O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-02-25 20:52
 Oceń wpis
   

Warszawski parkiet od pięciu miesięcy trwa w trendzie bocznym, który ostatnio przybiera charakter impasu. Poziom 2800 jest betonowym sufitem, ale spadać index też nie chce. Liczba otwartych pozycji na kontraktach systematycznie spada.

W tym układzie możliwe są cztery scenariusze. Do każdego scenariusza przypisałem prawdopodobieństwo. Te prawdopodobieństwa nie opierają się na jakichś wyliczeniach a bardziej na intuicji i doświadczeniu.

 

 

Pierwszy scenariusz to wybicie górą z obecnego poziomu. Kluczowym elementem jest wyraźne i trwałe przebicie poziomu 2800. Prawdopodobieństwo tego scenariusza oceniłbym na 10%. By ten scenariusz był rozgrywany, potrzebna jest choć jedna bezdyskusyjnie dobra wiadomość. Brak podwyżek stóp procentowych generalnie mógłby być taką wiadomością, gdyby nie skomplikowany, za sprawą kredytów walutowych, układ stop procentowych i faktycznie płaconych przez ludzi rat.

 

 

Za najbardziej prawdopodobny scenariusz uważam zejście w okolice 2500 i po krótkiej konsolidacji w atmosferze poddenerwowania atak na poziom 3100. Prawdopodobieństwo tego scenariusza oceniłbym 40%. Jest to najbardziej naturalny scenariusz – mamy hossę, więc średnioterminowo  index powinien bić nowe rekordy. Z drugiej strony, krótkoterminowo, index nie ma siły rosnąć, więc należy się korekta i strząśnięcie słabych rąk.

 

 

Trzeci scenariusz to najpierw spadek do poziomu 2500 a potem dalszy ruch w dół. Prawdopodobieństwa tego scenariusza oceniłbym na 20%. Ten scenariusz oznacza odwrócenie trendu wzrostowego, spadki złotówki, wyprzedaż obligacji. W skrócie jest to scenariusz odwrócenia się inwestorów zagranicznych od Polski lub od rynków wschodzących.

 

 

Czwarty scenariusz, który oceniałbym na 30% to dalszy impas. Trend boczny, bez wybicia ponad 2800 jak i bez dotkliwych spadków.  Ten impas może trwać aż do ważnych rozstrzygnięć – do lata, które odpowie nam co dalej z hossą towarów rolnych, czy do wyborów, które nam powiedzą czy w społeczeństwie panuje Powszechny Optymizm czy też Pesymizm i Sceptycyzm. Ten czwarty scenariusz wpisuje się w motto "Liczy się tu i teraz". Bez aspiracji, bez inwestycji ale i bez zaciskania pasa.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-23 19:45
 Oceń wpis
   

Jednak to Libia a nie Egipt stała się zapalnikiem wyprzedaży. Oczywiście prawdziwym powodem jest monotonia kursowa, krótkoterminowe przegrzanie i zanik zmienności (w sensie implied volatility). Sam mechanizm wyprzedaży opisałem wcześniej (delta hedging).

 

 

Polska w tej wyprzedaży nie uczestnicy i nie powinno to budzić zaskoczenia, gdyż  wspomniany mechanizm delta hedgingu polskiego rynku nie dotyczy. Rynek ten nie rósł jak S&P500 czy DAX, tylko od kilku miesięcy powoli a systematycznie się osuwa.

Poza samymi szczegółami mamy dwa ważne zjawiska. Po pierwsze widzimy rozdzielenie się rynków rozwiniętych od aspirujących. Według mnie kluczem jest tu inflacja i "długość pieniądza" czyli to, czy kredyty oparte są na krótkoterminowych czy długoterminowych stopach procentowych. Sprawa jest rozwojowa i trzeba ją bacznie obserwować.

Drugie ważne zjawisko do eskalacja cen surowców spożywczych i jej konsekwencje polityczne. To co się dzieje w Afryce może być tylko przygrywką. Jeżeli Chińczycy naczytają się w internecie o obalaniu reżimów mogą im się w głowie rewolucyjne pomysły rodzić.

Gdy globalne ceny żywności jeszcze wzrosną, Chiński rząd może być przyciśnięty do muru i uwolni lub wzmocni juana, by efektem kursowym zdławić inflację.  Tym samym Chiny przestaną być gigantem importu inflacji. W efekcie większość towarów konsumpcyjnych w tak zwanej reszcie świata może szybko zdrożeć o 10% czy 20%.  Powiedzmy sobie jednak szczerze, lud Chiński ma prawo do większej partycypacji w konsumpcji dóbr, które produkuje, a obecna sytuacja jest nierównowagowa, i im szybciej się skończy, tym z mniejszym hukiem.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-19 15:12
 Oceń wpis
   

Rynki rozwinięte – S&P500 i DAX systematycznie rosną, podczas gdy rynki krajów biednych i aspirujących stoją w miejscu lub spadają. Do słabych rynków zalicza się też parkiet w Warszawie.  Być może ma to związek z rosnącą presją inflacyjną. Inflacja, w postaci wzrostu cen towarów rolnych, może wpłynąć na gospodarki poprzez dwa kanały.

Pierwszy, rozwinąłem w poprzednim wpisie. Im większy udział podstawowych produktów rolnych w koszyku konsumenta, tym mniej pieniędzy zostaje na inne wydatki. Dodatkowo, tym większa presja na wymuszenie zwiększenia płac i efektu drugiej rundy lub wręcz spirali hiper-inflacji. W skrajnym przypadku obalenie urzędującego reżimu.

Drugi kanał oddziaływania wiąże się z rynkiem kredytowym i nieruchomościami. Kraje rozwinięte mają długą tradycję umiarkowanego wzrostu gospodarczego, stabilności cen, pieniądza i zatrudnienia. W efekcie, kraje te mają stabilną bazę długoterminowych depozytów. Dzięki tym depozytom, banki mają z czego udzielać długoterminowych hipotek, opartych o stałej stopie procentowej na najbliższe 10-30 lat. Wspominałem wcześniej (trzy kredyty, trzy ryzyka), że takie hipoteki są niebezpieczne w przypadku deflacyjnej recesji, ale te czasy mamy już dawno za sobą.

W krajach rozwijających się, inflacja spadła poniżej 10% w okolicach 2000 roku, w efekcie pęknięcia bańki dot.com oraz fali przenoszenia produkcji do Chin. Te kraje nie zbudowały w tym krótkim czasie stabilnej bazy depozytów, i w efekcie kredyty udzielane są w oparciu o krótkoterminową stopę zmienną. W deflacyjnej recesji było to błogosławieństwem. Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że przed nami buduje się solidna presja inflacyjna.

Kraje biedne, by ratować się przed groźbą spirali inflacyjnej będą podnosiły stopy procentowe. Będzie miało to umiarkowany efekt. Po pierwsze, wpływ tych krajów na globalny rynek jest żaden. Ludzie, nie kupują też żywności na kredyt, a ostatnia recesja, która cały czas trwa na płaszczyźnie zatrudnienia, i tak oduczyła ludzi rozrzutności. Jeżeli wzrost stóp procentowych zmniejszy inflację, to tylko poprzez efekt kursowy.

Bardziej prawdopodobny jest scenariusz stagflacyjny. Wzrost stóp procentowych spowoduje wyższe raty kredytowe i ludziom w portfelach zostanie mniej pieniędzy. Nie ograniczą oni jednak zakupów towarów żywnościowych, ale wszystkich innych. W efekcie, pracę stracić mogą ludzie zatrudnieni w najprostszych jak i najmniej potrzebnych usługach.
 
Wzrost stóp procentowych przede wszystkim radykalnie zmniejszy zdolność kredytową. Orientacyjnie, przy stopie procentowej wynoszącej 3.5%, zdolność kredytowa wynosi: (100/4.5) * rata kredytu, czyli dla raty 1500 zł około 400 tyś zł. Przy stopie procentowej 6%, jest to już tylko 260 tyś zł. Przyjąłem tu marżę banku na poziomie 1%. Spadek zdolności kredytowej przełoży się na zmniejszenie aktywności w budownictwie mieszkaniowym: spadki zysków i bankructwa deweloperów i firm budowlanych, wreszcie bezrobocie budowlańców.

Gdyby ci bezrobotni budowlańcy zamienili się w rolników, mielibyśmy przykład sukcesu polityki monetarnej. Obawiam się jednak, że większość znajdzie zajęcie przy remontach (szara strefa), a reszta zamieni się w bezrobotnych lub poszukają pracy w innym kraju. Odbije się to również na wpływach podatkowych.

Podsumowanie


Polska, podobnie jak wiele innych liderów hossy 2003-2007 stoi w obliczu stagflacji. Jeżeli nieurodzaj przytrafi się również w tym roku i towary spożywcze będą atrakcyjnym aktywem inwestycyjnym, w Polsce może rozpocząć się spirala stagflacji. W spirali tej podwyżki stóp będą zwiększały bezrobocie, co doprowadzi do odpływu kapitału, osłabieniu złotówki i dalszego wzrostu cen oraz kolejnej próby obniżki inflacji podwyżkami stóp.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-18 17:51
 Oceń wpis
   

Index wig20usd odbił się od oporu i przełamał linię trendu wzrostowego. Na poziomie 950 punktów wypadają dwa ważne opory: pierwszy to średnia 200-stu tygodniowa a drugi to zniesienie 50% całej bessy.  Te opory okazały się nie do przejścia. Po przełamaniu linii trendu wzrostowego nie ma obecnie naturalnej siły, która pchałaby index w górę, konieczny jest więc głębszy oddech.

 

 

Walka z oporem rozpoczęła się w połowie października zeszłego roku. Index nie po to walczył cztery miesiące, by o tym szybko zapomnieć. Dlatego spodziewać się można zdecydowanego spadku i kilkumiesięcznej konsolidacji. Naturalnym celem spadków jest poziom 800 punktów.

Konsolidacja musi być na tyle długa, by średnia 200-stu tygodniowa spadła znacząco poniżej zniesienia harmonicznego. Przejście tych dwóch oporów po kolei może być łatwiejsze niż na raz.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-17 10:40
 Oceń wpis
   

Finansowe rynki towarowe bawią się w samo-zaprzeczająca się przepowiednie, dlatego też są z gruntu niestabilne. W przypadku towarów rolnych najważniejsze jest to, że zbiory są raz do roku (czasem dwa) a spożycie jest praktycznie stałe i równomiernie rozłożone w czasie.

Gdy niedobrzy spekulanci zorientują się, że zbiory np. pszenicy były słabe, kupują L-ki. W praktyce oznacza to że więcej pszenicy idzie do magazynów a mniej do faktycznej konsumpcji. Cena rośnie. Rosnąca cena jest, po pierwsze, najlepszym nawozem a po drugie, ludzie ograniczają konsumpcję, bardziej towar szanują, mniej marnują. Dzięki temu bilans się spina i zapasów starcza do nowych zbiorów. Gdyby cena nie wzrosła, ludzie nie ograniczyliby marnotrawstwa, i towaru mogło by nie starczyć, i wtedy bylibyśmy przyparci do ściany.

Inflacja.

Zauważmy cztery metody konsumpcji. Pierwszy to taki, gdzie ludzie kupują podstawowe towary rolne -- np. mąkę. W tym kraju wzrost ceny podstawowego surowca najbardziej przełoży się na wzrost cen konsumentów. Jeżeli dodamy do tego, że w tych krajach żywność stanowi większość wydatków mamy mało optymistyczny obraz sytuacji. W krajach gdzie ludzie kupują już produkty bardziej zaawansowane - chleb, makaron będzie lepiej a nie dużo lepiej.

Znacznie lepiej będzie w krajach opartych o konsumpcję markowej żywności. Cokolwiek myślę o pakowaniu makaronu w kolorowe pudełko i nazywanie go lepszym – tym razem ta praktyka będzie buforem wzrostu cen. Czwarty przypadek to model oparty na restauracjach i kantynach.  W tym przypadku, dwukrotny wzrost cen surowców przełoży się na wzrost cen o może 5% czy 10%. Dodatkowo ludzie których stać na restaurację mają opcję zastąpienia jej prostszym surowcem.

Widzimy, że wzrost cen żywności uderzy przede wszystkim w kraje biedne. W krajach bogatych ludzie co najwyżej ponarzekają, może trochę zmienią model życia. W krajach biednych ludzie będą musieli ograniczyć inne zakupy a co najważniejsze ograniczą poziom inwestycji.
 
Alan Greenspan, w swojej książce twierdzi, że sytuacja globalnej dezinflacji, gdzie tylko kilka krajów ma inflację powyżej 10% jest aberracją a nie normą. Być może obecnie powracamy do normalności, gdzie tylko rozwinięte kraje będą miały niską inflację a kraje, dowcipnie zwane rozwijającymi się, będą miały inflację dwu-cyfrową. Efektem dodatkowym może być wzrost stóp procentowych a tym samym i spadek cen nieruchomości w krajach "na granicy".
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-17 10:02
 Oceń wpis
   

Prezydent Sarkozy jednak przekroczył granice między arogancją a bezczelnością. Kilka dni temu stwierdził, że winę za wysokie ceny żywności ponosi rynek finansowy i spekulanci, i trzeba te praktyki ukrócić. Uregulować, opodatkować.

Sarkozy przedstawił populistyczną wizję spekulantów z wielkich banków, którzy z akcji rzucili się na żywność zawyżając ich ceny. Rzeczywistość odbiega jednak od tych prostych wyobrażeń.

Zacząć trzeba od tego, że handel instrumentami pochodnymi na towary spożywcze trwa już dobrze ponad 100 lat, sięga połowy XIX wieku. Jego początki to Chicago Board of Trade i Chicago Mercantile Exchange.  Tak naprawdę, rynek instrumentów pochodnych ukształtował się w kontekście pszenicy, masła i boczku. Warto zauważyć, że opcje na akcje pojawiły się najpierw na dużą skalę na Chicago Board of Options Exchange, oddziału CBT. Inżynieria finansowa rozwinęła się w kontekście towarów rolnych a dopiero potem w kontekście instrumentów czysto finansowych.

Handel pochodnymi na żywność istnieje od wieku. Ale obowiązek stosowania bio-paliw został wprowadzony od 2005 roku, dyrektywą z 2003 roku. Może to więc Unia Europejska i jej zarządzenia są przyczyną wysokich cen ? Może unijne ograniczanie produkcji rolnej ma z tym jakiś związek ? Może to nie spekulanci a euro-urzędnicy są odpowiedzialni za głód w biednych krajach ?

W następnym odcinku będzie o mechanizmie w jaki rynki finansowe od razu dyskontują niedobór surowców oraz w kogo obecne zawirowania najbardziej uderzą.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-15 18:40
 Oceń wpis
   

W scenariuszu fabularnym opisałem ogólny przebieg wypadków na giełdzie. Od jesieni 2008 do marca 2009 mieliśmy reset systemu. Potem było otrząśnięcie się, a następnie, gdzieś późnym latem 2009 roku płynne przejście do nowego, normalnego trendu wzrostowego. Ten normalny trend wzrostowy trwa już półtora roku, można więc próbować rysować linie trendu, pomijając okres resetu. Tym bardziej, że tamte linie są już poprzełamywane.

Nowy trend oparłem na dynamicznym wzroście między 20.08.2009 a 25.08.2009. Podstawową linią jest ta pociągnięta po dołkach – tak jak trzeba w trendzie wzrostowym. Pozostałe linię są równoległe i oparte o szczyt z 25.08 oraz o zniesienia harmoniczne tej świecy.

 

 

Trochę niepokoi duża aktywność indexu ponad górnym ograniczeniem trendu – ale warto zauważyć, że powrót następował zawsze albo długą czarną świecą albo
luką bessy. Również linie trendu oparte o zniesienia harmoniczne wpisują się ładnie w wykres. 

 

 

Pociągnięcie górnego ograniczenia trendu po szczycie z kwietnia 2009 też prowadzi do logiki harmonicznej. Sugeruje to, że przedstawione kreski odbijają prawdziwą logikę rynku.

Na wykresie nie zaznaczyłem linii poziomych, opartych o cele harmoniczne.  Wypadają one na szczycie ze stycznia 2010 (poziom 161%) i na wyskoku ze stycznia tego roku (poziom 261%). Te dwie linie dodatkowo sugerują, że ten rysunek ma sens.

Podsumowanie

Nowa faza hossy ukształtowała trend między 20. a 25. sierpnia 2009 roku. Mimo trwających od miesiąca spadków, index jest wykupiony w ramach tego trendu. Co więcej, między obecnym poziomem a poziomem 2600 trudno znaleźć jakieś poważniejsze wsparcia 
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-14 18:14
 Oceń wpis
   

Index wig20usd wyłamał się dołem z kanału wzrostowego. W zeszłym tygodniu index kolejny raz odbił się od średniej 200-stu tygodniowej i dzisiaj przełamał kanał wzrostowy wyraźną krechą. Wybicie musi jeszcze być potwierdzone zamknięciem w piątek. Szansę na zaprzeczenie sygnału oceniałbym na, powiedzmy, 20%.

 

 

Teraz index będzie prawdopodobnie starał się uformować nowy, mniej stromy kanał wzrostowy. Być może linię trendu trzeba pociągnąć nie od dołkach, a po szczytach. Po przeniesieniu, widzimy, że równoległe linie jest liniami wewnętrznymi wykresu, może więc któraś stanowić wsparcie w przypadku większej wyprzedaży.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-12 14:35
 Oceń wpis
   

W kwietniu 2009 roku, gdy WIG 20 był na poziomie 1750 punktów,  przedstawiłem scenariusz fabularny. Przypomnijmy tutaj najważniejsze tezy tamtej analizy:

Gdy każda "promocja" będzie okazją do zakupów, będziemy mieli stabilny wzrost, bez głębszych korekt. Wzrost ten będzie dyskontował normalizację w globalnej gospodarce i może zaprowadzić Wig20 na, powiedzmy, 2400 pkt.

Ten scenariusz ma też pesymistyczny wariant. S&P500 po szybkim osiągnięciu 1150 pkt, przez następne lata wzrósł jedynie o 30%. Jeżeli taki sam scenariusz ma być rogrywany w Warszawie, ozancza to, że obecnie mniej-więcej połowę prawdziwej hossy mamy już za sobą.  Gdy przy 2400 zakończenie kryzysu zostanie oficjalnie odgwizdane, zarobić dadzą już jedynie wybrane spółki, które przedstawią inowacyjne porftfolio produktów.

 

 

Moment przedstawienia analizy zaznaczony jest na wykresie strzałką. Z perspektywy czasu widzimy, że scenariusz ten rzeczywiście jest rozgrywany. Pod koniec października 2009 roku WIG 20 osiągnął 2400 i od tamtej pory wzrost zwolnił,  przez następne 15 miesięcy wyniósł jedynie 12%. Kolejne dołki i szczyty układają się w kanał trendu o stopie zwrotu ok. 10% rocznie.

Co to oznacza ?


Trend trwa dopóki się nie zmieni. Obecny trend formował się między szczytem z października 2009 a dołkiem ze stycznia 2010 i został jeszcze potwierdzony trzy razy. Jeżeli trend ten ma trwać, to oznacza to, w krótkiej perspektywie, ryzyko spadku w okolice 2500 punktów, a w perspektywie końca roku możliwość ataku poziomu 3000-3100.

Jeżeli index pozostanie w tym kanale, to do przebicia szczytów poprzedniej hossy, będzie potrzebował jeszcze czterech lat. Atak na szczyty hossy może być, powiedzmy w grudniu 2014, o ile obecna hossa będzie jeszcze obowiązywać.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-02-12 12:05
 Oceń wpis
   

W grudniu 2009 kwota kredytów zagrożonych spadła. Cały IV kwartał poprzedniego roku był najlepszy od czasu, kiedy NBP prowadzi nową ewidencję. Kwartalny przyrost kredytów zagrożonych wyniósł około 1 mld zł, podczas, gdy rok wcześniej było to trzy razy więcej.  Jest to bardzo pozytywny sygnał z polskiej gospodarki.

 

 

 

Motorem wzrostu kredytów zagrożonych do tej pory były kredyty konsumpcyjne, odpowiadały one za połowę z 20 mld zł wzrostu, od marca 2009 roku. Około 16% kredytów konsumpcyjnych nie jest spłacanych. Kwota zagrożonych kredytów konsumpcyjnych przestała już rosnąć – ograniczenie nowych kredytów przyniosło efekty. 

 

 

Kwotowo, kredyty hipoteczne mają niewielkie znaczenie, procent nieregularnych kredytów hipotecznych jednak systematycznie rośnie. Obecnie niecałe 2% kredytów hipotecznych jest zagrożona. Znacznie lepiej spłacane są kredyty walutowe niż w złotówkach. Ma to dwie przyczyny. Po pierwsze rekomendacja S w porę zablokowała dostęp do kredytów walutowych ludziom na granicy zdolności kredytowych. Po drugie nieobsługiwanie kredytu we frankach oznacza zrealizowanie straty kursowej – może być to łatwo 200-300 tyś zł. Warto więc robić co się da oraz rzeczy niemożliwe, by tej straty nie realizować.

 

 

Spadek w kategorii "inne waluty" związany jest z boomem kredytów w Euro. Sama kwota kredytów zagrożonych jest stała, ale całkowita kwota kredytów wzrosła czterokrotnie.

Podsumowanie

Kredyty hipoteczne o zmiennej stopie procentowej są błogosławieństwem podczas deflacyjnej recesji. Dzięki nim, luźna polityka monetarna natychmiast przełożyła się na bilanse gospodarstw domowych.  Dopóki polityka monetarna będzie luźna, sytuacja będzie pod kontrolą.

Kilka dni temu szef ECB mówił, że wzrost cen ropy i żywności ma charakter przejściowy i nie stanowi presji inflacyjnej. Nie jest to powód do zaostrzenia polityki monetarnej. Prawdopodobnie wyciągnął lekcję z 2008 roku, gdzie w przeddzień deflacyjnej recesji ECB mówił o presji inflacyjnej i podnosił stopy procentowe.  Oczywiście, jeżeli banki się spóźnią, to skończy się to gonieniem pawia i skokowymi podwyżkami stóp w przyszłości.



 

Tagi: giełda, inwestowanie
1 | 2 |