnętrznej siły popytowej. Trzeba jednak zauważyć, że zwiększanie uzależnienia od międzynarodowych rynków w perspektywie zbliżania się do granicy 55% zadłużenia jest tańczeniem na linie nad przepaścią.

Podsumowując, Polska jest solidnie zadłużona za granicą, na kwotę 2/3 PKB. To zadłużenie będzie obecnie ciążyło Polskiej gospodarce a w szczególności będzie tworzyło presję na spadek złotówki.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-01-01 14:47
 Oceń wpis
   

Trend wzrostowy na giełdach rozpoczął się wczesną wiosną 2009 roku. Pierwszą fazą tego wzrostu było przejście od krańcowego niedowartościowania, do względnej równowagi. Ten proces charakteryzował się dynamicznymi wzrostami i szeroką partycypacją. Tę fazę bardzo czytelnie widzimy na wykresie AD-Line, który rośnie, gdy więcej spółek rośnie niż spada. Jak widzimy, ten proces zakończył się gdzieś latem-wczesną jesienią 2009 roku. Od ponad roku mamy konsolidację w hossie. Indeksy, praktycznie wszystkie, rosną, ale większość spółek spada.

 

 

W Polsce nie było recesji, która wyeliminowałaby konkurencję dla najsilniejszych podmiotów. Brak recesji oznacza też, że nie będzie  nadganiania z inwestycjami. Nawet przeciwnie, obecnie inwestycje publiczne zostaną dramatycznie ograniczone. Te fakty stanowią nacisk na marże spółek. Cieniutka rentowność jednoznacznie prowadzi do cieniutkiego kursu akcji. Indeksy ciągnięte są jedynie przez punktowe motory wzrostu.

W Polsce takim motorem jest KGHM i dopóki Chiny będą gromadziły surowce, ten motor będzie działał. Obecnie KGHM jest wyceniany na 8 lat swoich zysków, czyli ma zdyskontowane, że prędzej czy później surowcowa hossa się skończy. Gdyby pojawiła się wiara, że obecne poziomy ceny miedzi utrzymają się na stałe, spółka może wzrosnąć do, powiedzmy, 300 zł za akcję.

W 2010 roku przebojem na rynek wszedł iPad, dzięki któremu kurs Apple wzrósł z okolic $200 w okolice $300. Teraz, motorem wzrostu mogą być usługi oparte na tej platformie. iPad dostarcza bardzo taniej metody dystrybucji programów i treści do kilkudziesięciu milionów odbiorców. Kto to wykorzysta, może wygenerować ogromne zyski.

Obecny rok jest też historią wzrostu spółek samochodowych, szczególnie BMW, którego kurs przebił już szczyty poprzedniej hossy w 2007 roku. Około 20% wszystkich samochodów produkowanych przez BMW i Daimlera trafia na rynek Chiński. Tyle, że trafiają tam głównie wyższe modele i są one dodatkowo droższe niż w Europie. Różne analizy mówią, że rynek Chiński może generować nawet 90% zysków wspomnianych firm. Budzi to spore niebezpieczeństwo, w przypadku naturalnej saturacji rynku lub ustawowych ograniczeń liczby rejestracji.

 

 

Nowy rok zapewne będzie podobny do obecnego. Będziemy mieli wzrost indeksów generowany przez punkowe motory wzrostu. Liderzy prawdopodobnie będą się zmieniać. Apple może jeszcze wzrośnie, ale na wzrost 50%, a więc w okolice $450 raczej bym nie liczył.

Być może coś ruszy się na rynku telewizorów. Obecnie praktycznie każdy ma telewizor wysokiej rozdzielczości, który może wyświetlać czytelny tekst. Może być to podstawą dodatkowych usług, łączących telewizję z internetem. Zarówno Apple jak i Google robią tu podejścia, ale póki co nic przełomowego się nie wyklarowało. 

Makroekonomicznie, powoli kończy się kontrakcja kredytowa w krajach rozwiniętych – w USA i w strefie Euro. Dane za ostatnie miesiące mówią o stabilizacji, a być może nawet i o wzroście.  Wraz ze wzrostem naturalnej kreacji pieniądza skończy się potrzeba ilościowego poluzowania, zwanego powszechnie dodrukiem pieniądza. Powoli może to wywoływać presję inflacyjną. Nie jest do końca jasne, w jakim obszarze pojawi się inflacja – surowców, żywności, artykułów konsumpcyjnych czy też dóbr trwałych. Generalnie pora unikać spółek, których biznes finansowany jest kredytem krótkoterminowym.

Tagi: giełda, inwestowanie