O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2013-04-27 11:22
 Oceń wpis
   

Modne jest ostatnio hasło, że państwa są zadłużone, niewypłacalne i że giełda przez to runie. S&P500 będzie po przysłowiowe "pińcet". Brzmi w zasadzie fajnie, tyle że sprawa jest na głowie postawiona. Niewypłacalność państw oznacza, że runą obligacje.

Ludzie mają obecnie uraz do zmiennościi, dlatego panicznie inwestują w obligacje – tak bezpośrednio, jak i pośrednio, trzymając pieniądze na lokacie bankowej. Przyjrzyjmy się rentownościom 10-cio letnich obligacji skarbowych różnych państw.

Niemcy

Niemieckie 10-cio latki mają rentowność 1.2%. W zasadzie inflacja wynosi więcej, około 2% więc człowiek realnie traci ok. 8% w ciągu 10-cio lat. Zacząłem od Niemiec by zwrócić uwagę na jeden drobny szczegół – ten kraj ma niską inflację, jest w (statystycznej) stagnacji a mimo to jest praktycznie pełne zatrudnienie i nadwyżka budżetowa. Kluczowym faktem jest tutaj możliwość utrzymania wypłacalności w kontekście bezinflacyjnej stagnacji. Podobna logika dotyczy też kilku innych państw, np. Szwajcarii.

USA

Tutaj rentowność wynosi 1.6%. Cel inflacyjny FED to 2%, więc człowiek, tak czy inaczej, realnie traci. Problem jest inny – w obecnej sytuacji deficyt budżetowy USA to jakieś 8% PKB, może nawet więcej. Rynek obligacji dyskontuje bezinflacyjną stagnację, tylko że w tej sytuacji USA stanie się niewypłacalne. USA nie wytrzyma kolejnych 10-ciu lat w obecnym układzie, chyba, że gospodarka zostanie całkowicie przeorganizowana.

Porównajmy obligacje do akcji. Wykluczamy przy tym scenariusz deflacyjnej recesji, gdyż wtedy USA staną się jeszcze szybciej niewypłacalne. Przez 10 lat mamy bezinflacyjną stagnację. W takim otoczeniu spółki S&P500 powinny zarabiać tyle, co teraz, czyli ok. 100 USD na akcję rocznie, które przeznaczą na wzrost wartości księgowej. Z obligacji po 10-ciu latach uzbiera się 117 USD a z S&P500 uzbiera się, pesymistycznie licząc, 162 USD. Ludzie rezygnują z prawie 40% zysku, by uniknąć ryzyka zmienności cen.

Zauważmy, że rozważyłem tutaj scenariusz najbardziej korzystny dla obligacji. W przypadku inflacyjnej stagnacji, a jeszcze bardziej, inflacyjnego boomu, obligacje zostaną zmasakrowane. Ostatnia dekada to czas dwóch kryzysów, w tym jednego "wielkiego", mimo to, nominalny PKB w USA wzrósł przez 10 lat o 47%, średnio o 4% rocznie. Jeżeli ludzie będą teraz oczekiwać przynajmniej takiej samej rentowności, to cena obligacji spadnie o 20%. Gdyby oczekiwania inflacyjne, lub oczekiwania nominalnego wzrostu, wzrosły z 1.6% do 6%, oznacza to spadek ceny obligacji o prawie 40%.

Kryzysy 2008 i 2013

Podczas kryzysu 2008, świętym założeniem było, że posiadacze obligacji nie mogą stracić. Koszty na klatę wzięli akcjonariusze (i dobrze) oraz podatnik. W przypadku kryzysu na Cyprze, sytuacja była bliższa normalności - straty na klatę wzięli akcjonariusze a potem posiadacze nieubezpieczonych depozytów. Podobną operację, ale po cichu i w mniejszej skali, zrobili też kilka lat temu ze swoimi bankami Duńczycy. Obawiam się jednak, że ludzie jeszcze nie w pełni zrozumieli, że "inwestując bezpiecznie" ponoszą ogromne ryzyko niewypłacalności. Czy kolejna duża upadłość to zmieni ?

Podsumowując

Właściciel obligacji bierze na siebie ryzyko inflacyjnej stagnacji, inflacyjnego boomu oraz bezinflacyjnego boomu, w przypadku takich scenariuszy, cena obligacji może szybko stracić 20%-40%. W przypadku deflacyjnej recesji, właściciel obligacji, bierze na siebie ryzyko niewypłacalności. Nie dotyczy to tylko kilku krajów – Niemiec, Szwajcarii, Finlandii i paru innych. Na tej liście na pewno nie znajduje się Francja. USA jest przed mega deflacją zabezpieczony drukarką i konstytucyjnym prawem jej użycia.

Wszystko to po to, by uniknąć ryzyka zmienności – którego ludzie cały czas się panicznie boją.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-04-20 12:48
 Oceń wpis
   

Największy indeks giełdowy S&P500 doszedł do miejsca, gdzie dalsze wzrosty mogą być coraz trudniejsze. Długoterminowo, indeks jest w tym samym miejscu skąd zaczęła się stracona dla USA dekada. Teraz po trzynastu latach przeszła pora na przełamanie tego oporu, ale nie z marszu.

Najciekawsza jest sytuacja średnioterminowa. Pierwsza fala hossy z 2009 roku była równie dynamiczna jak ostatnia fala bessy, po czym rozpoczął się "wznoszący trend boczny".  Formalnie mamy trwającą cztery lata hossę. Tyle, że fundamentem hossy jest rosnący optymizm, który każe coraz lepiej oceniać przyszłość, a gdy optymizm nie może już rosnąć – rozpoczyna się bessa. Obecnie z optymizmem słabo. Ludziom w głowach od dobrobytu się nie poprzewracało. Nikt nie myśli o kolonizacji księżyca, bardziej ludzie marzą, że sytuacja się ustabilizuje.

 

 

Zauważmy też, że nakreślony trend ma nachylenie troszkę niższe niż wzrost majątku spółek wynikających z zysków operacyjnych. Dlatego mówię o wznoszącym się boczniaku, przy stabilnym, niskim poziomie optymizmu.

Obecnie naturalnym zachowaniem byłaby głęboka korekta w okolice 1400, może nawet 1350, po czym dynamiczny wzrost i bicie nowych rekordów. O ile uważam, że korekta będzie czysto techniczna, to zawsze potrzebne jest uzasadnienie. Medialnym tematem korekty może być zmiana retoryki przez FED. Samej zmiany polityki jeszcze nie będzie, ale retoryka może się powoli zacząć zmieniać. FED tak czy inaczej musi sytuację przemyśleć ze względu na działania banku Japonii.

Co będzie motorem wzrostów ? Wspomniana Japonia. Bank Japonii postanowił wydrukować tyle pieniędzy, by doprowadzić od inflacji na poziomie 2% rocznie. Zauważmy, że obecnie 10-cio letnie obligacje Japońskie mają rentowność 0.58%. Oznacza to, że albo rynek nie wierzy w zapowiedzi banku centralnego, albo nie jest świadomy tych zapowiedzi (co jest bardziej prawdopodobne – ludzie trzymający pieniądze w banku zwykle nie są świadomi, że inwestują pośrednio w obligacje). Tak czy inaczej rentowność tych obligacji będzie rosła w kierunku 2%, co wygeneruje gigantyczną ilość kapitału szukającego przystani.

Tagi: giełda, inwestowanie