O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2013-03-29 12:21
 Oceń wpis
   

Wig20usd wyrysował formację trzech czarnych kruków na świecach miesięcznych. Czarna świeca to formacja rozczarowania. Trzy czarne świece to formacji serii rozczarowań. Formacja ta uznawana jest za silną oznakę zakończenia trendu wzrostowego.

Przez ostatnie dziesięć lat taka formacja na wigu dolarowym wystąpiła cztery razy. W 2007 roku formacja była mało regularna i trzeci kruk był bardzo wyciągnięty. Tak czy inaczej, ta formacja była oznaką odwrotu wieloletniej, dynamicznej hossy, a po kilku miesiącach doszło do załamania indeksu.

 

 

Na przełomie 2009-2010 roku formacja była mała, a kruczki miały długie szpulki. Formacja ta zakończyła pierwszą falę hossy z 2009 roku. W następnych miesiącach indeks poprawił jeszcze nieznacznie rekordy, po czym w maju doszło do załamania w pamiętnym flash-crash'u. Trzy kruki wyrysowane w 2011 roku były bardzo regularne i nastąpiła po nich solidna wyprzedaż.

Tym razem kruki też są bardzo regularne. Nie chce w tym momencie spekulować, czy oznaczają one natychmiastowy krach w kwietniu, czy czeka nas raczej wielomiesięczna konsolidacja. Tak czy inaczej formacja sugeruje, że trend wzrostowy rozpoczęty latem 2012 roku jest zakończony.

Sytuacja dzisiaj jest zupełnie inna niż wiosną 2011 roku. Wtedy głównym problemem była rosnąca inflacja, wzrost kosztów podstawowych produktów, który uderzył w małe spółki. Wtedy załamanie zaczęło się od szerokiego rynku. Teraz kluczowym problemem jest odpływ międzynarodowego kapitału z rynków peryferyjnych, dlatego kluczowy jest indeks ciężkich spółek wyrażony w dolarach. 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-03-23 13:11
 Oceń wpis
   

Wig20 połamał jak zapałki krótkoterminowe wsparcia. Po kolei padła: linia trendu wzrostowego, poprzedni, uklepany dołek, magiczne dwa-czterysta i średnia 200-stu tygodniowa. Krótkoterminowo, sytuacja wygląda naprawdę źle – po uklepaniu dna i poderwaniu się do lotu, kurs się załamał.

 

 

Średnio terminowo sytuacja też wygląda słabo. Po wyprzedaży z 2011 roku średnia 200-stu tygodniowa była oporem, a po jej przełamaniu,  w październiku 2012, stała się wsparciem. Zauważmy też, że klepanie dołka sprzed miesiąca można było traktować jako testowanie od góry linii trendu spadkowego pociągniętego po szczytach z 2007 i 2011 roku. Teraz, to wybicie z trendu spadkowego, trzeba uznać za fałszywe.

 

 

Może się jeszcze tak wydarzyć, że nastąpi zdecydowany wzrost indeksu i wyrysowanie długiej białej świecy. Taka formacja była by podkreśleniem średniej 200-stu tygodniowej jako wsparcia. Jeżeli nie będzie jednak nagłego wzrostu, czyli napływu globalnego kapitału na rynki peryferyjne, wsparć trzeba szukać jedynie w trendzie długoterminowym.

 

 

Kolejny wykres przedstawia prawie 20 lat historii. Wyrysowane linie trendu mają nachylenie 7% rocznie, czyli tyle, ile długoterminowy wzrost nominalnego PKB w Polsce. Trzy linie na wykresie, to możliwe wsparcia – w zależności, jak bardzo sytuacja będzie się pogarszać.

Spójrzmy się na spółki – motory indeksu: Orlen, KGHM i PZU. Orlen pozostaje w swoim kanale wzrostowym. Spółka w ramach swojego kanału ma jeszcze miejsce na większy oddech.

 

 

KGHM porusza się w szerokim kanale od kilku lat i w ramach tego kanału możliwa jest korekta o dobre 30%, w okolice 110. Jeżeli na samej miedzi nie wydarzy się cud, to ta spółka będzie ciążyła indeksowi.

 

 

PZU to praktycznie fundusz obligacyjny. Z 4  mld zł zysków, ponad 3 mld pochodzi z działalności inwestycyjnej. Inwestycje w obligacje są bardzo zyskowne, gdy inflacja spada. Tyle, że obecnie inflacja nie za bardzo ma już gdzie spadać. Techniczne, wykres zachowuje się jak odwrotność rentowności obligacji – trend wzrostowy skończył się na przełomie 2012/2013. Otwarte jest pytanie, czy trend wzrostowy przejdzie w trend boczny czy głębszą korektę i jak głęboka będzie to korekta. Ta spółka już raczej nie da zarobić, a może być poważnym obciążeniem dla indeksu.

 

 

Podsumowując – robi się ciekawie.

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-03-19 17:46
 Oceń wpis
   

Wig20 wyłamał się z kanału wzrostowego. To samo można powiedzieć o tym indeksie wyrażonym w dolarach. Na siłę można rysować linię trendu trochę niżej, na silę można mówić fałszywym wyłamaniu – ale sytuacja robi się niewesoła.

 

 

 

Od kilku miesięcy lansuję tezę, że motorem, który może wyrwać Polskę z recesji jest tani kapitał zagraniczny. Wraz z wydarzeniami na Cyprze, ten kapitał ma znacznie wyższą percepcję ryzyka inwestycji w krajach egzotycznych. Oczywiście Polska to egzotyka innego rodzaju niż Cypr, ale pamiętajmy, że oba kraje wstąpiły od Unii Europejskiej tego samego dnia. 

Do tej pory gospodarkę ratować miał deflacyjny charakter recesji – spadające raty kredytów i możliwość emisji obligacji o niskim kuponie. Jeżeli kapitał zacznie z Polski uciekać, lub nawet tylko mniej napływać, to raty zaczną rosnąć, rosnąć zaczną też ceny podstawowych towarów: żywności i paliw. Zmniejszy to popyt na wysoko owatowane towary nie-pierwszej potrzeby, czego efektem będzie dalszy spadek wpływów podatkowych. O kolejnych konsekwencjach – nacjonalizacja OFE, wzrost podatków, wzrost bezrobocia, drastyczne cięcia na oślep, lepiej nie myśleć.


PS. Kwestia samego Cypru i opodatkowania lokat jak i kwestia czy w Polsce może wydarzyć się run na banki doczekają się osobnych wpisów.

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-03-16 09:47
 Oceń wpis
   

Powraca coroczny rytuał zabawy w kotka i myszkę przez Ministra Finansów z resztą społeczeństwa. Zacznijmy od tego, że wczoraj ukazały się wyniki budżetu za poprzedni oraz pierwsze dwa miesiące obecnego roku.

W 2012 roku wpływy z podatków pośrednich wyniosły 182 mld zł, wobec planów 196 mld zl. Wpływy były więc mniejsze o 14 mld zł. Sytuacja w ostatnich miesiącach pogorszyła się, wobec października, gdy prognozowałem zmniejszenie wpływów o 12 mld zł.

Ta dziura została sfinansowana większymi o 10 mld wpływami niepodatkowymi, z których 8 mld zł to prezent z banku centralnego, pozostałe 2 mld to zapewne większe dywidendy. Około miliarda budżet zaoszczędził na obsłudze długu - to pozytywny efekt deflacyjnego charakteru recesji. 

Cały rok udało się więc zamknąć. Na ostateczne wnioski poczekajmy do publikacji deficytu sektora finansów publicznych przez Eurostat. Nigdy nie wiadomo co magik statystyki poupychał po funduszach drogowych.

Dane za okres styczeń-luty 2013 świadczą, że sztuczki statystyczne zostają zastępowane sztuczkami księgowymi. Przez pierwsze dwa miesiące wpływy z podatków pośrednich wyniosły 28 mld zł, wobec 35 mld rok temu. Tak niskie wpływy ostatnim razem były w 2007 roku, gdy całkowite wpływy z podatków pośrednich wynosiły 146 mld, z więc o 30% mniej niż planowane na ten rok 192 mld zł.

Mamy więc albo mega-recesję, albo nastąpiło przesunięcie księgowe. Czy nie mieliśmy do czynienia z opóźnieniem zwrotu VAT-u przez MF w zeszłym roku ? Czy przypadkiem w zeszłym roku MF nie zaksięgował czegoś, co w tym roku musi oddać ?

Być może tak się stanie, jak przewiduje giełda, że gospodarka ożywi się latem tego roku i wpływy podatkowe zaczną dynamicznie rosnąć, przykrywając przesunięcia na zeszły rok. Jeżeli tak się jednak nie stanie, to dalsza nacjonalizacja OFE zbliża się wielkimi krokami.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-03-10 10:42
 Oceń wpis
   

Dzisiaj kilka wykresów dotyczących sytuacji demograficznej Polski. Sytuacja nie jest zła – jest katastrofalna. Polacy w zasadzie nie muszą przejmować się globalnym ociepleniem i jego efektami w 2100 roku. Do tego czasu Polaków praktycznie już nie będzie.

Pierwszy wykres przedstawia liczbę urodzeń w Polsce w okresie powojennym. Widzimy trzy piki. Pierwszy to baby-boom trwający do lat 60-tych, drugi to echo-baby-boom, ze szczytem na początku lat 80-tych, trzeci pik to zatrzymanie spadku w poprzedniej dekadzie.

 

 

Generalnie, liczbę dzieci można modelować w następujący sposób – licząc średnią liczbą ludzi w wieki 25-29 lat i mnożąc ją przez współczynnik dzietności. Przy współczynniku dzietności 0.9, ten model pięknie opisuje echo-baby-boom, czyli lata 1975-95. W połowie lat 90 coś zaczęło się dziać. Po pierwsze w wiek rozrodczy wchodził echo-baby-boom, a więc ludzie wychowani już w innych warunkach, po drugie zmienił się ustrój, co też wiązało się z poważnymi zmiany społeczno-ekonomicznymi.

 

 

Spadek trwał aż do dołka w 2003 roku. Potem rozpoczął się wzrost, trwający do 2009 roku. W zasadzie do zeszłego roku można było uważać, że podstawowym procesem jest opóźnienie prokreacji. W statystyce urodzeń widoczne byłoby to jako długi płaski pik, który powinien trwać przez jeszcze następne, powiedzmy, 5 lat.

W 2011 roku widzimy zdecydowany spadek liczby urodzeń, co świadczy, że to nie wiek się zwiększa, tylko całkowita dzietność. Szczyt piku trzeciego pokolenie wypadł z takim samym opóźnieniem jak między pierwszym i drugim pokoleniem. Poziom dzietności spadł z 0.9 do 0.57.

 

 

Na podstawie tych liczb możemy przewidzieć liczbę urodzeń do 2030 roku. Mniej więcej w tym roku powinno przypaść echo dołka milenijnego, z liczbą urodzeń na poziomie 200 tyś dzieci. Kolejne pokolenia powinny przypaść na rok 2040, 2065, 2090. W tych pokoleniach liczba urodzeń, przy zachowaniu dzietności na poziomie 0.57, powinna wynosić: 230 tyś, 130 tyś i  74 tyś. Jeżeli dzietność będzie spadać tak jak między pierwszy a drugim pokoleniem, to szczyty będą wynosić 160 tyś, 44 tyś i 10 tyś.

Oczywiście ktoś powie, że moja prognoza opiera się na rozciąganiu obecnego trendu na następne trzy pokolenia. Jest to mocne uproszczenie. Na swoją obronę mam tylko do dodania, że podobnie wygląda modelowanie klimatu i na podstawie wyników tego modelowania podejmowane są faktyczne i kosztowne działania.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-03-09 12:17
 Oceń wpis
   

Indeks DJIA wszedł na nowe szczyty przebijając poziomy sprzed pięciu lat. Temu zdarzeniu nie towarzyszyła radość czy choćby poczucie ulgi, że kryzys się skończył. Częściej można było znaleźć komentarze wyrażające sceptycyzm, złość, a nawet rozgoryczenie. Rozgoryczenie było widoczne szczególnie w Polskich mediach. Dlaczego ?

Zacznijmy od tego, że szeroka publiczność nie ma akcji. Ludzie zbyt zajęci są dmuchaniem bańki na obligacjach, by zakupić akcję. Warto tu dodać, że ta bańka jest dmuchana poprzez obywateli bezpośrednio – poprzez zakup obligacji, jak i pośrednio, poprzez trzymanie pieniędzy na koncie oszczędnościowym. Gdy ludzie więcej pieniędzy wkładają do puli oszczędności niż wynosi popyt na kredyt, te pieniądze są lokowane przez banki w obligacjach skarbowych.

Po drugie, w Polsce sytuacja wygląda dużo trudniej. Nie tylko szczyty z 2007 roku są poza zasięgiem wyobraźni, ale również szczyty z 2011 roku wydają się bardzo daleko. To tylko połowa problemów. Druga połowa, to że dla wielu spółek, szczególnie modnych podczas mega-hossy 2005-2007, nawet dołki z wiosny 2009 roku, są obecnie poziomami poza zakresem wyobraźni. Pięknie ilustruje to wykres spółek z branży budowniczej.

 

 

Po wybuchu kryzysu USA przeszło i odchorowało solidną deflacyjną recesję. Poziom oszczędności wzrósł z praktycznie zera do ok. 800 mld usd rocznie, poziom kredytu prywatnego spadł w kilka lat o około 2T usd. Ale u końca 2009 roku zaczął się systematyczny wzrost, który trwa do dziś. Pięknie ilustruje to poziom bezrobocia, który systematycznie spada.

 

 

Polska poszła inną drogą. Kryzys został zasypany zwiększeniem wydatków socjalnych (wzrost rent i emerytur oraz rozrost biurokracji) oraz inwestycjami w mosty-i-stadiony. Finansowane było to kredytem zagranicznym. W efekcie Polska, zamiast przejść przez recesję, weszła w reżim stagflacji. Dopiero teraz, gdy teraz wydatków socjalnych nie da się już dalej zwiększać, Polska gospodarka wchodzi w recesję, rozumianą tu z ludzkiej perspektywy jako wzrost bezrobocia. Ilustruje to wykres.

 

 


Czy jest drogo ?

Od DJIA lepiej zdefiniowany jest indeks S&P500. Jest on obecnie na poziomach, z którymi przywitał się podczas szczytu mega-hossy millenijnej. Na pierwszy rzut oka, można powiedzieć, że jest mega droga. Zauważmy jedną rzecz. Dość dobrą skalą wartości indeksów jest wielkość PKB, oczywiście z dokładnością do globalizacji i tego, jaka część PKB jest wypracowywana w korporacjach. W 2000 roku nominalny PKB w USA wynosił niecałe 10 T usd, w poprzednim roku było to prawie 16 T usd – w ciągu 12 lat gospodarka, nominalnie wzrosła o 60 %. Przyjmując PKB jako skalę, o gigantycznym wykupieniu indeksu S&P500 będzie można mówić przy poziomach 2500. Do tych poziomów jeszcze daleko, a zanim indeks się tam doczłapie, PKB wzrośnie jeszcze zapewne o 10-20%.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-03-02 09:56
 Oceń wpis
   

Kwestia, czy spowolnienie gospodarcze w Polsce wkrótce się skończy, czy też przerodzi się w deflacyjną recesję z automatycznymi cięciami wydatków publicznych jest cały czas otwarta. Drogę podpowie nam sytuacja techniczna na dużym Wig-u.

Dlaczego technika nie fundamenty ? Kilka miesięcy temu analizowałem sytuację fundamentalnie, i moja konkluzja była taka, że gospodarkę uratować może tylko napływ kapitału zagranicznego i eksport. Właśnie duży wig, jest dobrą miarą atrakcyjności Polski jako celu inwestycji portfelowych.

Trend wzrostowy jaki nakreśliłem, zapowiadając głębszą korektę został przełamany. Trend ten był, jak się okazuje, zbyt stromy, by dało się go utrzymać. Dopóki jednak Wig20 pozostaje ponad linią wsparcia z po wybiciu się z trendu bocznego, będę kreślił nowe, mniej nachylone możliwości trendu wzrostowego. Ten nowy trend też da się estetycznie zaakceptować, choć trzeba dodać, że nie pozostawia indeksowi dużego pola do manewru.

 

 

 

Kluczowy jest poziom wsparcia. Im dłużej będzie testowany, tym mocniej oklepane będzie dno. Na czym polega ten proces ? Ludzie widzą, że poziom jest testowany, i zaczynają ustawiać stop-losy na poziomie 2400. Gdy poziom się utrzymuje, ludzie zaczynają zajmować długie pozycje ze stop-losem 2400 – ryzyko niewielkie, potencjał zysku – wysoki. Gdy jednak poziom zostanie przełamany, rusza lawina stop-losów.

 

Tagi: giełda, inwestowanie