O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2015-05-24 22:32
 Oceń wpis
   

Zastanawiam się, jak zostanie nazwana rozpoczynająca się zmiana ustrojowa. Pokolenie temu mieliśmy dekomuminizację, jeszcze wcześniej destalinizację. Wróćmy na chwilę do 1956 roku. Ta data nie do końca pasuje do naszego kalendarza, cykl trwał 33 a nie 28 lat. W tamtym przypadku zmiana ustrojowa zaczęła się rok po tym, gdy liczba urodzeń zaczęła szybko spadać. W 1989 roku jak i teraz zmiana następuje kilka lat po szczycie urodzeń. Szczyt urodzeń nowego pokolenia to też szczyt wejścia w pełną dorosłość poprzedniego pokolenia.

W 1989 roku zmieniło się prawie wszystko. Zmienił się ustrój polityczny, gospodarczy jak i sytuacja geopolityczna. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że aparat państwowy poprzedniego ustroju, dalej pełnił wiodącą rolę w społeczeństwie. Dyrektorzy fabryk z nadania partii uwłaszczyli się na majątku.

Rewolucja 1956 roku wyglądała trochę inaczej. System polityczny pozostał teoretycznie ten sam, ale nastąpiły gigantyczne zmiany w praktyce politycznej. Przede wszystkim  zakończył się czas masowego terroru. Od tej pory represje miały charakter punktowy, a z czasem był jedynie miękkimi represjami – kto nie bił brawo, nie awansował. Porzucono też koncepcję pełnej kolektywizacji wsi. Nastąpiła chyba też głębsza wymiana kard – marszałek Rokossowski wraz z kolumną zaufanych ludzi wyjechał z Polski.

To rodzi pytanie, jak będzie wyglądać obecna zmiana ustrojowa. O ile dwa pokolenia temu najważniejszym elementem państwa był jego zbrojny aparat, o tyle teraz państwo jest przede wszystkim wielkim redystrybutorem dóbr. Dlatego rewolucja powinna się odbyć na płaszczyźnie nowego podziału dóbr. Myślę, że gdy moje dzieci będą studiowały ten okres, po powiedzą, że zmiana wieku emerytalnego z 50 lat na 67 lat, a więc wydłużenie czasu pracy o 50%, jest zmianą ustrojową. Teraz sprzedawane jest to jako mała zmiana, może dlatego, że oficjalnie zawsze obowiązywał wiek 60 lat, a 50, oficjalnie, w drodze wyjątku.

Powiedzmy sobie uczciwie, że i rewolucja z 1956 roku jak i z 1989 roku spowodowały realną poprawę bytu. Ani w pierwszym, ani w drugim przypadku nie można być całkowicie szczęśliwym z państwa które powstało, ale było to państwo lepsze niż poprzednie. Jeżeli teraz ma powstać lepsze państwo, po pierwszą zmianą musi być uznanie emerytury za formę pomocy socjalnej. Następstwem tego będzie spłaszczenie świadczeń emerytalnych a następnie ich zmniejszenie, w relacji do typowej pensji. W zasadzie wybuch inflacji byłby tutaj sprzyjającym warunkiem. Wystarczy kilka lat inflacji i kwotowa waloryzacja emerytur liczona od utraty siły nabywczej najniższej emerytury.

Kolejną kwestią jest rotacja kadr urzędniczych. Z jednej strony mamy zasiedziałych urzędników czy mówiąc poprawniej urzędniczek, a drugiej młodzież, na przysłowiowych śmieciówkach. Trzeba urzędników popchnąć w ruch i wprowadzić np. regułę 3+3. Urzędnik jest zatrudniany na trzy lata, po których możliwe jest ewentualne przedłużenie o kolejne trzy lata. Następnie, człowiek albo awansuje, albo wylatuje. Dzięki takiemu rozwiązaniu przewietrzono by urzędy jaki i ułatwiono ludziom zdobycie pierwszego zatrudnienia – urzędy cały czas będą wtedy zatrudniać.

To oczywiście kilka luźnych pomysłów. Jak będzie, pozostaje na razie otwarte.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-05-22 18:40
 Oceń wpis
   

Za dwa dni zacznie się w Polsce proces rozszczelnienia władzy. Systemy demokratyczne są celowo tak zbudowane, że jest w nich wiele hamulców i bezpieczników. Parlament ograniczany jest Senatem, Trybunałem Konstytucyjnym i częściowo Prezydentem. Władza wykonawcza ograniczona jest niezawisłymi sądami i organami typu NIK. Polityka monetarna jest niezależna od polityki fiskalnej.

W Polsce jest trochę inaczej – wszystko jest w rękach jednej partii, choć zapewne pojutrze się to zmieni. To przerażenie i oburzenie, że nastąpi rozszczelnienie, bo przecież nie wymiana władzy, świadczy, że Polska jakiś czas temu zaczęła schodzić z drogi demokratycznych praktyk. 

Jesienią nastąpi zmiana parlamentu i związanego z nim rządu. Ten parlament będzie miał mocno pod górkę. Gdy kończył się w komunizm, sytuacja gospodarcza była fatalna i było to oczywiste. Teraz sytuacja jest bardziej skomplikowana. Teoretycznie wszystko jest, to znaczy prawie wszystko, poza rozsądnym zajęciem dla młodego pokolenia.

Problem w tym, że prawie wszystko jest na krótkoterminowy kredyt. Z naciskiem na krótkoterminowy, bo sam poziom kredytu nie jest jakimś szczególnym problemem.

Oparcie gospodarki na krótkoterminowym kredycie było wiatrem w żagle przez ostatnie lata, szczególnie od 2008 roku. Te lata były zmarnowane, zamiast modernizacji była konsumpcja i przejedzie OFE. Czas, gdy inflacja była niska, a co za tym idzie, gdy krótki pieniądz był tani, dobiega powoli do końca. Nie wiem czy inflacja wybuchnie jeszcze w tym roku, czy w przyszłym, ale nowo wybrany Sejm będzie musiał się zmierzyć ze stopami w USA typu 3-5% i w Polsce ze stopami typu 6-10%. Nowy Sejm przejdzie do historii jak sprawca stagflacji w wersji light lub jako sprawca inflacyjnej recesji.

Argument, że gdy tylko FED podniesie stopy to zdusi inflację i wzrost gospodarczy, więc będzie musiał zaraz znowu obniżać, można włożyć między bajki. Tak samo jak między bajki wkładaliśmy w 2008 i 2009 roku historyjki, że luzowanie ilościowe doprowadzi do hiperinflacji. Presja inflacyjna będzie trwała długie lata, a FED ma naprawdę ma dużo dolarów do ściągnięcia z rynku, ok. 3 000 mld.

Przykładowo, w Niemczech ludzie mają kredyty na 10 lat, które są co 10 lat refinansowane. W USA jest podobnie, choć chyba są też kredyty siedmioletnie. Jeżeli ktoś teraz zrefinansuje nieruchomość z oprocentowaniem o 3 p% niższym niż podczas największego boomu (2006-2007), to szybko się okaże, że ma pięć lekkich stówek w kieszeni. I to też będzie sprzyjało inflacji.

Jeżeli do jesieni nie wybuchnie globalna inflacja, a obecnie wydaje mi się to trochę mniej prawdopodobne niż wydawało mi się na początku roku, to wybuchnie w pierwszym roku nowego parlamentu. Będzie to parlament przegranych, szczególnie jeżeli będzie prowadził pro-inflacyjną politykę, która byłaby dobra rok-dwa lata temu, ale w przyszłym roku będzie dolewaniem oliwy do ognia.

W tej sytuacji Platforma po przetasowaniu wróci do władzy za, w porywach, cztery lata tak jak w 1993 roku do władzy doszedł SLD.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-05-16 20:00
 Oceń wpis
   

Nie będę ukrywał – mam pustkę w głowie i nie za bardzo wiem co napisać. Mam wrażenie, że mamy początek nowego rozdania, o którego przyjściu w latach 2016-2018 piszę już od kilku lat. Z nowym rozdaniem, z upadkiem dyktatury jak i z końcem hossy jest bardzo podobnie jak z lawiną. Z hossą jest tak, że wszelkie złe informację są ignorowane, ignorowane, ignorowane. Nagle pojawia się jeden kamyczek za dużo i zaczyna się lawina. Wcześniej budowlance wszystko wybaczano, i nagle jest karana za grzechy prawdziwe i domniemane. Nawet spółki na “b” są dla bezpieczeństwa wywalane. Obecnie zresztą, być może lawina zaczyna się toczyć na obligacjach.

Poczucie moje wzmocnił nie tyle sam wynik wyborów – 60% ludzi zagłosowało przeciwko telewizji i przeciwko autorytetom – co zachowanie Komorowskiego w kończącym się tygodniu. Zachował się jak król, który do tej pory ludziom mówił, że “jak nie mają chleba, to niech jedzą ciastka”, a widząc że zamachowcy wchodzą do pałacu i już są na schodach czyni komiczne i paniczne ustępstwa.

Tematem kampanii stał się wiek emerytalny. W przypadku kobiet mamy tu dramatyczne zmiany. Do 2008 roku faktyczny wiek emerytalny wynosił 50 lat. Jeżeli kobieta koniecznie chciała, to mogła popracować do 60-tki. Teraz wiek emerytalny zostanie podniesiony do 67 lat. W ciągu pokolenia o pół-pokolenia (17 lat). To, czego mi jednak brakuje, to jakiejś inicjatywy, że za wyższy wiek emerytalny odpowiadają nie ośmiorniczki, tylko to, że pokolenie baby-boom przyznało sobie emerytury wcześnie i hojnie. I trzeba je ograniczyć.

Jeżeli faktycznie mamy nowe rozdanie, to symbolem kampanii stanie się pytanie “jak żyć za 2 tyś.” W Polsce mamy sfrustrowane pokolenie. Pokolenie, które pokończyło masowo studia, ale wszystkie ciepłe posadki są już pozajmowane. Z jednej strony ogromne aspiracje, z drugiej prekarna sytuacja na rynku pracy. Jakość tego wykształcenia też jest wątpliwa.

Jakoś tak w 2010 roku zgłosiłem się do pracy w Polsce. Wysłałem CV i dostałem w odpowiedzi zestaw zadań. Cały czas zastanawiałem się, gdzie jest haczyk, tak były łatwe. Trzeba było zrobić symulację komputerową, a niektóre rzeczy dało się nawet policzyć analitycznie. Rozgarnięty student 2 roku powinien być w stanie to zrobić. Prowadziłem na 5 roku studiów na Polibudzie laborki dla 2 roku ze statystyki komputerowej, więc mniej więcej wiem, co studenci umieli. Potem człowiek mi mówił, że bylem jedyną osobą, która przysłała zrobione zadania … Z samego zatrudnienia nic nie wyszło – z moje strony był to od początku plan B – ale to mi pokazało, jak mizerne są  dostępne w Polsce kadry. 

Z rzeczy praktyczniejszych. Duda zapowiada, że uchyli nieba kredytobiorcom frankowym – będą mogli przeliczyć kredyt na złotówki po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu. Czy będzie można zwrócić emitentowi akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej, LCC czy Pertocośtam po cenie emisji nie wspominał. W sumie – jak szaleć, to z rozmachem. Takie coś plus pełna nacjonalizacja OFE może przynieść Polskiej giełdzie to, co w USA czy Niemczech przyniósł 2009 rok – chaos i krańcowe niedowartościowanie nawet cennych spółek. Jeżeli dodamy do tego niechęć do rynków egzotycznych i załamanie rynku obligacji, a co za tym idzie wzrost stóp procentowych, to mamy mieszankę wybuchową. I na tej mieszance trzeba będzie swoją zupę ugotować.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-05-11 08:48
 Oceń wpis
   

Niekwestionowanym wygranym pierwszej rundy wyborów prezydenckich jest Paweł Kukiz, który zebrał 20% głosów. I to mimo fatalnego występu w debacie wyborczej organizowanej przez TVP1. Najciekawszy jest jednak wynik wyborów w kategoriach wiekowych. Wśród ludzi do 30 roku życia, Kukiz bierze 40% głosów, w kategorii 30-sto latków jest to 30%, i w kolejnych dekadach o 10 p% mniej na dekadę. Choć Kukiz odpadł, to wyniki rozstrzygną jego wyborcy, czyli mówiąc językiem demografii – ludzie młodzi.

Tutaj dochodzimy do problemu ordynacji wyborczej. Zgodzę się z Kukizem, że ordynacja wyborcza jest powodem zabetonowania sceny politycznej, ale według mnie JOW-y nie są właściwym rozwiązaniem. JOW-y podbijają partie, które mają program silnie regionalny. Dzięki JOW-om zyska na przykład Śląsk – ale górnicy i tak są już grupą uprzywielejowaną. Nie tędy więc droga.

Według mnie, równoważnie interesów potrzebne jest nie na poziomie regionów, ale na poziomie wieku. Można myśleć o różnych rozwiązaniach, np. oddanie rodzicom głosów niepełnoletnich dzieci albo wykluczenie z wyborów emerytów. Można też myśleć zamienieniu geograficznych okręgów wyborczych w okręgi wiekowe. Mamy tylko listy krajowe, ale w pięciu grupach wiekowych. W tej sytuacji partie nie mogą mieć programu – podwyższmy emerytury a po nas choćby i potop. Taka partia może zgarnąć większość mandatów w kategorii 60+ ale spotka się z ostracyzmem w kategorii młodzieży.

Wyniki II tury nie są jeszcze przesądzone. Komorowski może swoim wdziękiem osobistym i elokwencją przyciągnąć młody elektorat. Taki żarcik. Zaplecze Komorowskiego może pokazywać, że Duda jest tylko pacynką Kaczyńskiego i jest tak samo częścią układu jak Komorowski. Duda ma jedną broń – musi sprzedać młodzieży taką narracją: “jesteście młodzi i wykształceni. Znacie języki obce. Jakoś tak się jednak złożyło, że w administracji i w pół-państwowych firmach nie macie szans. Wszystkie dobre stanowiska zajmują Bredzisławy z marnym wykształceniem, bez znajomości języków i nie potrafiący się zachować. I to trzeba wreszcie zmienić”.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-05-09 09:50
 Oceń wpis
   

W ciągu ostatnich kilku tygodni obserwujemy wyprzedaż obligacji, niekiedy wyglądającą jak panika. Miesiąc temu niemieckie 10-cio latki miały rentowność 0.05%, spadek cen ropy całkowicie zdusił inflację a EZB obiecał kupować obligacje przez następny rok. Rentowności miały spaść do 0, potem do -5% a ostatecznie od -10%, tym samym cena obligacji miała się szybko podwoić. Obligacje weszły w szczytowy punkt nowej ekonomii. I wtedy właśnie sytuacja się odwróciła.

 

 

 

Zawsze można powiedzieć, że obligacje oddały tylko zyski z ostatnich pięciu miesięcy. Na giełdzie to przecież normalne. Zawsze można powiedzieć, że rentowność wzrosła tylko 0.5 p% w Niemczech a w Polsce o 0.9 p%. Nic wielkiego. Być może tak właśnie jest, i obligacje strzepują leszczy, by ich rentowność spadła do -10% a ludzie w kolejkach przed domami maklerskimi będę się przepychać by dopłacić 10% rocznie za możliwość dania pieniędzy budżetowi. Tak może być. Różne dziwy widzieliśmy w świecie, więc nie możemy tego tak od razu wykluczyć.

Może być jednak zupełnie inaczej. W ostatniej fazie hossy na papier jest popyt, bo jego cena rośnie, a cena rośnie bo jest w trendzie wzrostowym i jest popyt. Trend jest w koleinie. Jeżeli jednak z tej koleiny wypada, to wypada na dobre. Polecam przestudiowanie wykresów deweloperki-budowlanki w latach 2005-2007 i później.

W prognozach na ten rok pisałem, że pod koniec roku, gdy nie będzie już efektu bazy drogiej ropy, inflacja może wynieść 3-4% w Niemczech i USA. W zasadzie nie mam podstaw by się z tych prognoz wycofywać (*).

Spójrzmy na Niemcy. Rentowność obligacji na poziomie 0.5% przy inflacji 4% oczywiście może się zdarzyć, ale nie jest to sytuacja stabilna. Rentowność szybko wzrośnie by wyrównać inflacje, co oznacza, że cena spadnie o prawie 40%. Trudno powiedzieć jaki będzie to miało wpływ na całą gospodarkę.

W USA sytuacja wygląda dużo lepiej. Hossa na obligacjach skończyła się tam w 2012 roku, a teraz rynek jest w płytkiej bessie. Rentowności są w okolicy 2%. Gdy inflacja wzrośnie do 3-4%, obligacje stracą 10-20% i będzie po kłopocie.

W Polsce obligacje już teraz mają rentowność prawie 3%. Inflacja w Polsce jest jednak dużo bardziej cykliczna ze względu na duży udział paliw i żywności w ogólnym koszyku. Co więcej, Polacy nie są zainteresowani polskimi obligacjami i finansowanie rozpasanej konsumpcji państwa wydali całkowicie na finansowanie zagranicy. Jak zachowają się obligacje zależy głównie od nastrojów międzynarodowych.

Podsumowując. Być może stoimy w przededniu pokoleniowej bessy na obligacjach. Ta bessa oznacza też zakończenie czasu niskiej inflacji, czyli mówiąc po Polsku zakończenie czasu nadprodukcji dóbr. Przez ostatnie dwie dekady, nie chodziło o to by wyprodukować, a o to, by sprzedać. Teraz sytuacja może się odwrócić.


(*) Pracuję w centrum małego miasteczka. Jest tam w centrum kilka restauracji do których chodzimy na lunch. Ostatnio chińczyk wyremontował lokal i podniósł ceny o około 20%, czyli mniej więcej o euro na podstawowym daniu. Pozostałe lokale zrobiły podobnie, to znaczy bez remontu, podniosły ceny o około 0.5 euro. Jest to zjawisko lokalne, ale myślę, że podobne zjawiska zdarzają się i w innych miejscach – skokowe wzrosty cen usług. Z czasem ten proces przebije się do agregatów inflacyjnych.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-05-02 09:50
 Oceń wpis
   

Zgodnie z cyklem pokoleniowym, w latach 2016-2018 powinniśmy mieć w Polsce nowe rozdanie. Nie musi się to zdarzyć, ale jeżeli do tej pory wszystkie znaki na niebie, ziemi i w cenie ropy podążają zgodnie z cyklem pokoleniowym, to na nowe rozdanie też warto być przygotowanym.

To co ma się zdarzyć, zdarzy się za kadencji nowo wybranego prezydenta. Prezydent może odgrywać w przemianach dominującą rolę – jest reprezentantem narodu i nie można go rozwiązać jak parlament. W przypadku chaosu, może być jednym stabilnym ośrodkiem władzy.

Zauważmy najpierw, że jedyny kandydat, którego znaliśmy już pół roku temu, to kandydat Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej. Polska od ośmiu lat jest demokracją monopartyjną, a funkcję listka figowego PZPR/PZPO pełni wciąż ZSL/PSL. Ile się musiało zmienić, by wszystko zostało po staremu ?

Tak więc kandydaci. Bronisław K. skupia w sobie całe zło. Po pierwsze nie potrafi się zachować. Stawanie na krześle w Japońskim parlamencie jest ostatnim przykładem. Nie wymagamy tu wyższej kultury, ale tego czego wymaga się od każdego ucznia liceum, jakiegoś elementarnego obycia. Po drugie, urzędujący prezydent sprowokował powstanie pojęcia “walnąć Bronka”. Cytowanie słów “Jana Pawła Trzeciego” czy “wychodzenie z NATO, jestem po rozmowie z premierem” to śmieszne przykłady. Obrażanie Obamy i sugerowanie by lepiej pilnował żonę, są już mniej śmieszne, bo wyrządzają realną szkodę Polsce.

Teraz kwestie poważniejsze – zagadywanie problemów chwytami stylistycznymi. Symboliczna jest wypowiedz: “nie ma Polski A, B, C i D, jest jedna Polska”. Fakty i statystyki mówią co innego. Jest Polska A i B. Ale uj z faktami liczy się rymiarstwo. Wszystko to podlane jest niejasnymi związkami z wywiadem wojskowym i przemówieniami w stylu wiejskiego proboszcza – pompatycznie, gdzie banał goni banał. 

Andrzej Duda. Jak on właściwie ma na imię ? Na Dudzie wisi fatum Kaczyńskiego. Prezes PiS ma zdolność do wyciągania ludzi z rękawa, którzy szybko stają się generałami PiS-u a następnie po wywaleniu, stają się jego zapiekłymi wrogami. Nazwisk nie chce mi się wymieniać. Ja mam z Dudą inny problem. Wielokrotnie na tym blogu pisałem o problemie systemu ubezpieczeń społecznych i o przygniataniu młodych przez starych. O tym, że konieczne jest znaczące obniżenie emerytur i to już dzisiaj. W tych kwestiach Duda się wypowiedział i jednoznacznie stoi po złej strony mocy.

Ta lala w halce. Generalnie jestem na tak, ale niekoniecznie w funkcji prezydenta w ciężkich czasach. W zasadzie ciężko coś więcej powiedzieć, co jest chyba najlepszym komentarzem.

I wreszcie Paweł Kukiz. Kukiz nie jest zawodowym politykiem, ale ma świetne obycie z kamerą i z publicznością. Tutaj ma ogromną przewagę nad wieloma posłami, z wyboru partii a nie ludzi, którzy tak kamery jak i publiczności się boją.

Osobne jest pytanie, czy politycy powinni być fachowcami czy społecznikami (w sensie charyzmatycznymi liderami). Osobiście uważam, że fachowcy powinni zajmować wysokie stanowiska w administracji, i to oni powinni być podstawą państwa. Do tego potrzebni są jednak ludzie, do rozwiązywania problemów, których fachowcy rozwiązać nie mogą. Przykład – budowa parku kosztuje tyle a tyle, budowa basenu kosztuje tyle a tyle. Kosztorys i przeprowadzenie budowy to zadanie dla fachowców ale czy wolimy spacerować czy pływać, to decyzja zupełnie innego typu i takie decyzje muszą podejmować osoby blisko ludzi, a nie zza biurka.

Gdy Platforma startowała do pierwszych wyborów parlamentarnych w 2001 roku, to postulat jednomandatowych okręgów wyborczych był jednym ze sztandarowych haseł tej partii. Dość szybko liderzy partyjni zorientowali się, że oznaczałoby to podzielenie się władzą z obywatelami. Oznaczałoby to, że żołnierze partyjni będą lojalni wobec wyborców a nie swoich generałów.

Według mnie Kukiz ma szansę pokazać dobry wynik, przy czym tak naprawdę trzecia pozycja była by dobrym wynikiem. Kukiz ma szansę być Polskim Reganem, choć to już bardziej chciejstwo niż chłodna analiza. Musieliby popisać się i wyborcy i sam wspomniany.

Dopóki jest “Komorowki i reszta”, ciemny lud to kupi. Coraz mniejsza jest jednak szansa na wygraną w pierwszej rundzie. Podczas bezpośredniej debaty Komorowskiego z Dudą czy Kukizem, bardzo szybko wyjdzie, jak prymitywny jest obecnie urzędujący prezydent. Trzeba jednak powiedzieć, że lud też jest prymitywny, więc nie koniecznie musi to być wada. Tak czy inaczej, jeżeli dojdzie do drugiej tury, to szanse na wygraną Komorowskiego radykalnie spadają.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-05-01 10:24
 Oceń wpis
   

Dzisiaj z okazji święta pracy kilka luźnych refleksji. Zacznę od tego, że snucie długoterminowych prognoz jest obarczone dużym ryzykiem. Pod koniec XIX wieku  wzrost aglomeracji był limitowany możliwością transportu ludzi, który opierał się na tramwajach konnych. Miasto nie nadążało ze sprzątaniem końskiego łajna. W 1894 roku Times prognozował, że w 1950 roku ulice Londynu będą pokryte trzymetrową warstwą końskiego łajna. Co ciekawe, II Rewolucja Przemysłowa, czyli elektryfikacja, rozpoczęła się w okolicy 1870 roku, czyli w momencie “kryzysu końskiego łajna” trwała już pokolenie. Istniała już technologia, umożliwiająca całkowite wyeliminowanie problemu.

Wróćmy do teraźniejszości. Obecnie przewidywania dotyczące rynku pracy odbijają się od dwóch ścian. Jedna ściana to postępująca automatyzacja i eliminacja wszystkich rutynowych zadań. Druga ściana to zmniejszenie się populacji w wieku roboczym i brak rąk do pracy. Według mnie prawda, w tym konkretnym przypadku, leży pośrodku. Liczba rąk do pracy będzie się zmniejszać i będzie to kompensowane postępującą automatyzacją. Wcale to nie oznacza, że będzie bez zgrzytów. W przypadku automatyzacji będą i wygrani i przegrani i wcale nie jest oczywiste, kto będzie po której stronie.

Spójrzmy na globalizację. Największymi wygranymi globalizacji są budowlańcy. Ich praca nie może być przeniesiona do Chin ze względów oczywistych. Globalizacja zapewniła też spadek cen towarów, za którym poszedł spadek ceny pieniądza. Budowlańcy zyskują z trzech stron – spadek ceny pieniądza doprowadził do wzrostu popytu na ich usługi, globalizacja nie spowodowała większej podaży usługodawców i po trzecie, towary jakie codziennie kupują są tańsze. Teraz wydaje się to oczywiste, ale 20 lat temu nie wiem co bym o tym myślał. Wtedy wydawało się, że wygranymi globalizacji będą ci, którzy mogą swoje produkty globalnie oferować. Z postępującą automatyzacją może być podobnie.

Jest jedna ciekawa grupa zawodowa – ludzie wykonujący skomplikowaną, ale tak naprawdę rutynową pracę. Świetnym przykładem są lekarze. W systemie opartym o ubezpieczycieli, lekarz nie za bardo musi myśleć, musi stosować terapię zgodnie z wynikami (leczy wyniki a nie człowieka …). Tak naprawdę, takiego lekarza można zautomatyzować. Temat jest o tyle ciekawy, że w przypadku automatyzacji mówi się najczęściej o zagrożeniu robotników i prostej pracy biurowej. Może być jednak i tak, że zawody to tej pory uważane za elitarne, zostaną zdegradowane do prostej pracy biurowej.

Gdy myślę o wpływie automatyzacji, przypomina mi się historyjka z czasów, gdy pracowałem w genetyce. Napisałem wtedy samotrzeć, w niecały rok, taki system do zarządzania danymi i automatycznego mielenia danych. Dzięki temu systemowi, to co wcześniej robiły cztery osoby od świtu aż do zmroku, robiła jedna kobieta zatrudniona na pół etatu. Teraz będzie kluczowy moment. Po pierwsze, ludzie którzy zostali zwolnieni z obowiązków zarządzania danymi zajęli się bardziej wartościową pracą, zaczęli systematyzować dalsze procesy analizy danych. Po drugie ilość danych jaką dostawaliśmy wzrosła i dzięki automatyzacji zarządzania, cały system nie pękł.

Ale mogło być inaczej. Można sobie wyobrazić sytuację, gdy ktoś zaniedbał automatyzację i ta nagle spada jak grom z jasnego nieba i 80% ludzi trzeba zwolnić.

 

Tagi: giełda, inwestowanie