O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2013-11-30 10:30
 Oceń wpis
   

Nasdaq-100 osiągnął dno bessy 21 listopada 2008 roku. Ponad pięć lat temu. Podczas paniki, wiosną 2009 roku, indeks ten już nie pogłębił dna. Hossa robi się więc już powoli stara: pięć lat, gdy liczymy od najsilniejszego indeksu, lub prawie pięć lat, gdy liczymy od najważniejszego indeksu – S&P 500.

Po panice w 2009 roku mieliśmy doroczne paniki w 2010 i 2011 roku. W zeszłym roku mieliśmy dwie umiarkowane korekty a w tym, trzy mini-korekty. Jeżeli ten trend –  systematyczny spadek zmienności – ma trwać, to w przyszłym roku będziemy mieli 250 sesji ze wzrostem 0.1% i cztery korekty ze spadkiem o 1%. Stulecie wybuchu Wielkiej Wojny uczcimy brakiem zmienności na giełdzie.

Analiza techniczna podpowiada, że po wybiciu z trendu bocznego kurs powinien przetestować górne ograniczenie kanału bocznego. Tym ograniczeniem jest okolica 1520-1550. Jeżeli zrobimy analizę zniesień harmonicznych, poczynając od dna bessy i zakładając, że testowany poziom wypadnie na pierwszym zniesieniu harmonicznym, to szczyt wypada na poziomie 1860. Nie jestem aptekarzem, szczyt może być na poziomie 1860, 1900, a może by już teraz. Tak czy inaczej, na duże wzrosty nie ma już miejsca.

 

 

Podobną analizę możemy przeprowadzić dla, wspomnianego wyżej, indeksu nasdaq-100. W tym przypadku wyznaczamy szczyt tak, by historyczne korekty ładnie wpisywały się w strukturę zniesień harmonicznych. W tym przypadku nad głową jest trochę więcej powietrza, do poziomu 3750, ale to też jedynie 6%.

 

 

Podsumowując. Spodziewam się korekty, prawdopodobnie połączonej z dłuższą konsolidacją. Korekta ta powinna się zacząć już niedługo, być może tradycyjnie według przysłowia ludowego: “idzie luty szykuj puty”. Sam, powili zacząłem już realizację zysków, często pokaźnych zysków. Przez najbliższe miesiące zamierzam sprzedać więcej niż połowę akcji.

By nie było wątpliwości – nie prorokuje tu armagedonu, bessy i ostatecznego kresu systemu. Wnet przeciwnie, uważam, że spadkom na giełdzie towarzyszyć będą świetne informacje z gospodarki. Zatrudnienie i pensje będą rosły, rosła będzie sprzedaż detaliczna – a więc i wpływy podatkowe. Co najważniejsze – nastąpi odbudowa naturalnej kreacji pieniądza, poprzez kredyt hipoteczny. Ten właśnie punkt spowoduje, powolne wycofywanie się banków centralnych z programów płynnościowych.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-11-23 09:37
 Oceń wpis
   

Magik księgowości pokazał swój ostatni numer – w kulminacyjnym momencie zniknął, a swojemu następcy pozostawił cztery zgniłe jajka. Pierwsze zgniłe jajko, jakie magik księgowości pozostawił, to ryzyko płynności. Budżet na 2014 rok oparty jest na operacji kontrolowanego bankructwa Polski, dowcipnie nazywanego “reformą OFE”. Jeżeli z jakiegokolwiek powodu ”reforma OFE” nie stanie się obowiązującym prawem, budżet na przyszły rok całkowicie się rozsypie. Rozsypie się do tego stopnia, że realistyczne jest przekroczenie konstytucyjnego progu zadłużenia (60% PKB). W tym przypadku, kontrolowane bankructwo może szybko przerodzić się w bankructwo mniej kontrolowane a bardziej chaotyczne.

Tak dochodzimy do drugiego zgniłego jajka – chaosu prawnego. Sztandarowy przykład to tymczasowo zawieszone ustawowe progi ostrożnościowe. Tak samo tymczasowo zawieszone, jak tymczasowa jest podwyżka VAT. Ostatnio Ministerstwo Finansów do spółki z BGK organizuje fundusz REIT, czyli inwestujący w mieszkania na wynajem. Ten fundusz ma być gdzieś między normalnym funduszem o działalności rynkowej a wynajemcą mieszkań o działalności socjalnej. W myśl zasady, że w mętnej wodzie szczupaki grasują, będzie funduszem do wyprowadzania pieniędzy i do ulżenia deweloperom w kwestii nawisu podażowego.

Również nowa reguła wydatkowa sześć lat czekała w szufladzie i się nie do doczekała. Według mnie, w tej szufladzie nie było żadnej reguły, tylko jakiś trup był tam upchnięty. I tu dochodzimy trzeciego zgniłego jajka – trupy poupychane po szafach.

Wydatki na drogi zostały wypchnięte do funduszu drogowego. ZUS na bieżące wydatki pożycza pieniądze w budżecie, bądź w funduszu demograficznym. Rok za rokiem krajowe i międzynarodowe miary zadłużenia coraz bardziej się rozjeżdżają. Do tego dochodzą takie drobiazgi jak przeksięgowanie VAT-u z stycznia 2013 an grudzień zeszłego roku. Jakie jeszcze trupy powypadają – zobaczymy.

Ostatnim wreszcie zgniłym jajkiem jest gigantyczne zadłużenie. Gdy Magik obejmował urząd, zadłużenie państwa wynosiło 530 mld zł. Obecnie jest w okolicach 930 mld. Gdyby te 400 mld zł poszło w inwestycje infrastrukturalne czy reindustrializację, to możnaby dyskutować czy warto czy nie. Te pieniądze poszły jednak w kupowanie spokoju społecznego by przykryć nieudolność władz i rozkradania państwa przez koalicję Platformy z PSL. Te wydane pieniądze nie będą przynosiły teraz zysku, wnet przeciwnie, ciągłe podnoszenie emerytur powoduje jedynie wzrost oczekiwań, dalszych wzrostów. Oczywiście można powiedzieć, że MinFin nie kształtuje polityki rządu, ale to właśnie on, sztuczkami księgowymi i prawnymi, umożliwił tak gigantyczny wzrost zadłużenia.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-11-01 09:46
 Oceń wpis
   

Zaczyna mnie już powoli mdlić od tego optymizmu i zieleni. W zasadzie, od początku 2009 roku jestem bykiem-optymistą, z półrocznym epizodem sceptycyzmu na początku 2011 roku. W obecnej hossie jestem więc zarobiony i nie mam presji na gonienie pawia.

Obecne wzrosty tak naprawdę wcale nie są dynamiczne, ale są, po pierwsze, bardzo systematyczne, bez solidnej korekty, po drugie, indeksy są już na wysokim poziomie. Gdy w 2009, czy potem po wyprzedaży w 2011, roku trafiały się dni ze wzrostem po 4%, to był to jedynie powrót ze skrajnego niedowartościowania do umiarkowanego niedowartościowania. Teraz, o skrajnym niedowartościowanie trudno mówić.

Technicznie rzecz ujmując, za dużo powietrza nad głową nie ma. Do niedawno abstrakcyjnego  poziomu – 1800 – zostało jedynie 2.5%. Do całkiem abstrakcyjnych dwóch tysięcy zostało tylko 14%. Przy obecnym tempie, indeks będzie tam za kilka miesięcy.

S&P500 wybił się z trwającego dekadę boczniaka i teraz robi się pora, by górne ograniczenie choć raz, solidnie przetestować. Po przetestowaniu poziomu ~1500, zrobi się znowu dużo powietrza nad głową. Naturalny ruch to wzrosty o szerokość boczniaka, czyli o 900 punktów. Naturalnym celem będzie więc poziom 2500.

Za kilka miesięcy FED-owi ciężko będzie uzasadnić dalszy skup obligacji. Co prawda, za wzrostami na giełdzie nie idzie wzrost inflacji – nie rosną ceny surowców. Prawdą jest też, że choć indeks cen nieruchomości wybił się z wieloletniego boczniaka, to nie szybuje jeszcze w obłoki. Tyle, że oba te fakty uzasadniają neutralną politykę monetarną, ale nie jej luzowanie.

Podsumowując – oficjalnie zakładam skórę sceptyka. Przy okazji redukuję powoli portfel akcyjny by zająć dużą krótką pozycję na rynku długu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie