O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2012-11-24 12:37
 Oceń wpis
   

W tym tygodniu indeks S&P500 wyrysował dno i odbił się od średniej 200-stu dniowej. Przy okazji, kurs odbił się od szczytów z wiosny-lata 2011. Wróćmy do tamtego okresu.

 

 

Wiosną 2011 roku giełdy przestały rosnąć i zaczęły wyrysowywać złowieszczą formację ramię-głowa-ramię. Formacja ta wypełniła się w sierpniu i przerodziła w mini-bessę. Przyczyny nie trzeba daleko szukać, była nią eskalacja ceny ropy.

 

 

Obecnie wygląda na to, że z tą mini-bessą na dobre sobie poradziliśmy. Wielu ludzi zapewne przeciera oczy ze zdumienia: dlaczego używam słowa na "B", jeżeli kurs jest wyżej ? Zacznijmy od tego, że wartość spółki możemy skonstruować z dwóch komponentów: wartości minimalnej, nazwijmy ją wartości likwidacyjnej oraz wartości spodziewanych przyszłych zysków. Jeżeli spółka zarabia i nie wypłaca dywidendy oraz nie robi przejęć "w stylu HP", to wartość likwidacyjna rośnie o tyle, ile spółka w danym okresie zarobiła. W ciągu półtora roku od szczytów z 2011 roku, wartość likwidacyjna spółek z S&P500 wzrosła o około 150 usd. Dlatego właśnie, mimo spadku oczekiwań co do przyszłych zysków, indeksy rosną. Mamy mini-bessę, krypto-bessę czy bessę w locie. Inaczej w Polsce.

 

 

W Polsce im szerszy indeks, tym bardziej spadł. Wąski Wig20 jest o 15% niżej niż w 2011 roku i walczy z oporem na poziomie 2400. Jeżeli sobie z nim szybko nie poradzi, to ludziom zakoduje się, że 2400 jest nieprzekraczalne. Warto zaznaczyć, że najsilniejsza spółka jest zarówno największą spółką, co sugeruje, że kluczowymi powodami wzrostu jest arbitraż i znaczenie płynności. Zauważmy też, że perspektywy KGHM wcale nie wyglądają kolorowo: z jednej strony rynek miedzi jest mocno niepewny, za to pewne jest, że KGHM jest świetną dojną krową do domiaru podatkowego. Na tej podstawie możemy wyciągnąć roboczy wniosek, czy podejrzenie, że to ogon merda psem.

Tak czy inaczej, pora na Świętego Mikołaja
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-11-18 10:48
 Oceń wpis
   

Polska gospodarka, widziana oczami wpływów z podatków pośrednich, w październiku zwolniła jeszcze bardziej niż latem. Pierwszy wykres przedstawia dynamikę wpływów z podatków pośrednich, głownie VAT-u i akcyzy, w tym i zeszłym roku. W 2011 roku, wpływy były stabilnie wyższe o ponad 10%. Teraz, po udanym początku roku, dynamika jest coraz niższa, a po październiku wpływy były niższe niż przed rokiem. Przy inflacji na poziomie 4% oznacza to, że gospodarka realnie się kurczy.

 

 

Budżet przewiduje wzrost wpływów  o ponad 6%, możemy więc policzyć jakich kwot brakuje do realizacji tego planu. Drugi wykres przedstawia nadwyżkę wpływów wobec planu. Ten wykres do września pokazywał linię prostą sugerującą, że na koniec roku zabraknie 12 mld zł. Po październiku sytuacja uległa pogorszeniu.

 

 

Patrząc na te same liczby z innej strony. Trzecie wykres pokazuje miesięczną nadwyżkę wobec oczekiwań. Przez ostatnich kilka miesięcy brakowało typowo 1.5 mld zł miesięcznie, w październiku jest to prawie 2.5 mld zł.

 

 

Generalnie są dwie opcje. Pierwsza opcja, to że wyhamowanie było efektem sezonowym i wpływy zostaną przeniesione na listopad. Zauważmy jednak, że październik 2012 miał cztery weekendy, podczas gdy październik 2011 miał ich pięć. Te dodatkowe dwa dni robocze powinny przełożyć się na wyższe, a nie niższe, wpływy z VAT-u w tym roku.  Druga opcja, bardziej prawdopodobna, to że mamy strukturalne hamowanie. W tym układzie, wersja minimum, to że w listopadzie i grudniu zabraknie po dodatkowe 2.5 mld zł miesięcznie, czyli rok zakończy się niedoborem ponad 15 mld zł.

Brakujące 15 mld trzeba będzie skądś wyczarować. 8 mld przyszło w prezencie od banku centralnego. Pozostałe 7 mld zostanie prawdopodobnie wyczarowane poprzez następującą mieszankę: pożyczki ZUS-u bezpośrednio na rynku, wysysanie z kapitału spółek skarbu państwa (wypłata dywidendy z kredytu) i opóźnienia w opłacaniu rachunków.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-11-10 09:04
 Oceń wpis
   

Polskie obligacje biją codziennie rekordy niskiej rentowności. W ciągu roku, rentowność spadła z 6% do 4.1%, a gazety radośnie roztaczają wizję "bezpiecznego nieba". Zapewne chodziło o, nieudolnie przetłumaczone, "safe haven" czyli "bezpieczną przystań".

 

 

Dlaczego rentowność obligacji spada ? Banki przestały udzielać kredytów hipotecznych, jak i sparzyły się na obligacjach korporacyjnych. W efekcie powstaje nadmiar pieniędzy, które trzeba gdzieś zaparkować – i tym dużym i płynnym rynkiem są właśnie obligacje 10-cio letnie. Spadek rentowności jest objawem rozpoczynającej się recesji.

Zauważmy, że spadek rentowności długich obligacji jest w kontekście uporczywej inflacji. Rentowność obligacji 10-cio letnich (4.17%) jest obecnie niższa niż 3-miesięczny WIBOR (4.65%). Inwersja krzywej rentowności jest zawsze zapowiedzią recesji, a w Polsce ostatni raz zdarzyła się w 2008 roku, tuż przed załamaniem.

 

 

 

Wykres przedstawia rentowność obligacji 10-cio letnich i krótkiego pieniądza. Kolejny wykres przedstawia dyferencjał między długim i krótkim pieniądzem na tle indeksu Wig20.

Co oznacza 4% rentowności ?

Załużmy, że że niska rentowność, to nie jest ucieczka do płynności, ale świadoma decyzja inwestycyjna. Oznacza to w przybliżeniu, że inwestor oczekuje nominalnego wzrostu gospodarczego przez następne 10-lat na poziomie 4%, jak zerowego ryzyka inwestycyjnego.

Czy jest to możliwe ? Wzrost nominalny rozkłada się na inflację i wzrost realny. Tutaj ważne są dwa fakty: każdy wzrost cen (inflacja) przekłada się w następnym roku na wzrost wydatków państwa, poprzez waloryzację rent i emerytur. Drugi fakt, że dopiero wzrost gospodarczy większy niż 3-4% generuje wzrost zatrudnienia, a tym samym wzrost wpływów z tytułu podatków i para-podatków bezpośrednich. Jeżeli gospodarka rośnie realnie rośnie wolniej niż 3%, pojawia się problem wypłacalności państwa.

Jeżeli przez dziesięć lat gospodarka ma się rozwijać o 4% rocznie, jak i ma nie być problemów z wypłacalnością, to przez następne 10 lat wzrost gospodarczy musi wynosić 3% a inflacja 1%. Taki właśnie scenariusz dyskontują obecnie obligacje. Czy jest to możliwe ? Jest. Czy jest prawdopodobne ? Nie bardzo. Polska to nie Niemcy, gdzie taki scenariusz jest możliwy, gdzie w kontekście stagnacji możliwy jest wysoki poziom zatrudnienia i zbilansowany budżet.

Moja teza jest taka, że obecnie są trzy rodzaje ludzi kupujących obligację: krótkoterminowi gracze uciekający do płynności, w dużej mierze zagraniczni, fantaści, wierzący, że Polska to Niemcy oraz hordy w owczym pędzie. Tak czy inaczej, nie wróży to dobrze przyszłości obligacji, i w perspektywie kilku miesięcy zobaczyć radykalny zwrot akcji. Sytuacja może być bardzo podobna to zachowania złotówki w 2008 roku.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-11-03 11:06
 Oceń wpis
   

Cykl pokoleniowy jest nieubłagany. Obecnie, w perspektywie półrocza Polskę czeka echo wydarzeń sprzed 30-stu lat. Składają się na to trzy elementy: sytuacja gospodarcza, sytuacja społeczna oraz zadłużenie państwa w kontekście sytuacji geopolitycznej.

Gospodarka


Zacznijmy od sytuacji gospodarczej. Polska gospodarka wyraźnie hamuje. Pokazują to wszystkie napływające dane, które od pewnego czasu są zawsze gorsze od oczekiwań. Często gorsze od najbardziej pesymistycznych oczekiwań. Realne pensje w przemyśle spadły pierwszy raz od 1992 roku, wpływy z VAT-u i akcyzy kontynuują trend spadkowy. Lubię patrzyć na VAT, bo pokazuje on kondycje legalnego sektora, i towarów poza towarami pierwszej potrzeby.

Kluczową kwestią będzie bezrobocie. Po trzech latach stabilizacji, czyli wzrostu bezrobocia o 50 tyś osób rocznie, latem roczny wzrost przekroczył 100 tyś. W prasie znalazłem analizę, że "chwilowy wzrost bezrobocia z obecnych 13% do, powiedzmy, 15% da się przeżyć, bo przecież dekadę temu mieliśmy bezrobocie ponad 20% i przeżyliśmy". Jest to ogromne nieporozumienie. Dekadę temu, wszystkie kredyty hipoteczne wynosiły 10 mld zł, obecnie jest to dwadzieścia razy więcej, dobrze ponad 300 mld zł. Ludzi zwyczajnie teraz nie stać na bezrobocie, bo pieniądze, które teraz muszą zarobić dawno już są wydane. Nie jest też do końca prawdą, że wtedy przeżyliśmy – wtedy wyjechaliśmy. Tym razem bezrobocie może uderzyć w grupę pozbawioną mobilności zawodowej, a i chłonnych rynków pracy też nie za wiele na europejskiej mapie.

Społeczeństwo


Skutki katastrofy Smoleńskiej są ropiejącą raną. Działalność seryjnego samobójcy, padające jak muchy wszystkie oficjalne wersje i co najważniejsze, brak międzynarodowego śledztwa prowadzonego przez NATO, tę ranę jedynie zaogniają.

Obecnie mamy przełomowy moment. Szef opozycji zmienił front ze "zbrodniczej nonszalancji" na jednoznaczne oskarżenie o zbrodnię. Werdykt przyjdzie za pół roku z Moskwy - wtedy będą wyniki badań na zawartość materiałów wybuchowych.

Jeżeli PiS dojdzie do władzy, to Tuskowi grozi Trybunał Stanu za oddanie śledztwa Rosji, w wersji soft lub za współudział w zabójstwie w wersji hard core. W tej drugiej wersji, również dziennikarze kolportujący informacje i pianym generale w kokpicie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności za utrudnianie śledztwa lub wręcz współudział. Tusk to wie, dziennikarze to wiedzą, więc możemy też zobaczyć akcję prewencyjną.

Sytuacja globalna


Polski deficyt państwowy, jak podaje eurostat, przekroczył 56% PKB. Z zadłużeniem wiążą się dwa zjawiska. Po pierwsze, trzeba je obsługiwać, co zmniejsza bieżącą konsumpcję. Po drugie, stałe uzależnienie od finansowania z zagranicy, uzależnia Polskę od globalnych nastrojów. Pokolenie temu, problem drogiej ropy został rozwiązany przez P. Volckera poprzez wywołanie głębokiej recesji. Tym razem nie będzie to potrzebne, problem drogiej ropy rozwiązywany jest gazem z łupków, w przyszłości przyjdzie pora i na ropę z łupków. Spadek cen ropy spowoduje spadek deficytu handlowego USA, i siłą faktu więcej kapitału pozostanie w USA i mniej go będzie na inwestycje w krajach jak Polska. Może to, choć nie musi, doprowadzić do ucieczki od Polskich obligacji, szczególnie, jeżeli w Polsce będzie wtedy głęboka recesja i niestabilność polityczna.

Coś na wesoło


Póki co ciszmy się nowym Basenem Narodowym w Warszawie, on odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest basen na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo.
 

Tagi: giełda, inwestowanie