O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2013-10-13 10:38
 Oceń wpis
   

Dzisiejszy wpis będzie o dynamice oprocentowania obligacji 10-cio letnich i ich związku z parametrami gospodarczymi – inflacją i wzrostem gospodarczym. Generalnie wszyscy się zgodzą, że obligacje są instrumentem do zachowania wartość, w wersji pesymistycznej lub partycypacji we wzroście, w wersji optymistycznej. Oprocentowanie obligacji powinno być więc wyższe niż inflacja a niższe niż nominalny wzrost PKB.

Na gruncie teorii racjonalnego rynku można powiedzieć, że cena obligacji to przewidywanie średniej inflacji (wzrostu PKB) na następną dekadę. Z tego płynie oczywisty wniosek, że ani inflacja ani wzrost nam w tej dekadzie nie grożą.

Zamiast teorii, przyjrzyjmy się wykresom. Pierwszy wykres przedstawia rentowność amerykańskich  obligacji 10-cio letnich, na który nałożona jest średnia inflacja i nominalny wzrost PKB przez następną dekadę.

 

 

Widzimy, że obligacje ani nie przewidziały dekady inflacji w roku 1970, ani spadku inflacji dziesięć lat później. Generalnie, na pierwszy rzut oka, oba wykresy wyglądają przesunięte o 10 lat.

Tutaj dochodzimy do drugiego wykresu. Przestawia on średnią inflację za ostatnią dekadę plus 3%. Te 3%, to w ekonomii magiczna liczna. Przez długie lata, w świecie zachodu funkcjonowała teoria, że naturalny średni wzrost gospodarczy to 3%. Ta liczba trafiła nawet do traktatu z Maastreicht, bo limit deficytu na poziomie 3% PKB wynika właśnie z przekonania, że tyle wynosi średni naturalny wzrost gospodarczy (więc deficyt 3% jest bezpieczny).

 

 

Jak widzimy, ten bardzo prosty model świetnie opisuje rentowność obligacji. Są jednak dwa wyjątki. Po dekadzie stagflacji, na przełomie lat 70/80 ludzie żądali większego oprocentowania. Również obecnie, po dekadzie dyzinflacyjnej stagnacji a potem recesji, inwestorom wystarcza oprocentowanie, które nawet nie pokrywa inflacji, o zysku już nie wspominając.

Podsumowując. Dane pokazują, że rynek obligacji patrzy w przeszłość, przy czym w kluczowych momentach widzi tą przeszłość w przesadzonych barwach. Po drugie, wszystko wskazuje na to, że obecnie mamy taki przełomowy moment. Przez przełomowy moment rozumiem tu, że przez następne, powiedzmy 20-lat, będziemy mieli inflacyjny boom, podobny do lat 1950-60.

Jakie z tego płyną praktyczne wnioski. Po pierwsze, funduszy obligacji trzeba unikać jak ognia czy deweloperki w 2007 roku. Obligacje zostaną zmasakrowane. Po drugie rozsądną decyzją jest stanięcie po krótkiej stronie rynku obligacji, np. biorąc kredyt z oprocentowaniem stałym.
 

Tagi: giełda, inwestowanie