O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2013-12-31 10:01
 Oceń wpis
   

W przyszłym roku sytuację globalną zdominują dwa czynniki – zacieśnianie polityki monetarnej przez FED oraz załamanie cen ropy. Oba te czynniki doprowadzą do radykalnego spadku globalnej płynności.

W zasadzie, to FED wyrywając się przed szereg zepsuł mi wpis. Ograniczanie programu luzowania ilościowego już jest faktem. Pytanie pozostaje otwarte w jakim stylu ograniczany będzie dodruk dolarów. Jeżeli będzie za wolne, to istnieje ryzyko, że za dwa lata trzeba będzie bardzo mocno przyhamować. Jeżeli będzie za mocne, to może doprowadzić do szybkiego załamania rynków finansowych.

Zauważmy jedną rzecz. Z punku widzenia normalnego człowieka, program QE był bardzo nieskuteczny. Czy mówiąc precyzyjniej, zanim zwykły człowiek odczuł QE minęło wiele miesięcy i lat. Podobnie będzie z zacieśnianiem. Człowieka, który ma kredyt na stopę stałą, w zasadzie nie obchodzi ile w danym momencie wynoszą stopy procentowe. Z tego wniosek, że przyjdzie pora, choć pewnie nie w przyszłym roku, że FED przesadzi z zacieśnianiem. Gdy ludziom po latach postu wrócą dobre humory, małe podwyżki stóp, których człowiek przecież nie odczuwa, humoru nie popsują. I FED będzie musiał przesadzić. Choć to pewnie jeszcze nie w przyszłym roku.

Tutaj kamyczek do krajowego ogródka. Gdy stopy procentowe dygną w Szwajcarii, w trzy dni wywoła to recesję w Polsce. Połączenie słabej złotówki i wzrost oprocentowania kredytów walutowych stanowi mieszankę wybuchową. Tutaj też zastrzeżenie, że w 2014 roku jest to mało prawdopodobne.

Moje obecne tezy nie budzą chyba w nikim kontrowersji. Flaki z olejem. Pora na kontrowersyjną tezę – załamanie cen ropy. Ta teza ma trzy aspekty.

Po pierwsze, tak już jest i będzie, że pieniądz idzie w siłę, a brak pieniądza idzie w słabość. Gdy zanika płynność, spada najpierw nie to, co jest najbardziej napompowane, tylko to, co jest słabe i mało ostatnio rosło. Według tego wzorca, zacieśnienie polityki monetarnej uderzy najmocniej w złoto i metale kolorowe oraz w ropę.

Po drugie, ruszają nowe odwierty. Rynek ropy to dwa duże rynki – ropa Crude Light oraz Brent. Do tego dochodzą małe lokalne rynki, skupiające kilka odwiertów i rafinerii. W prasie zaczęły pojawiać się informacje, że w niektórych lokalnych rynkach doszło do załamania cen. Są one o 10-20% niższe od cen na dużych rynkach. W nowym roku będziemy mieli cały czas dwa ważne czynniki – uchodzenie w okres użytkowania nowych odwiertów oraz podłączania małych rynków do globalnych ropociągów. To  wszystko zwiększy podaż ropy. U szczytu kryzysu, USA wstrzymało moratorium na nowe odwierty i teraz będzie to przynosiło efekt. Przełom na rynku gazu nastąpił w 2010 roku, w przyszłym roku bardzo prawdopodobny jest przełom na rynku ropy.

Po trzecie wreszcie, wzrost produkcji ropy zbiegnie się w czasie z zacieśnianiem monetarnym. Duże rynki typu Indie, Chiny, Brazylia albo wejdą w recesję, albo przynajmniej przyhamują. Spowoduje to globalny spadek popytu na ropę. Będzie to trzeci kamyczek do lawiny spadków.

Giełda.

Rok temu napisałem, że giełda musi się zmierzyć z poziomami z 2000 i 2007 roku. W tym roku napiszę to samo. Te poziomy trzeba przetestować od góry. Nie chcę wyrokować jak i kiedy. Najlepszy byłby scenariusz krachu – szybkiego załamania, po którym powracają wzrosty. Byłby to scenariusz krachu, jak letnia burza. Najbardziej prawdopodobny jest chyba jednak scenariusz męczącej rocznej konsolidacji.

Chciałbym tu jeszcze raz podkreślić, że ze spadkami na giełdzie łączyć się będą świetne wiadomości z gospodarki. W szczególności wzrost zatrudnienia i wzrost płac. Wraz ze wzrostem płac poprawiać się będą sytuację finansów publicznych, tak od strony deficytów, jak i jeszcze bardziej wskaźnika dług/PKB.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-30 14:45
 Oceń wpis
   

Dwie płynności. W Polsce można mówić o dwóch niezależnych źródłach płynności. Pierwsza płynność, to czynnik krajowy, drugi – globalny. Oba te czynniki żyją obecnie własnym życiem.

Na rynku krajowym mamy ogromną nadpłynność. Skąd się ona wzięła ? Latem 2012 roku Polska zaczęła wchodzić w recesję, która zresztą w połowie obecnego roku zaczęła się już kończyć. Ludzie zaczęli ograniczać zakupy importowanych towarów. Pierwszym efektem był spadek wpływów z tytułu podatku VAT. Drugim, trwalszym, efektem jest budowanie bazy płynnościowej. Ludziom zwyczajne pieniądze pozostały “w skarpecie”. Jest to zupełnie normalny mechanizm, przy czym kluczowe jest, by spadek popytu dotyczył towarów importowanych. Te pieniądze nie poszły w lokaty długoterminowe, które są ze względu na niskie stopy procentowe, nieatrakcyjne. Te pieniądze leżą na rachunkach bieżących oraz szukają szczęścia na giełdzie. Hossa na maluchach jest właśnie objawem krajowej nadpłynności.

Prognoza numer jeden jest taka, że ta nadpłynność w perspektywie kilku miesięcy pójdzie w towar. Statystycznie widoczne będzie to jako wzrost sprzedaży detalicznej a jeszcze silniej w statystykach wpływów z podatku VAT. Jeżeli pieniądze pójdą w towar zbyt dynamicznie, to może to oznaczać spowolnienie, a nawet zakończenie wzrostów na giełdzie, na maluchach.

Płynność globalna trzyma się od Polski z daleka. Jednym z objawów jest zachowanie dużego Wig-u. Przy czym Polska nie jest tutaj jakoś osamotniona, to samo dotyczy też pozostałych rynków wschodzących. Dalsze losy globalnej płynności zależą od FED-u i pani Yellen (Jeleń ?). Z tym, że napływ płynności można wykluczyć. Pytanie jest, czy będzie stabilizacja, ucieczka czy paniczna ucieczka. Tutaj świadomie unikam stawiania prognoz.

Stan ducha Narodu

Praktycznie od początku bloga piszę i alarmuje, że sytuacja demograficzna kraju jest katastrofalna. W tym roku temat ten trafił do mediów głównego nurtu. To bardzo pozytywne zjawisko – bez tematyzacji nie jest możliwe rozwiązanie problemu.

Ta tematyzacja niekiedy jest rzeczowa, niekiedy nieporadna a niekiedy groteskowa. Czytałem artykuł, którego autorem był były prezes z Łaski Bożej Pantoru czy innego ośrodka. Stwierdził, że co prawda z kraju wyjechało 18% populacji w wieku rozrodczym, ale nie dramatyzujmy, bo Polacy nie deklarują większej chęci wyjazdu do pracy za granicę niż inni Europejczycy. Rence opadają.

Oczywiście emigracja jest jednym z aspektów sytuacji demograficznej, jej fundamentem jest jednak niska dzietność. Nie ma w pełni wiarygodnych danych, ale sygnały pokazują, że Polski zagranicą mają dwukrotnie więcej dzieci niż w kraju. Są też sygnały, które pokazują, że kobiety o ustabilizowanej sytuacji zawodowej mają dwa razy więcej dzieci niż   kobiety z prekariatu. Sugeruje to, że młodzi chcą mieć dzieci – ale nie mają warunków.

Czekam, aż w mediach głównego nurtu ukaże się artykuł mówiący, że czas skończyć z uprzywilejowaniem emerytów. Że jest to niesprawiedliwe, by efekty cyklu gospodarczego musiała wziąć na klatę coraz mniejsza grupa młodych, a emerytom należy się jedynie podwyżka.

Media


Wydarzeniem roku 2012 było “odzyskanie” kwitnącego tygodnika “Uważam Rze”. W ciągu roku po zmianie redakcji, jego nakład spadł o 90%. Świadczy to o tym, że istnieje 100 tyś grupa ludzi, która jest świadoma tego co czyta. Nie łyka ciemnej masy, jak pelikany. To dobrze.

Gdy gazety należące do spółka Agora informują o spadku sprzedaży URz o 90%, czuć tam ton triumfu. Obawiam się jednak, że jest tam złość i zazdrość wobec redakcji Lisieckiego. Każdy dziennikarz chciałby mieć przecież świadomych i lojalnych czytelników. Redakcja starego URz odbudowała pismo praktycznie od zera i sprzedaje je w nakładzie ok 60 tyś sztuk.

W Polsce szykuje się przetasowanie sytuacji politycznej – całkowity rozpad Platformy a prawdopodobnie też i PiS-u. Te wydarzenia to jednak raczej pieśń 2015 roku, ze względu na wybory samorządowe, które są największą rozdzielnią ciepłych stołków. W tej perspektywie, sytuacja mediów staje się coraz ważniejsza, gdyż tradycyjnie, nowe ugrupowanie polityczne powstają wokół bazy medialnej, wyrażającej dany sposób myślenia.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-28 13:08
 Oceń wpis
   

Tradycyjnie z końcem roku nadchodzi czas spojrzenia w przeszłość i przyszłość. Patrząc w przeszłość, to co najbardziej zaskakuje we wpisach sprzed roku to oszczędność prognoz. Można zadać pytanie: dlaczego nie krzyczałem, że przed nami jeden z najlepszych lat w historii dla S&P500 ?

Gdy pod koniec listopada 2012 roku zauważyłem pięknie skonsolidowany wykres i obicie się od dna, napisałem: “pora na Świętego Mikołaja”. Na jednym z forów, napisałem: “zapinamy pasy i lecimy w kosmos” i to była trafniejsza diagnoza :-) Tak czy inaczej pora na rozliczenie prognoz w pojedynkę.

Polska

Prognozowałem płytką recesję, bez odpalenie progów zadłużenia sektora finansów publicznych. Z recesji wyrwać Polskę miała poprawa bilansu handlowego (zmniejszenie importu i poprawa eksportu) oraz globalna płynność. Teraz można dodać, że pomógł też globalny spadek cen paliw.

Rok temu napisałem, że ten scenariusz – recesja, która nie prowadzi do przebudowy gospodarki i funkcjonowania państwa – to wcale nie jest dobry scenariusz. Recesja pokoleniowa tak czy inaczej przed nami, a lepiej byłoby w nią wejść z tłuszczykiem (obligacje w OFE …) niż na chudego.

Podsumowując, moje prognozy były celne, ale, patrząc z dzisiejszej perspektywy były też banalne.

Europa

Tutaj kula w płot. Rok temu pisałem, że dominantą gospodarczą może być wzrost płac w niemieckiej gospodarce. Statystycznie, wzrost płac jest niewiele większy od inflacji. Pojawiły się jednak ogniska wzrostu. W szczególności wzrosły pensje w produkcji, wrosły też pensje w wielu branżach z regulowanymi tabelami płac. O 14% wzrosły płace pracowników na pół etatu w produkcji, co świadczy chyba jednak bardziej o zwiększeniu liczby godzin. Spadły premie w branży finansowej i ubezpieczeniowej. Patrząc na ogólną liczbę, nic się nie dzieje. Patrząc na szczegóły widać sporą dynamikę zmian, z której, coś się wykluje.

USA

Prognozowałem wzrost cen nieruchomości, który odetka rynek kredytów hipotecznych. Jak pisałem kilka tygodni temu, ceny nieruchomości wybiły się górą z kanału bocznego, a odblokowanie rynku kredytowego zostało potwierdzone przez FED, który zaczął ograniczać program ilościowego luzowania.

Po drugie pisałem, że giełda musi się zmierzyć z poziomami w 2000 i 2007 roku. Indeks S&P 500 te poziomy “dogonił i przegonił”.

Podsumowując

W zasadzie od początku tego blogu piszę, że obecnie rynki wschodzące będą w odwrocie i będzie to trend trwający dekadę, lub dłużej.  Kwitły będą przy tym rynki centralne – USA, Niemcy. Niektórzy zarzucali mi nawet anty-polonizm.

Co prawda nie napisałem rok temu, że S&P500 wzrośnie o 30%, DAX o 25%, a duży wig kilka procent spadnie, ale ten scenariusz wpisał się trafnie w ogólny duch tego bloga i moje własne pozycje inwestycyjne.

Pewnym zaskoczeniem była śmieciowa hossa. Za sprawą krajowej nadpłynności, swoje pięć minut mają różne bytomie i inne zgrane karty. Z mojego punku widzenia jest to bardziej egzotyczna ciekawostka, niż ważne zjawisko. Zaskoczeniem była taż mega-hossa na spółkach typu NG2. W zasadzie nie można im nic zarzucić (choć to nie moja bajka), tyle że jest to spółka, którą rozłożyć może jedna nietrafiona kolekcja. W aktywach jest towar, którego sprzedaż kosztuje więcej niż koszt produkcji. Nie za bardzo widzę, dlaczego inwestorzy tak bardzo cenią tą (i tego typu) spółkę. Moja subiektywna ocena byłaby 80% niższa niż obecna cena.

Podsumowując –  dla mnie był to rewelacyjny rok.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-21 09:34
 Oceń wpis
   

Kiedyś było prościej: dach nad głową, pełny żołądek i opał, były pełnią szczęścia. Później, gdy, podstawowe produkty ludzie mieli w zasadzie zapewnione, radość dawało wyrwanie się z szarzyzny życia. Tak pod względem materialnym, jak i duchowym. Coś kolorowego, coś lepszego do jedzenia, ciekawy film, chwila odpoczynku, kolęndy.

W międzyczasie, świat się zmienił. Brzydota nie ma już twarzy szarzyzny, tylko pstrokacizny. Brzydota ma teraz twarz reklamy, pustego uśmiechu namawiającego na kredycik, “dworków” poustawianych bez ładu i składu, ciągłego brzdęku radia i zalewu pseudo-informacji.

Radość daje się odcięcie się od tandety i zrobienie czegoś samemu. Na święta życzę więc choinki ozdobionej samodzielnie zrobionymi ozdobami. Kolęd zagranych razem z dziećmi na prostych instrumentach. Jedzenia i prezentów bez plastiku. I chwili zadumy.

Normy kulturowe i religijne regulują aspekty życia, tam, gdzie w pojedynkę trudno znaleźć równowagę. Normy te regulują czas pracy i czas odpoczynku, czas zabawy i czas smutku. Normy kulturowe regulują obowiązki wobec społeczności, to, gdzie kończy się prawo do własności a zaczyna pieniactwo.. Normy kulturowe regulują wreszcie prawa starych i młodych. Regulują relacje międzypokoleniowe.

Tutaj rzeczywistość skrzeczy. W ciągu pokolenia, piramida demograficzna stanęła na głowie, a w tym czasie normy kulturowe nie drgnęły, co więcej, zostały wzmocnione zakodyfikowaniem w prawie. Chodzi to np. o wzrost emerytur nie tylko o wskaźnik inflacji, ale też automatyczne partycypowanie 9 milionów emerytów w realnym wzroście płac pracowników przedsiębiorstw, których jest już tylko 5 milionów. Normy kulturowe są po to, by uniknąć nagłej mody czy szaleństwa, tym razem, to trzymanie się norm kulturowych jest szaleństwem.

Raz jeszcze – Radosnych Świąt.


PS. Tradycjnie między świętami a nowym rokiem będzie więcej wpisów – rozliczenie się z prognoz sprzed roku i prognozy na nowy, 2014 rok.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-15 11:08
 Oceń wpis
   

Rynek kredytowy w USA funkcjonuje zupełnie inaczej niż w Polsce. Po pierwsze, nieruchomość jest jedynym zabezpieczeniem kredytu. Oznacza to, że gdy banki oczekują spadku cen, wymagają większego wkładu własnego. Gdy ceny spadają, banki ograniczają więc akcję kredytową a ludzie porzucają nieruchomość, za którą przepłacili. To prowadzi do dalszego spadku cen. By wyrwać się z tego błędnego koła, potrzeba stabilizacji cen. Rok temu pisałem, że ceny się stabilizują, i w bieżącym roku ceny wybiją się górą z pięcioletniego boczniaka.

Tak też się stało. Pierwszy wykres przedstawia indeks cen nieruchomości w 20 największych miastach. Wykres w zasadzie nie pozostawia wątpliwości, dołek cenowy jest dawno za nami.
 

 

Druga różnica jest taka, to że kredyty udzielane są na stopę stałą na 10, 20 czy 30 lat. Gdy spadają krótkoterminowe stopy procentowe, czyli, gdy bank centralny obniża stopy, kredytobiorcy z tego nic nie mają. Gdy spadają długoterminowe stopy procentowe ale kredyt przecież i tak nie płynie, to kredytobiorcy też z tego nic nie mają. By kredytobiorca poczuł spadek stop procentowych, muszą spaść stopy długoterminowe, i musi on zrefinansować kredyt. By zrefinansować kredyt, trzeba mieć wkład własny, bo jedynym zabezpieczeniem kredytu jest nieruchomość. Tutaj dochodzimy do kluczowego punktu.

Rozważmy sytuację rodziny, która kupiła w 2006 roku dom za 300 tyś USD. Miesięczne raty wynoszą 6.5% * 300k / 12 = 1625 USD (część odsetkowa), plus powiedzmy, 2% część kapitałowa 2%, co daje dodatkowe 500 USD.

Jak widzimy na wykresie, przedstawiającym stopy procentowe dla 15-sto letniego kredytu, u szczytu bańki hipotecznej w latach 2006-2007, stopy procentowe wynosiły ok. 6.5%. Obecnie wynoszą 3.5%, a jeszcze rok temu, przez chwilę były 2.5%.

 

 

By zrefinansować kredyt potrzebne jest dodatni kapitał własny. Ile wynosił kapitał własny w zeszłym roku ? Było to: wartość domu, przy założeniu, że zmienia się ona zgodnie z indeksem C-S, równa się 300k * (210/150) = 214 tyś USD. Do spłaty pozostało 300k - 500*12*6 = 264k. Deficyt wynosi więc 50 tyś USD.

Gdyby ta rodzina zrefinansowała kredyt, to miesięczne raty odsetkowe spadną z 6.5% do 3.5% czyli o prawie 700 USD miesięcznie. Czyli zgromadzenie 50 tyś USD przyniesie roczną oszczędność wynoszącą 8 tyś rocznie. Jest to równoznaczne z możliwością zainwestowania owych 50 tyś USD na 18% rocznie. Świetna inwestycja !

Co w takiej sytuacji robi względnie rozsądny człowiek ? Oszczędza. Oszczędza, by uzbierać brakujący kapitał i zrefinansować kredyt.

Jak wygląda sytuacja tej rodziny w tym roku ? Wartość domu wynosi 300k * (210 / 162) = 230 tyś USD, kredyt zmniejszył się o 6 tysięcy, czyli deficyt zmniejszył się do niecałych 30 tyś USD. Jeżeli rodzina przez ostatnie kilka lat oszczędzała, to teraz ma jeszcze większą szansę na zrefinansowanie kredytu.

Co oznacza zrefinansowanie ?

Po zrefinansowaniu, rodzina ma, po pierwsze, luźne siedem stówek w kieszeni co miesiąc, po drugie, ma znacznie mniejszą presję na oszczędzanie. Nowe oszczędność można ulokować na, powiedzmy 3%, a nie na 18%. Rodzina jest też po kilku latach zaciskania pasa. Spodziewać się więc można zwiększenie wydatków konsumpcyjnych. Szczególnie spodziewałbym się zwiększenia tych wydatków, które można było odłożyć – np. meble.

Podsumowując


Po ponad pięciu latach, super-luźna polityka monetarna zaczyna wreszcie docierać do ludu. Luźna polityka monetarna, po latach zaciskania pasa, zawsze prowadzi do boomu gospodarczego, nie inaczej będzie i tym razem. Gdy FED zacznie zacieśnianie będzie to równie skuteczne, co luzowanie w 2008 roku – przełoży się na realną gospodarkę z wieloletnim opóźnieniem. To zacieśnienie nie będzie jednak całkiem bez efektu – może w trzy minuty zwalić giełdę, może też wywołać ciężką recesję w krajach opartych o zmiennej stopie procentowej.
 

Tagi: giełda, inwestowanie