O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-11-28 18:21
 Oceń wpis
   

Zapotrzebowanie na mieszkania można wyliczyć na podstawie struktury demograficznej na dwadzieścia lat do przodu.  W dzisiejszej notce przedstawię budownictwo przez ostatnie dwie dekady, prosty model demograficzny i  prognozy zapotrzebowania na mieszkania na następne dwie dekady.

Pierwszy wykres przedstawia mieszkania oddane do użytkowania (wszystkie dane z GUSu). Widzimy systematyczny wzrost od połowy lat 90-tych, kiedy oddawano ok. 60 tyś mieszkań rocznie, do szczytu w 2008 i 2009 roku, kiedy oddano po 160 tyś mieszkań. Wyskok z 2003 roku wiąże że ze zmianami podatkowymi. W ciągu dwóch dekad przybyło ponad 2 mln mieszkań.

 

 

Zapotrzebowania na mieszkania wynika ze struktury demograficznej populacji. Możemy przyjąć co następuje. Ludzie usamodzielniają się w wieku ok. 23 lat, wtedy poszukują mieszkania. Ludzie zwykle mieszkają parami. Ludzie umierając pozostawiają mieszkanie, które być może wymaga remontu czy przebudowy, ale sztuka generalnie pozostaje. Kluczowe jest, że o ile dzieci rodzą się falami, o tyle zgony są na raczej stabilnym poziomie, w Polsce w okolicy 350 tyś rocznie. Poniższy wykres przedstawia piramidę (trumnę ?) demograficzną w Polsce.

 

 

Istnieje też takie zjawisko jak rozbudowa domu z lat 70-tych i przerobienie go z domu jednorodzinnego na dwa mieszkania. W moim modelu przyjąłem, że zapotrzebowanie to (A[rok-23]/2 - 200 tyś). Liczba 200 tyś przyjęta jest dość arbitralnie zawiera ona mieszkania zwolnione (w przybliżeniu 350 tyś / 2) oraz przebudowy domów.

 

 

Po nałożeniu modelu na budowy widzimy bardzo dobrą zgodność trendu. Ukończone budowy są o rok-dwa opóźnione wobec zapotrzebowania demograficznego.  Generalnie w latach 90-tych podaż mieszkań była niższa niż potencjał popytu, prawdopodobnie za sprawą restrykcyjnej polityki monetarnej. Ten popyt ujawnił się podczas boomu 2005-2007. Obecnie popyt demograficzny od kilku lat spada. Podobnie spada liczba oddanych mieszkań, ale spada wolniej.

 

 

Następny wykres przedstawia potencjał popytowy na następne 20 lat. Potencjał będzie spadał systematycznie co roku, i za 10 lat spadnie poniżej zera. Minimum będzie między 2025 a 2030 rokiem. Wtedy w dorosłość będzie wchodzić pokolenie urodzone w okolicy 2000 roku. Potem powróci ożywienie. Mizerne, bo mizerne, ale ożywienie.

Jaki z tego wniosek dla cen ? Sytuacja jest taka - ceny są wysokie, popyt będzie spadał, istnieje zdolność podażowa. W tym układzie wzrost cen możemy wykluczyć. Prawdopodobnie będziemy mieli stabilne ceny nominalne za mieszkania, tyle że typowe mieszkanie co roku będzie większe, a i pieniądz będzie tracił na wartości.

Jaki z tego wniosek dla Ciebie ?


Jeżeli chcesz studiować budownictwo mieszkaniowe, to lepiej zastanów się dwa razy. Jeżeli liczysz, że mieszkanie będzie zabezpieczeniem na starość, też zastanów się dwa razy. Podobnie jeżeli chcesz inwestować w mieszkania.

Co jeżeli ktoś chce kupić mieszkanie dla siebie ? Mieszkanie trzeba teraz kupować tak, jak komputer. Ich ceny też spadają, ale ludzie kupują - dokładnie tyle ile potrzebują i nigdy na zapas.

Tagi: giełda, inwestowanie, demografia


2011-11-26 09:27
 Oceń wpis
   

Strefa Euro podzieliła się na dwa obozy. Pierwszy obóz, nazwijmy go umownie Południem, dąży do zwiększenia podaży pieniądza. Państwa z tego obozu płacą obecnie po 5-7% za 10-cio letnie obligacje. W lepszej sytuacji jest lider tego obozu – Francja, rentowności jej papierów 10-cio letnich wynosi póki co, jedynie 3.6%. Celem tego obozu jest znacznie poluźnienie monetarne, lub po prostu nieograniczony skup obligacji przez Europejski Bank Centralny.

Drugi obóz to umownie Niemcy. Niemcy dążą do sterylności wszystkich skupów obligacji i jednoznacznie twardej polityki monetarnej. Niemcom nie chodzi o zasady, chodzi o to samo co Południu – o niskie koszty kredytowania.

W kontekście presji recesyjnej następują dwa zjawiska. Po pierwsze pojawia się presja deflacyjna i spadek oczekiwań inflacyjnych. Rentowność pozbawionych ryzyka obligacji spada. Na tym właśnie korzystają Niemcy, emitując obligacje z kuponem już poniżej 2%.

Z drugiej strony wzrasta prawdopodobieństwo bankructwa słabych podmiotów, rentowność ich obligacji rośnie. Im wyższa rentowność, tym większe przyszłe koszty obsługi zadłużenia i tym bardziej nie dopnie się budżet.  Wzrost rentowności jest więc samosprawdzającą się przepowiednią – im bardziej ta rentowność rośnie, tym bardziej staje się prawdopodobne, że dany podmiot nie będzie w stanie obsługiwać zobowiązań.  Ucieczka z obligacji słabych podmiotów jest właśnie mechanizmem spadku oczekiwań inflacyjnych i spadku rentowności obligacji pozbawionych ryzyka.

Niemcy przeszły dekadę reform. Nie było bańki hipotecznej, nie było bańki na giełdzie. Nie było wzrostu pensji ani świadczeń socjalnych. Umowy o pracę są powoli zastępowane umowami tymczasowymi. Stałe umowy o prace są tylko w sektorze prywatnym, w publicznym praktycznie wszyscy nowi pracownicy są zatrudnienie na czas określony, na krótkich kontraktach. W 2008-2009 roku zdarzył się cud gospodarczy: giełda spadła o połowę, PKB spadło o prawie 7% r/r i całość odbyła się bez znacznego wzrostu bezrobocia. Przemysł niemiecki pracuje na minimalnym zatrudnieniu.

Teraz Niemcy chcą na tych reformach zarobić i dzięki kryzysowi jest to możliwe. Rząd może emitować obligacje na 2%, co jeszcze dodatkowo będzie poprawiać sytuację bilansu Państwa. Pytanie, czy Aniela nie przedobrzy ?

Poniżej rentowności 2% praktycznie nie ma już popytu na obligacje. Być może jakby przycisnąć rynek kryzysem, to by się jeszcze znalazł. Ale czy to przyciśnięcie nie wywoła odwrotnego efektu ? Jeżeli Niemcy przycisną resztę Europy, to w efekcie niemieckie, półpaństwowe banki staną się niewypłacalne. Może się to odbić rykoszetem na rentowności niemieckich obligacji, które nagle mogą przestać być przystanią bezpieczeństwa.

Tak czy inaczej. Obecnie nie za dużo jest do ugrania. Może da się jeszcze ciut zbić rentowność, ale ryzyko jest z każdą chwilą coraz większe. Gospodarka niemiecka jest silna, ale w sytuacji globalnego kryzysu, właśnie ona najbardziej ucierpi. Gospodarki oparte o mydło i powidło ucierpią niewiele. Niemiecka gospodarka oparta jest o samochody, chemię i dobra kapitałowe – czyli towary, których zakup można, i trzeba, odłożyć na rok-dwa, gdy sytuacja jest niepewna.

ECB wkrótce nie będzie miał wyjścia, dla ratowania strefy Euro będzie musiał zwiększać zakupy obligacji. Im później zacznie, tym więcej będzie musiał zwiększyć bilans. Z drugiej strony, surowce wskazują, że presja inflacyjna spada. W lutym może się okazać, że mamy deflację rok-rok. ECB wyszedłby na szaleńca, gdyby w kontekście deflacji nie zwiększał podaży pieniądza.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-11-20 10:53
 Oceń wpis
   

Kluczem załamania giełd z sierpnia, i obecnego spowolnienia gospodarczego był wzrost cen podstawowych surowców oraz odpowiedź władz monetarnych na ten wzrost. Zauważmy, że spadki na szerokim rynku zaczęły się już wczesną wiosną, wtedy zaczęły się też zamieszki w Północnej Afryce. Dla przypomnienia indeks cenowy:

 

 

Od wiosny ceny towarów rolnych zaczęły powoli i systematycznie spadać. Cena pszenicy spadła o ponad 30% od szczytu i o 13% r/r. Kukurydzy o 25% od szczytu, choć w ujęciu rocznym jest 10% wyżej, również cena soji jest niżej o 25%, i 5% niżej niż rok temu.

 

 

 

 

Inny rynek to ryż. Tutaj nie było eskalacji cen w 2010 roku, cena ustabilizowała się po wyskoku we wrześniu.

 

 

Z ropą jest trochę mniej kolorowo. Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na drobny fakt. Przez dekady ropa na rynku Europejskim (Brent) kosztowała tyle samo co w USA (Crude Light). Różnica wynosiła ok. 2 dolary. Jakoś w 2010 roku ceny zaczęły się powoli rozjeżdżać i pod koniec września było to 20 dolarów. Tak czy inaczej cena ropy dla Europy powoli spada od od wiosny, choć cały czas jest droższa niż rok temu.

 

 

Latem 2008 roku, w przeddzień deflacyjnej mega-recesji,  ten dureń, szef ECB podnosił stopy procentowe w obawie o inflację. Latem tego roku zrobił to samo. Potem, gdy stało się jasne, że był to kardynalny błąd, pan na T. nie obniżył stóp procentowych, gdyż byłoby to przyznanie, że podwyżka w lipcu była błędem, i nie byłoby to fajnym zakończeniem kariery. Dopiero nowe władze ECB skorygowały błędy i wypaczenia i obniżyły stopy na pierwszym zebraniu. Brzmi to jak bajka o książętach i ich małych ambicyjkach, a to historia o demokratycznej, zjednoczonej Europie.

Obecnie ceny spadły i wkrótce zacznie się to przekładać na półkę sklepową.  W efekcie inflacja, czy też to, co urzędy statystyczne podają jako inflację, zacznie spadać. Jeżeli poziom cen ropy się utrzyma, to już w lutym da ona negatywny wkład do inflacji w ujęciu rocznym. Wtedy władze monetarne będą miały powód do obniżania stóp procentowych i zwiększania podaży pieniądza. Ludziom zostanie więcej pieniędzy w portfelach i nie będą kolekcjonować banknotów a zwyczajnie kupią wiele rzeczy, których zakup odłożyli w czasie, przez wysokie ceny benzyny i żywności. 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-11-19 08:36
 Oceń wpis
   

Gwoździem programu kończącego się tygodnia był występ Słońca Peru. Gazeta Wyborcza zachwyca się tym występem – ruchami rąk, spojrzeniem, metaforą. Giełdy dotyczył pomysł opodatkowania wydobycia srebra i miedzi, z którego Państwo chce pozyskać 2-3 mld zł rocznie. W ciągu kilku godzin kurs KGHM spadł o prawie 14%.

 

zdjęcie z zerwisu "gazeta.pl"

Można powiedzieć, że akcjonariuszom KGHMu nie stała się krzywda. Kurs jest w dynamicznym trendzie rosnącym, w ciągu roku kurs wzrósł o 12%, uwzględniając wczorajszy spadek. W tym czasie inwestorzy w szeroki Wig20 stracili 16% kapitału, a inwestorzy w swig80, 25%.

W ciągu kilku godzin koncern stracił 3.5 mld zł kapitalizacji. I tu jest właśnie problem. Państwo nie chce opodatkować wydobycia na 2-3 mld zł jednorazowo, ale corocznie. Czy jest to w cenach ? Gdy wyklarują się szczegóły, może się okazać, że przed KGHMem są dalsze spadki o około 20%.

Opodatkowanie surowców kopalnych ma swoją logikę. Można powiedzieć, że złoża należą do wszystkich Polaków, a eksploatująca je firma ma jedynie prawa do eksploatacji. Ta kwestia musi być precyzyjnie uregulowana prawnie, szczególnie, gdyby się okazało, że gaz łupkowy jest faktycznie gotowy do eksploatacji. Aczkolwiek inwestorzy mogli zakładać, że kupując akcje KGHM od Państwa, kupowali nie tylko przedsiębiorstwo ale i same złoża. Można powiedzieć – frajerzy. Tyle, że ci frajerzy, mogą to teraz wliczyć w każdej następnej prywatyzacji, żądając niskiej ceny, zakładając, że sprzedający będzie starał się ich później wyrolować.

Na sprawę można też spojrzeć z drugiej strony. Każdy biznes któremu się powodzi może liczyć na domiar. Jeżeli na świecie będzie hossa, w umownie, biotechnologii, to rząd wprowadzi podatek od genów. Albo od mobilnego internetu. U sąsiadów, kozłem ofiarnym są firmy energetyczne (RWE, EON), które zostały opodatkowane, okradzione z aktywów (elektrownie jądrowe), a potem wepchnięte w objęcia Gazpromu.

Poza opodatkowaniem miedzi wzrośnie składka rentowa o 2%. Fundusz płac to jakieś 400 mld zł, więc podwyżka da budżetowi około 8 mld zł. Ludzie nie zobaczą tego bezpośrednio, składkę zapłaci pracodawca, najprawdopodobniej efektem będzie ograniczenie wzrostu płac.

Zakładając, że pozostaniemy w domenie liniowej, te dwie zmiany spowodują mniejszą dywidendę KGHMu  w przyszłych latach oraz wolniejszy wzrost płac. Da się to przeżyć. Pojawić się mogą jednak efekty nieliniowe. Firmy krajowe w obawie o dalsze ruchu Rządu ograniczą inwestycje i zatrudnienie, tym samym powodując spowolnienie gospodarcze. To spowolnienie wywoła efekt, z którego wyrosło, dalszego przykręcenia śruby. Również kapitał zagraniczny może zacząć rewidować swoje opinie o inwestycjach w Polsce, czego efektem będzie ograniczanie inwestycji lub niereinwestowanie zysków. Na próżno potem będą lamenty o spekulantach atakujących złotówkę …

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-11-12 10:49
 Oceń wpis
   

Zachowanie światowej giełdy jest zasadniczo schematyczne. Indeks S&P500 jest wyprzedany na wielu skalach czasowych i obecnie naturalnym kierunkiem są wzrosty. Potwierdzeniem tej tezy będzie przebicie i przetestowanie od góry średniej 200-stu dniowej, czeka nas wtedy kilka miesięcy wzrostów.

Sprawą otwartą jest jednak zachowanie na tym tle Polskich indeksów. Dzisiejsza analiza opiera się na indeksie wig20usd, który jest dobrym miernikiem atrakcyjności Polski dla inwestorów globalnych.

 

 

Dwudziestoletnia historia giełdy pokazuje formację złamanego uśmiechu. Po początkowych zawirowaniach, sytuacja zaczęła się stabilizować w okolicy 1996 roku. Trwała w tym czasie miega-hossa technologiczna w USA i Polska giełda rosła woniej niż S&P500. Relatywna siła (wartość wig20usd podzielona przez wartość S&P500) systematycznie, choć powoli spadała. 

Pierwsze lata poprzedniej dekady to stabilizacja i wyrysowanie długiego spodka, z którego nastąpiło wybicie górą. Rozpoczęły się złote lata Polskiej giełdy i rozkwit gospodarczy. Ten szeroki uśmiech załamał się w wczesną jesienią 2008 roku. Załamanie było zjawiskiem naturalnym – w sytuacji globalnej paniki jest zupełnie oczywiste, że kapitał ucieka z krajów peryferyjnych. Zupełnie naturalne było też, że wraz z końcem paniki i bessy, polskie indeksy rosną szybciej niż referencyjny S&P500.

Coś zaczęło się zmieniać jesienią 2009 roku. Relatywna siła wig20usd wobec S&P500 zaczęła się stabilizować. We wrześniu 2009 roku postawiłem cztery hipotezy: chwilowa aberracja, GPW jako poligon wielkiego kapitału, odwrót od rynków wschodzących i problemy związane z finansami publicznymi w Polsce.

 

 

Obecnie nie ma już wątpliwości, że słabość Warszawy jest faktem. Wersja chwilowej aberracji odpada. Pozostają dwie wersje – odwrót globalny i problem w Polsce. Z punktu widzenia surowców, globalnego odwrotu raczej nie ma. I miedź, i ropa utrzymały się ponad średnimi 200-stu tygodniowymi. Podobnie, najbardziej globalna spółka warszawskiego parkietu, KGHM, jest cały czas w trendzie wzrostowym, w ciągu roku wzrósła o 25%.

Najgorzej wyglądają spółki stricte krajowe: PBG i GTC w ciągu roku straciły połowę wartości. O 40% spadł TVN. Po 20% potraciły banki. Więc słabość, wynika z lokalnych powodów, orientacyjnie można powiedzieć, że z przyszłego załamania inwestycji budowlanych.

Pytanie co dalej


Patrząc na wykres, możemy roboczo założyć stabilizację między  0.6 a 0.8. Oznacza to, że podczas wyprzedaży, Warszawa i złotówka spada mocniej, ale i podczas pierwszej fazy odbicia nadrabia i rośnie szybciej. W fazie wzrostu następuje stabilizacja.

Problem w tym, że obecnie mamy takie odbicie po wyprzedaży, a siła relatywna się nie tylko nie poprawiła, ale wręcz pogorszyła. Bardziej realistyczna jest wersja, że podczas wyprzedaży, Warszawa będzie spadała silniej niż reszta, o podczas odbicia i wzrostu, będzie rosła z tą samą prędkością. W efekcie przedstawiony wykres będzie schodził po schodkach.

Ten trend będzie się żywił sam sobą. Polska jest uzależniona od zewnętrznego kapitału. Jeżeli giełda rośnie wolniej niż S&P500 to kto i po co będzie inwestował w kraju którego nie zna, by zarobić mniej ? Globalny kapitał nie będzie do Polski napływał, co będzie przyczyną wolniejszego wzrostu gospodarczego i powodem słabych wyników spółek. Ten trend może trwać długie lata, aż do krańcowego, relatywnego, wyprzedania giełdy i odwrócenia trendu. 

Oczywiście czytelnicy mogą powiedzieć, że ta analiza jest błazenadą. Skoro od trzech lat mówię o cyklu pokoleniowym, to dlaczego teraz szukam analogii w wykresie, który pokrywa jedynie 20 lat. Jest w tym racja. Na gruncie cyklu pokoleniowego można wnioskować, że Polskę czeka wydarzenie zbliżone do Stanu Wojennego. Patrząc na ostatnie wydarzenia, trzeba powiedzieć, że z każdym miesiącem ten scenariusz wydaje się coraz bardziej prawdopodobny.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-11-06 10:59
 Oceń wpis
   

Na moim blogu w ponad trzy lata uzbierało się 280 wpisów. W tym wpisie chciałbym zebrać najważniejsze, te które były celne i te które ilustrują mój sposób myślenia.

Zaczynamy


Najlepszy ze wszystkich był pierwszy wpis. Gdy zrobiłem ten wykres i zobaczyłem  przepaść, postanowiłem założyć bloga. Spodziewałem się wtedy spadku o 30%. Wydawało się to szaleństwem, ale rynek poszedł dalej, spadając do dołka w marcu 2009 roku o 70%.

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,wig;20;dolarowy;przelamal;wazne;wsparcie,14320.html

Giełda


W opisie giełdy używam kilku podstawowych motywów. Teraz, sięgając do wpisów widzę, że raczej niedokładnie opisują to, co uważałem. Często treść jest bardziej między wierszami niż wyłożona jak chłopu ma miedzy.

Pierwszy motyw, który narodził się w marcu 2009 roku, to powiązanie między rynkiem kasowym a opcjami. Wpis w sumie nieszczególny, poza tym, że wtedy, tuż przed wpisem, kupiłem te opcje o których pisałem (rozliczyły się w grudniu 2010).

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,pieniadze;za;nic,21799.html


Drugi fundadamentalny motyw to destabilizująca stabilizacja. Gdy ludzie wierzą w stabilizację i nie mają poduszki płynnościowej grozi to turbulencjami. Gdy ludzie oszczędzają, grozi to inflacją, a gdy są smutni -- boomem gospodarczym.

Wtedy, w kwietniu 2009, pisać że jest hossa było szaleństwem. Pisać, że hossa wkrótce dojdzie do 2400 na WIG20 a potem będzie męczący boczniak było szaleństwem do kwadratu. Z perspektywy czasu widzimy, że analogia Polska 2007 = USA 2000 okazała się trafna.

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,scenariusz;fabularny,23233.html



Trzeci fundamentalny motyw, to że sekularny trend rodzi się w atmosferze miopii. Ten motyw jest w zasadzie powtórzeniem motywu o destabilizującej stabilizacji.

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,skale;czasowe,45674.html



Waluty


Waluty a konkretnie frank szwajcarski jest ważnym tematem tego bloga. Powiedzmy sobie szczerze, kredyty we frankach będą wisiały nad polską gospodarką przez długie lata. Przez dekady.

Ten wpis, o carry trade był bardzo popularny:
http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,carry;trade;--;przepis;na;piramide;finansowa,18105.html


O franku pisałem wielokrotnie, zawsze, że ma presję na wzrosty. Ciekawy był wpis, gdzie zaproponowałem, by okres 2006-2008 wykluczyć z analizy trendu. Było to rok temu, i ten wpis wywołał święte oburzenie. Od tego wpisu frank wzmocnił się o 25%.

 http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,zlotowka,46738.html


Euro


Problemy euro widziałem w 2009 roku. Nie tyle problemy, co nie-ekonomiczny charakter tego tworu.  Pewną ilustracją jest ten wpis:

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,euro,23251.html


Warto też dodać  dwa wpisy. Jeden optymistyczny, który mówił, że najwcześniejszą datą przyjęcia euro w Polsce to 2015 rok (wtedy oficjalną datą był 2011) i drugi pesymistyczny, że zamiast euro może być kryzys walutowy.

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,kiedy;do;strefy;euro,39364.html

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,czy;mozliwy;jest;kryzys;walutowy;,39895.html



Kryzys zadłużenia

Napisałem kiedyś, że kryzys zadłużenia może zostać wywołany przez publiczny rynek CDSów. Ten scenariusz w zasadzie się rozgrywa, tyle, że bez udziału publiczności. Kluczowy motyw się sprawdził -- obawa o niewypłacalności państw,  a co za tym idzie wyższa rentowność obligacji staje się samospełniającą się przepowiednią.

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,jak;rozlozyc;globalna;gospodarke,37989.html



Motywy rozsypane


Jest kilka motywów które są ważne, ale nie pojawiają się w jednym wpisie. Najważniejszy motyw to cykl pokoleniowy. Z tego cyklu wynika, że dołek 2009 był odpowiednikiem dołka 1974.

Ten motyw ma wiele konsekwencji – bankructwa republik bananowych, radykalne reformy, spadek cen surowców i boom gospodarczy. Co będzie "komputerem osobistym" naszego pokolenia ? Czy będzie to osobisty sequencer genetyczny ?

Drugi motyw to siła i słabość wobec referencyjnego indeksu S&P500. Moja wersja jest taka: Nasdaq100, S&P500, Wig20, maluchy (swig80) a potem trefne sektory: budowlanka i deweloperka. W zasadzie na dzisiaj to uszeregowanie jest oczywistą oczywistością.


Tematy przyszłości


Są generalnie trzy tematy które zdominują ten blog w przyszłości. Pierwszy temat to szukanie tego, co zmieni nasz sposób życia. Komputera osobistego naszych czasów. O ile będzie to miało związek z komputerami, zakładam, że będzie to informatyzacja jakiegoś obszaru życia do tej pory nie dość utechnologicznionego.

Drugi motyw, który powoli będzie wygasał, to kryzys zadłużenia państw. Przesilenie może jest teraz, może będzie za rok, może za dwa. Tak czy inaczej większość państw się reformuje i gdy pojawi się wzrost gospodarczy, te reformy zaprocentują.

Trzeci motyw to stagflacja w Polsce. Spadek złotówki przełoży się na wzrost cen w sklepach towarów importowanych, również towarów, które do tej pory zawsze taniały, np. elektroniki. RPP będzie miała związane ręce, gdyż każde przyduszenie gospodarki może spowodować spadek wpływów budżetowych a co za tym idzie kryzys budżetowy i w efekcie wyprzedaż złotówki. RPP musi więc prowadzić bardzo miękką politykę monetarną. Tematem rozwojowym w Polsce są też kredyty zagrożone, szczególnie hipoteczne, i urealnienie się cen mieszkań do faktycznych warunków płacowych. Kierunek urealnienia nie jest jasny: czy będzie to spadek cen mieszkań, czy wzrost inflacji czy też radykalny wzrost płac.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-11-05 08:19
 Oceń wpis
   

W obecnej hossie rynek zachowuje się bardzo schematycznie, z punku widzenia geometrii harmonicznej. Pierwsze poważna korekta przyszła rok temu, gdy index dotknął drugiego (licząc od góry) zniesienia harmonicznego i skorygował się spadając dwie nutki w dół. W tym roku, po waleniu głową w ostatnie zniesienie, rynek skorygował się spadając również o dwie nutki. W obydwu przypadkach szyja konsolidacji wypadła na zniesieniu harmonicznym.

 

 

Czytając gazety, nasz obraz świata jest zupełnie inny. Mamy serią arbitralnych decyzji politycznych, porozumień w ostatniej chwili, ogłaszanych referendów i dwa dni później od-ogłaszanych referendów. Na te informacje rynek rośnie lub spada o 3% w dzień. Podobnie, po  niespodziewanych akcjach banków centralnych ogłaszających poluzowania lub właśnie zacieśniających polityki monetarną na giełdzie następują nagłe i dynamiczne zwroty akcji.  Rynek jest bez kierunku w maniakalno-depresyjnym uzależnieniu od kolosów trzymających świat na ramionach.

Mamy więc prawdę rynku i prawdę komentatorów. Zacznijmy od tego prostego faktu, dlaczego rynek nie może się rozwijać powolutku bez zmienności, rosnąć co sesję o 0.1% ? W takim przypadku, zawsze ktoś chciałby zarobić więcej. Przy zerowej cenie krótkoterminowego kredytu, może sfinansować akcje kredytem i zarabiać więcej. Tyle, że finansując akcje kredytem musi ustawić stop-losy -- im niższa zmienność tym bliżej kursu. W tym układzie każde wahnięcie prowadzi do kaskady pękających stop-losów i wyprzedaży. W kontekście taniego pieniądza, nie można wygenerować stałej, niskiej zmienności.

Dlaczego potrzebne są głębokie korekty ?

Gospodarka nigdy nie rośnie ławą. Zawsze jest kilka zdrowych sektorów generujących wzrost. Gdy te sektory dynamicznie rosną, ściągają zasoby -- kapitał, pracę, surowce -- w efekcie inni muszą płacić za nie więcej. Powoduje to, że słabe sektory sobie nie radzą ale ich bankructwo może zachwiać całą gospodarką. To zagrożenie powoduje, że i zdrowe sektory ograniczają inwestycje.  Dzięki korekcie w inwestycjach, spada presja inflacyjna, i starcza zasobów także dla maruderów. Tymi maruderami teraz są banki i republiki bananowe.

Mówiąc ściśle, wyprzedaż na rynku akcji i połączony z nią spadek rentowności obligacji 10-cio letnich powoduje, że kredyt jest tańszy, tak, że i słabsze sektory mogą funkcjonować. Tańszy kredyt dla gospodarki jest filarem kolejnej fali wzrostowej.

Średnie kroczące


Geometria harmoniczna mówi nam o ważnych poziomach, ale nie mówi o czasie. Strukturę czasową lepiej oddają średnie kroczące, na różnych skalach czasowych. Obecnie świetnie wyglądają średnie na świecach miesięcznych. Widzimy zejście się wszystkich średnich. Oznacza to konsolidację na wszystkich skalach czasowych i jest zapowiedzią znacznego ruchu. Według mnie będzie to ruch w górę -- średnia 200-stu miesięczna została bardzo dokładnie przetestowana od góry.

 

 

Poprzednim razem taka sytuacja -- zejście się wszystkich średnich na świecach miesięcznych na indeksie S&P500 miała miejsce dokładnie pokolenie temu. Dodatkowo ta konsolidacja poprzedzona była szybkim zejściem poniżej średniej 200-stu miesięcznej, tak jak teraz.

 

 

Jakie było wtedy otocznie ekonomiczne ? Świat pogrążony był w drugim kryzysie naftowym, republiki bananowe masowo bankrutowały. Kraje rozwinięte były w dekadzie stagnacji i z wysokim bezrobociu. W wielu krajach z bankructwem łączyły się zamieszki, np. w Polsce z bankructwem wiązało się wprowadzenie Stanu Wojennego. Padające teraz reżimy, właśnie wtedy powstały.

Świat był w przededniu pokoleniowej hossy.

Tagi: giełda, inwestowanie