O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-12-30 12:17
 Oceń wpis
   

Wczoraj prognozowałem hossę w krajach rozwiniętych i smutę w krajach surowcowych oraz peryferyjnych. Gdzie między tymi skrajnościami jest Polska ? Z jednej strony spadek cen ropy będzie impulsem stymulującym gospodarkę. Polska jest jednak uzależniona od zewnętrznego kapitału i od krótkoterminowych stóp procentowych, a tutaj perspektywy są negatywne.

Nad Polską giełdą wisi też mały mieczyk i potężny miecz. Mały mieczyk to nieprzejrzystość rynku, czy mówiąc kolokwialnie dymanie udziałowców mniejszościowych przez Skarb Państwa. JSW ratująca Kompalnie Węglową czy Premier ogłaszający, że nie po to zostawał Premierem, by PGE podejmowało decyzje na podstawie analizy ekonomicznej, to małe przykłady. Jedna jaskółka nie czyni wiosny, nie każdy kamyczek zaczyna lawinę, ale obecnie trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek większą prywatyzację. Inwestorzy nie ufają ładowi korporacyjnemu, a odbudowanie zaufania to zadanie na lata.

Duży miecz to nacjonalizacja OFE. W zasadzie wiadomo, że pieniądze z OFE idą na przejedzenie i przekupowanie elektoratu. Wiadomo też, że te pieniądze za dwa lata się skończą. Każdy racjonalnie myślący człowiek wie, że następnym ruchem będzie pełna nacjonalizacja OFE. Z obligacjami było łatwo. Państwo zwyczajnie umorzyło własne obligacje i nie musi płacić odsetek. Może się też dalej zadłużać do woli. A akcjami będzie trudniej. Państwo będzie musiało sypać akcjami za 50 mld zł rocznie, przez trzy lata, by załatać potrzeby gotówkowe. Tylko jak wysypać 50 mld, gdy obrót dzienny to 1 mld zł, a sesji jest dwieście ? Do tego spora część obrotu to arbitraż ?

Dopóki nie poznamy szczegółów jak zostanie przeprowadzona nacjonalizacja OFE, inwestowanie w Polsce obarczone jest ogromnym ryzykiem. Biorąc pod uwagę hossę na S&P500 podejmowanie tego ryzyka jest szaleństwem.

 

 

Z technicznego punktu widzenie, Wig20Usd tańczy ze średnią 200-stu miesięczną. Ta średnia jest wsparciem. Obecnie mamy naruszenie tego wsparcia. Czy jest to cykliczne wyprzedanie jak w 2012 roku czy początek lawiny ?

Według mnie, jeszcze nie czas i nie pora. Spodziewałbym się jakiegoś tam odbicia. Dopóki największe banki centralne utrzymują zerowe lub bardzo niskie stopy procentowe, karnawał może trwać.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-12-29 13:34
 Oceń wpis
   

Nowy rok zdominuje utrzymująca się niska cena ropy. Możemy przyjąć, że cena będzie się wahać pomiędzy 40 a 60 dolarów za baryłkę. Zastanówmy się nad konsekwencjami. W 2011 roku USA miało deficyt handlowy wynikający z importu ropy na poziomie 250 mld usd. Czyli ropa za 250 mld popłynęła do USA, a 250 mld dolarów popłynęło do krajów roponośnych i szuka szczęścia w świecie. Obecnie, dzięki łupkom, import ropy spadł o połowę a i cena spadła o połowę. W przyszłym roku deficyt może wynosić więc jedynie 70 mld usd, więc eksport dolarów zmniejszy się o 180 mld usd.

Unia Europejska w poprzednim roku wydała na import ropy 388 mld usd. Teraz, ze względu na spadek ceny, import spadnie do 200 mld usd. Prawie 200 mld dolarów nie popłynie z Europy do Rosji i Norwegii.

Ilość dolarów krążących po świecie będzie się cały czas zmniejszać, dlatego naturalnym zjawiskiem będzie stałe umacnianie się dolara.

Te pieniądze, zostając na miejscy, nakręcą w USA i Europie inflacyjny boom gospodarczy. Gospodarka przyśpieszy o ok. 1%. Inflacja core powinna zacząć rosnąć już za kilka miesięcy. Pod koniec roku, gdy nie będzie już efektu bazy drogiej ropy, całkowita inflacja powinna sięgać 3-4% w strefie euro i w USA.

W egzotycznych krajach roponośnych, głównie z Południowej Ameryki i Afryki, zobaczymy to, co od kilku miesięcy oglądamy w Rosji. Załamanie walut i gospodarek. Banki centralne staną przed wyborem, cytując bankiera z Rosji, między bardzo złym rozwiązaniem, a bardzo bardzo złym rozwiązaniem. Chodziło o podwyżki stóp procentowych z 10.5% do 17% w nocy. Obawiam się, że będziemy się na to patrzyć platonicznie. Nie wiem, czy znajomość tej dynamiki da się przekuć na strategię giełdową. Walutą Wenezueli nie da się chyba handlować.

Giełda.

Z pokoleniowego punktu widzenie jesteśmy gdzieś w okolicy 1986 roku – rajd giełdy przed załamaniem z 1987. Myślę, że tak będzie i teraz – hossa i eskalacja cen akcji. Przed nami, dla S&P500 i DAX-a, może być jeden z najlepszych lat w historii. Z zastrzeżeniem, że licząc do szczytu a nie do końca roku. Może być i tak, że w połowie roku FED za mocno naciśnie na hamulec. Warto w  tym momencie dodać, że kraszowy rok 1987 giełda zakończyła na symbolicznym, ale plusie. Załamanie zniosło jedynie wzrost z tego roku.  Zastanawiam się nad europejskimi krajami kryzysowymi. Nie znam dokładnie sytuacji i wykresów, ale warto je przynajmniej przejrzeć. Te kraje już swoją pokutę odprawiły i teraz być może są przed dynamicznym wzrostem. Mówię tu o Grecji, Hiszpanii i Portugalii. Włochy i Francja są jeszcze przed pokutą.

Oczywiście wszystko co związane z surowcami będzie śmierdzieć. Dla bezpieczeństwa unikałbym nawet spółek zaczynających się na S.

Złoto

Na złocie panuje majówka. Wpadająca w poważne problemy Rosja ma 1200 ton do wysypania. Bankrutująca Wenezuela na 400 ton do wysypania. Dla porównania, największy fundusz giełdowy SPDR Gold ma 1200 ton. Takiej ilości towaru nie da się puścić na rynek. Mamy więc paradoks – wysoka cena jest utrzymana, ponieważ towar jest niesprzedawalny. Jeżeli któryś z krajów roponośnych, dla bronienia waluty będzie sypał złotem, to cena może się załamać. Przy czym tutaj mamy coś, co można przekuć na strategię inwestycyjną.

Podsumowując

W mijającym roku zmieniły się paradygmaty gospodarcze. Koncepcja “surowce jako jedyna wartość” padło. Ale padło tylko na rynkach finansowych. W tym roku taka sama zmiana paradygmatów rozegra się w codziennym życiu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-12-28 10:40
 Oceń wpis
   

Główną prognozą, jaką postawiłem na mijający rok było załamanie cen ropy. Nie ma się co ukrywać – prognoza całkowicie się spełniła. O samej prognozie w zasadzie nie ma co więcej dyskutować, ale warto napisać kilka słów o konsekwencjach gospodarczych spadku ceny ropy. Tu musimy jeszcze poczekać, gdyż między ustaleniem ceny a dostawą surowca i fizycznym przepływem pieniędzy mija przynajmniej miesiąc. Przykładowo, w Niemczech cena benzyny zaczęła spadać dopiero w listopadzie i dopiero w ostatnich tygodniach cena detaliczna  – 1.30 euro za litr – w pełni odzwierciedla spadek ceny surowca. Choć cena benzyny też się już załamała to, średnia cena roczna wynosi 1.50 euro i jest niewiele mniejsza niż przed rokiem.

Spadek cen ropy miał pociągnąć ze sobą niektóre waluty, obligacje i metale kolorowe. Powoli się to dzieje: rubel, miedź i srebro są forpocztą spadków. W zasadzie i złotówkę, która straciła prawie jedną piątą wartości wobec dolara, można dopisać do tej listy.  Forpocztą zmian jest też wzrost stóp procentowych w Rosji do 17%.

Druga prognoza dotyczyła zakończenia programu QE3 przez FED. Prognoza ta, już w momencie stawiania była opinią większości i oczywiście się spełniła.

Trzecia prognoza dotyczyła giełdy. Postawiłem tezę, że główne rynki muszą przetestować od góry przebite poziomy 2000 i 2007 roku. DAX w zasadzie zrealizował ten program. W ciągu roku indeks konsolidował się, i zrobił krótki wyskok z dotknięciem okolic 8200. S&P 500 miał ogromną presję na wzrosty. Były trzy korekty w kształcie litery V na prawie 200 punktów, i tyle. Tutaj prognoza sprawdziła się conajwyżej połowicznie.

Polska

Postawiłem trzy tezy: Po pierwsze kapitał zagraniczny, mierzony przez indeks Wig20Usd będzie w odwrocie. To co widzimy na rocznym wykresie to konsekwentne osuwanie się. W ciągu roku Wig20 liczony w dolarach spadł o 17%.

Teza druga byłą taka, że krajowa płynność pójdzie w towar. Gdy pisałem prognozy, sprzedaż detaliczna rosła w tempie poniżej 4% (dobre, grudniowe dane nie były jeszcze znane). Patrząc na wykres widzimy, że sprzedaż detaliczna w grudniu wzrosła i potem jeszcze do kwietnia można było mówić o tym, że pieniądz poszedł w towar. Potem mamy mizerię.

 

 

Trzecia prognoza była taka, że rozpocznie się proces rozpadu Platformy oraz PiS-u. Tą tezą przejął się sam Donald Tusk, który ma wprawę w wyskakiwaniu z tonącej platformy. Gdy Tusk uciekał z Unii Wolności, udawała ona jeszcze poważną partię, miała chyba 90-ciu posłów. Rok później była wspomnieniem.

W ciągu roku mieliśmy postępujący rozkład państwa. Taśmy Wprost, Pendolino, cud nad urną. Czy wyskoczenie Tuska to początek rozpadu Platformy, tergo jeszcze nie wiemy. Wielokrotnie pisałem o pokoleniowym przetasowaniu, które powinno przyjść w okolicy 2016-2018 roku. Ten rok nas do tego przetasowania przybliżył.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-12-20 20:28
 Oceń wpis
   

Kolejny rok zbliża się do końca, nadchodzi czas podsumowań, zdumy, refleksji. Czas oddzielenia tego co przemijające od tego, co wieczne. Gdy rok temu ktoś twierdził, że kraje BRIC są skałą, na której można zbudować przyszłość gospodarczą, był uważany za poważnego człowieka. Gdy ktoś twierdził, że kraje te mogą wyprzeć dominującą rolę USA był uważany za intelektualistę. Dzisiaj wiemy, że BRIC to nie skala, a waluty spadające jak kamień w wodę.

Jakoś tak miesiąc temu czytałem taką opinię: my od zawsze twierdziliśmy, że oil-peak należy rozumieć w ramach obecnych technologii, a nie w kategoriach absolutnych. Jeszcze rok temu mówienie o oil-peak było przejawem najwyższej formy wizjonerstwa, człowiek praktycznie zaliczał się do Kluby Rzymskiego, który wspomniany oil-peak wymyślił. Dzisiaj ta teza jest mocno obciachowa.

Obecnie zmienia się też podejście do pieniądza. Do tej pory było tak, że gdy człowiek otwiera gazetę albo lodówkę to jest skonfrontowany z frazą: “pusty pieniądz opary na długu”. Pieniądz musi być oparty na długu. Posiadanie pieniądza oznacza prawo do czegoś tam. Jeżeli ktoś ma prawo, to ktoś inny musi mieć obowiązek. Ktoś musi być winny. Gdy za każdą złotówką stoi kredyt hipoteczny, to na tą złotówkę zawsze będzie popyt. To co się dzieje obecnie w Rosji jest małą ilustracją. Długi są w dolarach i to dolar jest obiektem pożądania. Rubel nie jest nikomu do niczego potrzebny. Jedyne co można z nim zrobić, to wymienić go na jakiś towar, o i ile jakiś frajer wymieni towar na papierek. Tych frajerów jest coraz mniej: Apple, BMW czy Białoruś przestaje przyjmować ruble. Aczkolwiek zanim zmieni się społeczna percepcja pieniądza, może jeszcze rok czy dwa minąć. 

Rosję czeka upadek i rozpad. Z naszego punku widzenia najważniejsze teraz jest, czy z tego kraju może wyjść ktoś pokroju Gorbaczowa. Człowieka, który umożliwi deeskalacje militarną w zamian za pomoc gospodarczą. Człowiek, dzięki któremu będzie miękkie lądowanie zamiast dążenia do konfrontacji. Musi to niestety być człowiek, który, tak jak Gorbaczow, jest w Rosji kulturowo ciałem obcym.

Tradycyjnie po świętach na blogu będzie więcej wpisów. Przede wszystkim rozliczenie zeszłorocznych prognoz oraz prognozy na nowy rok.

Jeszcze raz – radosnych świąt.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-12-14 14:29
 Oceń wpis
   

Zalanie rynku przez ropę powoduje krótkoterminowy, trwający kilka miesięcy, spadek statystycznej inflacji. W średniej perspektywie, niskie ceny ropy doprowadzą do wzrostu presji inflacyjnej – pisałem o tym przed dwoma tygodniami. Długoterminowa sytuacja będzie kształtowana przez dominantę demograficzną.

Jakiś czas temu czytałem, że na obligacjach nie ma żadnej bańki, bo przed nami presja deflacyjna dokąd oko sięga. Tą presję deflacyjną mają być ludzie odchodzący na emeryturę, których dochody, a więc i siła nabywcza, spadnie o 40%. Dowcipnie można tylko żałować, że takich analiz nie było w latach 90-tych. Wtedy wiele państw, w tym Polska, walczyły z inflacją. A wystarczyłoby wszystkich wysłać na emeryturę i mielibyśmy problem z głowy.

Na poważnie. Rozważmy taki przykład. Człowiek, który zarabiający 5 tyś złotych idzie na emeryturę, która wynosi 3 tyś złotych. Globalna siła nabywcza w gospodarce spadła o 2 tyś zł, ale ilość wyprodukowanych dóbr i usług spadła o 5 tyś. Czyli przejście kogoś na emeryturę oznacza większy spadek podaży niż popytu – powoduje to presję inflacyjną. Dodatkowo liczba pracowników zmniejsza się, tym samym pojawia się presja na wzrost płac. Gdy liczba pracowników zacznie spadać, firmy muszą albo walczyć o siłę roboczą, albo zamknąć interes.

W tym momencie warto zauważyć, że powojenny boom kształtował się różnie w różnych krajach. W Polsce wypadł na środek lat 50-tych. Obecnie największą grupą są ludzie w wieku 55-59 lat. W USA boom był trochę później i największa jest grupa wiekowa 50-54 a w Niemczech szczyt boomu przypadł dokładnie 50 lat temu – w 1964 roku i największa jest grupa 45-49.

W 2006 roku Alan Greenspan pisał, że na świecie na palcach jednej ręki można policzyć kraje, które nie trzymają inflacji na wodzy i że jest to bardziej sytuacja wyjątkowa niż normalna. Następne lata były jedynie pogłębieniem presji deflacyjnej. Przez ostatnie lata mieliśmy gigantyczną nadprodukcję wszystkiego, poza jedynie surowcami energetycznymi. Obecnie ropa zalewa rynek. Mamy ukoronowanie czasu nadprodukcji, ale też i zakończenie tego czasu.

Jakie z tego praktyczne wnioski ?

Po pierwsze, z daleka trzeba się trzymać od obligacji. Po drugie, łatwość produkcji wszystkiego napompowała mega-bańki na rzeczach, których jest skończona ilość: poczynając od bańki na złocie, poprzez bańkę na antykach, starych winach, świecidełkach i reszcie egzotyki. Również bańka na cenach ziemi. Ciężko będzie tu zarobić na spadkach, poza kwotowanymi metalami kolorowymi, ale można nie stracić, unikając egzotycznych inwestycji.

Po trzecie ostrożnie ze spółkami-wydmuszkami, zajmującymi się tylko handlem. Gdy to producent i pracownik, a nie konsument będzie miał przewagę, pośrednik nie będzie miał podstawowych atutów w ręku.

Po czwarte wreszcie, trzeba szukać spółek, które mają własną produkcję. W szczególności spółek, w których produkcję łatwo zautomatyzować. Obecnie wiele prac można zautomatyzować, ale ze względu na niskie płace, nie ma to większego sensu. Spółki, które pierwsze się zautomatyzują, w perspektywie rosnących płac będą wygranymi.

Po piąte wreszcie, trzeba szukać spółek, które sprzedają maszyny i oprogramowanie fabrykom. Firmy, które automatyzują inne firmy. Te firmy mogą być głównymi wygranymi eskalacji cen i płac.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-12-06 17:22
 Oceń wpis
   

Tydzień temu, wydawało się, że w przypadku złota niedźwiedzie mają wszystkie asy w rękawie. Wykres pięknie odbił się od średniej 50-cio dniowej i w piątek przebił średnią 20-sto dniową. Kilka dni walenia głową w sufit aż prosiło się o zajęcie krótkiej pozycji ze stop-losem tuż powyżej 1200. Na długoterminowym froncie, listopad zamknął się poniżej średniej 100-miesięcznej.

Niedziele referendum w Szwajcarii przyniosło wynik zgodny z oczekiwaniem, ale kilka dni wcześniej w podobnej sytuacji ze spotkaniem OPEC, po wyniku zgodnym z oczekiwaniem kurs runął. Złoto stało nad przepaścią.

 

 

 

Podlewarowanych pozycji było jednak dużo za dużo. Mała iskra wystarczyła i rozpoczęła się realizacja zysków a potem pękanie stop-losów. Pozycje, które zająłem w okolicy 1200 też zostały wyczyszczone. Kurs doszedł do 1220 – bez pękających stop-losów nie było już paliwa wzrostów. Skończyło się mega-długą dzienną białą świecą. Tydzień jednak zamknął się na ziemi niczyjej: powyżej 1180 ale  poniżej 1200. Zabawę zaczynamy od początku.

Obecnie muszę powiedzieć, że złoto jest bardzo mocne, patrząc przez perspektywę ropy i srebra. Pytanie, że to siła strukturalna – pozostanie silniejsze od pozostałych surowców, czy cykliczna – efekt działania silnego wsparcia, po którego ewentualnym przebiciu będzie wodospad. To pytanie za sto punków. Albo za całkiem dużo pieniędzy.

W międzyczasie ciekawą figurę rysuje eurodolar. Potencjał obecnego ruchu już się kończy. Teraz będzie albo odbicie, albo przebicie wsparcia – i dalsze spadki o zasięgu nawet 20%. Trudno coś prognozować. Nie wiadomo czy dodruk będzie czy nie. Nie wiadomo też, jak rynek zareaguje na dodruk. Poprzednimi razy rynek reagował wzmocnieniem się euro. To nie do końca paradoks. Jeżeli EZB będzie prowadził inflacyjną politykę, to obligacje krajów peryferyjnych są dobrą inwestycją. W przypadku polityki deflacyjnej, trzeba z tych obligacji uciekać. Według mnie EZB czeka na to, jak Niemiecki eksport zareaguje na spadek kursu euro, a po drugie, jak cała strefa Euro zareaguje na spadek cen surowców. EZB czeka i nam też nie pozostaje nic innego.

 



Rubel

Kryzys płynności w USA w 2008/9 roku spowodował radykalne wzmocnienie się dolara. Podobny kryzys w Rosji powoduje załamanie rubla. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że podobny impuls wywołał odwrotną reakcję. Dlaczego ? Odpowiedź jest bardzo prosta –kryzys powoduje, że ludzi nie interesują aktywa tyko pieniądz. Ludzie chcą gotówki. Pieniądzem jest to, w czym spłacany jest kredyt, czyli w USA jest to dolar a w przypadku Rosji też dolar. Przedsiębiorstwa mają 60% kredytów w dolarach a 25% w euro. W rublach praktycznie wcale. Ludzie chwytają się prawdziwych pieniędzy, przez co aktywo–rubel staje się niepotrzebnym, śmiesznie zadrukowanym papierkiem.

Przez ostatnie lata modne jest hasło o “pustym pieniądzu opartym o długu”. Patrząc się na rubla widzimy, że to właśnie dług powoduje, że pieniądz nie jest pusty. Wartość aktywa  – rubla, złota, nieruchomości, akcji – zależy od dobrej woli uczestników rynku, ale spłata zadłużenia jest obowiązkiem.

Ma to też praktyczne konsekwencje dla Polski, gdyż połowa kredytów hipo zaciągnięta była we franciszku. W Polsce, złotówka jest pieniądzem jedynie połowicznie, tak samo ważny jest franciszek.

Tagi: giełda, inwestowanie