O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2015-07-25 15:17
 Oceń wpis
   

Spójrzmy się raz jeszcze na główny polski indeks Wig20USD. Podczas mega hossy 2003-2007 rósł on w tempie 40% rocznie by w ciągu całego cyklu zwiększyć cenę czterokrotnie. Tą hossę trzeba odchorować.

 

 

Możemy założyć, że od października 2007 roku indeks znajduje się w trendzie spadkowym. Szczyt na giełdzie zbiegł się w czasie z wybraną wyborów przez Platformę Obywatelską. Możemy więc powiedzieć, że od wyborów w 2007 roku mamy na giełdzie efekt Tuska. Ten trend spadkowy został dodatkowo przecięty kryzysem płynnościowym z października 2008 roku.

Jesienią 2011 roku indeks uderzył o średnią 200-stu miesięczną. Ta średnia była potem wielokrotnie testowanym wsparciem aż od grudnia zeszłego roku, przez trzy lata. W grudniu 2014 roku średnia pękła i po kilku miesiącach została przetestowana od dołu. Z testowaniem od dołu łączy się formacja trzech czarnych kruków o której pisałem dwa tygodnie temu.

Czarna świeca to formacja rozczarowania. Formacja trzech czarnych kruków, w wersji Sienkiewiczowskiej nazywana formacją “chuj, dupa i kamieni kupa” to formacja serii rozczarowań. Jest to piąta taka formacja w ramach ostatniej dekady. Do tej pory była znakiem złym lub bardzo złym.

Trzeba jednak przyznać, że taka sama formacja, w 2003 roku poprzedziła wspomnianą mega hossę. Wtedy była to formacja serii rozczarowań i rezygnacji.

Jeżeli poruszamy się ramach tego trendu, to indeks jest obecnie wykupiony, i mamy wyrysowaną mniej-więcej formację ramię-głowa-ramię. Sugeruje to, że indeks powinien iść w kierunku dolnego ograniczenia kanału spadkowego. Czyli w okolice 400 usd. Tam możemy spodziewać się dna i prawdopodobnie zakończenia “Czasu Platformy”.

Poprzednie dno, z marca 2009 roku było w kształcie litery V. Zgodne z koncepcją zmienności, nowe dno powinno być raczej płaskie i raczej długie. Zanik zainteresowania. Zgon pacjenta. Rok bez obrotu na giełdzie. Pajęczyny na serwerach.

Dobrze by było, gdyby z tym nowym dnem łączyła się wymiana akcjonariatu. Może to być zrealizowane poprzez wymianę spółek należących do indeksu albo poprzez rekapitalizację spółek. Rekapitalizacja jest szczególnie prawdopodobne w przypadku banków i dużo banków zachodnich przeszło ją po kryzysie 2009 roku. Masowa prywatyzacja czy masowe rzucenie towaru przez OFE też wpisuje się w wymianę akcjonariatu.

Jeżeli tak się stanie, to za rok napiszę notkę – czas siania.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-07-19 09:09
 Oceń wpis
   

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że dominującym tematem nadchodzącego nowego rozdania będzie, obok nacjonalizacji OFE, rozwiązanie kwestii kredytów we frankach. Rozpoczynam więc cykl wpisów analizujących możliwe rozwiązania. Ponieważ temat jest delikatny, fakty i opinie będą pojawiały się w osobnych wpisach.

Dzisiaj wpis dotyczący faktów, a konkretnie techniczny przebieg przewalutowania kredytów w CHF na złotówki. Od razu dodam, że przez przewalutowanie rozumiem zmianę walut po obecnym kursie rynkowym. O konsekwencjach przewalutowania z częściowym umorzeniem długu będzie w następnym odcinku.

Zacznijmy od tego, że zakładam, dla uproszczenia, że bank sam zaciągał kredyt w CHF na noc (ON) i codziennie go rolował. Co wydarzyło się za kulisami, gdy klient zaciągnął kredyt w CHF ?

Bank w tym momencie zaciągnął kredyt w CHF na odpowiednią sumę. Uzyskane franki zostały wyjęte ze skarbca w Szwajcarskim banku, przetransportowane do Polski i sprzedane na wolnym rynku. Ilość franków w obrocie zwiększyła się, ilość złotówek pozostała stała, więc złotówka wzmocniła się wobec franka. Do operacji mógł włączyć się NBP, który wydrukował nowe złotówki i kupił za nie franki, które złożył w skarbcu. Kompensacyjna działalność NBP prowadzi do osłabienia złotówki.

Co noc bank spłaca stary kredyt zaciągając nowy kredyt ON. W zasadzie nic ciekawego się nie dzieje, poza przypadkiem, gdyby nagle nikt nie chciał bankowi pożyczyć pieniędzy na spłatę wczorajszego zadłużenia. Czyli mówiąc po ludzku, dopóki na rynku jest płynność, nic się nie dzieje. Na przełomie 2008-9 zdarzyło się, że tej płynności zabrakło i wtedy włączył się NBP i w porozumieniu z SNB zapewnił płynność we frankach.

Co miesiąc kredytobiorca kupuje na wolnym rynku franki i przynosi je do banku. Tego dnia bank spłaca stary kredyt nowym, pomniejszonym o ratę. Ilość franków w Polsce spada – jego cena rośnie (oczywiście i tu może włączyć się NBP kompensując podaż pieniądza).

Jak więc wygląda przewalutowanie.

By kredyt przewalutować, za kulisami muszą zajść dwie operacje. Po pierwsze, bank musi znaleźć złotówki. Bank zaciąga kredyty ON w złotówkach, za te złotówki kupuje franki i pozyskanymi frankami spłaca wczorajszy dług ON.

Zacznijmy od pozyskania złotówek. Gospodarstwa domowe mają 611 mld zł kredytów w bankach i 568 mld zł depozytów. Gospodarstwa domowe mają więc prawie 40 mld zł manka oszczędności, a powinny mieć przecież nadwyżkę, by finansować nią przedsiębiorstwa. Tutaj widzimy jeden z powodów udzielania kredytów walutowych – w Polsce nie było wystarczająco dużo oszczędności, by zaspokoić potrzeby pożyczkowe Polaków.

By przewalutować kredyt bank musi pozyskać pieniądze – albo oferując lokaty na wyższy procent, albo pozyskać kredyt zagranicą, ale w złotówkach, albo ograniczając udzielanie innych kredytów, np konsumpcyjnych. Z pozyskaniem złotówek łączy się więc wzrost stóp procentowych w złotówkach. Następnie bank musi kupić franki na rynku, co oznacza wzrost ceny franka, o czym pisałem wcześniej.

Teraz rozważmy masowe przewlutowanie, a więc przewalutowanie wszystkich kredytów w CHF. Jest tego 40 mld CHF. Oczywiste więc jest, że nie da się w ciągu jednego dnia na wolnym rynku kupić takiej ilości franków. Zaangażować musi się NBP, być może w porozumieniu z SNB. Użycie części rezerw walutowych jest zresztą uzasadnione – przyszły popyt na waluty po przewalutowaniu spada, więc potrzebne są odpowiednio mniejsze rezerwy.

Chcę to jeszcze raz podkreślić – każde masowe przewalutowanie kredytów musi odbyć się w porozumieniu z NBP i z udziałem rezerw walutowych NBP.

Krajobraz po przewalutowaniu

Po przewalutowaniu koszt obsługi kredytów wzrośnie. Kredytobiorcy nie będą płacić rat według niskiego liboru, tylko wiboru. Oprocentowanie kredytu wzrośnie o około 2-3 p%, czyli od typowego kredytu 150 kCHF o 1500 zł miesięcznie. Po przewalutowaniu kredytobiorca nie bierze już na siebie ryzyka walutowego ale cały czas obciążony jest ryzykiem stopy procentowej. Gdy stopy wzrosną, rata też wzrośnie. W zasadzie można zamienić kredyt na złotówkowy o stałym oprocentowaniu. W tym przypadku referencyjna stopa wynosi 3% a nie 1.5% jak w przypadku krótkoterminowego wiboru. W przypadku typowego kredytu oznacza to wyższą ratę o dalsze 750 zł miesięcznie, przy optymistycznym założeniu, że nagły popyt na kredyt długoterminowy nie zmieni długoterminowych stóp procentowych.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-07-08 19:00
 Oceń wpis
   

Gdy w kraju trwa festiwal przedwyborczych obietnic, nad warszawską giełdą zbierają się trzy czarne kruki. Przez ostatnie 10 lat ta formacja był wyrysowana cztery razy. Teraz jest piąty, choć piłka jeszcze w grze, do końca miesiąca pozostało kilka tygodni. Czego się o tej formacji dowiedzieliśmy ? W 2007 i 2011 roku mieliśmy załamanie o kilkadziesiąt procent. W 2010 roku trzy czarne kruczki zakończyły pierwszą falę hossy i poprzedzały słynny flash-crash. Czarne kruki z 2013 roku rozpoczęły dwu i pół roczną nędzę, zresztą zapowiedzianą w tym wpisie. Tylko raz, w poprzedniej dekadzie indeks wybił się ponad cień tej formacji, w 2010 roku, i też na bardzo krótko.

 



Co czeka nas teraz ?

Zakładam przy tym, że miesiąc skończy się na podobnych poziomach. Jeżeli tak się stanie to według mnie czeka nas załamanie i początek tego, co nazywam nowym rozdaniem. Możemy się spodziewać spadku w okolice 300-400 usd. Liderami spadku będą banki i Kghm. Tani pieniądz się kończy, a zasysające miedź Chiny zwalniają. Zaczyna się wielka smuta. Oczywiście jak zawsze pozostaje otwarte pytanie, jak rozłożą się spadki pomiędzy giełdę a złotówkę. 

Zdumienie

Ze względu na sytuację w Grecji, wybory i ożywienie dyskusji o kredytach we franków, dużo ludzi pisze i wypowiada się na temat gospodarki i zjawisk ekonomicznych. Muszę powiedzieć, że jestem zaszokowany stopniem ignorancji rodaków. Kwestia franków i technicznego przebiegu przewalutowanie, niezależnie po jakim kursie, doczeka się osobnego wpisu. Temat jest ważny, być możne nawet w tej dekadzie najważniejszy.

W międzyczasie PiS wpadł na pomysł opodatkowania aktywów banków. Sam pomysł nie jest od razu zły, choć diabeł tkwi w szczegółach (opodatkowujemy aktywa czy całą ekspozycję, aktywa czy pasywa i czy zależnie od jakości pasywów). Oczywistym jednak jest, że podatek, który ma trwale wynieść 30% zysków banków powoduje, że wartość banku spada o przynajmniej 30%. To “przynajmniej” do dodatkowy spadek ze względu na ryzyko polityczne. Spotkałem się jednak z opiniami na blogach, że to, że banki będą płaciły rok w rok 5 mld zł, wcale nie wpływa na cenę ich akcji (!). Wszystko to spekulacja, próba wymuszenia, a do tego odpowiedź na to co się dzieje w Chinach i Grecji. 

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-07-04 10:40
 Oceń wpis
   

"mafia banksterów nas doi" takie komentarze można znaleźć na forach, gdy na każde zawirowanie na świecie złotówka reaguje osłabieniem. W tym wpisie spróbuję na prostym modelu wyjaśnić, dlaczego każde zawirowanie prowadzi od, przynajmniej tymczasowego, osłabienia złotówki.

Cofnijmy się do średniowiecza. Jeden rolnik potrzebuje grabi do siana, których nie ma. Ma przed sobą dwie możliwości. Może znaleźć kogoś, kto mu te grabie na rok, za opłatą, pożyczy. Powiedzmy, za garnek pszenicy. Druga możliwość jest taka: codziennie ktoś ma zbędne grabie i pożyczy mi je nawet za jedno ziarenko. Pożyczając grabie codziennie od kogoś innego, jest taniej, ale bierzemy na siebie ryzyko płynności – któregoś dnia, nie będzie nikogo, by nam te grabi pożyczyć. Każde zawirowanie prowadzi też do tego, że mniej ludzi jest chętnych do dzielenia się swoimi grabiami, czyli musimy więcej płacić.

Ile zyskujemy, opierając się na krótkim pieniądzu ? Ten zysk, w obecnej sytuacji jest ogromny. w 2007 roku, 10-cio letnie obligacje miały rentowność 3.5%. Dzięki oparciu się o krótki pieniądz, zamiast płacić raty oprocentowane na 3.5% + marża, ludzie płacą raty na poziomie -0.5%  + marża. Zysk wynosi wiec 4% rok w rok. Od typowego kredytu na 200 tyś franków, oznacza to zysk 2600 zł miesiąc w miesiąc. Spore pieniądze.

Ceną tego gigantycznego zysku, ok 15 mld zł rocznie wszystkich frankowiczów plus zysk państwa na krótkoterminowym finansowaniu są chwilowe wyskoki złotówki. Banki muszą codziennie refinansować swoje kredyty w CHF przy przenieść niską stopę procentową na klientów. Według mnie, pojedyncze wyskoki złotówki to naprawdę niska cena.

Oczywiście oprócz wyskoków mamy też systematycznie osłabianie się złotówki, ale ma to już inne, strukturalne powody. Tutaj dochodzimy drugiego tematu, dlaczego franek jest mocny.

Pierwsza fala wzmocnienia w 2008 roku, to cięcie strat z procederu carry-trade. Nie tylko polskie nieruchomości były pędzone frankiem, ale też płynne aktywa w strefie euro. Podłożem tego wzmocnienia jest kryzys płynności 2008-2009. Od tamtej pory mamy jednak hossę, a frank mimo to się wzmacnia. Dlaczego ?

Odpowiedź jest oczywista, gdy przyjrzymy się naturze jest hossy. Jej liderami jest biotechnologia. Na wykresie widzimy, że indeks spółek biotechnologicznych w obecnej hossie wzrósł prawie 8 razy. Co to ma wspólnego ze Szwajcarią ? A no dużo. 30% eksportu Szwajcarii to farmaceutyki. Druga noga tej hossy to towary premium. Zaliczać tu można i Apple i niemiecką samochodówkę. Również Szwajcaria jest w tym segmencie mocna. Mimo wzmacniającego się franka Szwajcarski eksport trzyma się mocna. Można to inaczej powiedzieć – ponieważ Szwajcarzy mają do zaoferowania unikalny towar na który jest popyt ich eksport jest silny i powoduje wzmocnienie waluty.

 



PS. Wiem że moja pisanina to nudy. Gdybym napisał o spisku cyklistów z murarzami, bardziej bym do szerokiego ludu trafił.

Tagi: giełda, inwestowanie