O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-06-24 21:01
 Oceń wpis
   

Od dwóch miesięcy cena miedzi konsoliduje się wokół rosnącej średniej 200-stu dniowej. Obecnie, konsolidacja ta zaczyna zaczyna przybierać negatywny charakter. Średnia 200-stu dniowa została przecięta od góry przez średnią 50-cio dniową. Formacja ta, przeciwna do "złotego krzyża" zwana jest czasami "pocałunkiem śmierci".  Formacja ta sugeruje, że spadek z poziomu 460 punktów będzie kontynuowany.

 

 

Patrząc na wykres od początku hossy wiosną 2009 roku widzimy przełamanie linii trendu, co również współgra ze spadkowym charakterem wykresu. Patrząc na analizę metodą zniesień harmonicznych, naturalnym celem powinien być poziom 380-390 a potem 340.

 

 

 

Nawet po przełamaniu linii trendu hossa może trwać. By tak było, musi się uformować nowe, wyraźne dno, przez które można pociągnąć nową linię trendu o mniej stromym nachyleniu.

 

 

Analiza fundamentalna jest, delikatnie mówiąc, utrudniona. Popyt na miedź jest taki, jak ustali Chińskie polit-biuro. Chińska giełda, po krótkim zrywie, spada już od sierpnia 2009 roku i w zasadzie, podczas krótkiej hossy wiosna-lato 2009 odrobiła jedynie 38% spadków. Tamten trend wzrostowy był więc nie hossą a zwykłym odbiciem zdechłego kota. Tak słabe zachowanie giełdy sugeruje, że Chińskie inwestycje pochłaniające ogromne zasoby surowcowe nie będą przynosiły w przyszłości spodziewanego przez władze zysku.



2011-06-18 10:07
 Oceń wpis
   

Na moim blogu przedstawiam ostatnio trzy tezy. Po pierwsze, frank szwajcarski jest i pozostanie w trendzie wzrostowym wobec złotówki. Trend ten ma nachylenie około 13% rocznie. Po drugie, giełda amerykańska od dwóch lata znajduje się w trendzie wzrostowym. Poziom ~1300 to najwyższy poziom, który można uznać na korektę w ramach scenariusza "wielkiej deflacji". Według mnie, z tej konsolidacji, nastąpi wybicie górą i atak na  szczyty hossy (1500), a potem ruch w kierunku 1800. Po trzecie, motorem wzrostu będzie technologia i biotechnologia.

Zacznijmy od Franka. Kurs tej waluty potwierdził tezę o trendzie wzrostowym, najpierw przez utrzymanie na dłużej obszaru 3.20 a potem przez wybicie ponad ostatnie szczyty. Obecnie w średnim terminie spodziewałbym się szerokiej konsolidacji w okolicach ~2.30.

 

 

S&P500 rysuje coś, co może być formacją ramię-głowa-ramię. Przypomnę, że RGR   jest najbardziej typową formacją zmiany trendu. Pierwsze ramię wyrysowane było w lutym, głowa w kwietniu-maju. Obecnie pora na kolejne ramię. Jeżeli ramię zostanie wyrysowane i szyja przebita (spadek poniżej 1250) to zrobi się nieprzyjemnie. Może nawet bardzo nieprzyjemnie. Spodziewam się wyrysowania drugiego ramienia, wymiany akcjonariatu, ale następnie ruchu w górę i zaprzeczenia formacji odwrotu, jaką jest RGR.

 

 

Na początku tego roku pisałem, że zamieniam się w sceptyka. Akcje które miałem cały czas mam, ale nic nie dokupowałem, a przede wszystkim nie liczyłem na wzrosty. Była to dobra strategia, gdyż teraz mam lekką głowę, nie jestem zmęczony wyczekiwaniem na ruch rynku. Zobaczę co rynek zrobi i się przyłączę.

Biotoechnologie mają się dobrze, pozostając w średnioterminowym trendzie wzrostowym.

 

 


Wspólny mianownik.

Gazety piszą, że wzrost franka to ucieczka do bezpiecznej przystani, ze względu niepewność na świecie. Czy da się połączyć tezę o solidnym wzroście na giełdzie z tezą o rosnącym franku ? W ramach wiary, że frank to bezpieczna przystań – nie.  Odpowiedzią na ten pozorny paradoks są właśnie biotechnologie. Sektor farmaceutyczny i biotechnologiczny jest w Szwajcarii bardzo silny. Może więc wzrost franka to nie ucieczka do przystani, a zwyczajnie objaw siły gospodarki Szwajcarskiej ? Gospodarki, która ma silną pozycję w rosnącym w siłę sektorze.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-06-12 19:24
 Oceń wpis
   

Z tym wpisem zbieram się już prawie dwa lata. Chciałem zrobić wykaz książek o giełdzie, które miały na mój sposób myślenia największy wpływ. Więc zaczynamy. Każda książka jest zupełnie inna a kolejność jest przypadkowa.

John, C. Hull,  Option, Futures and other Derivatives

Jest to fundamentalna wiedza dla każdego, kto chce korzystać  z pochodnych, szczególnie opcji. Sama książka jest osadzona na teorii wydajnego rynku i wymaga solidnego przygotowania z matematyki, w zasadzie jest to podręcznik akademicki. Dla ludzi inwestujących czy spekulujących na akcjach może być przydatna do zrozumienia powiązań między rynkami, ale nie jest obowiązkowa. 

George Soros, Financial Alchemy

Klasyka gatunku. Kluczowym tematem jest formowanie się baniek spekulacyjnych oraz powiązanie między percepcją a rzeczywistością. Dla każdego lektura obowiązkowa. Warto też przeczytać pozostałe książki Sorosa.

John J. Murphy, Technical Analysis of the Financial Markets

Tą książkę po prostu trzeba znać.

Robert G. Hagstrom, The Warren Buffett Way
Benjamin Graham, The Intelligent Investor

To kilka książek o inwestowaniu w wartość. Metodą którą trzeba znać, a przede wszystkim rozumieć. Niestety, inwestowanie w wartość często sprowadzane jest do inwestowania wskaźnikowego (typu cena/zysk) a metoda Buffeta do pewności siebie graniczącej z arogancją, z pominięciem kompetencji i studiowania raportów. Dlatego temat trzeba znać i przemyśleć.

Stephen Leeb, The Coming Economic Collapse

Do tej książki mam ogromny sentyment. Książka została napisana w przeddzień kryzysu w 2006/2007 roku, sam czytałem ją latem 2009 roku. To co mnie w tej książce ujęło, to dość dokładny scenariusz załamania gospodarczego – deflacyjnej recesji wywołanej eskalacją ceny ropy. W książce nie ma ani słowa o sub-prime-morgage, rozważania dotyczą tylko ropy.

David Gardner, The Motley Fool Investment Guide

Ogólny przewodnik po inwestowania,  jedna z pierwszych książek jakie przeczytałem. Ciekawe jest zdroworozsądkowe podejście do inwestowania.

Przewidywalna nieracjonalność

Modny w literaturze jest ostatnio temat antropologiczny. Nasz mózg został ukształtowany o okolicach epoki kamienia łupanego i niekoniecznie jest właściwie przygotowany do obecnych potrzeb. Powoduje to, że działamy irracjonalnie, ale za to w przewidywalny sposób. Czytałem na ten temat kilka książek, aczkolwiek nie ma takiej, która jest zdecydowanie lepsza od innych. Temat warto studiować, by lepiej zrozumieć tak rynek jak i własne zachowanie.


Oczywiście warto też wspomnieć książki znanych inwestorów. Bardziej jako beletrystykę niż podręczniki inwestowania. Dwie książki jakie przychodzą mi do głowy to Jim Rogers, Advanture Capitalist, o podróży dookoła świata i Nassim Taleb, The Black Swan o czarnych łabędziach czyli zjawiskach mało prawdopodobnych, ale zmieniających zasady gry.

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-06-11 09:17
 Oceń wpis
   

Kluczowym momentem obecnej hossy było lato ubiegłego roku, gdy S&P500, obronił średnią 200-stu miesięczną. Obronę tej średniej można rozumieć jako obronę tezy "w długim okresie giełda zawsze rośnie". W gruzach legła teoria wielkiej deflacji. Przypominam tu wykres z września 2009 roku.

 

 

Po wyrysowaniu przez kurs formacji odwróconego ramię-głowa-ramię  pisałem o mocnym wybiciu w górę. Później podałem zakres tego wybicia – poziom 1370. Ponownie dla przypomnienia wykresy z września i listopada poprzedniego roku.

 

 

 

Im bardziej index zbliżał się do poziomu 1370, tym bardziej robiłem się sceptyczny. Tak się stało, że konsolidacja rzeczywiście była poniżej wskazanego przeze mnie poziomu. Trzęsienie ziemi w Japonii było na tyle uprzejme, że przyszło tuż przed rozliczeniem wiosennej serii kontraktów. Zapewniło to wyprzedaż w atmosferze paniki, zapewne mechanizmem delta hedging. Dla wystawiających opcje, nie ma znaczenia jakie perspektywy ma dana spółka, liczy się tylko zabezpieczenie się do dnia rozliczenia, czyli wtedy – do pojutrze.

Prędzej czy później obecna konsolidacja się skończy. W zasadzie nie ma znaczenia czy skończy się zaraz czy we wrześniu. W perspektywie końca roku rynek powinien zmierzać w kierunku następnego celu harmonicznego – ten cel to okolice 1530 – szczyt poprzedniej hossy. Oczywiście o końcu konsolidacji będzie można mówić dopiero po trwałym przebiciu szczytu na poziomie 1370.

 

 

Ten wzrost to z jednej strony dużo – atak na szczyt poprzedniej hossy. Z drugiej strony to niewiele,  od obecnego poziomu to jedynie 15% wzrost. Z trzeciej strony, na szczyty hossy powrócimy w takim układzie po czterech latach, czyli standardowo.

I najważniejsze. S&P500 pierwszy raz był na poziomi 1500 w 2000 roku. Być może czeka nas historyczny moment wybicia się z dziesięcioletniej konsolidacji  ?

Ważniejsze od określenie kiedy rozpoczną się wzrosty i atak na 1500 ważniejsze jest przewidzenie, jakie sektory mogą być motorami wzrostu. Coraz bardziej skłaniam się, że będzie to ciężka technologia i biotechnologia.  Giganci tacy jak IBM, HP, Intel mają bardzo konserwatywne wyceny, patrząc na wskaźniki typu cena/zysk. Biotechnologie będą generować ogromne ilości danych, których przetwarzanie będzie wymagało nowej fali inwestycji w sprzęt i oprogramowanie. Te dwie branże mogą generować wzrosty na giełdzie. Co ważniejsze, te dwie branże mogą generować zmiany sposobu i standardu naszego codziennego życia.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-06-04 08:52
 Oceń wpis
   

Polska dopiero od dekady cieszy się niską inflacją. Szczyt inflacji to styczeń 1990 roku, kiedy inflacja wynosiła 80% miesięcznie. Roczna inflacja wiosną 1990 roku wynosiła ponad 1000%.

Wykres przedstawia inflację R/R od 1992 roku. Po pierwsze widzimy, że inflacja systematycznie spadała z ponad 40% rocznie w 1992 roku do dna w 2002 roku i od tamtej pory porusza się w trendzie bocznym pomiędzy 0% a 5%. 

 

 

Drugie zjawisko to czteroletni cykl inflacyjny. Cykl ten ma globalny charakter i można go łączyć z cyklem prezydenckim – przypada na rok wyborów prezydenckich w USA.  Widzimy wyraźną górkę w 2000, 2004 i 2008 roku. Można też zobaczyć górkę z 1996 roku, jako spowolnienie spadku inflacji. W tej logice następna górka inflacyjna czeka nas w przyszłym roku.

Podczas poprzednich minimów inflacji, która przy okazji zbiega się z dynamicznymi wzrostami na giełdzie, spadła ona do praktycznie 0%, w 2003 i 2006 roku. Obecne minimum było wyższe, na poziomie 2%. Wtedy, podczas globalnej deflacyjnej recesji, inflacja na poziomie 2% była powodem do dumy i mitu zielonej wyspy. Patrząc na to z perspektywy cyklu prezydenckiego, była zapowiedzią obecnej eskalacji inflacji.

Tak naprawdę RPP jest w walce z inflacją bezradna. W 2010 roku w Polsce banki udzieliły około 50 mld zł kredytów hipotecznych. W tym czasie rząd zwiększył zadłużenie o ponad 90 mld zł. Widzimy więc, że największym kredytobiorcą jest państwo a nie sektor prywatny, który podejmuje decyzje na podstawie stóp procentowych.

Dodatkowo rząd zadłuża kraj za granicą. Gdy rząd emituje obligacje w kraju, za każdą pożyczoną przez rząd złotówką stoi złotówka zaoszczędzona, co ma mały wpływ na inflacją (tak jest w Japonii). W przypadku zadłużania się za granicą, sektor publiczny wydaje i  dodatkowo generuje nadpłynność w sektorze bankowym. Inflacja w Polsce ma więc naturę fiskalną a nie monetarną i dopiero zdecydowane ograniczenie wydatków państwa, umożliwi ograniczenie inflacji.

Patrząc na wykres można snuć następujące prognozy. Cykl prezydencki zostanie utrzymany, i szczyt inflacji przypadnie na lato 2012 roku. Szczyt inflacji powinien być na poziomie 7% R/R. Te siedem procent to szczytowa wartość inflacji w szczytach z 2004 i 2008 roku powiększona o minimalną inflację (2%).

Być może wykres rysuje 20-sto letnią formację filiżanki (lub spodka). Przez dziesięć lat inflacja spadała, potem, przez dziesięć lat szargała się po ziemi, i teraz, wzbija się do lotu.

Podsumowując. Inflacja na poziomie 7% R/R za rok nie powinna nikogo zaskoczyć. Dwucyfrowej inflacji w perspektywie kilku lat też wykluczyć nie można.

Tagi: giełda, inwestowanie