O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2012-02-26 16:42
 Oceń wpis
   

Moją główną metodą analizy spółek jest analiza fabularna. Jest to analiza bardziej tego, co może się wydarzyć, niż tego co jest, czy tego, co było. Niepewność jest przyjęta jako naturalny stan rzeczy, również nieliniowe efekty wydarzeń są są naturalnym stanem rzeczy. Przykładem nieliniowego efektu jest np. mały spadek obrotu, który wywołuje kryzys płynności spółki i wypowiedzenie kredytów bankowych.

W analizie fabularnej chodzi o wyobrażenie sobie spójnego scenariusza, jaki może się zrealizować i oszacowaniu prawdopodobieństwa takiego scenariusza. Akcent w poprzednim zdaniu pada na słowo "spójnego". Czy można sobie wyobrazić, że wzrost gospodarczy powoduje wzrost cen ropy ? Można. Czy można sobie wyobrazić, że wzrost gospodarczy powoduje spadek cen ropy, też można. Więc z tą spójnością zawsze wiąże się pewne ryzyko.

Standardowa ekonomia opiera się na założeniu, że w systemie dominują negatywne sprzężenia zwrotne stabilizujące system. Np. cena ropy rośnie, więc więcej firm poszukuje nowych złóż, w efekcie cena spada. To założenie jest niezbędne do posiadania modeli, z których można coś policzyć. Tak się jednak składa, że w przyrodzie istnieją też dodatnie sprzężenia zwrotne: cena ropy rośnie, więc kraj siedzący na ropie zmniejsza produkcję, gdyż lepiej trzymać zapasy w drożejącej ropie niż w dolarach. Gdy cena spada, ten sam kraj zwiększa produkcję, by starczyło na wszystkie wydatki. Dlatego rynek poruszą się od przesady do przesady, a nie od stabilności do stabilności.

Scenariusz załamania.

Zawsze zaczynam od scenariusza załamania. Czy można sobie wyobrazić, że wartość spółki spada szybko o 80-90% ? Jeżeli rozważamy spółkę wynajmującą ciężki sprzęt roboczy, to wyobrażenie sobie takiego scenariusza jest bardzo łatwe. Spółka po stronie kosztowej ma amortyzację i koszty finansowe, które są bardzo sztywne. Po stronie dochodowej są prowizje z wynajętego sprzętu. Zauważmy, że jeżeli jakaś firma ma stabilne zamówienia, to nie będzie wynajmowała sprzętu, ale samodzielnie go kupi. Firmy wynajmują sprzęt, bo chcą pozbyć się ryzyka spadku zamówień. Wynika z tego, że każde, nawet małe, wahnięcie koniunktury przekłada się na stronę dochodową naszej spółki. W efekcie, przy wahnięciu koniunktury szybko  pojawiają się starty, a nawet i ryzyko utraty płynności finansowej. Jeżeli do tego dojdzie wypowiedzenie kredytów, to i spadek o 99% jest realny. Takie spółki warto obchodzić szerokim łukiem.

Scenariusz załamania może się też zrealizować jako scenariusz nasycenia. Największe pieniądze można zarobić, gdy jakieś specjalistyczne urządzenie staje się elektroniką użytkową. Sprzedaż potrafi szybko wzrosnąć 10 i 100 razy.  Ostatnio taka sytuacją była w przypadku urządzeń do nawigacji w samochodach. Sprzedaż rosła kilkadziesiąt procent rocznie, rentowność netto wynosiła w okolicy 20-30%. Podczas sezonu świątecznego 2007 sprzedaż się podwoiła, ale rentowności wszystkich graczy na rynku spadły praktycznie od zera.

Trzecia możliwość to scenariusz katastrofalnego wypadku. Przykładem z życia jest wyciek ropy, który rozłożył BP. Ta analiza jest bardzo trudna, gdyż człowiek z zewnątrz nie potrafi samodzielnie stwierdzić, czy wydatki na utrzymanie i kontrolę jakości systemu przesyłowego są adekwatne czy nie. Bardziej pomocna może być analiza, czy dana firma może być uzależniona od jednego wydarzenia. Kopalnie, firmy ubezpieczeniowe częściowo też farmaceutyczne mogą być tu przykładem.

Jakieś pozytywy ?


Zjawiska nieliniowe częściej rozgrywają się jako scenariusze załamania. Są też pozytywne zjawiska nieliniowe, które są mniej spektakularne, ale chyba w najbliższym czasie będą dominować na rynku. Taki przykład. Obecnie kredyty hipoteczne w USA są bardzo tanie, na poziomie 3.2%.  Refinansując kredyt z 2007 roku, gdy oprocentowanie wynosiło 6.5%,  można zaoszczędzić, powiedzmy 800 usd miesięcznie, na kredycie 300 tyś usd. Ale, by dostać kredyt refinansujący, trzeba mieć własny kapitał. Żaden bank nie da nowego kredytu, jeżeli będzie ryzyko, że człowiek porzuci nieruchomość. Gdy ludzie zaoszczędzą kapitał, i zaczną refinansować, ich raty spadną. Będą wiec mogli więcej wydać w lokalnym sklepie. W efekcie zmniejszy się bezrobocie i nowe porzucenia domów, co spowoduje spadek presji na spadek cen nieruchomości. W odpowiedzi banki będą obniżać wymagania kapitału własnego potrzebnego do zrefinansowania nieruchomości. Każda zrefinasowana nieruchomość powoduje zwiększenie się puli nieruchomości, które podlegają refinansowaniu.  

Tu jeszcze raz podkreślę coś, co jest oczywiste, ale chyba wielu ludzi sobie tego nie uświadamia. Mimo zerowych stóp procentowych, w większości krajów ludzie płacą takie same raty jak w 2007 roku. Polityka niskich stóp, w krajach opartych o kredyty na stopę stałą, nie przekłada się na gospodarstwa domowe. Dopiero przy refinansowaniu następuje obniżenie faktycznych rat. Zupełnie inaczej jest w Polsce, gdzie dzięki zmiennym stopom procentowym polityka monetarna natychmiast przekłada się na gospodarstwa domowe.

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-02-13 12:16
 Oceń wpis
   

Mój model popytu na mieszkania spotkał się i z uznaniem jaki i z uzasadnioną krytyką. Generalnie krytyka ma dwa kierunki – pierwszy kierunek, to wiek ludzi zaciągających kredyty. Dzięki linkowi do statystyk programu "Rodzina na swoim" uzupełniłem model o faktyczny wiek zaciągania kredytu, zakładając, że program ten jest reprezentatywny.

Druga linia krytyki, to że sytuacja demograficzna to tylko część prawdy, ważne są też inne parametry – np. stan techniczny obecnej bazy mieszkaniowej. Z tą krytyką mógłbym się zgodzić, gdyby fluktuacje demograficzne wynosiły 10-20%. Obecnie w miastach te fluktuacje wynoszą ponad 50%. 

Nowy, lepszy model


W nowym modelu mam dwa źródła informacji. Pierwszy to struktura demograficzna. Tym razem źródłem jest to struktura demograficzna Warszawy w 2009 roku. Ta struktura jest bardziej reprezentatywna dla miejskiego rynku, gdzie skoncentrowana jest działalność deweloperów, niż struktura z całej Polski (choć jest to detal). Pierwszy wykres to liczba ludzi w danym wieku w Warszawie. Niżej jest też oryginalny wykres z raportu GUSu.

 

 

Drugi element to wiek ludzi zaciągających kredyt z programu "Rodzina na swoim". Ta struktura przedstawiona jest na drugim wykresie.

 

 

Sam model, to przeniesienie struktury demograficznej na konkretny rok, poczynając od 2000 do 2020, zakładając brak migracji. Oczywiście migracja jest, ale dla modelu ważne jest by była albo stabilna albo w tym samym kierunku co trend w Warszawie.

Wyliczając iloczyn skalarny wektora wieku i wektora popytu na mieszkania dostajemy potencjał demograficzny czyli liczbę ludzi w wieku właściwym na wzięcie kredytu i zakup mieszkania. Oczywiście wielu ludzi mieszkanie np. odziedziczy, ale liczba mieszkań odziedziczonych jest mniej-więcej stała, a nas interesuje zmienność potencjału kredytowego.

 

 

Trzeci wykres przedstawia wyliczony potencjał demograficzny. Potencjał ten rósł dynamicznie do 2006-7 roku i wtedy zaczął osiągać szerokie maksimum. Zauważmy, że bessa na spółkach deweloperskich zaczęła się wiosną 2007 roku, czyli w roku, gdy dynamika potencjału zaczęła spadać. Przypominam też, że bessa na deweloperach zaczęła się kilka miesięcy zanim zaczął się, tak zwany, globalny kryzys. Obecnie jesteśmy już za szerokim maksimum i przed nami długi systematyczny spadek.

Zdolność produkcji deweloperów to w przybliżeniu średni popyt na mieszkania za ostatnich kilka lat. Do 2007 roku ten popyt był znacznie wyższy niż zdolność produkcji. Przez ostatnie kilka lat, ten popyt był zbliżony do podaży, obecnie coraz wyraźniejsza będzie nadpodaż mieszkań. Ta nadpodaż będzie trwała dłużej niż dekadę.

 



 

Tagi: giełda, inwestowanie, mieszkania, demografia, kredyty hipoteczne


2012-02-11 09:01
 Oceń wpis
   

W 2011 roku depozyty gospodarstw domowych w Polsce wzrosły o 56 mld zł. O podobną kwotę wzrosły kredyty. Trzeba zauważyć, że kredyty wzrastają zarówno dzięki nowej akcji kredytowej jak i dzięki wzrostowi wartości kredytów walutowych, wynikającemu z systematycznego rozwodnienia złotówki. Pierwszy wykres przedstawia kredyty i depozyty gospodarstw domowych przez ostatnie trzy lata.

 

 

Widzimy, że gospodarstwa domowe cały czas mają więcej kredytów niż depozytów. Oznacza to, że pożyczają pieniądze nie między sobą, tylko od zagranicy. W normalnych warunkach, gospodarstwa domowe powinny mieć nadwyżkę depozytów nad kredytami, by sfinansować potrzeby kapitałowe przedsiębiorstw. Drugi wykres przedstawia nadwyżkę kredytów nad depozytami. Sytuacja jest diametralnie inna niż 10 lat temu, kiedy gospodarstwa domowe miały 150 mld zł nadwyżki oszczędności (szczegóły tutaj).

 

 

Trzeci wykres to kredyty zagrożone. Widzimy, że rosną one stabilnie, nie zważając na hossę na giełdzie. Oczywiście większość kredytów zagrożonych to kredyty konsumpcyjne, w przypadku kredytów hipotecznych zagrożonych jest tylko 7 mld zł aktywów. Trzeba jednak dodać, że większość kredytów jest bardzo młoda, jak i suma kredytów zagrożonych systematycznie rośnie.

 

 

Jaki z tego wniosek ?


Pierwszy wniosek jest taki, że liczenie na mega-hossę lub wzrost gospodarczy w stylu 2004-2007 można włożyć między bajki. Tamta hossa wywołana była powrotem do normalności przechłodzonej gospodarki. Obecnie większe ryzyko jest, że akcja kredytowa się zmniejszy, niż ryzyko nagłego ożywienia. Drugi wniosek jest taki, że Polska uzależniona jest od kapitału zagranicznego i dlatego złotówka tak bardzo jest wrażliwa na wszelkie zawirowania na globalnych rynkach.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2012-02-04 10:16
 Oceń wpis
   

Nasdaq w pięknym stylu, luką hossy, wybił się na nowe szczyty. Oczywiście węższy nasdaq100 już w połowie stycznia wybił się na szczyty, a lokomotywa giełdy, Apple, jest 30% wyżej, niż rok temu. Technologia ciągnie rynek i gospodarkę.

 

 

 

 

Gdy dość oficjalnie można odgwizdać koniec wyprzedaży z sierpnia 2011 roku, chciałbym powrócić do ostatniego podrygu scenariusza armagedonu. Właśnie wtedy na przełomie września i października furorę robił filmik z maklerem opowiadającym o gigantycznych zyskach na nadchodzącym załamaniu. Skomentowałem to wtedy w tym wpisie.

Wczoraj, szeroki index S&P500 wzrósł o 1.5% podczas gdy cena złota spadła o 1.8%. Było to reakcją rynku na, naprawdę mocne, dane o zatrudnieniu. Przybyło 256 tyś nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym, z mocnym akcentem dobrych miejsc pracy, z wysoką wartość dodaną: w produkcji przybyło 50 tyś miejsc pracy, w kategorii "professional and technical service" przybyło 30 tyś miejsc pracy.

W zasadzie, obecnie można założyć, że gospodarka w USA będzie tworzyła systematycznie 250 tyś nowych miejsce pracy miesięcznie, czyli 3 mln rocznie.  W tym tempie zatrudnienie 12 mln bezrobotnych potrwa mimo wszystko ładnych kilka lat. FED ostatnio obiecał niskie stopy procentowe do połowy 2014 roku – te zapowiedzi oparte są właśnie o taką arytmetykę. W przeciwieństwie do Europy, FED ma podwójny mandat: zapewnienie niskiej inflacji i wysokiego stopnie zatrudnienia.

Obecnie presja inflacyjna będzie zanikać. Ceny towarów energetycznych są względnie stabilne, ceny surowców spożywczych są niższe niż przed rokiem. Z opóźnieniem będzie się to przekładało na półkę sklepową i na decyzje banków centralnych. Ludziom więcej pieniędzy zostanie w portfelach po opłaceniu podstawowych potrzeb.

Po roku marazmu na giełdzie i obawie o powrót kryzysu, przed nami lepsze czasy. Tak na giełdzie jak i w gospodarce.

Tagi: giełda, inwestowanie