O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2011-08-27 09:15
 Oceń wpis
   

Suma kredytów zagrożonych w Polsce w zasadzie od początku roku nie rośnie. Ich główny motor wzrostów, kredyty konsumpcyjne z czasów IV RP, wyczerpał już swój potencjał. Nowych kredytów konsumpcyjnych banki w zasadzie nie udzielają, utrzymując od dwóch lat portfel kredytów konsumpcyjnych na poziomie ok. 110 mld zł. 

 

 

Pierwszy wykres przedstawia sumę kredytów zagrożonych z podziałem na sektory. Wykres na początku roku wytracił dynamikę i obecnie jesteśmy po półroczej stagnacji. 

 

 

Drugi wykres przybliża sektor gospodarstw domowych. Suma kredytów zagrożonych co prawda wybiła się na nowe maksima, ale systematycznie wzrost 18 mld zł do 35 mld zł został wyraźnie wyhamowany. 

 

 

Pozornie dobrze wyglądają kredyty hipoteczne. Tylko 6 mld zł kredytów hipotecznych jest zagrożonych, lub mówiąc inaczej, tylko 2%. Trzeba zaznaczyć dwa znaczące fakty. Po pierwsze, w przypadku kredytów hipotecznych, nie widać końca wzrostów, tak jednoznacznego w przypadku kredytów konsumpcyjnych. Po drugie kredyty hipoteczne są produktem o niskiej rentowności. Przy rentowności na poziomie 2% i odzyskaniu, powiedzmy, 50% wartości kredytu, bank może sobie pozwolić jedynie na utratę około 4% wszystkich kredytów. 

O ile kwestie kredytów konsumpcyjnych z czasów błędów i wypaczeń, możemy uznać za rozwiązaną, to kwestia kredytów hipotecznych jest cały czas rozwojowa. 

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-08-21 09:26
 Oceń wpis
   

Sytuacja powoli się stabilizuje. Mimo bombardowania nas codziennie wyrazami na k, nie było pogłębienia dna. W zasadzie, po ogłoszeniu obniżeniu ratingu USA dwa tygodnie temu, sytuacja przestała się pogarszać.

 

 

Oczywiście trzeba otwarcie powiedzieć że do przełamania den daleko nie mamy.  S&P500 jest tylko kilka punktów od poziomu, w którym możemy mówić o utrzymaniu dna korekty. Sygnałem wzrostowym będzie najpierw trwałe wyjście ponad 1140, do powiedzmy 1160, a potem 1200. 

 

 

Nowe minima były za to na 10-cio letnich obligacjach amerykańskich. Są one teraz praktycznie na tym samym poziomie co podczas szczytu bessy wiosną 2009 roku.  Obecnie rynek oczekuje, że przez następne 10 lat inflacja będzie wynosiła 2% rocznie. 

Tak niskie oczekiwania inflacyjne są przejawem zjawiska zwanego cash-hoarding. Od 12 kwartałów sektor prywatny oszczędza, oszczędza, oszczędza.  Widzimy to z jednej strony na wykresie oszczędności (w sensie różnicy między dochodami a wydatkami) gospodarstw domowych. Przez wiele dekad było to ok 200-300 mld usd rocznie. Obecnie jest to 600 mld. 

 

 

Podobną historię opowiada wykres przepływy kapitału. Gospodarstwa domowe, które przez ostatnią dekadę były kredytobiorcami netto, teraz są kredytodawcami. Również przedsiębiorstwa udzielają więcej pożyczek, niż ich biorą. Jest to już zjawisko lekko patologicznie – przedsiębiorstwa są od tego, by zamieniać kapitał (oszczędności) w środki produkcji. Przedsiębiorstwa z tą górką gotówki i obligacji w pewnym momencie albo zaczną inwestować albo oddawać pieniądze udziałowcom. 

 

 

Być może mamy do czynienia z formowaniem się pokoleniowej bańki oszczędności. Byłoby to historyczne zjawisko – formowanie się gigantycznej bańki oszczędności przy miękkiej polityce monetarnej. Dla przypomnienia, w Polsce taka bańka uformowała się 10 lat temu przy polityce ultra-restrykcyjnej. W USA poprzednio, uformowała się na przełomie lat 70-tych i 80-tych,  pod wpływem polityki monetarnej P. Volckera.

 

 

Na koniec ciekawy wykres. Od kilku miesięcy dużo piszę o biotechnologi, a w szczególności o spółach bardzo tanich wskaźnikowo, które mają swoje konkretne produkty i duże zyski. Dziś spółka z przeciwnego zakresu spektrum – spółka bardzo dynamiczna i poruszająca się własnym rytmem. Obecnie kurs jest blisko dolnego ograniczenia kanału wzrostowego i jeżeli się od tego ograniczenia odbije, cena może się szybko podwoić. 

 

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-08-14 11:02
 Oceń wpis
   

 Rok temu, analizując parę chfpln twierdziłem, że z analizy trzeba wykluczyć okres 2005-2007. Był to okres wykraczający poza ramy III RP, dlatego nazywany był często okresem IV RP. Był to okres błędów i wypaczeń. Tak jak państwo nie miało ciągłości, tak i na ciągłość waluty trzeba przymknąć oko. Przypominam tu wykres ilustrujący tamten wpis: 

 

 

Wtedy frank kosztował 2.80 i twierdziłem że jest bardzo wyprzedany i czekają na wzrosty. Warto wrócić do tamtej analizy i komentarzy – wtedy taka teza to była obraza majestatu. Jeżeli tamta analiza była tak celna, to dlaczego nie wykluczyć okresu 2005-2007 z wykresu giełdy ?

 

Na wykresie trend rozpocząłem w okolicy 1995 roku, podobnie jak w przypadku franka, ze względu na uwolnienie kursu złotówki. Linia trendu opiera się o bessę z minimum w 1995 roku, o dołki  w 2001-2003 i dość dobrze wpasowuje się w dołek z 2009 roku. Górna linia trendu jest równoległa i pociągnięta po ostatnim szczycie z kwietnia. Pasuje do poprzednich szczytów. Zauważmy, że ponad tą linię nastąpiło wybicie długimi świecami jesienią 2005 roku, gdy kraj zmieniał numerację i pogrążył się w otchłani. 

 

 

Wykres natychmiast sugeruje, że obecny kryzys jest podobny do okresu 1997-98. Wtedy mieliśmy po pierwsze załamanie walut tygrysów azjatyckich (1997) a potem default Rosji (1998) i jako echo załamanie LTCM.  Obecne zawirowania są lustrzanym odbiciem tamtych wydarzeń. 

 

Dekadę temu, kraje azjatyckie miały walutę przywiązaną do mocnego dolara, z którego wzrostem, ich gospodarka przestała być konkurencyjna. Teraz kraje południa Europy mają walutę przyspawaną do Deutsch Marki, i nie mogąc jej psuć mają niekonkurencyjną gospodarkę i niedomykający się budżet. W 1998 roku Rosja przestała obsługiwać zadłużenie ze względu na niskie ceny ropy. Teraz wysokie ceny ropy spacyfikowały gospodarki krajów rozwiniętych. 

 

 

Powróćmy do franka. W zasadzie nie da się tak pociągnąć linii, by obecne poziomy były wewnątrz trendu. Mamy dwa wyjścia. Albo kurs bardzo dopasuje się do trendu albo trend dopasuje się do kursu. Przez dopasowanie się trendu do kursu rozumiem jakąś zmianę w funkcjonowaniu Państwa. Coś co wykracza poza to, co widzieliśmy przez ostatnich kilkanaście lat. Wypaczenie jak IV RP.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-08-13 09:12
 Oceń wpis
   

 Ostatnia panika może być w zasadzie pięknym ukoronowaniem półrocznej krypto-bessy.  Przez ostatnie pół roku indeksy w zasadzie stały w miejscu, ale większość spółek spadało, codziennie kilkanaście procent spółek zaliczało roczne minima. Teraz ta krypto-bessa czy głęboka i szeroka korekta ma się ku końcowi. 

 

Jeżeli ta teza tej poprawna, to wzrosty indeksów muszą być poparte szerokością rynku. Zwracam to uwagę na następujące wskaźniki: ADLine, indeks cenowy i liczba spółek na rocznym minimach. One podpowiedzą nam, czy spółki faktycznie znalazły fundamentalne minimum. 

 

W tym tygodniu sytuacja zaczęła się stabilizować. Po umiarkowanie niskim otwarciu w poniedziałek, S&P500 (a w zasadzie kontrakt na S&P500) poruszał się w trendzie bocznym. Patrząc na wykres krótkoterminowo, widzimy, że indeks uśmiecha się do nas. 

 

 

W dłuższej perspektywie na wykresie widzimy przekładańca. Serię długich świec o przeciwnych kolorach, wokół poziomu 1150. Ta seria świec zarysowała wyraźne dno obecnej przeceny. 

 

 

Bardzo ciekawie wygląda wykres całej hossy. Obecna wyprzedaż zahaczyła knotem o zniesienie harmoniczne, znoszące 38% całej hossy. Na początku roku pisałem, że potrzebna jest korekta całego trendu wzrostowego i teraz możemy powiedzieć, że już się skorygowało.  

 

 

Czy problemy zostały rozwiązane ? Nie ma to w zasadzie znaczenia. Ważne jest że problemy zostały ujawnione i głośno powiedziane. W strefie Euro jest co prawda jeszcze jeden problem – Francja. Kraj ten zapewne straci rating AAA. O ile utrata ratingu przez USA doprowadziła do spadku rentowności amerykańskich obligacji (w oczekiwaniu na recesję)  o tyle w przypadku Francji reakcja może być zupełnie inna – wyprzedaż obligacji kraju, który ma największy deficyt budżetowy w całej unii. 

Tagi: giełda, inwestowanie


2011-08-05 18:42
 Oceń wpis
   

Index cenowy okazał się najlepszym predyktorem zachowania rynku.  Ta obserwacja ma poważne konsekwencje. W narodzie kwitnie teoria, że media, ze spekulantami pod rękę wywołały panikę. Ta teoria nie ma potwierdzenia w faktach – spadki zaczęły się miesiące temu, po cichu, na małych spółkach. Dodajmy, że media przez wiele miesięcy przekonywały nas, że najważniejsze, by koniki polne przegłosowały, że zimy jednak nie będzie, i że to rozwiąże wszelkie problemy.

 

 

Gdy index cenowy osiągnął szczyt, gdzieś w lutym, na moim blogu tematem była inflacja.   Możemy więc przyjąć roboczą hipotezę, że to nie media ze spekulantami wywołały panikę na giełdzie, a inflacja wespół z RPP przydusiły gospodarkę. Taki jest zresztą cel podnoszenia stóp procentowych, więc 1:0 dla Rady. Politykę monetarną zacieśniały też ECB a od czerwca FED.

Samą panikę bardzo dokładnie przewidział index zmienności - VIX. Świadczy to o ogromnym "uopcjeniu" indeksu S&P500. Wzrost zmienności przekłada się na aktywność headgingową, która powoduje spadek indeksu i dalszy wzrost zmienności. Mechanizm szczegółowo opisałem w styczniu.

 

 

Tak więc technicznie. S&P500 przełamał formację RGR i już ją praktycznie wypełnił. Z rozpędu index przełamał średnią 200-stu dniową. Przełamany został też szczyt z wiosny 2010 roku. Indeks cały czas pozostaje w zakresie konsolidacji pod szczytem z wiosny 2010. Ten obszar, okolica 1200, może być teraz wsparciem. Formalnie, bessa zaczyna się od spadków od szczytu o 20%, czyli od poziomu 1100.

 

 

Na szerokim rynku, w Poslce, indeks małych spółek spadł ze stołu do najniższego poziomu od dwóch lat. Dość zabawnie wygląda indeks branży budowlanej. Przełamany został dołek z dna wielkiej bessy, ale na wykresie 10-cio letnim, kurs wygląda cały czas jakby wykupiony.

 

 

 

Teraz będzie już całkiem irracjonalnie. Podstawowy problem, jaki widziałem na początku roku został rozwiązany. Presja inflacyjne spada. Ropa powróciła w obszar 80 $/bbl, długoterminowe obligacje mają rentowność zbliżoną do wyprzedaży  w 2009 roku i korekty 2010 roku.

 

 

Dziadowskie spółki poleciały na ryja, kruchy akcjonariat i podlewarowne pozycje wypadły z gry. Jesteśmy już po panice. Perspektywy na  następnych paru miesięcy,  są znacznie lepsze niż dla poprzednich. Bez presji inflacyjnej i z mizernym wzrostem, banki centralne odkurzą drukarki …
 
 

Tagi: giełda, inwestowanie