O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-04-27 17:16
 Oceń wpis
   

Eurostat podał dane o bilanasach krajów europejskich. Ten deficyt podawany przez Eurostat, to deficyt całego sektora państwowego, a więc rządu, samorządów, systemu ubezpieczeń społecznych i jednostek typu fundusz drogowy.

Sytuacja w Europie delikatnie się w 2010 roku poprawiła i deficyt wyniósł 6.4% PKB wobec 6.8% w 2009 roku. Liderem rankingu deficytu jest Irlandia, co związane było z mniej lub bardziej jednorazowym dokapitalizowaniem banków. Grecja jest na dobrej drodze, deficyt spadł z 15% do 10% PKB. Przed Grecją jednak ciągle daleka droga.

 

 

Pod względem deficytu Polska jest tuż za krajami PIGS (Irlandia, Grecja, Hiszpania, Portugalia) oraz Wielką Brytanią. Niestety, Polska po rozegraniu PIGSów może być następna w kolejce. Warto zaznaczyć, że Włochy mają deficyt na poziomie 4.6%, a więc względnie umiarkowany, biorąc pod uwagę skalę kryzysu.

 

 

W większości krajów sytuacja trochę się poprawiła. Wyjątkiem, poza Irlandią są Niemcy, Austria, Luksemburg i Polska. Przy czym w tej grupie, Polska jest jedynym krajem o dużym deficycie. Duży i zwiększający się deficyt nie jest pozytywną informacją w drugim roku dynamicznego wzrostu gospodarczego.

 

 

Wydatki państwa, jako procent PKB w większości krajów się poprawił ale jest kilka wyjątków. W Polsce wydatki państwa zwiększyły się o 1.2% PKB, w Portugalii i na Cyprze o 0.9% i 0.8%. Większość krajów przechodzi kurację odchudzającą, zmniejszając udział wydatków państwa w PKB.

Jeszcze w 2008 roku Polska była zieloną wyspą. Potem, w 2009 roku, europejskim średniakiem. Patrząc na liczby z zeszłego roku, można powiedzieć, że Polska jest prawie PIGSem.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-21 19:09
 Oceń wpis
   

W zasadzie powinienem napisać o interwencji walutowej zorganizowanej przez Polskie PPT czyli parę Belka-Rostowski. Zasadniczo, Ci panowie, w normalnej sytuacji nie powinni się oficjalnie spotykać, a co dopiero organizować wspólne akcje manipulowania walutami. W normalnym kraju takie wspólne wystąpienie odebrane byłoby jako ostrzeżenie przed solidnym kryzysem, bo tylko w obliczu  mega-kryzysu organizowane są PPT . W każdym razie, idą święta, i chciałem bardziej ogólny temat przedyskutować, wcześniej go napisałem więc wklejam teraz na blogu.

~~~~~~~~~~~~~~~~

Załóżmy, że gospodarka rozwija się stabilnie przez wiele lat.  Inflacja wynosi 2% a stopy procentowe wynoszą 4%. Czego można w takiej perspektywie oczekiwać od giełdy ?

Jeżeli jakiś biznes opiera się tylko na kapitale, i pracownikach, których można normalnie zatrudnić, to jego zwrot z kapitału powinien być w okolicy 4%. Jeżeli ten zwrot wynosiłby, powiedzmy, 10%, to ktoś otworzyłby podobny biznes w oparciu o kredyt bankowy (oprocentowany na 4%). W efekcie większej konkurencji, marże by spadły.

Większy zwrot z kapitału jest powszechny tylko w sytuacji nierównowagi. Wtedy, gdy pojawia się nowy rodzaj biznesu, albo po ciężkiej "recesji", gdzie kto przetrwa, ten wygrywa. Przez "recesję" rozumiem normalną recesję lub bardzo trudne warunki prowadzenia konkretnego biznesu.

Garść przykładów. W Polsce w poprzednim cyklu świetnym przykładem było budownictwo mieszkaniowe i cały sektor finansowy wokół niego zbudowany. Za sprawą wysokich stóp procentowych 10 lat temu, budowano za mało mieszkań, jak i mało było firm prowadzących działalność deweloperską. Gdy kredyt stał się tani i dostępny, najpierw dzięki frankowi, a potem dzięki "normalnym" stopom procentowym, ceny mieszkań eksplodowały. Wraz z nimi rentowność i kurs akcji firm prowadzących działalność bankową, deweloperską i budowlaną. Obecnie, po 6-7 latach od początku boomu, i po 3-4 latach od przesilenia boomu, nastąpił już chyba powrót o normalności, gdzie podaż jest większa niż popyt. Spektakularnych zysków już nie będzie, bardziej walka o klienta.

Drugi przykład – Apple. W latach 90-tych w produkcji komputerów chodziło o to, by jak najszybciej poskładać nowe komponenty do komputera. Każdy dodatkowy megabajt czy megaherz za dolara robił faktyczną różnicę z punku widzenia użytkownika, i największe sukcesy święciła firma da facto logistyczna – Dell. Gdzieś w 2005 roku nastąpiła saturacja.  Bardziej od pamięci i szybkości zaczęła liczyć się stabilność, dopracowanie całości. Dla czasu pracy baterii kluczowe znaczenie ma zgranie sprzętu, systemu i oprogramowania. W tym biznesie recesja trwała od początku lat 80-tych i jedyna firma, która przetrwała to Apple. Dzięki temu, ma ona teraz rentowność operacyjną bliską 30%.  Prędzej czy później, pozostałe firmy się ogarną, i zaczną sprzedawać równie dopracowane komputery i urządzenia komputero-podobne, wtedy czas wysokich marż też się skoczy.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-18 19:41
 Oceń wpis
   

Frank wykreślił średnioterminowy trend wzrostowy. Linie trendu pomijają okres błędów i wypaczeń z lata 2008 jak i z wiosny 2009. Trend rodził się z konsolidacji od jesieni 2009 do kryzysu greckiego wiosną zeszłego roku.

Trend ma nachylenie 13% rocznie, czyli sporo, ale cały czas umiarkowanie. Kanał ma szerokość około 10%, więc jest miejsce na wiele szoków w ramach tego kanału. Trend ten może orientacyjnie potrwać do momentu zderzenia się z górnym ograniczeniem długoterminowego kanału wzrostowego, rosnącego w tempie 2% rocznie, czyli do poziomu 3.8 zł.

 

 

Potwierdzeniem trendu byłoby pobicie poprzednich szczytów lub dłuższe utrzymanie obszaru powyżej 3.2 zł. Zaprzeczeniem trendu będzie trwałe przebicie jego linii, na dzisiaj trwałe zejście poniżej 3 zł.

Nachylenie tego kanału, 13%, uważałbym za podstawową referencje dla inwestycji kwotowanej w złotówkach.  Inwestycjami, które nie dają nadziei na lepszą stopę zwrotu w zasadzie nie ma co sobie zawracać głowy. Polacy nie muszą jeść, ale potrzebują franki i dlatego trzeba je mieć.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-16 10:42
 Oceń wpis
   

Dziesięć lat temu, gospodarstwa domowe miały o 150 mld zł więcej oszczędności niż zobowiązań. Te oszczędności, trafiając na rynek w połowie poprzedniej dekady, zasiliły bańkę budowlano-kredytową jak i bańkę na giełdzie. Obecnie gospodarstwa domowe są w radykalnie gorszej pozycji. Zamiast nadmiaru oszczędności jest nadmiar długów.

Wykresy przedstawiają dane NBP o należnościach i zobowiązaniach gospodarstw domowych wobec banków od 2000 roku.

 

 

Suma oszczędności przez długi czas wynosiła 200 mld zł a suma kredytów rosła powoli od 60 mld zł w tempie ok. 5-10 mld zł rocznie. W 2005 roku akcja kredytowa przyśpieszył do 26, 50 i 72 mld zł rocznie. W 2008 roku akcja kredytowa wynosiła 120 mld zł, ale był to efekt ujawnienia faktycznego poziomu zadłużenia – efekt wzrostu franka. Obecnie kredyt płynie w tempie 50 mld zł rocznie, czyli tyle samo co w 2006 roku.

Oszczędności zaczęły rosnąć wraz z kryzysem. Wzrost wynagrodzeń początkowo przełożył się jedynie na wzrost konsumpcji i inwestycje w formie akcji, dopiero kryzys przekonał ludzi do oszczędzania. Mimo wszystko, oszczędności, nawet w kryzysie, rosną dra razy wolniej niż kredyty.

 

 

Drugi wykres przedstawia nadmiar oszczędności. Szczyt był w 2002 roku na poziomie 150 mld zł. Radykalny spadek tego nadmiaru, to właśnie czas mega-hossy. Obecnie gospodarstwa domowe mają około 50 mld zł deficytu oszczędności. W praktyce oznacza to, że są finansowane przez zagranicę.

 

 

Dla kompletności przedstawiam też kwotowy i procentowy roczny przyrost oszczędności i zobowiązań. Co jest kluczowe, to że mimo kryzysu, kredyt cały czas płynie szerokim strumieniem. Nie ma też budowy bazy kapitałowej, by ten strumień mógł przyśpieszyć. Czy mówiąc inaczej – nie ma obecnie warunków do nagłego przyśpieszenia akcji kredytowej. Bez przyśpieszenia akcji kredytowej nie będzie skoku gospodarczego.


Skąd wzięła się bańka oszczędności ?


Bańka oszczędnościowa ma swoje źródło w dogmatycznej polityce monetarnej sprzed dekady. Wykresy przedstawiają poziom stóp procentowych i inflacji, oraz realnej stopy zwrotu z lokaty (w sensie wibor3m). Widzimy, że bardzo wysokie stopy były przyczyną budowy bańki oszczędności.

 

 

 

Obecnie stopy procentowe są na poziomie inflacji, a być może nawet już są poniżej inflacji, co nie sprzyja budowie bazy oszczędności. Bez pękania bańki oszczędności nie będzie skoku gospodarczego.


Podsumowując

Na początku poprzedniej dekady Polska była w bardzo szczególnej sytuacji makroekonomicznej. Parodiowanie P. Volckera przez L. Balcerowicza doprowadziło do 20% bezrobocia, ale też budowy bazy oszczędności i "napięcia sprężyny przed skokiem". Teraz tego napięcia nie ma, więc i skok będzie mizerny. Przy okazji, dzięki prywatyzacją i nowym emisją, pojemność giełdy znacząco wzrosła i rosnąć dalej będzie. Jest wystarczająco dużo akcji, by każdy mógł je kupić nie naruszając kursu.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-15 22:19
 Oceń wpis
   

Od września 2009 roku hossa zwolniła i stała się bardzo wybiórcza. Między latam 2007 a późnym latem 2009 mieliśmy ogromną zmienność na indeksach. Zmiany o 10% dziennie nie były niczym nadzwyczajnym. Praktycznie wszystkie spółki szły w tym samym kierunku. W zasadzie, to ta zmienność w Polsce zaczęła się w okolicach jesieni 2005, wraz z mega-hossą nadpłynnościowo-deweloperską. Teraz jest inaczej. 

Zmienność samych indeksów jest niewielka. W ciągu roku, Wig20 wzrósł o 12%, mWig o 15% a sWig80 jedynie o 1%. Akcja jest nie w zmianie indeksu w czasie, a pomiędzy sektorami i spółkami.

Indeks sektora finansowego wzrósł o 19%, usług o 3%, a przemysłu spadł o 7%. Są to sektory podawane przez stooq. Trzeba wspomnieć, że wszystkie spółki danego sektora mają w tych indeksach równą wagę. W "normalnych" indeksach waga jest związana z kapitalizacją. Indeksy branżowe nadają więc większą wagę małym spółkom, co jest często bardziej zgodne z typowym portfelem.

 

 

Trochę deprymujące jest, że dwie spółki, z sektora finanse, które dały największą stopę zwrotu zajmują się de facto restrukturyzacją wierzytelności. Są to spółki do kości anty-cykliczne i w hossie (w sensie wzrostu gospodarczego) powinny chudnąć. Index wig_banki, ważony kapitalizacją, już tak różowo nie wygląda, z roczną stopą zwrotu 10%.

Gdzie była akcja w ciągu ostatnich 12  miesięcy ? W dużym wigu w surowcach – KGHM, Bogdanka., potem paliwówka. W średnim wigu, jest to chemia. W małym wigu gry komputerowe i chemia. Patrząc na DAXa, liderem jest samochodówka, która jest przy okazji połową mojego portfela. Druga połowa to Apple, komponenty informatyczne i parę drobiazgów.

Fatalnie wygląda budowlanka, która straciła 18% w ciągu roku. Wszelkie trakcjo-mosto-żurawie. Faworyci jeszcze z poprzedniej hossy. W najbliższym czasie raczej się to nie zmieni. Wysoka inflacja i konieczność konsolidacji finansów publicznych to nie czas na inwestycje w struktury.

Jakie z tego wnioski ?


Mamy fundamentalną hossę. Większe znaczenie ma zrozumienie, które sektory mają wiatr w plecy a które pod górkę. przewidywanie ile będzie ten czy tamten indeks za tydzień w zasadzie nie ma większego sensu, gdyż zmienność indeksów jest niewielka. Gra toczy się między sektorami.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-08 15:49
 Oceń wpis
   

Hossa na parze JPYUSD rozpoczęła się latem 2007 roku, gdy giełda dosięgała swoich dni, a FED zaczął obniżać stopy. Hossa ta ma już prawie cztery lata.

Na wykresie na świecach tygodniowych widzimy dwie rzeczy. Po pierwsze para dotarła do linii trendu, a po drugie, kurs wyrysował formację pająka. Ze względu na paniczny powrót kapitału do kraju po trzęsieniu ziemi, pająk ten ma antenkę. Wypełnienie formacji pająka doprowadziłoby do przełamania linii trendu. Kolejne linie poziome na wykresie, to szczyt, szyja i zakres formacji.

 

 

Obecnie jeszcze za wcześnie by mówić o bessie na jenie, ale formacja jaką wyrysował kurs przypomina mi formację pająka, na parze EURUSD. A był to jeden z pierwszych rysunków na tym blogu.

 

 

Początek bessy na jenie, lub inaczej – początek hossy na najważniejszej parze dolara może mieć poważne konsekwencje. Taniejący jen, z zerowymi stopami procentowymi jest rewelacyjnym paliwem carry–trade. Ten scenariusz zazębia się z poprzednim wpisem, w USA pora na podwyżki stóp procentowych. Tak jak pierwsza obniżka stóp w USA rozpoczęła zwijanie carry–trade na jenie, tak podwyżki mogą być początkiem przestawianie giełdy z paliwa amerykańskiego na japońskie.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-07 11:10
 Oceń wpis
   

Obligacje amerykańskie rozpoczęły hossę 30 lat temu. Po pierwszym, turbulentnym okresie hossa ucywilizowała się jesienią 1987 roku, na wykresie, linie trendu rozpocząłem właśnie od tamtego załamania. Ta data zbiega się z krachem giełdy w 1997 roku jak i przejęciem FEDu przez Alana Greenspana. 

Odbicie od górnej linii trendu zbiega się w ważnymi wydarzeniami. W 1994 roku gospodarka USA rozwijała się dynamicznie w kontekście niskiej inflacji i niskiego bezrobocia. FED zaczął podwyższać stopy procentowe mimo braku inflacji (zapewne na podstawie rosnącej rentowności obligacji 30-sto letnich) . Gdy rentowność obligacji,  w grudniu 1994 roku, odbiła się od linii trendu i zaczęła spadać, na giełdzie hossa znacznie przyśpieszyła. Przez następne pięć lat S&P500 wzrośnie trzykrotnie z 500 na 1500 punktów. Szeroki rynek rósł systematycznie 25% rocznie.

 

 

Koniec hossy internetowej zbiegł się z kolejnym odwiedzeniem ograniczenia kanału. Trzeci raz, to koniec hossy krajów peryferyjnych w 2007 roku. Ostatnio linia kanału jest odwiedzana coraz częściej. W maju 2010 roku odwiedziny zbiegły się z kryzysem Greckim. Jak będziemy pisać o obecnych odwiedzinach, jeszcze nie wiemy.

Możemy sobie wyobrazić, że FED zakończy program QE2 a potem rozpocznie zacieśnianie polityki monetarnej. Lub, że ta polityka zacznie się zacieśniać samoistnie, poprzez zapadalność obligacji trzymanych przez FED. Obecnie zatrudnienie w USA rośnie szybko, choć jest w kontekście wysokiego bezrobocia. Zacieśnienie polityki monetarnej utwierdzi przedsiębiorców w przekonaniu, że duża inflacja się nie zapowiada, co zwiększy inwestycje a tym samym i zatrudnienie.  Paradoksalnie, zacieśnienie polityki monetarnej, i oczekiwań inflacyjnych, doprowadzi do spadku kosztów kredytu dla realnej gospodarki, który generalnie oparty jest na długoterminowej stopie procentowej.

Druga możliwość to eskalacja oczekiwań inflacyjnych, wzrost rentowności i wyprzedaż obligacji amerykańskich. Generalnie scenariusz inflacyjny jest obecnie – pierwszy raz od dekad – do wyobrażenia. Podczas ostatniego kryzysu ludzie zaoszczędzili ponad 1 000 mld usd, krążenie pieniądza znacznie zwolniło. Jeżeli ten pieniądz zacznie krążyć w niekontrolowany sposób wywoła to hiper-inflację.

Spadek oczekiwań inflacyjnych może mieć dwa źródła. Pierwsze, klasyczne, to spadek popytu, potocznie zwany recesją. Drugie źródło to spadek kosztów produkcji, ograniczenie marnotrawstwa, związany zwykle z innowacją gospodarczą lub nową dyscypliną budżetową. W dzisiejszym kontekście, nie potrzeba innowacji, wystarczy ograniczenie obowiązku przerabiania żywności na paliwa.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-06 14:51
 Oceń wpis
   

Porównywanie siły nabywczej walut to ciężki kawałek chleba. Zacznę od najbardziej jaskrawego przykładu. Cena benzyny w USA to 2 zł, w Polsce to 5 zł z groszami, czy z tego wynika, że złotówka jest więcej niż dwukrotnie przewartościowana w stosunku do dolara ? Nie.

W obu krajach leję benzynę do banku ale płacę za coś innego. W przypadku USA płacę za benzynę, a koszty utrzymania dróg i wojenek na Bliskim Wschodzie pokrywane są z innego budżetu.  W przypadku Polski, kupując benzynę, płacę za sam towar oraz za utrzymanie dróg. Zauważmy, że w przypadku Niemiec płacę dodatkowo za używanie autostrad, które po pierwsze są, a po drugie są zawsze bezpłatne.

Drugi przykład to żywność. W Polsce, kupując jabłko płacę za to, by rolnik, które te jabłka uprawia przeżył rok, w którym je uprawia. Rolnicy nie płacą ani podatków, ani ubezpieczeń społecznych. W krajach, gdzie towary rolną są takie same jak każde inne, płacę za to, by rolnik przeżył teraz, oraz za to, że kiedyś będzie chory, kiedyś na emeryturze i że państwo zapewnia określone usługi. W takim przypadku cena jabłka szybko rośnie dwukrotnie.

Trzeci przykład to najprostsze usługi. Po pierwsze, podstawą dobrobytu jest lewarowanie pracy. Dokonuje się to poprzez narzędzia i organizację pracy. Gdy w danym kraju jest duże lewarowanie pracy, wiele towarów jest produkowanych wydajnie – czyli tanio. Z drugiej strony nie ma ludzi, dla których nie ma sensownego zajęcia, tym samym, podaż prostej pracy jest niewielka. Cena rośnie.

W niedoinwestowanym kraju, lewarowanie pracy jest niewielkie, więc w jest wielu ludzi do świadczenia prostych usług. W konsekwencji te usługi są tanie. Nie jest więc paradoksem, że w krajach gdzie praca jest tanie,  trudno wyprodukować towary konkurencyjne na światowym rynku. Jest to konsekwencja niedoinwestowania tkanki gospodarczej.

Moją ulubioną miarą siły waluty jest bilans obrotów towarowych z zagranicą. W gospodarce są zarówno proste usługi, jak i rzeczy, które można kupić w jednej tylko walucie (patenty, specjalistyczne towary i usługi). Bezpośrednie wizyty w danym kraju, pozwalają poznać przede wszystkim rynek podstawowych towarów. Rynek kapitałowy kładzie większy akcent na monopole i towary najbardziej zaawansowane. Bilans handlowy jest pewnym uśrednieniem całego zakresy produkcji gospodarczej.

Oczywiście są sytuację, gdy na bilans handlowy też trzeba patrzeć z przymrużeniem oka. Najważniejszym towarem eksportowym USA jest patrolowanie oceanów i zapewnianiu bezpieczeństwa globalnego handlu. Za tą usługę (600 mld usd rocznie) USA nie pobiera od nikogo opłaty. Z drugiej strony gospodarki surowcowe, często mogą mieć pozytywny bilans, który zależy jedynie od rozdygotanego rynku surowcowego (hasło: Dutch disease)

Cała ta dyskusją zaczęła się od franka. Rozważmy taki przykład. Kilka funduszy hegde zaczyna pożyczać w bankach złotówki i kupować za nie euro. I tak przez kilka lat. Jak nazwali byśmy ten proceder ? Najprawdopodobniej nazwalibyśmy to atakiem spekulacyjnym. Albo cytując pana o egzotycznym imieniu "bezczelna, wulgarna spekulacja". Przez wiele lat Szwajcaria była obiektem takiego ataku. Frankiem pędzone były nie tylko nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej ale też derywatywy na Europejskich giełdach. Teraz obserwujemy powrót do normalności, zamykanie tych pozycji. Pierwsza fala, zamykania najbardziej płynnych pozycji skończyła się wiosną 2009 roku, ale zamykanie długoterminowych spekulacji, potrwa jeszcze wiele dekad. Dla ludzi z kredytami we frankach, nigdy nie będzie on przewartościowany, co miesiąc będą musieli kupić określoną ilość. 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-05 15:44
 Oceń wpis
   

RPP właśnie podniosła stopy procentowe. Na samym początku trzeba powiedzieć, że obecnie Polska jest w domenie stagflacyjnej: źródłem inflacji są rosnące ceny surowców obracanych na globalnych rynkach. W tej sytuacji podwyżka stóp procentowych może skutkować jedynie poprzez efekt kursowy – silniejszy złoty spowoduje, że licząc w złotówkach ropa będzie tańsza. Jeżeli ta interwencja się powiedzie, RPP będzie mogła mówić o sukcesie.

Wraz ze wzrostem stóp wzrosną raty kredytów, o około 90 zł miesięcznie (od kredytu na 400 tyś zł). Za sprawą tej podwyżki stóp ceny żywności i paliwa nie spadną, jeżeli cokolwiek spadnie, to popyt na drobne przyjemności. 

Ze stagflacją jest ciężko walczyć, szczególnie małemu krajowi. Ameryka może wyjść ze stagflacji wywołując ciężką recesję (tak było w latach 1979-82), ale konsumpcja towarów przez amerykanów ma wpływ na globalną gospodarkę. Spadek konsumpcji ropy i pszenicy w Polsce na globalne rynki się nie przełoży.

Kraj taki jak Polska ze stagflacją może walczyć jedynie dyscypliną budżetową. Dzięki niej nie ma potrzeby rozwadniania waluty a pieniądz w gospodarce wydawany jest oszczędnie. Przedsiębiorcy wydają pieniądze na inwestycje opłacalne a nie na inwestycje i wydatki przynoszące popularność polityczną. Niestety z dyscypliną budżetową w Polsce ostatnio fatalnie. Dodatkowo największym kredytobiorcę w Polsce jest Państwo.

Obecnie zadłużenie państwa wynosi ok. 800 mld zł (dziękujemy Ci Donaldzie !). W Polsce realne są obecnie podwyżki stóp do ok. 6%, czyli jeszcze o 2%. Gdy całe zadłużenie zostanie przerolowane na nowe stopy, zwiększy to koszt obsługi długo u 16 mld zł rocznie. W skali obecnego deficytu są to orzeszki, ale w skali dozwolonego deficytu – 40 mld zł – są to już spore pieniądze.

Największe potencjalne niebezpieczeństwo jakie nas czeka, to, że podwyżki spowodują większe wydatki państwa ze względu na wyższe kosztu obsługi długu. Większe wydatki państwa spowodują większy deficyt i potrzeby pożyczkowe. Oddalą też datę spełniania kryteriów z Maastricht a w efekcie spowodują odpływ kapitały zagranicznego. Osłabienie złotówki spowoduje wzrost cen towarów importowanych – czyli inflację i dalsze podwyżki stóp, które pogłębią deficyt budżetowy poprzez większe wydatki, a poprzez bezrobocie zmniejszą wpływy. Podobny scenariusz rozgrywał się w Polsce do momentu wejścia Polski do UE. Obecnie ten scenariusz uważam za mało prawdopodobny, ale mimo to możliwy. 
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-04-03 18:10
 Oceń wpis
   

Powoli trzeba się przygotowywać do scenariusz wzrostu stóp procentowych. Być może nawet skokowego wzrostu. W tym wpisie zacznę od Szwajcarii.

Szwajcaria obecnie rozwija się w tempie zbliżonym do Polski, jednocześnie powoli formuje się bańka na nieruchomościach. Póki co, podwyżki stóp blokowane są percepcją silnego franka. Trzeba zaznaczyć, że ta percepcja jest efektem wieloletniego procederu carry-trade i w konsekwencji bardzo słabego franka. Przypomina mi to trochę panikę drogiej ropy w 2000 roku. Byłem wtedy na praktykach studenckich w USA i sporo mówiło się o uwolnieniu rezerw strategicznych, ze względu na strasznie drogą ropę, aż 40 usd za baryłkę. Oczywiście, im dłużej ropa drożała, tym bardziej percepcja drogiej ropy zmieniała się w przekonanie, że ropy wkrótce może zabraknąć.

Z frankiem może być podobnie, szczególnie, że obiektywnie rzecz biorąc daleko mu do przewartościowania. Szwajcaria cały czas jest eksporterem, ma zrównoważony budżet i nie musi psuć waluty. Możemy założyć, że jesteśmy w okolicach równowagi, lub trochę poniżej równowagi.

Minimalny wzrost stóp procentowych w Szwajcarii ocenił bym na 2%. Jest to scenariusz powrotu do prawie-normalności. Normalność ocenił bym na 3-4% a dopiero stopy powyżej 4-5% byłyby efektem eskalacji oczekiwań inflacyjnych. 2% to minimum jakie nasz czeka w perspektywie roku-dwóch.

Jaki będzie to miało wpływ na Polskę ?


W Polsce jest ok. 150 mld zł kredytów w CHF. Wzrost stóp procentowych o 2% spowoduje odpływ z Polski kapitału w wysokości 3 mld zł. W skali państwa jest to niewiele. Jest to około 1% funduszu płac. W tym roku na wzrost emerytur będzie przeznaczone 4.5 mld zł, czyli widzimy, że w skali państwa, deflacji z tego nie będzie. Problem polega na tym, że koszty podwyżki stóp poniosą konkretne rodziny, a dodatkowo, te rodziny są skoncentrowane w konkretnej grupy demograficznej.

Typowy kredyt zaciągnięty w 2008 roku był na 400 tyś złotych, czyli 200 tyś franków. Obecnie jest to około 600 tyś zł. Podwyżka stóp o 2% spowoduje, że raty wzrosną o około 1000 zł miesięcznie. Plus efekt wzrostu franka oraz rozwodnienia złotówki.

Tysiąc złotych to sporo, szczególnie, że nie mówimy tu nie o całkowitej racie a o wzroście raty. Nawet w optymistycznym scenariuszu, ludzie będą musieli zrezygnować z wielu przyjemności – kino, wypady, ubrania, wakacje. Jeżeli jedna osoba straci pracę, oznacza to szybką utratę płynności finansowej i w konsekwencji niewypłacalność. Zacznie się wtedy piramida strachu, jak w USA jesienią 2008 roku.

Jak zbudowana jest piramida ?


Kredyt wynosi, powiedzmy 600 tyś zł. Miesięczna rata, po wzroście stóp, to przykładowo 3 tyś zł. Kredytobiorca zalega z trzema ratami, czyli na 9 tyś zł. W efekcie, bank uznaje, że cały kredy nie jest obsługiwany i odpisuje całą wartość kredytu, jako rezerwę. Czyli z 9 tyś zł, zrobiliśmy już 600 tyś zł rezerwy na straty. A to jeszcze nie koniec. Bank musi być wypłacalny, co oznacza, że musi mieć co najmniej kapitał na pokrycie straty 8% aktywów. Jeżeli bank był na granicy wypłacalności, to po odpisania 600 tyś straty musi ograniczyć aktywa o 600 / 0.08 =  7 500 tyś.

Piramida jak widzimy, z 9 tyś złotych zaległości wygenerowała konieczność ograniczenia aktywów banku o ponad 7 mln zł. Czyli mamy poważną wyprzedaż i całkowite zamknięcie okienka kredytowego, co przy okazji wygeneruje bezrobocie – i jeszcze więcej nieobsługiwanych kredytów hipotecznych. Dowcip oczywiście polega na tym, że te regulacje te zostały wprowadzone w imię stabilności systemu bankowego.

Podsumowanie

Przed nami cykl zacieśnienia polityki monetarnej. Jeżeli będzie on w kontekście wzrostu gospodarczego i inflacji popytowej, będziemy mieli umiarkowane zmiany.  Ludzie z kredytami będą płacili wyższe raty i zrezygnują z najmniej niezbędnych przyjemności. Gdy wzrost będzie w kontekście stagflacji (jaka się powoli wykluwa …) i wysokiego bezrobocia, wzrost stóp procentowych może doprowadzić do fali niewypłacalności kredytobiorców a następnie niewypłacalności banków.
 

Tagi: giełda, inwestowanie