O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-05-31 11:56
 Oceń wpis
   

Do dzisiejszego wpisu skłonił mnie artykuł w prasie, pod tym samym tytułem, a właściwie jedno zdanie. Zdanie to miało diagnozować sytuację naszego sąsiada: “Młodzi Rosjanie wyjeżdżają, a ci, którzy zostają, nie studiują fizyki czy chemii, tylko nauki społeczne, bo liczy się, kogo się zna, a nie, co się potrafi.” Dawno nie spotkałem się z tak celną i zwięzłą diagnozą prowincjonalności Polski. Mówię tu o prowincjonalności, a nie o państwie postkolonialnym czy kondominium – nie trzeba szukać wielkich słów do opisu prostej rzeczywistości.

W związku z tym kilka refleksji. Łatwiej dostrzec źdźbło w oku bliźniego, niż belkę we własnym. To nie oskarżenie, to fakt. Gdyby w prasie głównego nurtu ktoś zdiagnozował problem jak powyżej, to byłaby obraza majestatu, a z zewnątrz jest to całkowicie oczywiste. A trzeba napisać, że bez celnej diagnozy, nie będzie poprawy sytuacji.

Czytając, z okazji 25 lecia zmiany warty, prognozy na następne 25 lat, uważam, że są one hiper-optymistyczne. Wszystkie prognozy są w zasadzie takie same: następne 25 lat będzie wyglądać tak jak zryw inwestycyjny 2004-2012. Różnice są jedynie w detalach. Według mnie, za 25 lat będzie trwał boom gospodarczy i Polska grillująca: pokolenie Y będzie jeszcze na rynku pracy, a ich, czy trafniej nasze, dzieci będą już na rynku pracy. Boom ten będzie jednak z dużo niższego poziomu, niż się powszechnie uważa.

Zauważmy, że poprzedni wielki zryw budowy infrastruktury był w latach 70-tych. Napędzany był petrodolarami, a gdy FED nacisnął na hamulec, boom się skończył. To co nie zostało wtedy wybudowane, czekało na swoją chwilę do wspomnianego euro-boomu. Tym razem będzie tak samo. Teraz będą jeszcze robione jakieś plomby w ciągach komunikacyjnych. ale co nie zostanie zrobione teraz, poczeka do 2030 roku.

Brzmi szalenie, ale czy nie bardziej szalenie jest twierdzić, że szczęśliwy zbieg okoliczności będzie trwał dekady ?
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-05-29 10:25
 Oceń wpis
   

DAX wybił się górą ponad z trwającego od początku roku trendu bocznego, kontynuując tren wzrostowy rozpoczęty jesienią 2011 roku. Wykres nie pozostawia większych wątpliwości, że mamy tu wybicie górą. Osobiście zakładałem, że DAX będzie chciał potańczyć ze średnią 200-stu dniową, i zaskoczony jestem siłą rynku.

 

 

 

Przy okazji warto wspomnieć, że złoto wybiło się dołem z konsolidacji. Jest to bardzo dobra informacja dla posiadaczy akcji i potwierdzenie wybicia górą DAX-a. Sceptycy mówią, że banki centralne drukując pieniądze zniekształcają rynek i powodują, że wszystkie aktywa drożeją bądź się zabańczają. To zabańczenie ma skończyć się nagłym kryzysem. Dynamicznie spadki na złocie pokazują jednak, że aktywa drożeją wybiórczo i następuje przepływ kapitału z rynków egzotycznych do silnych gospodarek.

 

 

Wykres, który świetnie ilustruje niemiecki boom gospodarczy to wykres zatrudnienia. Zauważmy, że podczas tak zwanego kryzysu, bezrobocie praktycznie nie wzrosło. Jest to pamiątka po recesji z początku stulecia. Wtedy firmy panicznie cięły zatrudnienie, a gdy recesja się skończyła, obudziły się z ręką w nocniku bez pracowników do zrealizowania zamówień. Tym razem poszły po rozum do głowy i całkowicie na siebie wzięły spadek zamówień. Dodatkowo, Niemcy przeszły ciężkie reformy, przez ostatnią dekadę, i wyeliminowały nad-zatrudnienie. W zasadzie powszechnie jest pod-zatrudnienie. Teraz zatrudnienie systematycznie rośnie.

 

 

Dodać muszę, że wykres zrobiony jest według metodologii IFO (międzynarodowej organizacji pracy), którą mało lubię ze względu na zbyt liberalne liczenie pracujących. Wykres ten jest jednak potwierdzony innymi danymi. Przykładowo rok temu moja kasa chorych przysłała mi czek na 150 euro, gdyż wypracowali nadwyżkę. Czyli ludzie znajdują pracę, za którą dostają płacę i nawet płacą z tego podatki. To nie jest wzrost śmieciówek.

Patrząc na Niemiecki boom gospodarczy, mamy ilustrację, że wzrost PKB jako ocena sytuacji gospodarczej jest wskaźnikiem mocno przereklamowanym. Mamy tutaj świetną ilustrację, że porównywanie wzrostu PKB między różnymi krajami nie ma większego sensu. Niemcy, przy wzroście typu 2-3% rocznie mają wszystkie zjawiska typowe dla boomu gospodarczego: dynamicznie rośnie giełda, rośnie zatrudnienie a finanse publiczne są zrównoważone. W Polsce przy wzroście 3-4% są objawy typowe dla stagnacji: giełda jest od kilku lat w trendzie bocznym, zatrudnienie nie rośnie, a katastrofalny stan finansów publicznych wymaga ciągłych podwyżek podatków i nacjonalizacji OFE.

W Polskich mediach pielęgnowany jest mit zielonej wyspy przedzierającej się przez ocean kryzysu. Ten mit podpierany jest właśnie “wzrostem PKB”. Jak widzimy, ten obraz ma niewiele wspólnego z rzeczywistością – największe gospodarki są w fazie dynamicznego, i jeszcze bezinflacyjnego wzrostu.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-05-10 10:08
 Oceń wpis
   

Od jesieni 2011 roku DAX pozostaje w trendzie wzrostowym, ale od czterech miesięcy wali głową w sufit. Aż człowieka kusi, by zająć krótką pozycję, ze stop-losem tuż nad sufitem. Ryzyko niewielkie (około 400 punktów), a potencjał zarobków to około 2000 punktów, zakładając, że indeks będzie testował szczyty z 2007 roku.

Czy więc pora na spadki, konsolidację, czy dalsze wzrosty ?

Póki co, jest jeszcze miejsce na konsolidację. Ciągnąc linię trendu, pokrywającą się ostatnio ze średnią 200-stu dniową, widzimy, że zarówno spadki do poziomu 9000 jak i kilka miesięcy konsolidacji mieści się w ramach obecnego trenu. Linia ta pociągnięta jest po wielkopańsku - większość odbić w trendzie było równolegle do tej linii, ale wyżej. Ta linia to raczej najniższa linia trendu. Podobną funkcję ma średnia 200-stu dniowa, w hossie odbicie od niej powinno być szybkie.

 

 

By rozważać spadki lub wzrosty, trzeba się zastanowić nad sytuacją gospodarczą za rok-dwa. Obecnie wskaźnik cena-zysk dla spółek DAX-a wynosi typowo kilkanaście, zwykle w okolicach 12. Wycena jest więc bardzo konserwatywna. By były spadki, potrzebne jest zachwianie wiary w przyszłe zyski spółek. Możliwe jest to metodą eskalacji kosztów pracy, cen energii lub znaczny spadek popytu.

Według mnie, bessa przyjdzie właśnie ze względu na eskalację kosztów pracy, ale póki co niewiele się w temacie dzieje. Na froncie makroekonomicznym, szef EZB sugeruje, że będzie prowadził politykę osłabiania euro, by ratować Francję. Ta polityka będzie wiatrem w plecy dla eksportowej części niemieckiego przemysłu. Eskalacja cen energii jest możliwa – i związana z sytuacją na froncie wschodnim. Tak zupełnie na marginesie, szok podaży energii w Niemczech mógłby wyjść na zdrowie, jeżeli jego efektem byłby powrót do energetyki jądrowej, gdy jeszcze nie jest za późno.

Póki co, poza strachem przed eskalacją konfliktu wschodniego nie za bardzo widać proces, który byłby dobrą przyczyną do bessy.

Zaczynając ten wpis dałem mu tytuł: “DAX – przejście na krótką stronę mocy”. Teraz coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, czy zajęcie krótkiej pozycji, do której wykres tak kusi, jest dobrym pomysłem. Za bazowy scenariusz trzeba uznać dalsze kilka miesięcy konsolidacji a potem ruch w górę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-05-01 12:35
 Oceń wpis
   

Dlaczego stracona ma być dekada, a nie pięciolatka ? Punktem wyjścia dzisiejszych rozważań jest cykl pokoleniowy, który trwa 28 lat – licząc od szczytu w 1955 roku do szczytu w 1983 roku. Okres pokolenia, to wiek, w którym ma się środkowe dziecko (a nie pierwsze !) i wynosi on właśnie 28 lat. Na marginesie mała uwaga demograficzno-biologiczna. O ile wiek, w którym ludzie mają pierwsze dziecko w ciągu pokolenia przesunął się o kilka lat, o tyle wiek średniego dziecka jest praktycznie stały. Kolejny szczyt demograficzny wypadł w okolicach 2010 roku, czyli 27 lat po szczycie z 1983 roku.

Ten okres możemy sobie elegancko podzielić na dwie części, elegancko czyli zgodnie z zasadą złotego podziału. Mamy dwa okresy, pierwszy to 28 * 0.618 = 17.3 i drugi, 28 * 0.382 = 10.7.

Bez wątpienia puntem przełomowym był rok 2007. Jeżeli był to koniec odcinka wzrostowego, to jego początek był na przełomie 1989/90. Zupełnie przypadkiem, zmienił się wtedy w Polsce ustrój. Ukoronowanie zmiany ustroju szczytem mega-hossy w 2007 roku pięknie wpisuje się więc w koncepcję cyklu pokoleniowego i złotego podziału.

Jeżeli ma to sens, to naturalną konsekwencją jest, że po 17 latach wzrostu, po “17 latach świetlnych”, chciałoby się powiedzieć, potrzebne jest prawie 11 lat, by ten cykl skorygować i skonsolidować – stąd właśnie stracona dekada, mimo iż jedenastoletnia.

Zauważmy, że kryzys rozgrywał się początkowo jedynie w obszarze abstrakcji – spadki na giełdzie, eksplozja zadłużenia publicznego, urealnienie kursu franka, zajumanie oszczędności emerytalnych. Na co dzień kryzys do ludzi nie dotarł – największa grupa zawodowa, czyli emeryci i renciści, regularnie dostają podwyżki i o utratę pracy się bać nie muszą. Dzięki niskim stopom procentowym raty kredytów są niższe niż przed kryzysem. Dopiero w okolicach 2012 roku, gdy rząd przyhamował z gigantyczną stymulacją fiskalną, kryzys zaczął się wylewać do ludzi, poprzez niewielki wzrost bezrobocia. Z czasem wylewać się będzie coraz bardziej, głównie poprze podwyżki podatków i wzrost cen usług publicznych – woda, śmieci, bilety, szpitale oraz coraz gorsze warunki pracy. W momencie przełomu, spodziewać się można wstrzymania emerytur, lub wypłacania ich w “zajączkach”, czyli nic nie wartej walucie.

Z naszych rozważań wynika, że w okolicy 2018 skończy się obecny cykl pokoleniowy i zacznie się nowy cykl. Rok 2018 będzie ukoronowaniem straconej dekady, tak jak 2007 był ukoronowaniem fazy wzrostowej. Ten okres powinien przypominać początek lat 90-tych – rodzące się fortuny, hiperinflacja, sprzedaż fabryk za grosik, przeoranie struktur państwa. Obecni politycy byli w głównym obiegu już w 1990 roku – to co się wtedy wykluło, niewiele się do dzisiaj zmieniło, podobnie jest zresztą z mediami. Jeżeli logika cyklu pokoleniowego ma sens, to w okolicy 2018 roku będzie nowe rozdanie kart.

O ile kryzys uderzył w prostego człowieka z pięcioletnim opóźnieniem, podobnie będzie w odrodzeniem. Zanim rosnące wtedy fortuny zaczną rozlewać się resztę społeczeństwa, może upłynąć dobre pięć. W zasadzie, poprzednim razem życie ustabilizowało się w okolicy 1995 roku, ale “Polska grillująca”  to dopiero 2006-2007 rok. Stracona dekada, z perspektywy zwykłego człowieka, jeszcze długo przed półmetkiem.

Z globalnej perspektywy, Polskę na łopatki może położyć zanik płynności, czyli albo inflacyjna recesja, albo zbyt mocne przyhamowanie gospodarki przez FED. Amerykański bank centralny przez sześć lat zwiększał płynność. Teraz też póki co drukuje więcej, niż wynosi zapadalność obligacji. FED naprawdę ma czym ograniczać płynność, jeszcze przez długie lata i będzie to jeden z mechanizmów który przyduszać będzie Polskę i kraje jak Polska. Przesilenie, które w Polsce powinno wypaść w 2018 roku, być może  połączone będzie z globalnym kryzysem walutowym krajów egzotycznych.

Na koniec wnioski praktyczne. Szarpanie się z Polskim rynkiem nie ma sensu. Pisałem o tym już w 2009 roku (co było wtedy obrazą majestatu) a teraz chyba nie budzi już zaskoczenia. Zarabiać trzeba tam, gdzie są wzrosty – DAX i Nasdaq jest dobrym punktem wyjścia. Drugi praktyczny wniosek – trzeba się przygotować na nowe rozdanie. Przy czym może to być nowe rozdanie, w kontekście rozsypujących się fundamentów życia codziennego.

I to zasadniczo tyle na deszczową majówkę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie