O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2012-12-31 10:42
 Oceń wpis
   

Latem 2009 roku czytałem książkę z 2006 roku "The Coming Economic Collapse". W książce tej nie było ani słowa o sub-prime, argumentacja skupiała się surowcach energetycznych. Jeden ze scenariuszy, uznany przez autora za optymistyczny, to eskalacja ceny ropy, który wywołuje deflacyjną recesję. Ten scenariusz rozgrywał się w 2008-2009 roku.

Obecnie, dzięki gazowi łupkowemu USA jest na dobrej drodze do energetycznej niezależności. Pierwszy wykres przedstawia dynamikę ceny ropy w obszarze amerykańskim i europejskim. W 2010 roku coś zaczęło się zmieniać i obecnie ropa Crude kosztuje 90 usd, podczas gdy Brent 110 usd.

 

 

Pierwszy fundamentalny problem USA jest na dobrej drodze do rozwiązania. Drugi problem to zatkany rynek kredytowy. W USA kredyty hipoteczne są naprawdę hipoteczne – nieruchomość jest jedynym zabezpieczeniem kredytu. Gdy istnieje ryzyko spadku cen. wtedy banki wymagają większego wkładu własnego, zmniejszając siłę nabywczą. To, czego rynek potrzebuje, to stabilizacji cen.  Na wykresie indeksu cen mieszkań, widzimy, że taka stabilizacja ma miejsce. Drugi fundamentalne problem wygląda na rozwiązany, a przynajmniej na dobrej drodze.

 

 

Trzeci problem to system podatkowy. System ten odpowiada realiom lat 50-tych i 60-tych. Dla przykładu system podatkowy robi wszystko, by pieniądze które firmy zainwestowały zagranicą, zostały tam reinwestowane a nie wróciły do USA. Dodatkowo, w USA w odróżnieniu od Europy, opodatkowana jest praca a nie konsumpcja. O rozwiązaniu tego problemu, ani widu ani słychu.

Z podatkami wiąże się też mały smaczek. Firmy, np, Apple, wypracowują zyski np. w Luxemburgu, a od tych zysków odpisują zaliczkę na konto przyszłego podatku. Oczywiście, żaden podatek nie jest zapłacony, ale w rachunkach jest odzwierciedlone, że podatek może wystąpić. W ten sposób spółki poukrywały grube dziesiątki miliardów zysków. Gdyby USA ogłosiły abolicję podatkową, dla wracającego kapitału, roezerwy zostaną rozwiązane, i spółki wykażą ogromny zysk.

Giełda

Index S&P500 wzrósł w 2012 roku bardzo umiarkowanie, w ciągu roku wzrost wyniósł 12% czyli 150 usd. W tym czasie spółki wypracowały ok 100 usd zysków, więc wzrost jest praktycznie odzwierciedleniem wzrostu wartości likwidacyjnej spółek w indeksie. Nie możemy mówić o wzroście optymizmu. Warto dodać, że zyski wypracowane są w kontekście stagnacji na rynku kredytowym, więc mają bardziej potencjał wzrostowy, niż spadkowy.

W tym roku S&P500 będzie musiał się zmierzyć z oporem z 2000 i 2007 roku. W 2000 roku sprawy poszły za daleko, ale zauważmy jedną ciekawostkę. Gdy przypomnimy sobie oczekiwania wobec technologii z tamtego okresu, to musimy powiedzieć, że to co w 1999/2000 roku miało być tuż za rogiem, a w 2001/2002 okazało się iluzją, teraz jest częścią normalnego życia.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-30 14:04
 Oceń wpis
   

Pojęcie kryzysu zadłużenia strefy euro jest pewnym skrótem myślowym, w rzeczywistości mamy kryzys bilansów płatniczych obszarów strefy euro. Dodać muszę, że jest to jedynie cykliczny problem, Europa poza tym, zmaga się z dwoma strukturalnymi problemami.

Pierwszy strukturalny problem, który przeszedł w stan zapalny, to kryzys energetyczny. W 2008 roku, cena ropy doszła do 140 usd za baryłkę i wywołała ciężką recesję w USA. Eskalacja ceny ropy w Europie była wtedy łagodzona poprzez silne euro. W międzyczasie sytuacja się zmieniła. Cena ropy dla Europy i USA rozjechała się, za sprawą gazu łupkowego. Dodatkowo wspólna waluta znacząco osłabiła się wobec dolara.

 

 

Wykres przedstawia cenę ropy w euro oraz średnią cenę ropy przez ostatnie sześć miesięcy. Widzimy, że poziom cen, który w 2008 roku był wyskokiem, teraz jest codziennością. Widzimy też, że średnia cena jest wyższa niż w 2008 roku.

Wysokie ceny paliwa tworzą presję recesyjną w całej gospodarce. Można je efektywnie porównać do podatku płaconego zaborcy. Europa by wyjść z kryzysu musi znaleźć tanie, i wewnętrznie produkowane źródło energii.

W tym obszarze Europa zachowuje się jakby chciała popełnić zbiorowe samobójstwo. Zarówno odejście od energetyki jądrowej jak i od poszukiwań gazu łupkowego eliminuje dwie główne alternatywy dla konwencjonalnych paliw kopalnych. Do tego dochodzi obsesja wiatrakowa, która jedynie destabilizuje sieć przesyłową oraz produkowana jest w geograficznie innych obszarach, niż konsumpcja energii.

Wolę nie zagłębiać się w przyczyny decyzji politycznych - czy to efekt zaczadzenia ideologią z '68  czy efekt pracy agenturalnej wielkiego wschodniego brata. W zasadzie oba wytłumaczenia mają solidne podstawy.

Tutaj dochodzimy do drugiego problemu strukturalnego. Europa jest zdominowana politycznie przez pokolenie '68. Ma to bardzo poważne konsekwencje. Po pierwsze, Ci ludzie są już starsi i życiowo nastawieni na utrzymanie status quo. Tak też wygląda polityka gospodarcza Unii – konserwowanie stanu obecnego. Po drugie, to pokolenie ma dość specyficzne podejście do innowacji. Innowacja nie jest rozumiana jako postęp techniczny, tylko jako przewalcowanie społeczeństwa, innowacją jest odrzucenie tradycyjnych wartości, na jakich zbudowana jest Europa. Po trzecie wreszcie religią pokolenia jest ekologia i każda racjonalna rozmowa o ochronie przyrody jest niemożliwa. Ekologia traktowana jest jako zryw, jako walka przeciw nim, jako wspomnienie młodości.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-29 09:06
 Oceń wpis
   

Kluczowym faktem gospodarczym nadchodzącego roku, w strefie Euro, mogą stać się podwyżki płac w Niemczech. Po pęknięciu bańki dot-com Niemcy rozpoczęły powolne ale konsekwentne reformy nastawione na wzrost konkurencyjności gospodarki. W ciągu dekady pensje rosły o średnio 1% rocznie. Wolniej od inflacji. W sektorze publicznym zamiast podwyżek, były cięcia dodatków (typu trzynastek). W efekcie, w ciągu dekady pensje w Niemczech wzrosły o 10%, podczas gdy w krajach południa Europy o 30-40%.

Ten wzrost konkurencyjności Niemiec jest częściowo przyczyną obecnych problemów południa strefy Euro. Wspólna waluta przez lata nie tworzyła presji na wzrost produktywności na południu, można było i żyć na kredyt i mieć mocną walutę.

W tym roku główne związki zawodowe będą domagać się podwyżek pensji o 6%, co prawdopodobnie skończy się na podwyżkach o 4%.  Pozostali pracodawcy prawdopodobnie też podwyższą pensje dopasowując się do podwyżek w sektorze publicznym i ciężkim przemyśle. Z polskiej perspektywy, gdzie jeszcze niedawno pensje rosły o 10% rok w rok, wydaje się to, co najwyżej, zabawne, jeśli nie żałosne. Jednak Niemcy są po dekadzie stagnacji i to ta stagnacja jest jednym z fundamentów obecnej siły niemieckiej gospodarki. Podwyżki pensji o 4% będą miały realny wpływ na układ gospodarczy.

Konkurencyjność, w jednym obszarze płatniczym musi się wyrównać, więc podwyżki w Niemczech oznaczają mniejsze obniżki płac w Hiszpanii czy Grecji. Popytowa inflacja w Niemczech złagodzi deflację w krajach peryferyjnych. Podwyżki płac mogą też wykreować boom konsumpcyjny, który będzie miał pozytywny wpływ też na Polskę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-27 19:34
 Oceń wpis
   

Pięć lat temu Polska weszła w straconą dekadę. Zaczęła się ona niewinnie, od spuszczenia powietrza z największych balonów, by później coraz bardziej schodzić do ludu. Spadać zaczęły ceny zupełnie normalnych spółek, mieszkań, wartości złotówki.  Wzrosło za to, choć nieznacznie, bezrobocie i nastąpiła eksplozja zadłużenia publicznego.

Po dwóch latach stagflacji Polska wchodzi w recesję. Pytanie brzmi, czy będzie to "ta" recesja. Recesja, przynosząca gruntowne oczyszczenie i kończąca straconą dekadę. Kluczową kwestią jest tutaj "odpalenie" konstytucyjnych progów zadłużenia, bo w Polsce jedynie z nożem na gardle można przeprowadzić gruntowne reformy – ograniczenie administracji, tolerancji korupcji i nepotyzmu czy nonszalancji wobec fuszerki.

Rynek kapitałowy dyskontuje obecnie taki scenariusz: Gospodarka zwalnia i gdzieś wczesną wiosną uderza o dno. Latem sytuacja zaczyna się stabilizować i gospodarka zaczyna znowu rosnąć. Powstaje pytanie, co miało by być motorem wzrostu ?

Poprzednim razem były cztery motory: dynamiczny wzrost wydatków socjalnych zrealizowany poprzez wzrost rent i emerytur jak i obniżki składek. Po drugie, inwestycje publiczne w infrastrukturę na intencję Euro2012, po trzecie, spadek złotówki i związany z tym spadek importu, wreszcie czwarty motor to normalnie funkcjonujący rynek kredytów hipotecznych. Polska, po recesji 2001-2003 miała tak ogromne braki w budownictwie mieszkaniowym, że lata hossy 2004-2007, nie potrafiły wyrównać niedoborów, czy doprowadzić do "przebudowania".

Obecnie trzy z tych motorów na pewno nie będą funkcjonować: nie da się już zwiększać wydatków socjalnych, nie da się też budować dróg, lotnisk i basenów na Euro. Budownictwo mieszkaniowe jest przeinwestowane i kredyty hipoteczne już nie będą płynąć jak przez ostatnie lata.

Możliwe motory wzrostu to poprawa bilansu handlowego, głównie poprzez ograniczenie importu, ale też i wzrost eksportu. Druga możliwość, mniej prawdopodobna, to inwestycje w energetykę. Trzeci motor to globalna płynność, która będzie poszukiwać parkingu, również w Polsce. Ten motor w Polsce może funkcjonować poprzez obniżenie kosztów obsługi kredytów prywatnych i publicznych.

Powiem w ten sposób – mam wewnętrzne przekonanie, wynikające z mojego przywiązania do cyklu pokoleniowego, że w Polsce prawdziwe załamanie będzie wywołane przez zacieśnienie polityki monetarnej w USA (ale też w Europie i Szwajcarii). Scenariusz, jaki uważam za najbardziej prawdopodobny, to płytka recesja, z której Polska wchodzi w kolejną stagnację. Z recesji udaje się wyjść metodą rolowania obligacji i obniżki stóp procentowych, co bezpośrednio przełoży się na niższe raty kredytów hipotecznych.  Duży wpływ na wyjście z recesji może mieć też wiszący w powietrzy boom konsumpcyjny w Niemczech (o tym będzie więcej w następnym wpisie).

Późniejsza stagnacja, ze wzrostem PKB typu 3% rocznie, nie będzie jednak powodowała wzrostu zatrudnienia. Dla ludzi, będą to mimo wszystko ciężki czasy. W prawdziwą recesję wpędzi Polskę fala zaostrzenia polityki monetarnej na świcie. I to wtedy będzie naprawdę ciężko – masowe zwolnienia w administracji publicznej, obniżki emerytur, brak leków w szpitalach, być może stan wojenny.

Tak na dobrą sprawę ciężko powiedzieć, czy jest to pesymistyczna czy optymistyczna wersja rzeczywistości. Tak naprawdę, lepsza dla ludzi byłaby ciężka recesja, po której przychodzi wzrost, niż recesja, podczas której udajemy, "że nic się nie stało", po której i tak musi przyjść recesja, podczas której stajemy twarzą w twarz z faktami.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-24 09:50
 Oceń wpis
   

Wszystkim czytelnikom bloga życzę radosnych świąt. Po świętach i w okresie noworocznym pojawi się więcej wpisów. Przyjdzie pora na rozliczenia się z zeszłorocznych prognoz, podsumowanie roku i próba przewidzenia dominanty gospodarczej na 2013 rok.

Jeszcze raz - radosnych świąt.

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-15 11:30
 Oceń wpis
   

Jak wynika z tytułu, dzisiaj będzie o inflacji, polityce monetarnej i o guru prognozowania makroekonomicznego. Zacznijmy od kilku definicji. Gdy na wskutek suszy, ceny produktów spożywczych rosną, to nazywa się to inflacja. Gdy dzięki jakiemuś wynalazkowi, ludzie czują się, że sytuacja będzie polepszać się na wieki wieków i przestają szanować pieniądze, co prowadzi do wzrostu cen, mówimy o hmm, inflacji. Tyle mówią profesory od monetaryzmu – jedna przyczyna, jedno lekarstwo.

Lepiej spójrzmy na rynek i spójrzmy zrozumieć rzeczywistość. Pierwszy wykres przedstawia zmianę cen rok do roku, popularnie nazywaną inflacją. Ten wskaźnik jest podstawą polityki monetarnej, a obowiązkiem RPP jest trzymanie wskaźnika między 1.5% a 3.5%.

 

 

Pierwsze co widzimy, to cykliczność inflacji, zgodnie z cyklem Kitchina, odkrytym w 1920 roku. Cykl ten trwa orientacyjnie 40 miesięcy. Po drugie widzimy, że generalnie inflacja przebywa w zadanym przedziale okazjonalnie – jest albo wyżej, albo niżej od zakresu. Po trzecie wreszcie widzimy, że ostatnio cykliczność zmniejszyła amplitudę.

Na gruncie obserwowanego cyklu Kitchina możemy powiedzieć co następuje. Nagły spadek inflacji w październiku nie jest zaskoczeniem. Do mechanizmu spadku inflacji wrócę jeszcze na koniec wpisu. Po drugie, RPP wykazała się dyletanctwem podnosząc stopy procentowe wiosną. RPP postąpiła procyklicznie – zacieśniając politykę monetarną w przeddzień spadku inflacji jaki i w przeddzień recesji.

Oczywiście rekord pobił Guru mówiąc pod koniec września:

– jak RPP może obniżać stopy procentowe, gdy inflacja wynosi 3,8 proc., czyli jest znacząco powyżej celu inflacyjnego, równego 2,5 proc.? To jest nieodpowiedzialne działanie – mówi prof. Leszek Balcerowicz.
– Jeśli rada nie jest w stanie panować nad inflacją w kraju, niech sama się rozwiąże. To jest poważna propozycja – mówi prof. Balcerowicz.


Guru dał popis choroby zwanej prognozowanie backward-looking. Takie myślenie prowadzi do zwiększania cykliczności i jest bardzo widoczne w okresie, gdy Balcerowicz był prezesem NBP. Inflacja była wtedy w zakresie jedynie okazyjnie, skuteczność polityki NBP w tym okresie to jedynie 29%. Najlepiej było za czasów śp. S. Skrzypka, gdy skuteczność wynosiła 41%. Zauważmy, że to śp. S. Skrzypek jest uznawany za kontrowersyjnego. Przełom 2008-2009, to też jedyny przypadek, gdy podczas wygięcia cyklu, inflacja pozostała w zakresie. Obecna rada ma równie wysoką skuteczność, na poziomie 39%.

Inflacja i recesja


Choć inflacja spadła, ludzie boleśnie ją odczuwają. Wzrost cen żywności i nośników energii jest na poziomie 4%. Zauważmy, że inflacja uwzględnia zmianę preferencji konsumentów – kupowanie tańszych zamienników w tańszych sklepach, więc faktyczny wzrost cen wielu produktów jest wyższy. Skąd więc spadek inflacji ? Ludziom, po podstawowych zakupach, zwyczajnie nie starcza pieniędzy na pozostałe zakupy, więc ceny towarów, typu ubrania, spadają.

Budżet też mocno to odczuwa. O ile paliwa są mocno opodatkowane, to żywność już nie. Spadek popytu na "towary nie pierwszej potrzeby" i ich spadek cen, widoczny jest we wpływach z VAT-u o którym pisałem kilka tygodni temu.

Jaki z tego wniosek ?


Po pierwsze pamiętajmy, że rzeczywistość medialna jest luźno związana z rzeczywistością. Za ekspertów mogą uchodzić osobniki wykazujące się dyletanctwem przy każdej możliwej okazji. To co nam pozostaje, to samodzielne studiowanie liczb i wykresów, samodzielne budowanie zrozumienia.

Po drugie chciałbym zaznaczyć, że z punktu widzenia gospodarki, pozytywne jest prowadzenie anty-cyklicznej polityki monetarnej, ale z punktu widzenia spekulanta giełdowego, jest odwrotnie. Najlepsze pieniądze można zrobić na reflacji – gdy po okresie spacyfikowania gospodarki, następuje normalizacja, i firmy zamiast dokładać do interesu zaczynają przynosić zyski.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-09 09:33
 Oceń wpis
   

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że WIG20 wyszedł górą z trendu bocznego. Znaczy to w skrócie, że w kraju zaczyna się nowa fala hossy. Po pierwsze Wig20 wyszedł ponad średnią 200-stu dniową i solidnie ją przetestował. Po drugie wybił się ponad linię boczniaka.

 

 

Z ważnymi wydarzeniami technicznymi zwykle łączą się ważne wydarzenia w gospodarce, jakieś przesilenie. W tym przypadku, takim wydarzeniem jest wyjście z reżimu stagflacyjnego i początek recesji. O tym, że zaczęła się recesja, nie trzeba nikogo przekonywać – sprzedaż detaliczna w październiku spadła o ponad 4% r/r (dane eurostatu). Zapaść w sprzedaży detalicznej potwierdzają też dane o wpływach z tytułu podatku VAT.

Sprzedaż detaliczna, w krajach takich jak Polska, tak naprawdę nie napędza gospodarki, tylko ją dusi. Wynika to z prostego faktu, że Polska jest gospodarką niedoinwestowaną, a konsumowane są towary importowane. Polska by wyrwać szerokie masy społeczne z biedy potrzebuje rozwoju infrastruktury oraz wzrostu opartego o eksport. Taki wzrost powoduje pojawienie się luźnej gotówki, która może być zainwestowana, również przez giełdę. To nie przypadek, że giełdy zawsze zaczynają rosnąć, gdy ekonometria mówi o recesji, a zaczynają spadać, gdy gazety piszą o "rynku pracownika".

Można powiedzieć, że giełda dyskontuje scenariusz szybkiej recesji w I i II kwartale 2013 roku, po którym następuje, zdrowszy, wzrost gospodarczy, tworzący miejsca pracy. Jeżeli ktoś uważa taki scenariusz za bazowy, to w obecną hossę nie ma co wątpić.

Pytanie pozostaje, czy może być mniej kolorowo. Krótkoterminowo niepokoi brak panicznego cięcia zapasów. Przesilenie recesji zwykle objawia się cięciem zapasów, po którym następuje konieczność ich odbudowania, i jeżeli odbudowanie pochodzi z produkcji a nie importu, jest to początek zdrowego wzrostu. Jeżeli w danych PKB za ten i następny kwartał zobaczymy cięcie zapasów, to będzie to dobry znak.

Długoterminowo możemy widzieć kilka zagrożeń. Po pierwsze pamiętajmy, że w Polsce kredyty są na procent zmienny. Dopóki reszta świata się delewaruje, jest to bardzo korzystne, bo ludzie z kredytami bezpośrednio odczuwają niskie stopy procentowe. Gdy reszta świata skończy się delewarować a zacznie się lewarować, globalny koszt pieniądza wzrośnie. I Polacy poczują to szybciej, niż reszta świata, z kredytami na długoterminową stopę procentową.

Największe zagrożenie to finanse publiczne. Polska lawiruje przy ustawowych granicach zadłużenia metodą zmiany definicji, tydzień temu przedefiniowano, przeliczanie zadłużenia nominowanego w walutach. Eurostat pokazuje, że Polska już dawno przekroczyła poziom zadłużenia na poziomie 55% PKB. Jest to igranie z ogniem i tworzenie nietransparentnej sytuacji, czy mówiąc prościej – karmienie spekulantów. Jeden artykuł w poczytnej gazecie pokazujący jak rozjechały się definicje krajowe i międzynarodowe, do tego informacja, że Polska jest w recesji i panika gotowa. Taka panika i konieczność równoważenia budżetu w kontekście cyklicznego spowolnienia oraz ucieczki kapitału zagranicznego, może wepchnąć Polskę w recesję na długie lata,  podobnie jak w recesji praktycznie od 2006 roku są Węgry.

Jeżeli tak by miało być, że recesja nie skończy się do połowy przyszłego roku, to obecna hossa może okazać się fałszywym wybiciem.

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-02 19:34
 Oceń wpis
   

Świat się zmienia znacznie szybciej, niż potrafię nadążyć. Dopiero co przyzwyczaiłem się do teorii, że w sprawie Katastrofy Smoleńskiej współpraca z Rosją układa się wspaniale, a tu ni z tego, ni z owego, prawdą objawioną się okazało, że Putin gra katastrofą, i dzieli nią Polaków. Wczoraj też kładłem się spać w przekonaniu, że w Polsce premierem jest Tusk, prezydentem Komorowski, a parlament pod wodzą marszałka Kopacz złożył wniosek o postawienie szefa opozycji przez Trybunałem Stanu. A już dziś rano dowiaduję się, że "Kaczyński toruje drogę putinizmowi, czyli systemowi, w którym można bezkarnie zamykać w kryminale swoich oponentów politycznych.", i mówi to były szef syna premiera. Człowiek wypije wieczorem lampkę wina i się okazuje, że przespał wybory czy zamach stanu, w każdym razie, wymianę władzy.

Zmierzając do tematu. Od jakiegoś czasu różni mądrzy ludzie przekonują mnie, że własność prywatna jest fajna, ale polityka personalna prowadzona musi być centralnie z Brukseli. I Bruksela lepiej wie ile musi być w zarządzie kobiet, a ile mężczyzn. Dzisiaj prawdą objawioną jest, że właściciel może zrobić z redakcją co chce. Jego własność – jego sprawa, a pracownicy mają przyjąć polecenie i zasalutować.

Dla ścisłości – Pan Hajdarowicz nie za bardzo jest właścicielem Presspubliki, gdyż akcje są zastawione w banku, a bank nie jest prywatny, tylko należy do akcjonariuszy. Własność prywatna podlega też innym ograniczeniom – nie można kupić fabryki, by ją zamknąć, zabraniają tego regulacje antymonopolowe. Tak więc widzimy, na gruncie standardowych praktyk, legalność działania polegającego na rozwaleniu redakcji "Uwarzam Rze" jest mocną dyskusyjna.

Bardzo trudno oprzeć się wrażeniu, że chodziło o domknięcie systemu medialnego, o wyeliminowanie konserwatywnego tygodnika. Kluczowe w "Uwarzam Rze" było to, że był z gruntu konserwatywny, w tym odcinający się od szaleństw i ekstremów. Tygodnik ten też nie za bardzo przystawał do wersji, że kto nie popiera władzy obiema rękami, tej jest nieudacznikiem albo prymitywem.

Pójdźmy krok dalej

Współczesna gospodarka coraz bardziej oparta jest na wiedzy i inowacji. Motorem wzrostu jest sprawnie działający zespół, a tego zespołu tego nie da się skonstruować jak maszyny, procedurami. Lider zespołu jest bardziej ogrodnikiem, wyrywającym chwasty i zapewniającym warunki organicznego wzrostu, niż konstruktorem. I nigdy nie jest "panem i rządcą". Czego właścicielem jest właściciel ? Meble, patenty, produkty należą do właściciela, ale do kogo należą faktyczne narzędzia produkcji, czyli działający zespół ?

Podobnie możemy zadać pytanie, w jakim stopniu przedsiębiorstwo należy do klientów. Bo to często klienci tworzą przedsiębiorstwo, czy to informując co lubią, a co nie, czy też tworząc treść. Zauważmy, że Facebook ma kapitalizację giełdową wynoszącą 60 mld USD. Czego właściwie właścicielami są akcjonariusze ?

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-12-02 08:59
 Oceń wpis
   

Wydarzeniem tygodnia były dane o Produkcie Krajowym Brutto w trzecim kwartale bieżącego roku. Mówimy tu trochę o giełdowej prehistorii, gdyż kwartał ten zaczął się w dniu, gdy rozgrywany był ostatni mecz Euro2012, a dyskontowanie fatalnej sytuacji budowlanki w trakcie i po mistrzostwach zaczęło się już kawałek czasu temu, konkretnie wiosną 2007 roku.

 

 

Dzisiejszy wykres jest skopiowany z "Dziennika", a pokazuje on wzrost PKB rok do roku przez ostatnich kilkanaście lat. Zacznijmy od obserwacji, że dokąd oko sięga, nie było w Polsce recesji, rozumianej jako spadek PKB w ujęciu r/r. Kolejna obserwacja, to że wzrost PKB o 1.4% r/r jest zjawiskiem ekstremalnym, tak samo jak wzrost szybszy niż 7% r/r. Po trzecie zauważmy, że w zakończonym cyklu wzrostowych gospodarka rozwijała się w tempie około 4.5% rocznie, czyli o 2-3% mniej niż w poprzednich cyklach.

W prasie pojawiają się ciekawe nieporozumienia dotyczące powyższych danych. Pierwsze nieporozumienie, to że nie ma mowy o kryzysie, jest jedynie spowolnienie wzrostu, do poziomu o jakim Europa może tylko marzyć. Jak widzimy na wykresie wyżej, mamy do czynienia z, co najmniej, rzadkim zjawiskiem. Bezpośrednie porównywanie tempa wzrostu między krajami nie ma większego sensu. W Niemczech wzrost gospodarczy na poziomie 2% generuje zjawiska typowe dla boomu gospodarczego, a w kontekście stagnacji, możliwy jest wysoki poziom zatrudnienia i zbilansowane finanse publiczne. Polska uzależniona jest od znacznie szybszego wzrostu – dopiero przy wzroście w okolicach 4% rocznie następuje spadek bezrobocia.

Drugie nieporozumienie, to że kryzys jest nie nasz, ale jest odpryskiem globalnych trendów. Tą tezę też trudno zaakceptować. Zauważmy, że popyt prywatny jest niższy niż rok temu, a wzrost PKB ratuje tylko pozytywny bilans handlowy (dodał 2.1% wzrostu). Ten pozytywny bilans handlowy wynika z ograniczenia importu (co jest zresztą pozytywnym zjawiskiem).

Trzecie nieporozumienie, to że mimo "spowolnienia" Polska jest cały czas wiarygodnym krajem, co widać w rentowności obligacji. Rozważmy taką sytuację – człowiek podejmuje decyzję, że czegoś nie kupi. Ta decyzja może mieć różne przyczyny, np. człowiek obawia się o utratę pracy. W efekcie, wpływy z VAT są mniejsze niż oczekiwane, ale na każdą złotówkę niższych wpływów z VAT-u jest 5 zł, które pozostały na koncie, i które prędzej czy później, lądują w obligacjach skarbowych. Widzimy więc, że w pierwszej fazie recesji, spadek rentowności obligacji jest zupełnie naturalnym zjawiskiem. Gdy ludzie zaczynają tracić pracę, sytuacja się komplikuje – jak się to ułoży zobaczymy na początku przyszłego roku.
 

Tagi: giełda, inwestowanie