O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2015-04-29 19:00
 Oceń wpis
   

Zwykle nie komentuje artykułów prasowych, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Artykuł w GWnie świetnie skupia to czego najbardziej nie lubię w Polskiej debacie publicznej  – irracjonalizm i emocjonalizm. A w komentarzach pod tekstem – oklaski.

Szybkie streszczenie: Autor stawia tezę, że Niemcy wymagając od Polskich kierowców pracujących na terenie Niemiec potwierdzenia otrzymywanie płacy minimalnej (8.50 euro na godzinę) jest mentalnością Kalego. Niemcy przecież w Polsce inwestują. Niemiecki kapitał ma w Polsce banki i dyskonty wypierając rodzimych sprzedawców. Mentalność Kalego ma polegać na tym, że jak Niemcy w Polsce inwestują to dobrze, a jak Polacy świadczą usługi w Niemczech to źle. Tak w ogóle, to zamiast się czepiać Polskich przedsiębiorców (w tym pana Frasyniuka …) niech płacą w Polskim Lidlu 8.50 euro za godzinę.

Tekst jest tutaj.


Na czym polega irracjonalność. Jest tego cała masa. Zacznijmy od tego, nie Niemcy inwestują w Polsce – kupują banki, stawiają sklepy i hale fabryczne. Gdy niemiecka firma inwestuje w Polsce, to halę stawia zgodnie z Polskim prawem budowlanym, a ludzi zatrudnia zgodnie z Polskim prawem pracy. To, z jakiego kraju pochodzi firma nie ma znaczenia, gdy działa ona na terenie Polski. Niemiecka firma działa w Polsce na takich samych warunkach jak firma Polska. Jest mały wyjątek – niemiecka firma może być ukarana za korupcję w krajach trzecich. Boleśnie odczuł to kilka lat temu Siemens. Argument o mentalności Kalego jest kompletnie nietrafiony – niemieckie firmy działają w Polsce zgodnie z Polskim prawem, a Niemieckie państwo wymagają, by Polskie firmy działy w Niemczech zgodnie z Niemieckim prawem.

Punkt drugi. Każdy się zgodzi, że Polska nie jest monolitem. Już nawet nie chodzi o to, że jedna połowa uważa drugą za zdrajców, a to drugą, tą pierwszą za szaleńców. To, co robi jakaś Polska firma, czy nawet jakiś Polak to nie jest działanie Polski. W przypadku innych narodów irracjonalnie traktujemy ich jako monolit. Tezy, że jak Niemcy chcą, by Polacy dobrze zarabiali, to niech płacą w Polskim Lidlu 8.50 euro za godzinę, jest właśnie takim taktowaniem każdego obcego jako monolitu. Niemcy to Niemcy, Lidl to Lidl. Z pochodzeniem firm jest też jeden smaczek. Większość firm z indeksu DAX30, to nie są firmy kapitałowo niemieckie. W większości firm, ponad 70% akcji jest w rękach ludzi spoza Niemiec. Wyjątkiem są firmy o mocno skoncentrowanym akcjonariacie, typu BMW. Czy jeżeli w Niemieckiej firmie nagle największym akcjonariuszem jest KIA. to odział tej firmy działającej w Polsce ma funkcjonować zgodnie z prawem szariatu i Kuwejtską płacą minimalną ?

Po trzecie wreszcie. Bardzo mnie drażni instrumentalne traktowanie wartości, w tym przypadku swoboda przepływu kapitału, towarów, usług i pracy. Ten gniot w GWnie zapewne został napisany, by pomóc byłemu koledze partyjnemu, Frasyniukowi. I nagle się okazało, że swoboda przepływu kapitału i towarów oznaczała dla Polskiej gospodarki ogromne koszty. Jeszcze niedawno takie tezy oznaczały silne zaczadzenie pisizmem, a tu nagle prawda objawiona. Bo koledze trzeba pomóc, coś tam ugrać.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-04-25 09:35
 Oceń wpis
   

Dzisiaj o Apple i o średnich kroczących. W prasie piszą, że średnie kroczące przeżywają swój renesans. Być może wynika to ze wzrostu popularności automatycznych systemów tradingowych. O ile doświadczony technik łatwo narysuje linię trendu, o tyle napisanie programu, który będzie to robił automatycznie jest raczej trudne. Zawsze potrzebne jest wyczucie, gdzie skończył się stary trend a gdzie zaczyna nowy. Ze średnimi kroczącymi tego problemu nie ma. Są całkowicie obiektywne i jednoznaczne. Ja średnie kroczące zawsze lubiłem. Dość dawno temu zaobserwowałem, że wiele wykresów lubi się do nich kleić.

Z perspektywy średnich kroczących bardzo ciekawie wygląda dziś Apple. Na początku marca wykres spadł poniżej średniej 20-sto dniowej. Zostało to zaznaczone trzema czerwonymi świecami. Potem jeszcze raz wykres odbił się od tej średniej. Następnie przez ostatnich 20 sesji kurs konsoliduje się nad średnią 50-cio dniową. Teraz kurs odkleja się od tej średniej górą. Mamy więc pięknie skonsolidowany wykres, który czeka na większy ruch. Celem tego ruchu mogą być okolice 150-160 usd.

 

 

Z fundamentalnego punktu widzenia, mamy dwa pytanie na innych skalach czasowych. Krótkoterminowo pytanie brzmi, czy Apple jest naoliwioną maszyną, która potrafi wyprodukować i dostarczyć do klientów 20 mln zegarków w tym roku. Zauważmy, że zegarek i jego współpraca z telefonem musi działać bez zgrzytów. Jakikolwiek zgrzyt i linie telefonicznego supportu będą zapchane. Myślę, że obecna konsolidacja daje nam powoli odpowiedź na to pytanie. Wygląda na to, że proces produkcyjny przebiega sprawnie i wykres odkleił się od średniej w dniu, w którym dostarczono pierwsze egzemplarze.

Drugie pytanie brzmi – gdzie będą sprytne zegarki na pięć lat. Czy przejdą tą samą drogę co smartfony ? Pięć lat po iPhonie (ale i 10 lat po falstarcie Palm Treo) smartfon jest rzeczą rozumiejącą się samą przez się. Jest oczywistością. Wcale nie jest oczywiste, że SmartWatch będzie za pięć lat w tym samym miejscu. Wcale nie jest oczywiste, że na zegarku można przekazywać informacje, potrzebne na codzień. Zgodzę się, że precyzyjna informacja w strategicznym momencie – na lotnisku, na stacji kolejowej – świetnie pasuje do sprytnego zegarka, ale czy uda się dostarczyć precyzyjnej informacji i czy jest wystarczająco dużo strategicznych miejsc, pozostaje otwarte. Kilka lat temu Google zrobił coś podobnego: Google Now, która powinna dostarczać krótkich informacji zależnych od miejsca i sytuacji. Nie mam wątpliwości, że jest to kompletna porażka. Nie udało się. System, niekiedy, dostarcza w miarę poprawnych informacji, i tylko dotyczących zwykłych sytuacji. A tu chodzi o informację, że dzisiaj pociąg odjeżdża z innego peronu i jest o tyle minut spóźniony a samolot stoi przy tej czy tej bramce.

AppleWatch jako gadzet i symbol statusu może funkcjonować rok-dwa. Nowości techniczne mają w tym względzie bardzo krótki czas życia. Potem AppleWatch musi dawać użytkownikom coś, z czym łatwiej się żyje.

Na te pytanie nie znajdziemy odpowiedzi analizując wskaźniki finansowe. Na te pytania nie znajdziemy też odpowiedzi czytając raporty roczne. W tej sytuacji wykres będzie nas prowadził za rękę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-04-19 11:13
 Oceń wpis
   

“Wyprowadzamy się z Chin. To co da się zautomatyzować przenosimy do Niemiec, to czego się nie da, przenosimy na Węgry”. Dzisiaj zamiast wykresu cytat. Jest to cytat prezesa jednej z Niemieckich firm produkcyjnych działających w Chinach. Według mnie, jest on symptomatyczny.

Z punktu widzenia przedsiębiorcy zachodniego w Chinach są dwa problemy. Pierwszy problem, to rosnące płace. Drugi problem to rosnąca opresyjność państwa. Ta opresyjność jest odpowiedzią państwa na spowolnienie gospodarcze. Protekcjonizm przez biurokratyczne uprzykrzanie życia obcym.

Odpowiedzią jest powrót produkcji do centrali. Widzimy tutaj jeden z kluczowych mechanizmów rozwoju gospodarczego, o którym pisałem dwa tygodnie temu. Dopóki praca jest tania, nie opłaca się inwestować w automatyzację. Gdy koszt pracy rośnie, te inwestycje stają się opłacalne. Dla mnie osobiście to bardzo dobrze. Projektowanie i budowanie systemów automatyzacji tworzy bardzo dobre miejsca pracy. Nawet nie ma większego znaczenia, czy to ja to będę robił, na pewną będą to robili ludzie z podobnymi do moich kwalifikacjami. Drugim dobrym miejscem pracy będzie serwisowanie automatycznych linii produkcyjnych. Zarówno dobrze wykwalifikowani robotnicy (technicy) jak i klasa średnia (w sensie inteligencja) będzie wygranymi tego trendu. Te pieniądze rozleją się też na niższe klasy społeczne poprzez rynek usług. Przegranymi może być klasa wyższa.

Wiele piszę o cyklu pokoleniowym. O tym, że obecnie jesteśmy, w podobnym punkcie, co w 1986-7 roku, po załamaniu ceny ropy. Nie znaczy to wcale, że obecny cykl wzrostowy będzie podobny do lat 90-tych. Zgodnie z zasadą zmienności, obecny cykl będzie bardziej podobny do lat 50-tych i 60-tych. Wtedy bezrobocie praktycznie nie istniało. Choć obecnie może się wydawać, że opowiadam o gruszkach na wierzbie, to według mnie, w ciągu 5-10 lat nie będzie w Europie problemu bezrobocia. W Niemczech już dzisiaj bezrobocia praktycznie nie ma, nie uwzględniając ludzi niezatrudnialnych.

Co z krajami typu Węgry i Polska? Węgry bardzo intensywnie przyciągają do siebie wszelkie inwestycje.  Scenariusz pozytywny jest taki – przenoszone są do Polski (Węgier) fabryki. Dzięki tym fabrykom zatrudnienie znajdują po pierwsze robotnicy niewykwalifikowani. Po drugie, jeżeli fabryki te mają elementy automatyzacji, zatrudnienie znajdą też robotnicy wykwalifikowani oraz inżynierowie. Po trzecie wreszcie, podnosi się poziom płac, to tworzy presję na lokalnych przedsiębiorców do reorganizacji.

Scenariusz mniej optymistyczny jest taki, z małym paradoksem. Wybudowanie fabryki wymaga doświadczonych inżynierów. Doświadczonych inżynierów nie produkują jednak politechniki. Mogą one wyprodukować co najwyżej oczytanych i myślących inżynierów. By stać się doświadczonym inżynierem, myślący młody inżynier musi pracować twórczo, czyli być pomocnikiem doświadczonego inżyniera. Tam gdzie już dzisiaj jest dużo inżynierów, tam też dużo ich powstaje, i tam buduje się fabryki. Tam gdzie gdzie się mało buduje, tam też nie pojawiają się nowi doświadczeni inżynierowie i tam też ciężko jest cokolwiek postawić. W efekcie tworzą się “miasta” z dużą ilością przemysłu, a “wieś i pola” pozostają puste i są odsysane z kapitału ludzkiego.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-04-11 18:14
 Oceń wpis
   

Zapasy ropy w USA są na najwyższych poziomach w historii. W ciągu ostatniego kwartału zapasy ropy wzrosły o 100 mln baryłek, mamy więc dzienną nadprodukcję wynoszącą milion baryłek dziennie. Pól litra na obywatela dziennie. Piszę cały czas o ropie. Po głowie mi się kołacze, że całkowita komercyjna zdolność magazynowa w USA to 530 mln baryłek. W takim tempie jaki mamy ostatnio, magazyny będą czubate za miesiąc. Potem będziemy trzymać nadmiar w garnkach.

 

 

Mam nadzieję, że starsi i mądrzejsi czuwają i wiedzą co robią. Czytałem gdzieś w prasie, o zastojach w rafineriach, które dodatkowo zaostrzają sytuację. Cyklicznie, w pierwszym kwartale zapasy zawsze rosną, by się potem ustabilizować. Wykres jednak pokazuje, że to co się dzieje jest mocno nietypowe.

Prawdopodobnie USA zacznie eksportować ropę. Z punktu Europy to bardzo dobrze. Obecnie cena ropy w europie jest o 6$ droższa niż w USA. Przy obecnych cenach, te 6$ to jednak ponad 10%. Pamiętać też musimy, że ropa Brent zwykle była tańsza o 1-2$, ze względu na niższą wartość energetyczną.

Drugim ważnym wydarzeniem na rynku ropy jest zniesienie embarga na eksport Iranu. Do tej pory Iran nie mógł eksportować ropy w USA i Europy. Od czerwca będzie to możliwe, a tankowce już stoją pełne. W grę wchodzi zwiększenie podaży o prawie milion baryłek dziennie. Latem, cena europejskiej ropy powinna zrównać się z ceną ropy w USA.

Jeszcze kilka miesięcy temu blogi pełne były tekstów o spiskowej teorii dziejów i o geopolitycznym podłożu manipulacji cen ropy. Cyrylicą pisane scenariusze nie są jednak w stanie zakrzyczeć prostego faktu, że ropy jest nadmiar, a kraje, których gospodarka oparta jest tylko na  surowcach czeka trudna dekada.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-04-04 17:31
 Oceń wpis
   

Dzisiaj w świątecznym nastroju wyjrzyjmy trochę ponad giełdową codzienność. Przyjrzyjmy się zmianom na rynku pracy. Teoria mówi, że niskie płace przyciągają inwestycje, i kraj staje się eksporterem. Nadwyżka handlowa umożliwia zbudowanie rodzimej bazy kapitałowej i dalszy rozwój gospodarczy oparty na podnoszeniu wartości dodanej a nie tylko niskiej płacy.

Tak niestety jest, że w teorii, teoria zgadza się z praktyką lepiej, niż w praktyce. Świetnym anty-przykładem są najwięksi eksporterzy: Niemcy i Japonia, ale też Korea. Kraje te mają wysokie płace i bardzo wysokie standardy pracy. W Japonii, raz zatrudniony pracownik nie jest nigdy zwolniony. Polska z niskimi płacami i praktycznie bez obciążeń pozapłacowych coraz większych grup zawodowych, jest generalnie importerem. Mówię tu o faktycznych obciążeniach pozapłacowych, które za sprawą umów śmieciowych są znacznie niższe niż stawki oficjalne. Bilans handlowy jest wyrównany jedynie okazjonalnie.

Na czym polega problem niskich płac ? Dlaczego niska płaca nie oznacza taniej produkcji ?

Gdy pracownik jest tani, nie opłaca się go uzbroić w lepsze narzędzia i lepszą organizację pracy. Pracy zwyczajnie się nie szanuje. Potencjał marnotrawstwa staje większy niż pieniądze zaoszczędzone na płacach.

Niemcy zawsze miały wysokie pozapłacowe koszty pracy. Powodowało to presję na edukację nastawioną na wiedzę praktyczną oraz presję na pracodawcę by zapewnić jak najlepsze narzędzia i jak najlepszą organizację. Pracownik jest trzy razy droższy, ale wytwarza pięć razy więcej. Towar jest konkurencyjny.

Czy elastyczność się opłaca ? Teoretycznie tak. Poprzez elastyczność zatrudnienia przedsiębiorca przenosi ryzyko fluktuacji zamówień na pracownika. Obniża swoje koszty. Powoduje to jednak brak lojalności pracownika. Gdy ten znajdzie lepsze zatrudnienie, z dnia na dzień może zmienić miejsce pracy. Pracodawca przenosząc na pracownika ryzyko spadku liczby zamówień, bierze na siebie ryzyko wzrostu liczby zamówień.

Niska lojalność pracownika powoduje błędne koło, na której tracą dwie strony. Pracownik ma niskie kwalifikacje i konkuruje jedynie ceną i wzięciem na siebie ryzyka liczby zamówień. Pracodawca mógłby podwyższyć jego produktywność wysyłając go na kurs i inwestując w rozwój pracownika. Gdy jednak pracodawca tak zrobi, to pracownik po zrobieniu kursu w trzy minuty ucieknie do lepszej pracy. Dlatego pracodawcy nie opłaca się zwiększyć wydajności własnego pracownika. Gdy potrzebuje kogoś wyspecjalizowanego, będzie go podkupował frajerowi, który swojego pracownika przeszkolił. Każdy zachowuje się racjonalnie, a w efekcie wszyscy tracą.

W prasie czyta się, że przyszłością rynku pracy jest rosnąca mobilność i elastyczność. Nie mogę się z tym zgodzić. Przyszłość polegać będzie na tym, że pracownik musi być intelektualnie elastyczny – uczyć się stale nowych technologii – ale mobilność i ciągła rotacja pracowników jest patologią. W ciągle zmieniającym się świecie, nie chodzi o to by coś wyprodukować, ale o to by mieć zdolność reakcji. Chodzi o to by budować zasób wiedzy. Każdy stracony pracownik to roztrwoniona wiedza.

Płaca i wydajność.


Organizacje pracodawców co i raz potrafią wyrazić opinię, że pracownicy nie mogą dostawać wyższych płac, bo mają niską wydajność. Jak jednak wytłumaczyć, że ten sam pracownik wyjeżdżając do innego kraju pracuje trzykrotnie bardziej wydajnie ? Utartą frazę trzeba zmienić na – pracownicy nie mogą dostawać wyższych pensji, bo ich praca jest źle zorganizowana.

Stawia to sprawę w zupełnie innym świetle.

Tagi: giełda, inwestowanie