O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-03-31 11:57
 Oceń wpis
   

Jesienią 2010 roku zaczęła się druga fala hossy. Pierwsza fala, to fala normalizacji, druga – partycypacji. Motorem tej fali będzie wzrost gospodarczy, a motorem wzrostu, rosnące zatrudnienie. Firmy ograniczyły zatrudnienie do kości, teraz, wraz z rosnącym popytem, konieczny jest wzrost zatrudnienia. Z rosnącym zatrudnieniem wiąże się rosnący popyt i tak aż do trzeciej, inflacyjnej fazy hossy.

Cechą charakterystyczną tej fazy jest rozdzielenie. Już widzimy, że rynki rosną własną drogą, jedne rosną inne się konsolidują, siła giełdy jest bezpośrednio związana z siłą gospodarki.  Moje refleksje wobec  poszczególnych krajów są następujące:

USA – bardzo pozytywnie
Mimo pozornie luźnej polityki monetarnej, USA jest spacyfikowane jak Polska w 2001-2004 roku.  Polityka monetarna nie przekłada się na gospodarkę z trzech powodów: po pierwsze kredyty są głównie na długoterminową stopę stałą, więc ani stare, ani nowe kredyty nie są specjalnie tańsze. Po drugie, dostępność kredytu jest niska, widać to na wykresie mediany wkłady własnego, który wzrósł z 5% do 22%. By wziąć kredyt na dom, trzeba mieć, powiedzmy, luźne 60 tyś usd na ręku. Po trzecie wreszcie, strach przed bezrobociem spowodował, że ludzie drastycznie ograniczyli kredyty konsumpcyjne.

 

 

 

Niemcy – bardzo pozytywnie
Niemcy są po dekadzie marazmu i głębokich reform. Obecnie wiatrem w plecy niemieckiej, nastawionej na eksport, gospodarki będzie słabe euro. Niemiecka gospodarka jest bardziej zmienna niż inne duże gospodarki, ze względu na duży udział produkcji eksportowych dóbr kapitałowych.

PIGS i Francja – słabo / negatywnie

Kraje peryferyjne strefy euro zaczadziły się tanim kredytem. Dzięki niemu powstały miliony niepotrzebnych nikomu domów. Teraz te kraje czeka stracona dekada, porządkowanie bilansów banków, gospodarstw domowych i państw. Za sprawą krajów PIGS euro będzie słabe, gdyż każde wzmocnienie będzie prowadziło do niebezpieczeństwa niewypłacalności któregoś z tych krajów.

Polska – mieszane uczucia / negatywnie
Polska jest zakładnikiem taniego kredytu. W Polsce obniżki stóp od razu przełożyły się na realną gospodarkę, dzięki czemu Polska uniknęła recesji. Jeżeli tani pieniądz się skończy, gospodarka natychmiast to odczuje. Poprzez podwyżki stóp odczują to ludzie z kredytami w złotych, a poprzez rozwodnienie waluty, ludzie z kredytami w walutach. Wszystko zależy od globalnej presji inflacyjnej, gdy będzie niska, możliwy jest powolny rozwój, gdy będzie wysoka, konsekwencją będzie marazm lub załamanie wypłacalności najpierw gospodarstw domowych a potem banków.

Chiny – wieka niewiadoma
Chiny nie są obecnie dobrym miejscem do inwestowania, co do tego nie ma wątpliwości. Pytanie brzmi, jak zmiany w Chinach przełożą się na resztę świata. W szczególności, jeżeli wystąpi efekt drugiej rundy inflacyjnej, przełoży się on na nagły wzrost cen praktycznie wszystkich towarów konsumpcyjnych.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-03-30 19:45
 Oceń wpis
   

Minister Rostowski powiedział "jesteśmy lidarami", zapomniał jednak dodać "liderami manipulowania bilansem". Te manipulacje widać jak na dłoni porównując różne miary zadłużenia Państwa.

Zacznijmy od definicji:

- zadłużenie Skarbu Państwa (SP) to dług przypisany do skarbu państwa.
- zadłużenie Sektora Finansów Publicznych (SFP) to dług SP plus jednostek państwowych, które nie podlegają bezpośrednio skarbowi państwa, w szczególności samorządów oraz funduszu ubezpieczeń społecznych. Co zalicza się do SFP jest definiowane ustawami krajowymi.
- zadłużenie General Goverment (GG) to teoretycznie to samo co SFP z tym, że jest definiowane przez Eurostat. Z zadłużenia SFP w 2009 roku wyłączony został dla przykładu fundusz drogowy, ale w przypadku GG takie manipulacje nie są możliwe.

Jak widzimy na pierwszym wykresie, w tym roku zadłużenie GG zwiększyło się o 94 mld zł, padł więc kolejny, trzeci z rzędu rekord. Obecna władza osiągnęła zwiększenie zadłużenia GG z 529 mld zł w 2007 roku do 778 zł w trzy lata. Zadłużyła nas więc o 249 mld zł a więc w tempie 0.83 tuski na rok. (1 tusk to 100 mld zł przyrostu zadłużenia)

 

 

Coroczny przyrost zadłużenia przedstawiony jest na kolejnym wykresie. Widzimy dwie rzeczy. Po pierwsze, do 2008 roku przyrost długu był mały, a w 2007 roku – minimalny. Eksplozja nastąpiła w 2008 roku. Dalej widzimy rzecz znacznie ważniejszą. Do 2008 roku, wszystkie mary zadłużenia rosły w tym samym tempie. W 2009 roku zaczęło się rozejście. O ile częściowe rozejście między SP a SFP można jakoś tłumaczyć inwestycjami samorządów, to rozejście się SFP i GG jest wynikiem tylko jednego – manipulacji księgowych.

 

 

Różnica między najbardziej medialnym SP a najbardziej prawdziwym GG nagle wzrosła z kilku miliardów do 20 mld zł w 2009 i do 25 mld w zeszłym roku. Co gorsze, różnica między GG a SFP przez ostanie dwa lata zakumulowała 26 mld zł, czyli prawie 2% PKB.

 

 

I to o te dwa procenty chodzi. Dzięki tej manipulacji Rząd może ominąć nakładane na niego przez Konstytucję obowiązki przygotowania na 2012 roku zbilansowanego budżetu. Licząc po unijnemu zadłużenie na grudzień 2010 roku osiągnęło poziom 55.1% PKB co pociąga za sobą konstytucyjne konsekwencje. Dzięki przesunięciom księgowym, metoda krajowa pokazuje po mistrzowsku 53% PKB.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-03-29 17:28
 Oceń wpis
   

Ten wpis będzie małym przerywnikiem humorystycznym. Przeglądając wykresy natrafiłem na spółkę Synthos i łezka zakręciła mi się w oku. Przypomniał mi się wpis z czerwca 2009 roku, o bezrobociu i rysowanej przez niego krzywej rezonansu. Dla przypomnienia wykres z tamtego wpisu:

 

 

Przewidywałem wtedy, że liczba nowych bezrobotnych wkrótce się załamie, co się zresztą wkrótce stało. Mój model działał poprawnie przez ponad pół roku, po czym liczba nowych bezrobotnych ustabilizowała się, i zaczęła ponownie spadać dopiero jesienią 2010 roku.

Wykres roczny Synthosu jako żywo przypomina wykres nowych bezrobotnych w przeddzień załamania. Być może to przypadek, być może jest w tym głębsza logika. Wykres przedstawia nałożenie kursu Synthosa z liczbą nowych bezrobotnych. Może to przypadek, może prognoza.

 

 

Matematycznie może być tutaj podobne zjawisko. Rosnący kurs przyciąga kupujących, liczących na zysk. Ludzie kupując powodują wzrost ceny, co jeszcze bardziej przyciąga kupujących. Ten eksponencjalny wzrost nie może trwać wiecznie, i w pewnym momencie liczba nowo kupujących pokrywa się z liczą słabych rąk realizujących zyski. W pewnym momencie realizacja zysków wygrywa.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-03-20 11:50
 Oceń wpis
   

Miesiąc temu poinformowałem czytelników bloga o świetnej informacji  z polskiej gospodarki – o spadku liczby kredytów zagrożonych. W styczniu karnawał się skończył, suma kredytów zagrożonych wzrosła o 1.4 mld zł, z czego kredyty konsumpcyjne wniosły 1 mld zł.

Trudno sobie wyobrazić, by ludzie spłacali kredyty konsumpcyjne bardziej sumienie w grudniu niż w styczniu, więc to po stronie banków była inicjatywa. Albo banki sprzedały stare portfolio kredytów firmom windykacyjnym, albo banki pod natłokiem pracy spowolniły procedury i zaległe kredyty dopiero w styczniu ukazały się w statystykach.

Ten ząbek jest widoczny dla laika gołym okiem więc banki chyba nie chcą się narażać KNF-owi i nie masowały swoich wyników rocznych. Spadek był prawdopodobnie więc efektem czyszczenia książek.

 

 

 

 

Tak czy inaczej kredyty powróciły do trendu wzrostowego. Kredyty hipoteczne cały czas są regularnie spłacane. Trzeba też zauważyć, że podwyżka stóp procentowych w Polsce była w styczniu, a więc jej efekt będzie widoczny najwcześniej w danych lutowych. Frank szwajcarski wzrósł w połowie marca, więc dopiero w marcowych-kwietniowych danych możemy zobaczyć czy wpływa to na zdolność obsługiwania kredytu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-03-19 12:18
 Oceń wpis
   

Frank szwajcarski wybił się w okolice szczytu z przedwiośnia 2009. Wtedy, w lutym-marcu 2009 roku sytuacja była dramatyczna. Banki nie pożyczały sobie nawzajem pieniędzy, popyt był jedynie na bardzo płynne aktywa, handel  polskimi obligacjami denominowanymi w euro na giełdach światowych zamarł. Rząd interweniował sprzedając na rynki euro a NBP dostarczył bankom płynności w CHF dzięki swapowi walutowemu z SNB.

Kurs franka wyrysował wtedy dynamiczny wzrost o 65% w pół roku i krótkotrwały szczyt. Później nastąpiła konsolidacja i rozpoczął się powolny wzrost. Patrząc na oscylatory, wzrost ten daleki jest od średnioterminowego wykupienia. Obecny wzrost franka to nie jest chwilowa ucieczka do płynności. To trwały trend mający poparcie w zjawiskach ekonomicznych.

 

 

Szwajcaria w 4q2010 roku rozwijała się szybciej niż Polska, o 0.9% wobec 0.8% w Polsce. Ta różnica jest symboliczna, ale pokazuje, że opowieści o dynamicznym tygrysie i zamulonym kolosie na glinianych nogach można włożyć między bajki. Oba państwa rozwijają się przynajmniej tak samo szybko.

Szwajcaria, jest exporterem netto, krajem o niskiej inflacji oraz z kluczową pozycją w strategicznych branżach – farmaceutyki oraz wysoko przetworzona żywność. Szwajcaria ma też zbilansowany budżet, więc nie będzie musiała psuć waluty jak strefa Euro.

 

 

 

Patrząc na pozostałe waluty widzimy, że złotówka nie chce się wzmacniać. Średnia 200-stu tygodniowa jest zaporą nie do przeskoczenia tak dla euro jak i dolara. Euro wygląda jakby podrywał się do lotu. Trzeba dodać, że dzieje się to w obliczu psucia tych obu walut poprzez ilościowe poluzowanie.

Dlaczego trzęsienie ziemi w Japonii osłabia złotówkę i wzmacnia Jena ?


Polska jest uzależniona od kapitału zagranicznego. Wzrost gospodarczy ostatnich lat był finansowany  przez kapitał zagraniczny. Jest to widoczne na wykresie jako wzrost zadłużenia wobec nierezydentów.

 

 

Japonia jest jednym z tych krajów, które mają nadmiar kapitału. Temu kapitałowi łatwiej znaleźć zyskowną inwestycję poza granicami Japonii. Obecnie ten kapitał wraca do kraju, gdzie będzie potrzebny do odbudowy zniszczonej infrastruktury.
 



2011-03-12 12:35
 Oceń wpis
   

Japonię nawiedziło trzęsienie ziemi oraz tsunami. Liczba zabitych i skala zniszczeń rośnie, uszkodzona też została elektrownia jądrowa. Właśnie to zdarzenie może mieć największe krótko i długoterminowe konsekwencje gospodarcze.

Konsekwencje techniczne wypadku prawdopodobnie będą zbliżone do wypadku w Three Mile Island. Pojawi się tymczasowe, wyższe promieniowanie w okręgu, powiedzmy 10 km, i konieczność tymczasowej ewakuacji ludności. Ofiar prawdopodobnie nie będzie, a już raczej na pewno nie będzie ofiar w ludziach w skali jaką spowodowało samo trzęsienie i tsunami.

Wszystkie elektrownie jądrowe, które mają jakiekolwiek uszkodzenia będą zamknięte przez najbliższe miesiące. W dłuższej perspektywie prawdopodobnie wszystkie istniejące elektrownie zostaną uzupełnione o systemy bezpieczeństwa (chłodzenia) które będą funkcjonowały w perspektywie trzęsienia ziemi. Oznacza to zmniejszenie podaży prądu. Konsekwencją tego będzie prawdopodobnie ograniczenie produkcji w zakładach przemysłowych co odbije się na podaży samochodów i elektroniki. Sygnały mówią o zamknięciu fabryk Toyoty, Nissana i Sony.

Globalny rynek poradzi sobie z ograniczeniem produkcji Toyot. W kontekście deflacyjnej recesji, może być to nawet pozytywny sygnał dla giełd, gdyż ze względu na obniżenie podaży, funkcjonujące fabryki będą mogły osiągnąć wyższą rentowność. Dla globalnego handlu niebezpieczne może być, gdyby się okazało, że została zniszczona fabryka, która robi jakiś element kluczowy dla  wszystkich. Może się to wiązać z przestojami na szeroką skalę. Może być też i tak, że wczoraj skończyła się era taniej i wiecznie taniejącej elektroniki.

Jest też możliwość pojawienie się sentymentu anty-nuklearnego. Podobnie sytuacja wyglądała w 1979 roku, po wspomnianych wypadku w TMI. Wtedy dodatkowo,  dwa tygodnie wcześniej w kinach pojawił się film "The China Syndrom"  o wypadku w elektrowni jądrowej, co dodatkowo podgrzało atmosferę. Był to faktyczny koniec energetyki jądrowej w USA. Podobnie jak obecnie, całość złożyła się w czasie z kryzysem naftowym.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-03-05 10:55
 Oceń wpis
   

Na początku 2009 roku, wraz z nową hossą na rynku akcji urodził się nowy trend na rynku gazu. Na znaczeniu zaczął zyskiwać rynek oparty na cenie spot, odzwierciedlającej lokalny bilans popytu i podaży gazu. Do 2009 roku cena spot nie różniła się od ceny wyliczonej z indexu ropy, ale w połowie 2009 roku ceny zaczęły się rozchodzić. Cena gazu jest obecnie o 30% niższa od ceny ropy.

 

 

Wykres ten pochodzi z raportu rocznego RWE i pokazuje cenę ropy i gazu unormowaną do jednostki energetycznej. Interpretację rozejścia się cen możemy znaleźć w raporcie rocznym, w liście od CEO:

Europe was recently ‘flooded’ with gas, with the increase in production of shale gas in the USA being a contributing factor. The United States is evolving from gas importer to gas exporter. The result is that Europe now has more imported gas at its disposal. On top of this, liquid trading markets are gaining significance in Europe. This calls into question a mechanism that has provided for stable framework conditions for years: the coupling of gas to oil prices. When gas utilities like RWE concluded long-term supply contracts with producers like Gazprom or Statoil, they often included a provision that linked the gas price to that of oil. However, in the meantime, gas has become increasingly traded on liquid spot markets on which oil does not have a direct effect on prices. Since 2009, quotations on these markets have been far below the oil-indexed prices.


Powstaje pytanie, czy to co widzimy, to stały trend czy chwilowa anomalia. Z technicznego punktu widzenia, ropa jest takim samym źródłem energii jak i gaz, nie ma więc powodu by była droższa. Ale już w przypadku składowania energii, ropa jest znacznie lepsza. Gaz nie zastąpi ropy w napędzie samochodów.

Pojawienie się gazu z łupków jest nowym trendem i jego produkcja będzie tylko rosła. Jeżeli nadal obowiązuje wolny rynek, to obecnie powinien pojawić się trend zastępowania ropy gazem gdziekolwiek jest to możliwe. W efekcie zmniejszy się popyt na ropę a zwiększy na gaz, co doprowadzi prawdopodobnie do wyrównania cen. Ten proces wymaga jednak solidnych inwestycji kapitałowych, typu doprowadzenie infrastruktury dystrybuującej gaz i będzie trwał długie lata. Dopiero za kilka lat możemy liczyć na ponowne wyrównanie się cen ropy i gazu.

Jak zawsze, gdy coś się zmienia, będą wygrani i przegrani. Wygranymi będą ci producenci, którzy zabezpieczyli swoje ceny zgodnie z indexem ropy. Przegranymi będą ci konsumenci, którzy są do tych kontraktów przywiązani.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-03-01 09:22
 Oceń wpis
   

Od dwóch lat na giełdzie króluje hossa a w gospodarce ożywienie. Charakterystyczną cechą tego ożywienia jest bardzo niska inflacja konsumentów CPI oraz wysoka inflacja producentów PPI. Tam gdzie pojawia się CPI wynika ona tylko i wyłącznie z nacisku podaży (ropa, żywność) a nie z potencjału konsumentów.

Nie powinno to dziwić. Tani pieniądz najpierw idzie do dużych podmiotów, a dopiero na samym końcu dociera do gospodarstw domowych w postaci wyższych pensji i poczucia stabilnego zatrudnienia.

Przegranymi są firmy, które kupują towar na rynku hurtowym, przerabiają, i sprzedają na rynku detalicznym. W przypadku np. benzyny ludzie jeszcze akceptują wyższe ceny, ale w Polsce tylko do granicy 5 zł za litr. Powyżej tej kwoty ludzie szukają alternatyw wobec podróży samochodem. Jeżeli cena surowca jeszcze wzrośnie, lub osłabi się złotówka, Orlen i Lotos będą miały ogromny nacisk na marże.

W przypadku rynku elektryczności w Europie, wyższe ceny surowców energetycznych nie przekładają się na wyższe ceny detaliczne elektryczności. Stanowi no nacisk ma marże takich spółek jak RWE czy E-On. Ich kurs też nie zachwyca.

 

 

Sytuacja może się jednak odwrócić. Prędzej czy później tani pieniądz z FED i ECB dotrze do konsumenta. Pojawi się wzrost płac, wzrost zatrudnienia, wzrost prywatnego kredytu i wtedy banki centralne zaczną podnosić stopy procentowe. Zacieśnienie polityki monetarnej, podobnie jak jej rozluźnienie w 2007-2008 roku, wpłynie najpierw na ceny producentów a dopiero potem ceny konsumentów. Firmy, które obecnie mają ogromny nacisk na marże będą mogły podnosić ceny gospodarstwom domowym a jednocześnie płacić mniej za surowiec. Odbije się to pozytywnie i na zyskach i na kursie akcji.

Sytuacja o której piszę, to cały czas odległa przyszłość. Jednak nieunikniona. Warto już teraz przeanalizować spółki, które są wrażliwe na PPI po stronie kosztów i na CPI po stronie przychodów, by gdy przyjdzie czas być przygotowanym. Trzeba przy tym zaznaczyć, że taki scenariusz uderzy też w spółki o dużym zadłużeniu, kredytujące się krótkim pieniądzem. Ich podstawowym kosztem są stopy procentowe.

Tagi: giełda, inwestowanie