O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2013-05-28 20:35
 Oceń wpis
   

Ten komentarz wymaga dłuższej odpowiedzi.

Filozoficzną podstawą systemy emerytalnego jest to, że emeryci stanowią największą
grupę wyborców. Poza tym społeczeństwo nie rozumie i nie chce zrozumieć sytuacji budżetu. Kogo to obchodzi? Rząd ma dać i koniec. Jak nie, to jest zły.

Nawet autor nie do końca chyba zrozumiał to, co sam napisał, bo na końcu pojawia się równie nierealna propozycja, co obecny system. Przeciętna emerytura wynosi obecnie ok 1570 zł brutto, czyli netto mniej niż 1500. Autor chce zatem pogorszyć sytuację i wydawać jeszcze więcej i na dodatek z powrotem obniżyć wiek emerytalny i dodać super-becikowe.

Ten system się zawali w sposób niezaplanowany, bo wyborcy żadnego planu nie przyjmą do wiadomości. Pytanie kiedy? Moim zdaniem ok roku 2020, bo wtedy skończą się środki z nacjonalizacji OFE, a także dotacje UE do Polski. Aczkolwiek problemy mogą się zacząć wcześniej, jeśli światowa koniunktura będzie słaba (a moim zdaniem będzie słaba po roku 2015).

Emerytury w latach 20 tych wylądują w okolicy 400-500 zł (plus inflacja). Obecnie jak napisał autor mogłoby być więcej: połowa obecnych emerytur.czyli ok 650 zł netto. Należy też spodziewać się prób zadrukowania problemu inflacją i generalnie kryzysu jak obecnie w Grecji. Łatwiej rządowi jest obniżyć emerytury zwalając sprawę na złych ludzi z MFW itp.



Z Tezą postawioną w pierwszym paragrafie zgadzam się z całą rozciągłością. Niestety. Sytuacja finansów publicznych ma wpływ na życie ludzkie z kilkuletnim opóźnieniem co powoduje chroniczne zadłużenie państw demokratycznych.

Druga teza wymaga wyjaśnienia. Skąd wzięła się liczba 1500 zł ? Całkowite wydatki na emerytury wynoszą 200 mld zł rocznie. Nie chciałem obniżać tej puli, bo i tak ludzie mają mnie za potwora.Tą pule dorozdania podzieliłem przez liczbę emerytów (w szerokim znaczeniu tego słowa) oraz liczbę osób która będzie pobierać becikowe (ok 1.2 mln osób). Jednak teza, że taki układ pogorszy sytuację jest błędna. Zauważmy, że, średni wiek emerytalny wynosi obecnie 60 lat (mówię o nowych emerytach ZUS-u z 2010 roku), niezależnie od płci, a średnia, nowa emerytura wynosi 2660 zł. (dokument ZUS-u). Moja propozycja to podniesienie wieku o 5 lat jak i radykalne obniżenie wysokości nowych świadczeń.

Ta propozycja ma też dwa ważne cele społeczne – zapewnienie większej stabilności młodemu pokoleniu, by mieli większe szanse na dziecko. Warto tu podkreślić, że takie mega-becikowe to jedynie jedna ósma świadczeń emerytalnych. Wypłaszczenie emerytur skutkowało by popłynięciem większych pieniędzy w obszary biedy. Według mnie, klucz przyszłego rozwój gospodarczego Polski nie leży w Warszawie i dużych ośrodkach a właśnie w zabiedzonym terenie.

Co do roku 2020 orientacyjnie się zgodzę, aczkolwiek chciałbym zwrócić uwagą na jeszcze jedną metodą rozwiązania problemu. Cichą eutanazję. Gdy pieniądze i zdolność kredytowa zacznie się kończyć spodziewałbym się ograniczenia świadczeń służby zdrowia. Dłuższe terminy, brak refundacji lekarstw. To co mnie przeraża, to że ludzie łatwiej zaakceptują taką cichą eutanazję i niż otwarte obniżenie świadczeń dla wszystkich.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-05-25 09:20
 Oceń wpis
   

Emerytury są największym wydatkiem państwa, w zeszłym roku było to w Polsce ponad 200 mld zł. Druga pozycja, ochrona zdrowia, to niecałe 70 mld zł. Dla porównania, na Policję państwo wydaje 8 mld zł, na naukę i szkolnictwo wyższe 18 mld zł. To co budzi mój niepokój, to po pierwsze, fakt, że obecny system emerytalny jest nie do utrzymania, co przedstawię niżej, oraz to, że nie rozumiem filozoficznego fundamentu na którym opierają się system emerytalny.

Zacznijmy od fundamentu. Formalnie rzecz ujmując, system emerytalny jest ubezpieczeniem. Człowiek pracując odprowadza składkę i z tego tytułu należy mu się w przyszłości emerytura. Taka wersja rzeczywistości jest najczęściej podawana przez ludzi w wieku emerytalnym lub się do niego zbliżających. Jeżeli przyjmiemy, że tak faktycznie jest, to musimy pogodzić się z przykrymi konsekwencjami. Zauważmy, że składki nie są w stanie pokryć wydatków na obecne emerytury.

ZUS/FUS na emerytury i renty wydaje 170 mld zł, z których tylko 105 mld jest pokryte składkami emerytalnymi. Pozostałe środki pochodzą z dotacji państwa. Dwa pozostałe systemy emerytalne – KRUS i emerytury resortowe finansowane są całkowicie z dotacji państwa. Podsumowując – jedynie połowa emerytur finansowana jest składkami emerytalnymi. Jeżeli więc emerytura jest prawem nabytym, w wyniki płacenia składek, to emerytury należy natychmiast obniżyć o połowę.

Emerytury są więc, przynajmniej w połowie, zasiłkiem socjalnym. Takie postawienie sprawy niesie za sobą dalsze pytania. Jeżeli połowa emerytura to zasiłek, to dlaczego im ktoś bogatszy, tym wyższy zasiłek dostaje ? Normalnie, gdy ktoś dużo zarabia, to traci prawo do zasiłku, w przypadku emerytur jest jednak odwrotnie. Zasiłek, jakim jest emerytura jest też bardzo chroniony przed utratą siły nabywczej –  waloryzowany jest co roku o inflację i o część realnego wzrostu płac. Gdy realne płace spadają, lub spada zatrudnienie (a więc spada fundusz płac) w zasiłku emerytalnym nie jest to odwzorowanie.

Trzeci chwiejny fundament, to umowa pokoleniowa. System emerytalny zbudowany jest na umowie pokoleniowej, ale spełnianie tej umowy, w żaden sposób nie jest w wysokości emerytury odwzorowany.

Gdy już jesteśmy przy pokoleniach, wróćmy do demografii. W Polsce mamy obecnie dość rzadką sytuację. Pełne dwa duże pokolenia są w wieku produkcyjnym. Pokolenie boomu powojennego jest cały czas jeszcze w wieku produkcyjnym, a pokolenie echo-boom już w całości na rynek pracy weszło. W takim układzie system ubezpieczeń społecznych powinien generować ogromne nadwyżki. Gdyby nie te wczesne emerytury …

 

 

Obecnie sytuacja będzie się jedynie pogarszać. Obecni 55-cio latkowie, najliczniejsze roczniki, zaczną w najbliższych latach odchodzić na emerytury. Dodatkowo mamy inny efekt. Do 2009 roku mieliśmy system bardzo hojnego rozdawania wczesnych emerytur, który był on bardzo atrakcyjny dla ludzi z mało ciekawą pracą i niską płacą. Teraz, po zakończeniu programu, na emeryturę przechodzi mniej ludzi niż do 2009 roku, są to jednak ludzie z wyższą podstawą emerytalną.

Po drugiej stronie piramidy, w wiek produkcyjny (faktycznie 23 lata), wchodzić zaczynają roczniki niżowe. I tak będzie przez następne 10 lat. Na pierwszy rzut oka, to dobrze, obniży się presja na rynku pracy. Tyle, że mniej pracowników będzie musiało utrzymać więcej emerytów, czyli musi wzrosnąć stopień opodatkowania pracujących.

Podsumowując


65 lat po rozpoczęciu powojennego boomu demograficznego nadchodzi moment, w którym musimy – Polacy i Europejczycy – przemyśleć na nowo system emerytalny. Nie daje się już dłużej zamykać oczy i udawać, że wszystko powinno pozostać po staremu.  Oszczędności nie ma, zdolność zaciągania pożyczek się kończy a liczba łap wyciągniętych "po to, co mi się należy" będzie rosła. Trzeba zmienić system emerytalny poczynając od jego podstaw filozoficznych – przyznania, że są wielkodusznym świadczeniem społecznym, a nie prawem nabytym.

Osobiście jestem zwolennikiem płaskich emerytur, czy lepiej świadczeń socjalnych wynikających z wieku. Świadczenia te, dostawali by wszyscy w wieku powyżej 65 lat oraz poniżej 3 lat, w wysokości orientacyjnie 1500 zł na rękę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-05-04 17:59
 Oceń wpis
   

S&P500 zademonstrował siłę i wybił się ponad psychologiczny poziom 1600. Na obecną sytuację możemy patrzeć się z trzech perspektyw technicznych – trendu krótkoterminowego, rozpoczętego latem-jesienią 2011, trendu średnioterminowego, rozpoczętego wiosną 2009 roku i długoterminowego boczniaka, który rozpoczął się w latach 1997 – 2000.  Na sytuację może też spojrzeć fundamentalnie i funamentalnie.

Trend krótkoterminowy. Mamy obecnie trzecią bądź czwartą falę wzrostową, w zależności jak liczymy całkowicie zniesiony ruch z października 2011. Tak czy inaczej, ostatnia fala już dość długo trwa. Do tej pory generalnie było tak, że gdy następowała konsolidacja indeksu zmienności VIX, rozpoczynała się głębsza korekta. Konsolidację poznajemy po zbiegnięciu się różnych średnich kroczących. Z takim zbiegnięciem mieliśmy miejsce dokładnie na początku roku, ale okazja do wywołania paniki została zmarnowana. Tak samo wczoraj indeks zmiennennosći wybił się dołem z konsolidacji.

 

 

Trend średnioterminowy. Hossa rozpoczęta w 2009 roku przyzwyczaiła nas, do corocznego załamania. Wyjątkiem był rok 2012, w którym zamiast załamania były dwie solidne korekty. Czy ten rok zaskoczy nas załamaniem, czy właśnie zaskoczy nas brakiem załamania ? Trend średnioterminowy ma już swoje lata. Cztery lata jak na trend wzrostowy to długawo. Zauważmy jednak, że nie pojawiają się, póki co, zjawiska typowe dla czteroletniej hossy. Ludziom się we łbach nie poprzewracało. Ludzie nie myślą o kolonizacji księżyca, tylko o naszej małej stabilizacji, by pracy nie stracić.

Trend długoterminowy. Od 1997 roku trend wzrostowy zaczął zamieniać się w długoterminowy trend boczny z kluczowymi szczytami w 2000 i 2007 roku. Obecnie ten boczniak został, delikatnie, przełamany. Kluczowe pytanie brzmi czy ten trend obowiązuje czy nie.

Jeżeli nie, to wyłamanie się z boczniaka i rozpoczęcie nowego, długoterminowego trendu wzrostowego będzie podstawowym trendem. Analiza techniczna podpowiada, że gdy formuje się nowy trend, szczególnie, gdy boczniak przechodzi w trend wzrostowy, należy zignorować oscylatory. Ich przegrzanie jest bez znaczenia. Oscylatory, do których zaliczyć też możemy VIX, mówią obecnie o wykupieniu. Ale to, że rynek je ignoruje, być może świadczy, że dominującym zjawiskiem jest zakończenie straconej dekady na rynkach rozwiniętych ?

Sytuacja fundamentalna

Na sytuację fundamentalną patrzę się przez dwie perspektywy. Po pierwsze, czy są paradoksy. Podam tu przykład z 2007 roku. Czytałem wtedy analizę "specjalistów z Expandera", czy warto kupić mieszkanie na kredyt pod wynajem. Z wyliczeń wynikało, że człowiek będzie do interesu dopłacał miesiąc w miesiąc – dochód z najmu nie pokrywał kosztu kredytu. Ale wynik ogólny był taki, że jest to super opłacalny interes, bo w 10 lat ceny mieszkań się co najmniej podwoją.

Czy na rynku akcji, z indeksu S&P500 są paradoksy ? Może są, ale ja ich nie widzę. Typowa rentowność kapitału wynosi kilkanaście procent, roczny wzrost cen akcji też kilkanaście procent.

Sytuację fundamentalną możemy też oceniać próbując wycenić przedsiębiorstwo, porównując jego cenę z kosztem kapitału. Ile warta jest obligacja, która zarabia 100 usd, przy rentowności 2% ? Warta jest 5000 (słownie: pięć tysięcy). Przy obecnej faktycznej rentowności wycena wychodzi 5700.

Teraz dochodzimy do głównego punktu czyli związku między techniką i "fundamentami". Jeżeli S&P500 wykaże się niską zmiennością czy brakiem kraszu, to fundamentalnie musimy wycenić go na 5700. Czyli obecnie możemy kupić go za ćwierć wartości godziwej.

W zasadzie te same obliczenia co ja, robią teraz też inni ludzie. W efekcie będą kupować akcje, co zmniejszy zmienność, uratuje przed kraszem i będzie potwierdzeniem tego, że wartość godziwa to wspomniane 5700. Im więcej ludzi uwierzy, że S&P500 jest tyle warty, tym bardziej będzie tyle warty.

Na koniec mały fakt, który może potwierdzić teorię obligacyjną oraz mała anegdotka.

Dokładnie dwa lata temu pisałem o biotechnologii i spółce Amgen. Biotechnologia to obecnie bardziej funkcjonujące spółki farmaceutyczne niż sprzedawcy marzeń. Tak czy inaczej, podkreśliłem wtedy stabilność zysków firmy Amgen i to że nie uczestniczy w dorocznych kraszach. Porównałem ją do obligacji. W dwa lata cena się podwoiła, choć zyski wzrosły o jedynie 15%. Jest to zgodne z moją tezą, że jeżeli inwestorzy wierzą w stabilność zysków i ceny, są wstanie zadowolić się bardzo niską rentownością.

 

 

Teraz anegdota też sięgająca 2011 roku. Bylem wtedy na konferencji naukowej, na której wystąpienie miał założyciel funduszu Renaissance Technologies. Mówił głównie o autyzmie, ale wspomniał też o rynkach finansowych. Powiedział, że wierzą swoim modelom. Jeżeli model mówi, że rynek pójdzie w banany, to pozwalają mu inwestować, bo może rynek faktycznie pójdzie w banany. Z tego wniosek, że jeżeli logiczne rozumowanie prowadzi do absurdalnych wniosków, to należy to wnioski uznać na słuszne.

Moja teoria którą tu stawiam, też jest cokolwiek arogancka. Oczywiście nie wierzę w 5700 pojutrze, gdy S&P500 zacznie zdecydowanie rosnąć, to rosnąć będą też rentowności obligacji. Stawiam jedynie tezę, że gdy zmienność spadnie, rynkowi akcji udzieli się szaleństwo panujące na rynku obligacji.

 

 

Tagi: giełda, inwestowanie