O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-02-13 20:09
 Oceń wpis
   

Obiecałem wpis o demografi, ale niestety muszę go opóźnić o jeszcze tydzień-dwa. To ważny temat i chcę go solidnie opisać, porobić dobre wykresy. Tak się składa, że przeprowadzam się, jestem więc w twórczym szale malowania (już skończone), składania mebli i pakowania klamotów. By coś napisać, lub przeczytać, mam tylko skrawki czasu. Do tego jutro odłączą mnie od netu, a nie wiem czy podłączenie w nowym domu uda się bez opóźnienia. Jadam w fast-foodach tak mi śpieszno :-)

Przeprowadzka, nie jest tak całkiem oderwana od tematów poruszanych tu na blogu. Rynek finansowy jest obecnie w takim miejscu, że najlepsze co można zrobić, to zająć krótką pozycję na długoterminowe obligacje. Kupiłem więc spory dom, w atrakcyjnej lokalizacji na duży kredyt na stopę stałą na 10 i częściowo na 20 lat w euro (w tej walucie zarabiam).

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-02-06 18:38
 Oceń wpis
   

W poprzednim wpisie napisałem, że podatek od aktywów jest tematem tabu. Widać to w komentarzach – obok głosów poparcia, nie pojawiły się głosy krytyczne, tylko oburzenie. Pojawiły się epitety: “żenujące” i akty strzeliste: “święte prawo własności”.

Mój poprzedni wpis odnosił się do propozycji Bundesbanku dotyczących krajów, które chcą wyciągnąć rękę w kierunku niemieckiego podatnika, co wielu czytelników przegapiło. Temat pociągnę, ale już koncentrując się na Polsce.

Planowałem przygotować odpowiedź na pojawiające się pytania, wątpliwości i inwektywy. Po kilku paragrafach zorientowałem się, że będzie to rzucanie grochem od ścianę. Bez ustalenia faktów dotyczących emerytur, sytuacji demograficznej, rynku pracy i wydatków państwa, cała dyskusja nie ma sensu. Szczególnie, że w sprawie emerytur pokutują mity zakorzenione w latach 70-tych, gdy emerytów było osiem razy mniej niż dzisiaj. Przygotuję więc najpierw wpis o emerytach i demografii, a potem odpowiem na wątpliwości. Znalazłem już w sieci zeskanowane strony z Małego Rocznika Statystycznego z lat 70-tych i z 1981 roku. Będzie nam to bardzo pomocne.

Można zadać pytanie – czy warto się tym tematem na blogu o inwestowaniu zajmować. Warto. Moje zrozumienie gospodarki jest mniej więcej takie. Gospodarka wpada w koleiny i w nich się rozpędza. Na giełdzie jest hossa, gospodarka rośnie. W pewnym momencie, gdy wagon jedzie szybko, okazuje się, że koleiny prowadzą na manowce. Potrzebne jest bolesne przestawienie wagonu i znalezienie nowych kolein. Na giełdzie panuje bessa, a gospodarka przechodzi recesję. Kupując akcje podczas bessy, trzeba mieć jakąś wizję w którym kierunku podążać będzie gospodarka i ta wizja musi być bliska temu, co faktycznie będzie rozgrywane. W żargonie giełdowym mówi się, że każda hossa ma swoich liderów. Boleśnie przekonali się o tym ludzie kupujący “okazyjnie” akcje modne podczas mega–hossy 2005-2007. Akcje budowlanki są teraz 70% niżej niż podczas dna bessy w marcu 2009 roku. 

Uważam, że w tym roku czeka nas przesilenie czy mini-bessa. Technicznie, na indeksie S&P500, testowanie szczytów z 2000 i 2007 roku od góry. W związku z tym, trzeba trochę wychylić się ponad codzienność, by zastanowić się, co zdominuje następnych kilka lat. Jak ustawić się pod nową hossę.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-02-02 09:02
 Oceń wpis
   

Bundesbank zaproponował, by kraje ze strefy Euro najpierw opodatkowały aktywa swoich obywateli, a dopiero potem wyciągały rękę w kierunku niemieckiego podatnika. Sprawa jest wieloaspektowa.

Po pierwsze, Bundesbank jest politycznym outsiderem. Teoretycznie, ECB jest następcą tradycji Bundesbanku, a jednym z elementów tej tradycji jest, zapisana w traktacie z Maastricht, zasada no-bailout. Ta tradycja poszła w kąt w 2010 roku. Wtedy też nastąpiła spora rotacja na najwyższych stanowiskach w Bundesbanku i w niemieckich przedstawicielstwach w ECB. Nie chcę tu oceniać, czy to co robi ECB od 2010 roku jest właściwe czy nie – chcę jedynie zaznaczyć, że jest jednoznacznie sprzeczne z traktatem w Maastricht.

Po drugie, w Polsce i Europie opodatkowanie własności jest tematem tabu. Osobiście nie mogę tego pojąć. Ja jestem akurat dość mocno opodatkowany, na rękę dostaje ok 60% tego, płaci pracodawca. Towary, które kupuję za opodatkowane pieniądze, też mają prawie 20% podatku VAT. Ludzie z tego powodu się nie buntują, ale wystarczy wspomnieć o opodatkowanie własności i rozpoczyna się piekło.

Trzy pokolenia po wojnie, bogaty nie jest ten, kto dużo zarabia, tylko ten, kto dużo posiada. Zauważmy, że gdy trzeba np. odnowić drogę, to płaci za to ten, kto najwięcej zarabia, a nie ten, kto ma największy dom. Kiedyś, nie miało to znaczenia – największy dom miał ten, kto najwięcej zarabiał. Obecnie, coraz częściej, jest to ten, kto nie miał rodzeństwa.

Dlatego jestem zwolennikiem katastru. W Polsce jest jeszcze kilka aspektów. Po pierwsze, centra wielkich miast zamieszkują babulinki. Biedniutkie babulinki z mieszkaniem o wartości w okolicach miliona złotych z pretensją do świata na niską emeryturę i głośne tramwaje. Kataster by wymusił na tych paniach przeprowadzkę dzielnice dla starych ludzi. Doprowadziłoby to do zwiększenia podaży mieszkać w centrum, a tym samym zapobiegło procesowi rozlewania się miast. A babulinka miałaby nagle sporo gotówki. Po drugie, Polska przeszła lata turbulencji. Często majątek zyskali ludzie przypadkowi lub wręcz nieuczciwi. Kataster by to trochę wygładził.

Zauważmy, że na podatkach od własności, połączonych z obniżką podatków dochodowych, zyskało by 95% a może i 99% społeczeństwa. Mimo to ludzie są przeciwni. Nie chcę tu tworzyć spiskowej teorii dziejów, ale coś jest na rzeczy.

Po trzecie – słoneczna Itallia. Sytuacja Włoch jest inna niż Hiszpanii, Portugalii i Grecji. Te trzy ostatnie kraje przez ostatnich kilkanaście lat kupowali na zagraniczny kredyt importowane towary. Teraz kredyt wysechł i kasa okazała się pusta. Mówiąc statystycznie, deficyt budżetowy połączony był z deficytem handlowym. W tej sytuacji pomoc międzynarodowa staje się jedynym wyjściem.

Sytuacja Włoch jest zupełnie inna. Włochy mają zrównoważony handl zagraniczny, zdarzają im się nadwyżki. Tak naprawdę Włochy mają konkurencyjną gospodarkę. Tak się jednak składa, że ta gospodarka jest bardzo nisko opodatkowana. Mówię tutaj oczywiście o faktycznym opodatkowaniu, zmniejszanym przez niewykazywanie obrotów. Włoski deficyt budżetowy generuje nadwyżki w krajowym sektorze prywatnym, to Włosi mają Włoskie obligacje. Było by bardzo niefajnie, gdyby kraj, który nie ściąga podatków z własnych obywateli wyciągnął rękę w kierunku niemieckiego podatnika. Tego boi się Bundesbank.

Tagi: giełda, inwestowanie