O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2015-06-28 10:40
 Oceń wpis
   

Grecy spartolili ostatni rok koncertowo. Po koniec zeszłego roku sytuacja wyglądała optymistycznie – gospodarka zaczynała rosnąć a Grecja uplasowała pierwsze obligacje na wolnym rynku. Wyglądało to jak dno długiej recesji, po której następuje długi wzrost. Niepotrzebne wybory i nowa władza zmieniła wszystko. Niepewność polityczna i populistyczne obietnice doprowadziły do wstrzymania inwestycji i powrotu do recesji oraz spadku dochodów budżetowych.

Od pół roku śledzę sytuację w niemieckiej prasie. W styczniu, Minister Finansów twierdził, że nie ma planu B. W marcu zaczynał się chwiać w swojej pewności, obecnie plan B wygląda na najbardziej prawdopodobny.

Według mnie tu chodzi o coś znacznie więcej niż pieniądze, Grecja zwyczajnie nie pasuje do Europy. Kiedyś, przy innej dyskusji, rozmawiałem z ludźmi o Polsce, Rosji, Ukrainie i Zachodniej Europie. Polska mentalnie leży w zachodniej europie. Zastanawiałem się jak to ładnie zilustrować – stwierdziłem, że to co odróżnia Europę od Wschodu jest alfabet. Oczywiście, to co oddziela, to tradycja Łacińska od Prawosławia, ale emanuje się to właśnie poprzez alfabet. Grecja też nie ma łacińskiego alfabetu.

Regularnie czytam tabelki publikowane przez eurostat. To co mnie zawsze uderzą,  to że dane z Grecji są publikowane są z dwumiesięcznym opóźnieniem. To znaczy nie uderza mnie to, po prostu jest to ilustracji funkcjonowania administracji Greckiej.

Z drobiazgów, to co odróżnia Grecję od Niemczech, to jak organizowana jest wymiana pokoleniowa, przynajmniej na uniwersytetach. Tak się zdarzyło, że w greckiej grupie z którą współpracowaliśmy zmarł lider grupy. Nowym liderem została inna pracownica tej grupy, a prywatnie jego żona – przy czym kompletnie nie poradziła sobie ze zbudowaniem tego, na co grupa dostawała pieniądze. Worek bez dna. W Niemczech, gdy lider grupy odchodzi na emeryturę czy wieczny odpoczynek, rozpisywane jest ogłoszenie o pracę i na jego miejsce przychodzi człowiek o takich samych kwalifikacjach, a nie de facto z przypadku. Nie chcę tu winić konkretnych osób, bardziej właśnie generalną organizację społeczeństwa.

Wróćmy do rynku. Jeżeli będzie Grexit i nie będzie negatywnej reakcji rynku, to będziemy mieli hossę. Każde rozwiązanie, które ma sens i jest trwałe zmniejsza niepewność a tym samym jest pro-wzrostowe. Pozostanie Grecji też może być dobre, ale musi być na warunkach, w które da się uwierzyć, na ciągłym przeciąganiu tej telenoweli wszyscy tracą.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-06-22 22:25
 Oceń wpis
   

Patrząc się czysto techniczne, DAX wygląda bardzo apetycznie. Po wzroście z 8500 na 12500, czyli o prawie 50%, skorygował wzrost o 38%, dotykając drugiego zniesienia fibo. W zasadzie można powiedzieć, że wykres wyrysował korygującą flagę. Naturalną konsekwencją takiej formacji jest kontynuacja wzrostu. W zasadzie nie ma powodu, by druga fala tej formacji była inna niż pierwsza, co oznaczałoby wzrost w okolice 16 tyś.

W międzyczasie rośnie rentowność obligacji niemieckich i jednocześnie spada portugalskich. Oznacza to oczekiwanie na inflację, czy dokładniej mówiąc, inflacyjne rozwiązywanie problemów.

Przed produkcyjną częścią gospodarki stoją dobre czasy.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-06-20 08:12
 Oceń wpis
   

15 Stycznia był szok i przerażenie. Pani premier w radiu mówiła, że potrzebne jest rozwiązanie systemowe w ciągu bardziej tygodni, niż miesięcy. Pięć miesięcy później nic się nie ruszyło. Frank spadł poniżej 4 zł, banki uwzględniły mocno ujemny Libor i sytuacja rozeszła się po kościach, zresztą zgodnie z moimi przewidywaniami. A czas ucieka.

Era taniego pieniądza się kończy. Każda hossa zaczyna się od fundamentów a kończy wynaturzeniem, a to co od roku mamy na rynku obligacji jest właśnie wynaturzenia przykładem i ukoronowaniem 30-sto letniej hossy. Stopy procentowe we frankach nie wzrosną jutro czy za pół roku, ale za roku już wzrosną. Za pół roku mogą “spaść na mniej ujemne”, co oznacza dla kredytobiorcy wzrost o prawie 1% (czyli orientacyjnie 500 zł miesięcznie). Problem trzeba rozwiązać systemowo, dopóki globalnie pieniądz jest tani – gdy będzie droższy, na takie rozwiązanie będzie już za późno.

Generalnie są dwie drogi. Pierwsza droga to ucięcie i zrealizowanie strat. Problem polega tu na tym, że kogoś trzeba tymi stratami obarczyć. Te straty powinni wziąć na barki kredytobiorcy, tyle, że przekraczają one ich wypłacalność. Następne w kolejce są banki, ale tu również straty mogą przekroczyć wypłacalność niektórych banków.

Druga droga to ucieczka do przodu. Pisałem o tym w styczniu. Znaczny wzrost gospodarki oparty na eksporcie. Tutaj rozwiązanie systemowe jest niestety jeszcze trudniejsze niż ucięcie strat.

Postawa frankowców, niestety, nie pomaga. Podejście: żadnych franków nigdy nie było – oszukali mnie, jest mało konstruktywna. Ludzie twierdzą, że zostali oszukani dlatego, że w oświadczeniu o zrozumieniu ryzyka walutowego pojawiła się liczba 20%. Jeżeli ktoś jednak bierze kredyt w w walucie na 30 lat, to niesprawdzenie jak kształtował się kurs w całym dostępnym okresie jest rażącą niedbałością. Im bardziej franakowcy będą żądać przewalutowania po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu, tym bardziej żadnego rozwiązania systemowego nie będzie.

Frankowcy i złotówkowcy

W mediach, ale też na tym blogu, pojawiło się hasło, by nie szczuć jednych na drugich. Niestety, te dwie grupy są po przeciwnych stronach barykady. Obecnie stopy procentowe są na absurdalnie wysokich poziomach właśnie po to, by utrzymać nienaturalnie wysoki kurs złotówki – by ludziom z kredytami we frankach nieba uchylić. Każda decyzja RPP służy albo jednym, albo drugi. Przynajmniej krótkoterminowo. Złe decyzje, długoterminowo, szkodzą obydwu grupą kredytobiorców.

Reflacja

Wytłumaczę to na przykładzie. W normalnych czasach firma produkcyjna sprzedaje towar za 100 zł. Struktura kosztów jest następująca: 60 zł materiał, robocizna i energia, 20 zł koszty stałe maszyn, amortyzacja, 15 zł to przypadające na jednostkę towaru koszty stałe firmy i wreszcie 5 zł to zysk. W średnich czasach cena spada do 95 zł, w recesji niżej. W zasadzie, dopóki cena nie spadnie poniżej 60 zł, firmie opłaca się produkować, ale poniżej 80 zł, zamortyzowane maszyny nie będą odnawiane.

Co stanie się, gdy po długiej recesji, podczas której cena spadła do 70 zł, nastąpi powrót do normalności ? Cena szybko wzrośnie do 100 zł. To nie będzie inflacja, to będzie tylko powrót do normalności. Takie coś Polsce niestety grozi, oczywiście w mniejszej skali, przykład jest podkolorowany. Od dwóch lat mamy deflację, a stopy mimo to na poziomie 1.5% - 2%. W tym czasie ceny powinny naturalnie wzrosnąć o 3% rocznie, mamy więc 8-10% wzrostu do nadrobienia.

Paradoksalnie, zbyt wysokie stopy podczas deflacji, wymuszą wyższe stopy podczas fazy wzrostu. Z jednej strony paradoks, z drugiej jest to oczywiste – jak pisałem, gdy cena jest poniżej 80 zł (w naszym przykładzie) zamortyzowany park maszynowy nie jest odnawiany. Niski poziom inwestycji oznacza niski potencjał produkcyjny, czyli wysoką podatność na inflację.

FED

Szczęśliwie, FED jest cały czas bardzo gołębi. Zabawa trwa dalej. Ale pamiętajmy, pierwsza podwyżka stóp w USA to będzie ostatni dzwonek. To nie będzie za pięć dwunasta, to będzie dwunasta. Za pięć dwunasta jest teraz. Napływające dane sugerują, że spowolnienie w poprzednim kwartale było sezonowe, napędzane zimą. Teraz zaczyna się nadrabianie, pozwolenia na nowe budowy domów dynamicznie rosną, nowe zwolnienia spadają na rekordowo niskich poziomów. Utrzymywanie zerowych stóp procentowych z miesiąca na miesiąc coraz trudniej uzasadnić.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-06-06 10:11
 Oceń wpis
   

Obowiązkiem FED-u jest zapewnienie stabilności cen w kontekście pełnego zatrudnienia.
Przez dekady, stabilność cen rozumiano jako inflację w okolicy 3%, przez ostatnią dekadę, cel został obniżony do 2%. Przez pełne zatrudnienie rozumie się poziom bezrobocia mniejszy niż 6%. Tutaj znowu trzeba wziąć pod uwagę różne definicje bezrobocia. W oficjalnej definicji (U3) ludzie zniechęceni szukaniem pracy nie są wliczani do siły roboczej, w wyższych agregatach (U5) już są. Przy poziomie bezrobocia w okolicy 5-6% ludzie zniechęceni zaczynają szukać pracy (z wykluczonych zamieniając się w bezrobotnych) naturalnie stabilizując statystyczną miarę U3.

FED działa racjonalnie ale nie mechanicznie. FED podejmuje decyzje na podstawie zbieranych danych statystycznych, tyle, że liczonych jest kilkadziesiąt różnych miar inflacji. Podobnie ze wszystkimi innymi parametrami makro-ekonomicznymi. FED kieruje się danymi, ale różne miary pozwalają na szerszą interpretację w zrozumieniu co naprawdę dzieje się w gospodarce. Przykładowo mówiąc – załamanie ceny ropy to inne zjawisko niż ceny spadające ławą.

Na jakie wykresy warto spojrzeć prognozując zachowanie FEDu ?

Zacznijmy od zatrudnienia. Jak widzimy, od dłuższego czasu zatrudnienie w USA rośnie w tempie 3 mln ludzi rocznie, czyli 250 tyś miesięcznie.  Zatrudnienie już dawno jest większe niż podczas szczytu poprzedniego cyklu gospodarczego. W zasadzie nie dziwi więc, że i główne indeksy giełdowe są wyżej niż w 2007 roku. Przyrost zatrudnienia zaczął też ostatnio przyśpieszać.

 

 

Powstaje pytanie, czy USA grozi niedobór kadr i rosnąca presja płacowa. Odpowiedź jest jednoznaczna – nie. Widzimy to na wykresie partycypacji. Partycypacja to liczba ludzie pracujących i bezrobotnych, podzielona przez liczbę ludzie w wieku produkcyjnym (15-65 lat). Jak pisałem wcześniej, w USA na rynek pracy wchodzi fala demograficzna zapewniająca wystarczającą podaż pracy.

 

 

Wróćmy do inflacji. Obecnie ceny są niższe niż rok temu. Wynika to w dużej mierze ze spadku cen ropy oraz następującym po nim spadku cen żywności. Tyle, że cena ropy spadła i obecnie od dłuższego czasu się stabilizuje na poziomie 40-60 usd/bbl. Na dwie dychy cena nie spadnie. Wynika z tego, że gdzieś w październiku skończy się efekt bazy, i inflacja wróci przynajmniej do poziomu inflacji core, wynoszącej ok. 2%.

 

 


Czyli kiedy ?

Nie wiem, a ci którzy wiedzą na pewno, raczej nie mogą się tą informacją dzielić. Pytanie, jaką strategię przyjmie FED. Czy będzie czekał z podwyżkami do ostatniego możliwego momentu, czy też będzie próbował jak zareaguje rynek podwyższając stopy wcześniej niż absolutnie koniecznie. Obecnie FED może podnosić stopy, choć nie musi. Jeżeli rynek będzie szedł swoim torem i nie będzie szoków, to późną jesienią zerowe stopy będzie już naprawdę trudno uzasadnić.
 

Tagi: giełda, inwestowanie