O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-07-25 09:50
 Oceń wpis
   

Dzisiaj dalej o złocie. Złoto od miesiąca wali głową w sufi. Patrząc przez pryzmat rupii, mamy konsolidację na poziomie 790, z jednorazowym wyskokiem do poziomu 805. Takie walenie głową w sufit, to wymarzona sytuacja dla technika. Postawienie stop-losa, a tym samym kontrolowanie ryzyka jest banalnie proste. W naszym przypadku, ryzyko wynosi nie całe 2%, gdy kupujemy po 790 a stop-losa ustawiamy w okolicy 805.

 

 

By po to ryzyko warto się było schylić, potencjał zysów powinien być przynajmniej trzykrotnie wyższy niż ryzyko. Czyli potencjał spadku musi być przynajmniej 6%. Jeżeli złoto ma znajdować się w trendzie bocznym, w którym trwa od roku, to potencjał zysku z krótkiej pozycji jest większy niż trzykrotność ryzyka. Opłaca się. Sam przez ostatni miesiąc zbierałem małe porcyjki. Im dłużej trwa konsolidacja, tym więcej porcyjek się nazbiera.

 

 

Jaki jest potencjał spadków ? Jeżeli ktoś ma fantazję, to może powiedzieć, że nie po to XAUINR walczy ze średnią 200-tygodniową, by się dalej konsolidować. Patrząc na XAUUSD możemy powiedzieć, że mieliśmy nagły spadek z 1700 do 1300, a potem roczną konsolidację – formację stożka,  która jest formacją kontynuacji trendu. Następny powinien być ruch kontynuujący spadek, typu 300-400 punktów.

Podłoga pod złotem może się urwać w każdej chwili.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-07-14 18:22
 Oceń wpis
   

Największym rynkiem złota są Indie, dlatego wykres złota w rupiach jest co najmniej równoprawny do kwotowanie złota w dolarach. Patrząc na cenę złota w rupiach widzimy, że konsolidacja pod szczytami zamienia się w regularną bessę.

Cena złota rosła nieprzerwanie od 2001 roku i w tym czasie wzrosła prawie dziesięciokrotnie. Szczyt testowany był jeszcze rok temu, choć cena złota liczona w dolarach blask straciła dwa lata temu.

 

 

Przyjrzyjmy się bliżej konsolidacji. Trwa ona prawie trzy lata. Długi trend nie odwraca się w pięć minut. Osią trwających od roku oscylacji jest pierwsze zniesienie harmoniczne – cały czas możemy jeszcze mówić o konsolidacji pod szczytami. Kurs trzy razy testował średnią 200-stu tygodniową od góry. Po spadku, testuje ją od dołu. Tu jest kluczowy moment – wydaje się, że kurs nie może sobie ze średnią poradzić. Wzrosty się skończyły, na konsolidację nie ma już miejsca – pora na bessę.

 

 

Jeżeli mieliśmy wieloletnią hossę i dziesięciokrotny wzrost ceny, po niej długą i dokładną konsolidację, a teraz zaczyna się bessa, to będzie ona również solidna. Naturalny wydaje się spadek w kierunku zniesień harmonicznych w okolicy ~550 lub nawet ~450 rupii. Nie jest  do końca jasne jak przełoży się to na kurs rupii względem dolara, a jak na kurs złota w dolarach. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że solidnie spadnie złoto, niż rupia się wzmocni.



2014-07-13 11:25
 Oceń wpis
   

Dziś dwa tematy, które nie poruszą rynku, ale w długiej perspektywie mogą mieć znaczący wpływ na trendy. Pierwszy temat, to wprowadzenie płacy minimalnej w Niemczech na poziomie 7.50 euro za godzinę.

Rok temu czytałem w Wirtschaft Woche analizę, kto dostaje niższą niż ta kwota pensję. Są to trzy główne grupy: pierwsza grupa, to kobiety pracujące na pół etatu, którym bardziej zależy na elastyczności w pracy niż na euro więcej – mają dobrze zarabiających mężów. Druga grupa, to ludzie pracujący w najprostszych usługach, bez kwalifikacji. Wreszcie trzecia grupa, to pracownicy produkcji we wschodnich landach Niemiec.

Wprowadzenie płacy minimalnej będzie “pejczem produktywności”. Pracodawca zapłaci więcej, ale będzie musiał zwiększać produktywność. Albo lepsze maszyny, albo przyciśnięcie do większego się uwijania, albo wzrost cen. W przypadku sektora usług w bogatszych landach obstawiam właśnie ten trzeci scenariusz plus wzrost szarej strefy. W przypadku produkcji we wschodnich Niemczech, sytuacja jest otwarta.

Wprowadzenie płacy minimalnej pociągnie za sobą dwa dodatkowe procesy. Po pierwsze związki branżowe podniosą swoją siatkę płac, by odsunąć się od ustawowej płacy minimalnej. Każdy związek chce, by ich minimum było wyraźnie wyższe od ustawowego. Spowoduje to globalny wzrost płac w całej “zorganizowanej” części gospodarki.

Po drugie, wzrośnie wartość pracy inżynierów i managerów. Gdy ktoś buduje maszyny, które pozwalają zaoszczędzić pracę niewykwalifikowanego pracownika, to wartość jego pracy z dnia na dzień rośnie o 20%, bo o tyle wrósł koszt niewykwalifikowanego pracownika. Za wzrostem wartości pracy podąży z czasem i pensja.

Ogólnie rzecz biorąc, wprowadzenie płacy minimalnej będzie miało inflacyjny charakter. W obecnej sytuacja to zaleta. W Niemczech od pęknięcia bańki dot-com płace są w stagnacji, oczywiście u tych, którym nie pocięli trzynastek i premii, jak w sektorze publicznym. Wzrost pensji w Niemczech będzie też wytchnieniem dla krajów z peryferiów strefy euro.

Pozwolenia na budowę

W Polsce rozpoczyna się proces znoszenia pozwoleń na budowę. Mam tutaj bardzo mieszane uczucia. Chaos przestrzenny obniża standard życia i w dłuższej perspektywie jest bardzo kosztowny. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy obowiązujące regulacje ten chaos ograniczają, czy wnet przeciwnie – czy go nie powodują. Przykładowo, regulacje tępią gęstą zabudowę, której jestem zwolennikiem.

Wraz z uproszczeniem procesu budowlanego i ewentualnego zwiększenia podaży ziemi budowlanej nastąpi wzrost aktywności budowlanej. Czyli wzrost gospodarczy. Nastąpi też jednak spadek cen nieruchomości. I tu zaczyna się problem – te nieruchomości są zabezpieczeniem kredytu. Banki w swoich aktywach mają wartość czasu straconego na użeranie się z urzędnikami. Jaka jest obiektywna wartość tego czasu ?

Dopóki nikt nie mówi “sprawdzam”, banki udają, że problemu nie ma. Ale gigantyczna dziura między wartością kredytu, a wartością zabezpieczenia w systemie bankowych jest faktem. Tą dziurę można szacować na 100 mld zł – to tyle, ile zyski banków przez 10 lat.
 
 

Tagi: giełda, inwestowanie