O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-09-27 09:38
 Oceń wpis
   

Życie byłoby łatwiejsze, gdybym miał pod ręką instrument do stanięcia po krótkiej stronie indeksu Russel 2000. Indeks małych spółek ma za sobą rewelacyjny poprzedni rok, wzrósł o 20%. W tym roku trwa konsolidacja i chyba pora też na głębszą korektę.

Na pierwszym wykresie widzimy, że średnie kroczące zbiegły się, czyli indeks jest skonsolidowany. Nastąpiło też wybicie dołem, z zakresu średnich, ale nie nastąpiło jeszcze wybicie dołem z zakresu konsolidacji. Dalszy ruch w dół wyrysuje formacje dwóch szczytów z ramionami.

 

 

Z szerszej perspektywy możemy szukać celów ewentualnej wyprzedaży. Na wykresie widzimy siatkę fibo narysowaną od dołka w 2009 roku. Naturalny cel to zniesie harmoniczne tuż powyżej poziomu 1000 punktów. Kolejne cele to psychologiczny poziom 1000 punktów, oraz średnia 200-stu tygodniowa w okolicy 900 punktów.

 

 

Teoretycznie, po konsolidacji mogą być spadki, ale też wzrosty. Co do wzrostów jednak nie jestem przekonany, sprawy zaszły ciut za daleko i potrzebne jest wychłodzenie atmosfery, większy szacunek dla pieniądza. Piszę tu szczególnie o rynku przejęć.

Ostatnio czytałem, że SAP przejął jakąś spółkę za 8 mld usd, finansowanej kredytem na 10 mld usd. Zlustrowałem tą spółkę: obroty na poziomie 0.5 mld i dość szybko rosną, zysk oczywiście zerowy albo symboliczna strata. To co mi się nie podoba, to struktura kosztów – większość kosztów to Selling, General and Administration. Ludzie się uwijają to i sprzedaż rośnie. Tyle, że taki wzrost nie stanowi dla inwestora żadnej wartości. To co stanowi wartość, to gdy świetny produkt albo nowa technologia pozwala zwiększać sprzedaż bez zwiększania kosztów – następuje wtedy eksplozja zysków. Wspomniana spółka na R&D wydaje jakieś 50 mln usd rocznie. Czyli za 8 mld kupujemy coś, co da się zbudować za dwieście milionów. Również argumentacja współ-prezesa SAP mnie nie przekonała – “kupujemy dostęp do rynku większego niż ma Amazon i eBay razem wzięci” ? Prowadzi człowiek biznes, czy leczy kompleksy ?

Wnioski praktyczne


Tych, jak wspomniałem, brakuje. Na małe spółki nie ma odpowiedniego instrumentu, a duże spółki, które nie robią głupot, nie są przegrzane – co nie znaczy, że nie powinniśmy mieć technicznej zwałki by przetestować szczyty z 2000 i 2007 roku. Spółki które robią głupoty spadają jednego dnia o 5% czy 10%, ale na tym jednorazowym spadku trudno zarobić prywatnemu inwestorowi.

Przyglądając się wykresowi SAP przychodzi mi jednak do głowy  praktyczny wniosek. Wykres jest płaski od dwóch lat. Nie trzeba być Szerlokiem, by postawić stop-lossa na poziomie 63 euro. Być może warto wyszukać płaskie wykresy, z niewielkim ryzykiem w przypadku wybicia górą i czekać, aż spółki wpiszą swoje radosne przejęcia w pole “strata”. Wspomniany SAP ma w wartościach niematerialnych ponad 16 mld euro, przed wspomnianym przejęciem. Jest co odpisywać.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-09-20 12:25
 Oceń wpis
   

Zaangażowałem się ostatnio w krótkie pozycje na złocie, i siłą faktu czytam trochę blogi o inwestowaniu w złoto. Kilka lat temu, czytając podobne blogi miałem wrażenie, że jest to klub miłośników spiskowej teorii dziejów. Dzisiaj wygląda to bardziej jak sekta. Gdy ktoś zasugeruje, że cena złota na Comexie nie jest wynikiem manipulacji kartelu, jest przeganiany jako troll lub piąta kolumna. Realna cena złota na dziś wynosi 5000$, a wkrótce będzie 10 000 $.

Inwestowanie w złoto w świecie zachodnim opiera się na teorii globalnego resetu. System monetarny upadnie, ze względu nie niespłacalne długi, i wtedy ludzie zwrócą się w kierunku jedynego metalu, który zachowuj wartość od pięciu tysięcy lat – złota. Dzisiaj zajmiemy się więc teorią niespłacalności zadłużenia.

Sytuacja zadłużenia państw


W Polsce obsługa zadłużenia pochłania około 40 mld zł rocznie. Wypłaty emerytur to 200 mld zł rocznie, a służba zdrowia to kolejne 150 mld zł. Wynika z tego, że świadczenia wobec emerytów, zakładając że 2/3 wydatków na służbę zdrowia też idą w emerytów, to 300 mld zł rocznie. Obsługa ujawnionego zadłużenia, przy tym zobowiązaniu, to orzeszki, kwiatek do kożucha. Jeżeli chcemy prawdziwego resetu, to zamiast bankructwa potrzebny jest program eutanazji. Samo bankructwo niewiele zmieni, a przy całkowitej eliminacji emerytur, spłacenie wszystkich długów zajmie trzy lata.

Problemem zachodu nie jest zadłużenie, ale zobowiązania państw wynikające z systemu emerytalnego. Jest tu kilka rozwiązań. Pierwsze, to stopniowe wydłużanie wieku emerytalnego, połączone z obniżaniem i spłaszczaniem świadczeń. Jest to najlepsza droga. Druga droga, to skokowe ruchy, jak w Polsce, gdzie w dekadę temu, na emeryturę przechodziły 50-cio letnie kobiety. Ich córki, przejdą na emeryturę w wieku 67 lat – czyli o 17 lat wydłużono wiek emerytalny, na przestrzeni pokolenia. Ta droga jest być może połączona z programem cichej eutanazji.

Wywłaszczenie z obligacji


Przez ostatnią dekadę, większość państw, była w stagnacji przeciętej deflacyjną recesją. Ten fakt jest odwzorowany cenie obligacji. Obecnie duża część obligacji jest wyemitowana z kuponem w okolicach 2%. By ludzi z tych obligacji wywłaszczyć, nie potrzeba resetu. Jeżeli przez następne lata będziemy mieli 3% inflację i 2% wzrost gospodarczy, to nominalny wzrost gospodarczy wyniesie 5%. W tej sytuacji, po 10 latach, zadłużenie spadnie o 25% w stosunku do PKB, czyli do bazy podatkowej. Dodam, że w większości krajów, inflacja niższa niż 3%, to zjawisko rzadkie. Ostatnio, do tak niskiej inflacji jesteśmy przyzwyczajeni, ale z perspektywy pokolenia, czy całego okresu powojennego, jest to unikalne zjawisko – i zarezerwowane tylko do bardzo silnych produkcyjnie gospodarek.

Wiele państw przeszło głębokie strukturalne reformy. Niemcy generują nadwyżkę budżetową w kontekście bezinflacyjnej stagnacji. Gdy zacznie się inflacyjny boom, posiadacze obligacji zostaną na peronie.

Przez dłuższy czas myślałem o krachu na obligacjach, ale ostatnio coraz bardziej klaruje się inny scenariusz: gospodarki rosną w bezinflacyjnym kontekście. Obligacje utrzymują swoją nominalną wartość, ale nie partycypują we wzroście gospodarczym, to najsprytniejsza metoda wywłaszczenia. Po kilku latach, wraz z rosnącą inflacją obligacje zaczynają się również nominalnie obsuwać. Dlaczego osuwanie a nie krach ? Wspomniane Niemcy, jak i wiele innych krajów, przeszły gruntowne reformy, i w kontekście rosnącej gospodarki będą one generowały nadwyżki budżetowe, tym samym podaż obligacji na rynku pierwotnym będzie niewielka.

Dolar jako waluta rezerwowa


W systemie Bretton-Woods, dolar był podstawową walutą rezerwową, wymienialną, dla banków centralnych, na złoto. Teoretycznie, zabezpieczenie w złocie było podstawą uprzywilejowanej pozycji dolara. W 1971 roku dolar przestał być związany ze złotem – i co ? I nic. Wynika z tego, że dolar jest walutą rezerwową z zupełnie innych powodów.

Podstawą globalnej gospodarki jest wolny handel, a podstawą wolnego handlu jest bezpieczny transport morski. USA patroluje oceany i zapewnia bezpieczeństwo transportu morskiego. Dzięki temu właśnie waluta USA jest walutą międzynarodową.

Na patrolowanie oceanów USA wydaje 600 mld usd rocznie. Wiem, że zabrzmi to niemodnie, ale patrolowanie oceanów, to przysługa, jaką USA daje, za darmo, reszcie światu. Po świcie krąży 6 trylionów dolarów w amerykańskich obligacjach. To 10 lat patrolowania – wcale nie jakoś specjalnie dużo. Gdyby ktoś chciał przejąć rolę nowego hegemona, to musi wziąć na siebie ten koszt. Czy Chiny, które traktują Tajwan jako zbuntowaną prowincję, a mimo to, nie mogą przejąć nad nim kontroli, są do tego gotowe ?

Czy może być tak, że hegemon nie może być tak wielkoduszny, by patrolować globalne szlaki handlowe ? Czy może być tak, że koszty patrolowanie, są znacznie niższe niż zysk hegemona ? Takie coś się już raz zdarzyło, chodzi o “kryzys III wieku”. Nastąpiła wtedy kaskadowa deglobalizacja i centrum życia, na następne kilkaset lat, stał się lokalny zamek. Jeżeli już jesteśmy przy historii antycznej, w czasach tuż przed rozkwitem Rzymu, modne było w literaturze snucie kasandrycznych wizji. W okresie upadku, jedyną formą literacką były panegieryki.

Podsumowując

Uważam, że funkcjonujący obecnie system nie upadnie. A jeżeli z jakiś względów kiedyś upadanie, to konsekwencje mogą być zupełnie inne, niż się nam dzisiaj wydaje. Każdy kryzys jest inny.

Choć uważam, że świat był by lepszy, gdyby zamiast inwestować w złoto, ludzie inwestowali w nowe fabryki, elektrownie i wykształcenie nowego pochodzenia, to spekuluję na złocie, by zarobić, a nie by być kieszonkowym mesjaszem.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-09-14 08:38
 Oceń wpis
   

Cena złota przebiła lokalne wsparcie na poziomie 1240 usd. Następne w kolejce jest  wsparcie to poziomie 1180 i to  właśnie wparcie ma kluczowe znaczenie dla długoterminowej ceny złota. Po pierwsze są to minima z poprzedniego roku, minima formacji chorągiewki, będącego konsolidacją po załamaniu z wiosny 2013 roku. Jeżeli to wsparcie pęknie, to wykres wyrysuje formację placniętej bańki. Będzie najniżej od 2010 roku. Może to uruchomić tryb: ratuj kapitał, czy co z niego pozostało.

 

 

Ludzkość posiada 180 tysięcy ton złota – 6 miliardów uncji. Przy obecnej cenie, ma to teoretycznie wartość 7.5 tryliona dolarów. Teoretycznie, bo nie ma tyle celulozy na świecie, by wydrukować 75 miliardów studolarówek. Nie wszystkim uda się odzyskać gotówkę.

Poziom 1180, wydaje się dzisiaj bardzo odległy, przyzwyczajeni jesteśmy do ceny w okolicach 1300, ale dwa tygodnie obsuwania, jak w mijającym tygodniu, i będzie po sprawie. Odkąd rynek odkleił się od średniej 200-stu dniowej, którą dokładnie przetestował, osuwa się systematycznie z korektami trwającymi jedynie kilka godzin. Co będzie jutro czy za tydzień nie wiadomo, ale zakładam, że maszyna ruszyła  i tej maszyny nie da się łatwo zatrzymać. To, że maszyna ruszyła, nie pozostawia już dziś większych wątpliwości. W jednym z poprzednich wpisów, był komentarz, że ze złotem może by tak lub na odwrót – na dzisiaj jest to 90% na spadki, 10% na konsolidację lub wzrosty.

Jeżeli 1180 padnie, to gdzie szukać wsparć ? Patrząc da wykres z perspektywy ostatnich kilkunastu lat, od początków wzrostu w w 2001 roku, kolejne wsparcia to poziomy Fibo w okolicach 1090, 890 i średnia 200-miesięczna w okolicy 750. Po drodze jest jeszcze psychologiczny poziom 1000 usd za uncję.




Patrząc z perspektywy czterech dekad, widzimy, że poziom 1180, na którym zatrzymała się ostatnia wyprzedaż, to drugie zniesienie Fibo całego ruchu wzrostowego.  Kolejne wsparcia to 980, 760. Warto też zwrócić uwagę na linię trendu, która obecnie jest na poziomie 660. To powinno być twarde dno.


Spójrzmy bliżej na linię trendu. Sugeruje ona, że cena złota rośnie 6% rocznie, czyli 10-cio krotnie w ciągu 4 dekad, i raz na pokolenie idzie w zabańczenie. Czy ten trend musi trwać ? Czy istnieje jakieś fundamentalne zjawisko, które zaczęło się w 1970 roku a kończy się teraz ? Odpowiedź brzmi: TAK. Po wojnie USA było eksporterem ropy, by w okolicach 1970 roku stać się importerem netto. Ta sytuacja zaczęła zmieniać się w okolicach 2010 roku, gdy za sprawą gazu łupkowego, USA poprawia systematycznie bilans energetyczny i zaczyna stawać się exporterem netto surowców energetycznych. Dolary płyną w odwrotnym kierunku niż ropa, gdy USA jest exporterem netto ropy, globalna płynność dolarowa spada. Coraz więcej złota, goni coraz mniej celulozy.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-09-06 10:22
 Oceń wpis
   

Sezon ogórkowy dobiega powili końca i pora ruszyć w nowy rok. Dziś na rozgrzewkę krótki przegląd wykresów oraz prasy-radia-i-telewizji. Zacznijmy od złota. Póki co, mamy powolne, męczące, obsuwanie się. Wszystkie przełamane wsparcia są dokładnie i z nabożeństwem testowane od dołu. Obecnie kurs jest poniżej średniej 200-stu dniowej, a kurs liczony w rupii wyraźnie odkleił się od średniej 200-stu tygodniowej. Na krótkich pozycjach mam ok. 20-30% zarobek, ale czekam na znacznie więcej. Wczoraj, po słabych danych z amerykańskiego rynku pracy – w więc po najważniejszych danych sterujących polityką monetarną – kurs zrobił wyskok na jedynie kilka minut.

 

 

Z nadchodzącą jesienią zaczęły się targi elektroniki, a producenci waśnie teraz zaczynają pokazywać nowe modele, przygotowane na sezon świąteczny. W efekcie na Apple mieliśmy dość intensywne odleszczanie. Jabłka pokazują nowy telefon i zegarek we wtorek. Zegarek z gigabajtem pamięci. Tak się składa, że w momenciem, gdy potrzebowałem większej gotówki, Apple był krańcowo niedowartościowany, i sprzedawałem inne spółki. Zmniejszenie portfela, plus, wzrost kursu spowodował, że Apple to teraz ponad 30% mojego portfela. Tak, wiem, do zbyt duża ekspozycja jak na jedną spółkę. Tak czy inaczej, czekamy na wtorek – co Apple pokaże i jak zareaguje rynek. Ostatnio kurs dawał, jak to się mówi, dużo radości, więc i oczekiwania są duże.

Powstanie Warszawskie i Inflacja


W sierpniu wróciła dyskusja o Powstaniu Warszawskim – czy warto było.  Chciałbym zwrócić uwagę na dwa ważne drobiazgi, które mają nie tylko znaczenie historyczne, ale rzutują na codzienne życie i na teraźniejszość. Po pierwsze, ludzie którzy twierdzą, że powstanie było błędem lub szaleństwem są w defensywie. W normalnym świecie, gdy ktoś wydaje cudze pieniądze, albo ryzykuj cudze życie i zdrowie, to on musi udowodnić, że robi dobrze. Musi udowodnić ponad wszelką wątpliwość. W Polsce mamy na odwrót – władza nie musi nic udowadniać, to władzy trzeba udowodnić że spaprała sprawę koncertowo – dopiero wtedy można mówić o jakimś potępieniu czy konsekwencjach. Im kto wyżej, tym bardziej bezkarny – dlatego jest, jak jest.

Druga sprawa jest ważniejsza. Jak zdegenerowane musi być społeczeństwo, które postawiło na stanowisku generała człowieka, który wysłał dzieci z kijami, przeciwko wojsku. Ci generałowie nie spadli z powietrza, systematycznie pięli się w górę. Jak zdegenerowani musieli być ci, którzy ich promowali.

Idąc tym samym tropem myślenia, można się zapytać, jak zdegenerowane jest społeczeństwo, które do Rady Polityki Pieniężnej wybrało muminków, którzy nie potrafią ogarnąć czteroletniego cyklu Kitchina. RPP już przegapiło półtora roku, które zmarnowała, na obniżenie stóp procentowych. Teraz będzie jeszcze czekać, i zacznie zapewne obniżać, pojawią się już siły reflacyjne, i gdy będzie czas na podwyżkę. Tak jak w 2012 roku, RPP zachowa się procyklicznie. Członkowie RPP nie spadli z księżyca, ci ludzie porobili kariery naukowe. Jak zdegenerowane muszą być uniwersytety, skoro ich profesorowie nie potrafią ogarnąć prostego wykresu ?

 



Dysonanse medialne


Przeczytałem ostatnio tekst, w poczytnej kiedyś gazecie, pod tytułem “Gospodarka na turbonapędzie”. Chodziło o to, że co prawda w drugim kwartale gospodarka rozwijała się wolniej niż w pierwszym, ale o 0.1% szybciej niż GUS podał w pierwszym szacunku. Zastanawiam się, o czym świadczy, takie szukanie pozytywnych informacji na siłę. Gospodarka jest w stagnacji, i trzeba to przyznać. Czy mówienie o wzroście 3.3% “turbonapęd” znaczy, że na więcej nie ma co liczyć ?
 
We wrześniu rozpoczyna się też, jak co roku, od sześciu lat, rytuał związany z budżetem. Do tej pory oficjalna wersja była taka, że za rok, deficyt będzie już poniżej 3% PKB i Polska zacznie wywiązywać się z podpisanych umów międzynarodowych. We wrześniu okazuje się, że za rok to jeszcze jednak nie, ale już w następnym roku to na pewno. Powodem jest tradycyjnie kryzys w strefie euro. Dysonuje to z informacjami, że w Niemczech – największym Polskim partnerze handlowym – budżet ma od trzech lat nadwyżkę, a w tym roku, po półroczu, jest ona największa w historii.
 

Tagi: giełda, inwestowanie