O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-10-29 09:03
 Oceń wpis
   

Za nami cztery tygodnie dynamicznych wzrostów, przed nami, według mnie, kilka miesięcy ich kontynuacji.  Moja dzisiejsza analiza opiera się na trzech założeniach. Po pierwsze, konsolidacja na przełomie 2008/2009 była krańcowo pesymistyczną wyceną spółek. W przypadku szerokiego indexu S&P500 jest to wartość ok. 900$.

Po drugie, zejście do poziomu poniżej 700$ było objawem paniki w kontekście "koniec świata jaki znamy". To zejście było robione tak naprawdę dwiema spółkami GE i Citi. Zakładam, że była to bardziej patologia płynnościowo-kontraktowa niż wycena rynkowa spółek.

Najważniejsze jest trzecie założenie. Zakładam, że pesymistycznie rzecz biorąc, wartość spółki rośnie o tyle, o ile przybyło jej gotówki w kasie. Jeżeli spółki zarobiła 2$ to jej wartość rośnie o 2$. Pesymizm tego założenia polega na tym, że nic nie zakładam w temacie przyszłych zarobków.  Wersja optymistyczna byłaby -- zyski rosną o 30%, cena spółki rośnie o 30%. Wersja zabańczona byłaby -- zyski rosną o 30%, więc będą rosły corocznie o 30% do końca świata i jeden dzień dłużej. My pozostajemy na gruncie pesymizmu, zarobiliśmy 2$, wartość zwiększamy o 2$.

Na podstawie tych założeń, możemy określić pesymistyczny poziom indexu S&P500 na dzisiaj. Tą wartość możemy porównać z wartością faktyczną. Wartość ta przedstawiona jest na wykresie. Kolorem zielonym zaznaczona jest faktyczna wartość indexu. Niebieskie punkty to wartość indexu z początku stycznia 2009 (931) zwiększana co kwartał o zyski operacyjne firm. Jak widzimy, konsolidacja z lata 2010 jak i obecna zatrzymały się w okolicy tak liczonej wartości.

 

 

Jakie płyną z tego wnioski ?
Po pierwsze, koniec świata jaki znamy nie jest w cenach. Póki co wszystko wskazuje jednak, że świat w obecnym kształcie może jeszcze potrwać. Po drugie, wycena spółek jest cały czas bardzo pesymistyczna, porównywalna z pesymizmem z przełomu 2008/2009. Możemy w skrócie powiedzieć, że rynek cały czas szarga się po ziemi i rośnie bardzo, bardzo umiarkowanie.

Po trzecie, pesymizm się już ciut przejadł, i obecnie rynek podążać będzie w kierunku średnioterminowego optymizmu. Orientacyjnie celem optymizmu może być szczyt poprzedniej hossy, czyli poziom 1570. Głęboka korekta z tego poziomu zatrzymałaby się na poziomie 1570*0.8=1256, mniej więcej w tym obszarze będą niebieskie punkty za rok.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-10-22 11:01
 Oceń wpis
   

Powoli pojawia się efekt znużenia kryzysem. Bicie w dzwony i zawirowanie na giełdzie nie przekłada się na decyzje gospodarcze zwykłych ludzi. W sprzedaży detalicznej jak i w nowych zwolnieniach nie widać odbicia spadków na giełdzie. Być może jeszcze nie widać, być może wcale nie będzie widać.

Mechanizm recesji nie zadziałał. Mechanizm recesji jest taki, że przedsiębiorstwa widząc załamanie nastrojów ograniczają produkcję i inwestycje, w obawie o spadek popytu. Efektem ograniczenia produkcji są zwolnienia, a efektem zwolnień – spadek popytu. W zasadzie, to nie tyle zwolnienia przekładają się na spadek popytu, tylko obawa o zwolnienia przekłada się na niechęć do zaciągania kredytu. Koło się zamyka.

Patrząc na S&P500 widzimy, że index ukłonił się oporowi po czym w piątek ruszył w górę. Na świecach dziennych widzimy formację uklepanego dna. Na świecach tygodniowych widzimy, że to dno uklepane jest powyżej średniej 200-stu tygodniowej.

 

 

 

Oczywiście, są rynki silniejsze i rynki słabsze. Trzeba jednak zaznaczyć, że tradycyjne dziady: swig80, budowlanka i deweloperka zarysowały wyraźne minima. Jest jeden wyjątek – Chiny. Giełda Państwa Środka od jesieni 2009 roku pozostaje w trendzie spadkowym. Od szczytu kurs spadł o 35%, w ciągu roku a 22% a od szczytów w 2007 roku o 65%.

 

 

Gospodarka Chińska zwalnia i może to zaowocować zarówno kryzysem zadłużenia jak i kryzysem społecznym. Do tej pory wszystkie problemy były przykrywane dynamicznym wzrostem, przez co gospodarka stała się jak rower: albo jedzie albo się przewraca. W tym momencie trudno oszacować wpływ Chińskiego spowolnienia na Europę. Spodziewałbym się spadku cen surowców: miedzi i ropy oraz spadku popytu na luksusowe samochody. Czy niemiecka giełda szykuje się na zmianę liderów ?
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-10-15 09:52
 Oceń wpis
   

Inicjatywa jest w rękach byków. Główny index, S&P500 doszedł do obszaru, z którego już trzy razy się odbił. Jeżeli index przebije i wybroni obszar oporów, orientacyjnie 1220-1240, będzie to oznaczało, że na bessę nie ma co liczyć. Jesteśmy więc w hossie i na bardzo wyprzedanym rynku. Efektem będzie rajd, w okolice poprzednich szczytów hossy.

 

 

Warto zaznaczyć, że index Nasdaq100 już praktycznie teraz jest na szczytach hossy, brakuje mu raptem 3%. Wynika to z definicji tego indexu -- spółkom finansowym wstęp wzrbroniony.

 

 


Czy bykom się uda ?

Byki mają dużą szansę. Po pierwsze, w Europie jest szansa na przeczyszczenie bilansów. Bankructwo, w tym przypadku Grecji, niekoniecznie musi mieć negatywny wpływ na rynek. O ile "bankructwo Lehmana" wywołało panikę o tyle bankructwo Bear Stearns przyniosło stabilizację, a bankructwo General Motors -- ulgę. O bankructwie Lehmana piszę w cudzysłowie, gdyż to nie tyle bankructwo samego Lehman Bros. przyniosło załamanie, a możliwość niewypłacalności AIG tydzień później. 

Po drugie, gospodarka się rozwija. Powoli, bo powoli, ale się rozwija. Pamiętajmy, że problemem nie jest rynek akcji a rynek kredytowy. Spowolnienie gospodarcze i zwolnienie wzrostu zysków spółek nie jest największą obawą. Największą obawą jest, że ludzie tracąc pracę nie będą zdolni spłacać kredytów. W skrócie, na dzisiaj, na pojęcia wzrost - recesja, trzeba patrzyć przez pryzmat rynku pracy.

 

 

Po trzecie, zmienność spada. Index zmienności, spadł poniżej 30%. Poniżej poziomu, od którego się trzy razy odbił. Zrealizowana zmienność nie nadążyła za spodziewaną zmiennością -- wystawiający opcje zarabiali. Teraz będą więc żądali coraz niższej marży, za ubezpieczenie poprzez opcje. Dzięki temu niezdecydowane byki będą mogły taniej zabezpieczyć akcje opcjami. Zwiększy to popyt na akcje.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-10-08 10:55
 Oceń wpis
   

Tydzień temu, niedźwiedzie miały w ręku wszystkie atuty. Od dwóch tygodni S&P500 zamknął się poniżej średniej 200-tygodniowej. W poniedziałek  indeks przełamał poprzednią strefę wsparć (~1120) a we wtorek spadając poniżej 1100 pogłębił dołki obecnej korekty. Po dotknięciu linii bessy wydawało się, że niedźwiedzie są panem sytuacji. I co ? I nic. Niedźwiedzie potknęły się o własne nogi i indeks wrócił w obszar 1140.

Ta nieudana akcja zmniejsza prawdopodobieństwo, że obecna korekt skończy się głębszą wyprzedażą. Po każdej nieudanej próbie zepchnięcia indeksu, akcje są w silniejszych rękach i wkrótce może okazać się, że jest więcej krótkich pozycji niż akcji w wolnym obrocie.

 

 

Akcje są dramatycznie tanie. Każdy się chyba zgodzi, że podczas wyprzedaży 2008/2009 akcje były śmiesznie tanie. Wtedy konsolidacja była na poziomie 900 punktów i krótki wyskok był do poziomu 666  punktów. Licząc od poziomu 666 punktów, akcje znacznie wzrosły, do szczytu wiosną, dwukrotnie. Ale patrząc od konsolidacji (czyli 900 punktów) i biorąc pod uwagę, że przez te dwa i pół roku zyski operacyjne spółek wyniosły w sumie 200 usd, a dywidend nie było, obecna cena 1150, niewiele się od dna bessy różni. Możemy powiedzieć, że akcje szargają się cały czas po ziemi, a rosną jedynie o zwiększającą się w kasie gotówkę.

Trzeba uczciwie powiedzieć – gospodarka nie kooperuje z niedźwiedziami. Co prawda mamy spowolnienie, ale to za mało. Spowolnienie mogłoby być powodem prawdziwej bessy, ale na znacznie wyższym poziomie, np. przy S&P500 na poziomie 2000 punktów. Obecnie wycena jest niska, około 10~12 i zyski osiągane są w kontekście kontrakcji kredytowej. Załamanie zysków jest raczej mało prawdopodobne.

Przez gospodarkę rozumiem dwa ważne wskaźniki – ISM oraz nowe zwolnienia z pracy. ISM to nie są twarde dane gospodarcze, ale pokazują, że wyprzedaż nie giełdzie nie przekłada się na spowolnienie aktywności gospodarczej. Podobnie w nowych zwolnieniach nie widać wzrostu. Świadczy to o jednym – gospodarka jest skonsolidowana a tłuszczyk przycięty do kości. Jest to efekt trzech lat oszczędności, racjonalizacji i cięcia kosztów.

 

 

Jak wspomniałem, państwa, społeczeństwa, firmy i ludzie przez ostatnie trzy lata oszczędzali i przechodzili reformy. Tył to bolesny proces, ale te zmiany przyniosą wkrótce owoce. Im lepiej dana organizacja się zreformowała i oszczędnie żyła, tym lepsze będą te owoce. Nadchodzi czas prosperity.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-10-05 19:22
 Oceń wpis
   

Pięć lat temu liczyła się budowlanka. Mit giełdowy był taki: Polska przechodzi transformację, jej motorem i beneficjentem będzie budowlanka. Ten mit wypełnił się w momencie ogłoszenia w Polsce Euro2012. Wtedy indeks WIG_BUDOWNICTWO osiągnął poziom 12.800 punktów, obecnie, cztery i pół roku później jest to 2.560. Indeks spadł o równe 80%. Całkiem niezły wynik jak na "kraj w budowie".

Kolejny mit narodził się latem 2007 roku, gdy FED zaczął obniżać stopy procentowe. Był to mit "decouplingu". Na tym micie przejechał się zresztą, między innymi, Lehman Bros. Mit ten polegał na tym, że kraje rozwinięte wejdą w recesję a cała reszta świata będzie dzięki temu kwitła.  W Polsce kluczem tego mitu było hasło: Kto nie ma jeszcze kredytu we franku przegrał życie. Wiosną 2008 roku myślenie było takie: dzięki inflacji, RPP podniesie stopy procentowe, co wzmocni złotówkę i mój kredyt będzie się sam spłacał i będę miał więcej pieniędzy na wydatki, dzięki czemu RPP będzie mogła dalej podnosić stopy procentowe. Idiotycznie -- niezaprzeczalnie, ale kilkaset tysięcy ludzie to kupiło, a nawet się za to sprzedało. Ten mit pękł jak bańka mydlana jesienią 2008 roku. Obecnie frank jest prawie 2 razy droższy niż latem 2008 roku. Ludzie z kredytami na małe mieszkanie we frankach stracili, orientacyjnie, 10 lat swojej pensji.

Właśnie jesienią 2008 roku narodził się nowy mit: wybrać dobre spółki i trzymać je przez wiele lat. Żartowałem.

Podczas załamania 2008 roku kilku inwestorów zarobiło fortunę. Ich historie i sposób myślenia trafił już do epickich opowieści i książki te buzują teraz w umysłach młodzieży. To one tworzą nowy mit. Obecny mit to: Świat się załamie, wszyscy zbankrutują a ja się na tym obłowię. Będę nieprzyzwoicie bogaty.

Taki jest obecny mit. Jak jest jego przyszłość ? Może się tak zdarzyć że będzie załamanie, i krótkich pozycji nie trzeba będzie pokrywać, bo firmy i państwa będą przechodziły likwidację. Tyle, na rynku nic nie zdarza się dwa razy i to pod rząd.  Może się za to zdarzyć scenariusz w zupełnie inny. Po każdej nieudanej fali spychającej rynek w dół, akcje lądują w coraz bardziej silnych rękach. W pewnym momencie może się okazać, że krótkich pozycji jest więcej niż akcji w wolnym obrocie …

 

Tagi: giełda, inwestowanie