O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2015-03-21 15:13
 Oceń wpis
   

W ciągu pięciu miesięcy DAX wzrósł o 40%. Czytelnicy tego bloga nie są jakość szczególnie zaskoczeni – są grubo zarobieni. Przypomnijmy sobie, co pisałem w październiku:

Rok temu indeks wybił się ponad szczyty z 2000 i 2007 roku i teraz naturalnym zjawiskiem jest ruch powrotny by przetestować je od góry. Wtedy będzie można odgwizdać początek nowej hossy pokoleniowej. Z tym początkiem, to trochę przesada, początkiem hossy pokoleniowej jest dno wyprzedaży z 2009 roku, teraz można mówić o początku fazy partycypacji hossy pokoleniowej. Ze wzrostem giełdy, z gospodarki płyną świetne wiadomości, a ludzie cieszą się i partycypują we wzroście gospodarczym.

Gdyby DAX doszedł do poziomu 8000 i go obronił, będzie pora by być mega-byczym. Naturalnym celem powinien być wzrost w okolice 12-30 tyś punktów.


Teraz DAX doszedł do wspomnianego poziomu 12 000 punktów i naturalne jest pytanie – co dalej. Patrząc na całą obecną hossę widzimy trzy fale: pierwsza fala, nazwijmy ją falą niedowierzania, trwała od wiosny 2009 roku do załamania z lata 2011 roku. Po załamaniu zaczęła się druga fala, która wytraciła impet pod koniec zeszłego roku. Od momentu rozpoczęcia stymulacji monetarnej w październiku zeszłego roku zaczęła się trzecia fala – fala euforycznych wzrostów.

 

 

Ta trzecia fala zaczęła się podobnie do fali pierwszej. Jeżeli ma trwać, do dojdziemy do górnego ograniczenia kanału wzrostowego i będziemy się po nim ślizgać. Kanał wzrostowy sam w sobie jest bardzo dynamiczny – wznosi się o 15% rocznie. Zapewne będziemy mieli próby wybicia się z tego kanału górą – scenariusz pójścia w hiperbolę. To wybicie tak czy inaczej nie będzie trwałe i czeka na radykalne schłodzenie nastrojów. Przerwanie wzrostów łączyć się może z zakończeniem programu QE w Europie, i przejściem inflacyjnego boomu w inflacyjną stagnację a nawet w inflacyjną recesję.  Środek przyszłego roku wydaje się być naturalnym celem zakończenia wzrostów.

Rynek obligacji znajduje się obecnie w stanie “New economy” – co z tego że rentowności są praktycznie zerowe lub trochę ujemne, rentowność spadnie do zera, potem do -5% i ostatecznie do -10% a więc cena moich obligacji poszybuje w kosmos. Przyszła bessa na akcjach, związana z radykalnym zacieśnieniem polityki monetarnej, może iść w parze z pokoleniową bessą na obligacjach. Mówię tu o bessie, na której te lepsze obligacje stracą połowę wartości, a te gorsze staną się papierem toaletowym.

Obecna hossa, rozpoczęta w 2009 roku, dobiega końca, przed nami może jeszcze jeden rok. Mój wrodzony optymizm pozwala na poziom typu 16 000 punktów. Do dużo, ale tylko 30% wyżej niż jesteśmy obecnie. Choć teraz dzwony kościelne i gazety będą biły hosannę, prawdziwe pieniądze są już zarobione. Zbliżamy się do lokalnej euforii – powszechnego zainteresowania giełdą, za którym nie idą już jednak tak dynamiczne wzrosty jak na początku hossy, czy na początku tej fali.

Z gospodarki płynąć będą dalej rewelacyjne informacje, ale zatrudnienie już nie bardzo ma jak rosnąć, rosnąć mogą jedynie pensje. W Niemczech są 3 mln bezrobotnych, ale 2 mln to ludzie naprawdę niezatrudnialni. Tutaj dochodzimy do ubocznego efektu tych rewelacyjnych informacji, powszechnie zwanego inflacją. Dla większości do dobrze, ale dla giełdy oznacza raczej dystrybucję.

Z punku widzenia pokoleniowego mamy powoli przejście do partycypacyjnej fazy hossy. Obecna mała euforia to jeszcze nie “nowa ekonomia”, a następna bessa nie będzie bessą pokoleniową. Powiedzmy sobie szczerze, akcje większości przedsiębiorstw z DAX-a nie są jakoś szczególnie drogie. Cytowany tu często BMW ma zysk na akcję 8.80 euro, a jedna akcje kosztuje obecnie 116 euro. Jeżeli cena BMW będzie szła razem z DAX-em to przy 16 tyś, BMW będzie miał współczynnik C/Z = 17. Zupełnie normalny. Akcje są tak tanie, bo cały czas jest ogromna niepewność, czy zyski są do utrzymania. Akcje są tak tanie również ze względu na paniczny strach przed wahaniami kursu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-03-14 09:29
 Oceń wpis
   

Tak się składa, że “jedna spółka ogrodnicza” stanowi dobre 50% mojego portfela. Nadchodzi chwila, by sytuację portfela trochę znormalizować. Oczywiście nie ma sensu zmieniać świetnej spółki na poślednią tylko w imię mechanicznej dywersyfikacji. Czy Apple cały czas jest świetną spółką ?

Apple zatrudnił ostatnio byłą CEO Burberry – firmy produkującej szaliki w kratkę i prochowce – przesuwając się tym samym w kierunku świata mody. Nowy zegarek wydaje się właśnie wyraźnym krokiem w tym kierunku.

Miało być chyba inaczej. Początkowo Apple Watch miał być nastawiony na monitorowanie parametrów zdrowotnych. Potwierdzają to HealthKit i ResearchKit. Przecieki mówią, że z czasem okazało się, że zbudowanie czujników, które będą bezbłędnie monitorowały odpowiednie parametry wcale takie łatwe nie jest. Czytałem, że optycznie można zmierzyć np. poziom glukozy we krwi. Co innego jednak warunki laboratoryjne a co innego miliony ludzi z różną budową, odcieniem skóry i w innych warunkach atmosferycznych. Zakręt w kierunku mody może być bardziej planem B.

Świat mody jest inny niż świat Apple. W tym świecie panują bardzo wysokie koszty reklamy i sprzedaży. Apple na reklamę wydaje 1% obrotów. Ma też niskie koszty sprzedaży – po pierwsze towar sprzedaje się sam, po drugie ma (świadomie !) bardzo w wąską paletę produktów, więc nie ma strat na magazynie.

Podsumowując zegarek – jestem umiarkowanym sceptykiem.

Inaczej to widzi człowiek, który stworzył Swatcha. Czytałem jego artykuł w prasie, gdzie bił na alarm i przypominał lata 70-te i 80-te. Wtedy Szwajcarzy przegapili przejście z zegarków mechanicznych na kwarcowe. Teraz przesypiają powstanie smart-zegarków. Najwyższa półka, najdroższe zegarki, raczej nie są zagrożone, ale półka 500-1000 CHF może się zapaść. Ludzie kupujący zegarki w tej cenie mogą wybrać Apple Watch a nie zegarek Szwajcarski. A to może mieć wpływ na Szwajcarię i pośrednia na Polskę poprzez kredyciki we franeczku.

MacBook

Apple powrócił do MacBook’a. Obecnie mamy trochę chaos w notebookach. Są trzy linie: MacBook, czyli wersja podstawowa, MacBook Pro, dla ludzi potrzebujących większej mocy i MacBook Air dla ludzi ceniących przenośność. Tyle, że MacBook jest cieńszy, lżejszy i ma lepszą baterię niż MacBook Air. Według mnie, jego dni są policzone i będziemy mieli powrót do dwóch linii – MacBook i MacBook Pro. Ten tekst piszę na MacBooku Pro z 2011 roku. Póki co, sprawdza się dobrze, ale za rok–dwa prawdopodobnie zmienię go, właśnie na nowego MacBooka.

Z nowym maczkiem łączy się jeden szokujący detal – kosztuje 1200 USD, czyli 20% więcej niż zwykł kosztować MacBook w przeszłości. Na naszych oczach dzieje się nowe – to elektronika, łączność i systemy informatyczne napędzają inflację, a nie ropa i żywność. Jeżeli inni pójdą tą drogą – koniec wojny cenowej elektroniki – wkrótce będziemy mieli zdemolowaną geopolitykę, tak samo jak zdemolowała ją droga ropa.

Załamanie rynków wschodzących, w tym Polski, o którym pisałem w poprzednim odcinku może być właśnie elementem tego geopolitycznego przesunięcia. W ramach moralizatorstwa przypominam, że technika wyprzedza fundamenty, ale to fundamenty dają nam możliwość zrozumienia, czy mamy do czynienia z procesem cyklicznym czy zmianą trendu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-03-10 18:48
 Oceń wpis
   

Główny Polski indeks liczony w dolarach pogłębił minimum ze stycznia. Długa czarna świeca w styczniu wywołana była szokiem  po uwolnieniem kursu franka. Później indeks przetestował tą świecę formacją odwróconego U i dzisiaj pogłębił spadki. Obecnie indeks jest najniżej od lata 2012 roku. Niewiele brakuje a cena będzie najniższa od lata 2009 roku.

 

 

Pomijając windę w dół – windę w górę z 2009 roku, cena jest na poziomie 2005 roku, gdy panująca wówczas hossa zaczęła przeradzać się w mega–hossę.

 

 

Fiołkami to nie pachnie, szczególnie patrząc na średnią 200-stu miesięczną, od której indeks definitywnie się odkleił. W zasadzie można sobie teraz wyobrazić spadek na 500, czy nawet 400. Można też się powoli przyzwyczajać do dolara po pięć złotych. Pocieszeniem, choć marnym, jest fakt, że Polska nie spada w pojedynkę. Globalny kapitał zwyczajnie opuszcza kraje peryferyjne w tym Polskę.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-03-07 15:37
 Oceń wpis
   

W środę RPP kolejny raz dała popis nieprofesjonalizmu. Po czterech miesiącach bezczynności obniżyła wreszcie stopy procentowe i to od razu o 0.5% ale jednocześnie zaklęła się, że to ostatnia obniżka w tym cyklu.

Rada lubi zaskakiwać rynek, co chwały jej nie przynosi, ale związanie sobie rąk jednoznaczną deklaracją o zakończeniu obniżek budzi prawdziwy niepokój. Albo rada wie że jest tak nieprzewidywalna i tak oderwana od rzeczywistości, że musi rzucać niespotykane w świecie polityki monetarnej jednoznaczne deklaracje, by ktokolwiek traktował ich poważnie, albo w radzie jest konflikt. Jedna strona zgodziła się na obniżkę w zamian za deklarację, że to już ostatni raz. Konflikt ten może wynikać z tego, że kilku członów rady to dogmatycy jedynie poprzebrani w szaty profesorów. Powinni byli zostać biskupami.

Oceńmy faktyczne ryzyko, że RPP będzie musiała jeszcze raz obniżać stopy. Według mnie jest ono niskie – wielokrotnie pisałem że nowe metody wydobycia ropy są ukoronowaniem dekady dyzinflacji.  Gdy pod koniec roku skończy się efekt bazy, będziemy mieli, globalnie, całkiem solidną inflację wynikającą ze zwiększonego popytu. Globalnie, zmaterializować może się jeszcze tylko jedna siła deflacyjna – spadek cen żywności. Pszenica powstaje z nawozów sztucznych, a nawozy z gazu ziemnego. W Polsce ćwierć całego spożycia gazu ziemnego idzie na produkcję nawozów. Cena gazu jest z opóźnieniem związana z ceną ropy. Co prawda pszenica od szczytu w 2012 roku staniała o połowę, ale nie jest do końca oczywiste czy to koniec spadków. W przypadku spadków po pierwsze, spadnie statystyczna inflacja, a po drugie kraje produkujące żywność będą poszkodowane. W tym Polska, USA jak i Ukraina, czy tam co z niej zostało.

Rolnicy są w Polsce państwem w państwie. Nie płacą podatków, są poza systemem ubezpieczeń społecznych, są też największym beneficjentem wejścia Polski do Unii Europejskiej. Może być i tak, że nabrali kredytów pod zakup maszyn. Ceny spadają i zaczyna kipieć … Drugim państwem w państwie są górnicy. Może być i tak, że kopalnie zaczną walkę między sobą czyszcząc hałdy. W efekcie wszyscy zbankrutują i sto tysięcy ludzi znajdzie się na bruku. Gdy dojdzie do tego efekt drugiej rundy, to mamy solidną recesję.

Trochę optymizmu

Sytuacja monetarna obecnie wygląda tak. Cel inflacyjny wynosi 2.5%. Stopy procentowe wynoszą 2% i Rada miesiącami się przyglądała, jak spadek cen przyśpiesza. Po spadku cen do -1.3% rada obniża stopy do 1.5% i mówi, że z obniżkami szlus.

Przekręćmy to na drugą stronę. Cel inflacyjny to cały czas 2.5%. Stopy procentowe 3%, i Rada miesiącami bezczynnie się przygląda, jak inflacja przyśpiesza do 6.3%. W końcu rada podnosi stopy do 3.5% i mówi, że szlus.

Niewyobrażalne. Takie coś, w głowie się nie mieści. Gdy raz stopy procentowe były niższe niż inflacja było rozdzieranie szat. O czym to świadczy ? Świadczy to o ogromnym biasie antyinflacyjnym. Teoretycznie cel inflacyjny to 2.5%, ale praktycznie – im niżej tym lepiej, niezależnie od kosztów gospodarczych i społecznych. Ta polityka ma wiele negatywnych efektów: katastrofalnie wysokie bezrobocie dekadę temu, masowa emigracja, potem kredyty we Frankach. Ludzie po prostu bali się rady i że coś jej odpali. Ten faktyczny bias powoduje też sztuczne napompowanie złotówki. Siła złotówki uzasadniona jest bardzo wysokimi realnymi stopami procentowymi.

Pytanie, czy ten bias będzie trwał wiecznie ? Jeżeli nie, to kto będzie beneficjentem normalizacji ? Według mnie, ten bias nie będzie trwał wiecznie. Gdy inflacja powróci w okolice celu inflacyjnego, stopy procentowe będą powyżej inflacji, ale nie o 3.3 p%. Złotówka się osłabi – szczególnie, że FED tylko czeka na inflację, by nacisnąć na hamulec. Wygranymi będą eksporterzy. Teraz mają pod górkę – drogi kredyt i silna złotówka. Gdy sytuacja się znormalizuje, będą mieli lżej. To jest ten optymistyczny akcent.

Dolar i złoto


W USA rynek pracy ma się świetnie a dolar się wzmacnia antycypując proces zaciskania polityki monetarnej. Bardzo ciekawie wygląda sytuacja techniczna na złocie. Wygląda na to, że mamy walkę między konsolidacją a pokoleniową bessą. Jeżeli wygra bessa, to szybko może się okazać, że cena spadnie w okolice 800.

 

 

Na wykresie widzimy, że kurs odbił się od średniej 100-tygodniowej (tutaj narysowanej jako średnia 23-miesięczna) i tańczy wokół średniej 100 miesięcznej.
 

Tagi: giełda, inwestowanie