O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2013-12-21 09:34
 Oceń wpis
   

Kiedyś było prościej: dach nad głową, pełny żołądek i opał, były pełnią szczęścia. Później, gdy, podstawowe produkty ludzie mieli w zasadzie zapewnione, radość dawało wyrwanie się z szarzyzny życia. Tak pod względem materialnym, jak i duchowym. Coś kolorowego, coś lepszego do jedzenia, ciekawy film, chwila odpoczynku, kolęndy.

W międzyczasie, świat się zmienił. Brzydota nie ma już twarzy szarzyzny, tylko pstrokacizny. Brzydota ma teraz twarz reklamy, pustego uśmiechu namawiającego na kredycik, “dworków” poustawianych bez ładu i składu, ciągłego brzdęku radia i zalewu pseudo-informacji.

Radość daje się odcięcie się od tandety i zrobienie czegoś samemu. Na święta życzę więc choinki ozdobionej samodzielnie zrobionymi ozdobami. Kolęd zagranych razem z dziećmi na prostych instrumentach. Jedzenia i prezentów bez plastiku. I chwili zadumy.

Normy kulturowe i religijne regulują aspekty życia, tam, gdzie w pojedynkę trudno znaleźć równowagę. Normy te regulują czas pracy i czas odpoczynku, czas zabawy i czas smutku. Normy kulturowe regulują obowiązki wobec społeczności, to, gdzie kończy się prawo do własności a zaczyna pieniactwo.. Normy kulturowe regulują wreszcie prawa starych i młodych. Regulują relacje międzypokoleniowe.

Tutaj rzeczywistość skrzeczy. W ciągu pokolenia, piramida demograficzna stanęła na głowie, a w tym czasie normy kulturowe nie drgnęły, co więcej, zostały wzmocnione zakodyfikowaniem w prawie. Chodzi to np. o wzrost emerytur nie tylko o wskaźnik inflacji, ale też automatyczne partycypowanie 9 milionów emerytów w realnym wzroście płac pracowników przedsiębiorstw, których jest już tylko 5 milionów. Normy kulturowe są po to, by uniknąć nagłej mody czy szaleństwa, tym razem, to trzymanie się norm kulturowych jest szaleństwem.

Raz jeszcze – Radosnych Świąt.


PS. Tradycjnie między świętami a nowym rokiem będzie więcej wpisów – rozliczenie się z prognoz sprzed roku i prognozy na nowy, 2014 rok.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-15 11:08
 Oceń wpis
   

Rynek kredytowy w USA funkcjonuje zupełnie inaczej niż w Polsce. Po pierwsze, nieruchomość jest jedynym zabezpieczeniem kredytu. Oznacza to, że gdy banki oczekują spadku cen, wymagają większego wkładu własnego. Gdy ceny spadają, banki ograniczają więc akcję kredytową a ludzie porzucają nieruchomość, za którą przepłacili. To prowadzi do dalszego spadku cen. By wyrwać się z tego błędnego koła, potrzeba stabilizacji cen. Rok temu pisałem, że ceny się stabilizują, i w bieżącym roku ceny wybiją się górą z pięcioletniego boczniaka.

Tak też się stało. Pierwszy wykres przedstawia indeks cen nieruchomości w 20 największych miastach. Wykres w zasadzie nie pozostawia wątpliwości, dołek cenowy jest dawno za nami.
 

 

Druga różnica jest taka, to że kredyty udzielane są na stopę stałą na 10, 20 czy 30 lat. Gdy spadają krótkoterminowe stopy procentowe, czyli, gdy bank centralny obniża stopy, kredytobiorcy z tego nic nie mają. Gdy spadają długoterminowe stopy procentowe ale kredyt przecież i tak nie płynie, to kredytobiorcy też z tego nic nie mają. By kredytobiorca poczuł spadek stop procentowych, muszą spaść stopy długoterminowe, i musi on zrefinansować kredyt. By zrefinansować kredyt, trzeba mieć wkład własny, bo jedynym zabezpieczeniem kredytu jest nieruchomość. Tutaj dochodzimy do kluczowego punktu.

Rozważmy sytuację rodziny, która kupiła w 2006 roku dom za 300 tyś USD. Miesięczne raty wynoszą 6.5% * 300k / 12 = 1625 USD (część odsetkowa), plus powiedzmy, 2% część kapitałowa 2%, co daje dodatkowe 500 USD.

Jak widzimy na wykresie, przedstawiającym stopy procentowe dla 15-sto letniego kredytu, u szczytu bańki hipotecznej w latach 2006-2007, stopy procentowe wynosiły ok. 6.5%. Obecnie wynoszą 3.5%, a jeszcze rok temu, przez chwilę były 2.5%.

 

 

By zrefinansować kredyt potrzebne jest dodatni kapitał własny. Ile wynosił kapitał własny w zeszłym roku ? Było to: wartość domu, przy założeniu, że zmienia się ona zgodnie z indeksem C-S, równa się 300k * (210/150) = 214 tyś USD. Do spłaty pozostało 300k - 500*12*6 = 264k. Deficyt wynosi więc 50 tyś USD.

Gdyby ta rodzina zrefinansowała kredyt, to miesięczne raty odsetkowe spadną z 6.5% do 3.5% czyli o prawie 700 USD miesięcznie. Czyli zgromadzenie 50 tyś USD przyniesie roczną oszczędność wynoszącą 8 tyś rocznie. Jest to równoznaczne z możliwością zainwestowania owych 50 tyś USD na 18% rocznie. Świetna inwestycja !

Co w takiej sytuacji robi względnie rozsądny człowiek ? Oszczędza. Oszczędza, by uzbierać brakujący kapitał i zrefinansować kredyt.

Jak wygląda sytuacja tej rodziny w tym roku ? Wartość domu wynosi 300k * (210 / 162) = 230 tyś USD, kredyt zmniejszył się o 6 tysięcy, czyli deficyt zmniejszył się do niecałych 30 tyś USD. Jeżeli rodzina przez ostatnie kilka lat oszczędzała, to teraz ma jeszcze większą szansę na zrefinansowanie kredytu.

Co oznacza zrefinansowanie ?

Po zrefinansowaniu, rodzina ma, po pierwsze, luźne siedem stówek w kieszeni co miesiąc, po drugie, ma znacznie mniejszą presję na oszczędzanie. Nowe oszczędność można ulokować na, powiedzmy 3%, a nie na 18%. Rodzina jest też po kilku latach zaciskania pasa. Spodziewać się więc można zwiększenie wydatków konsumpcyjnych. Szczególnie spodziewałbym się zwiększenia tych wydatków, które można było odłożyć – np. meble.

Podsumowując


Po ponad pięciu latach, super-luźna polityka monetarna zaczyna wreszcie docierać do ludu. Luźna polityka monetarna, po latach zaciskania pasa, zawsze prowadzi do boomu gospodarczego, nie inaczej będzie i tym razem. Gdy FED zacznie zacieśnianie będzie to równie skuteczne, co luzowanie w 2008 roku – przełoży się na realną gospodarkę z wieloletnim opóźnieniem. To zacieśnienie nie będzie jednak całkiem bez efektu – może w trzy minuty zwalić giełdę, może też wywołać ciężką recesję w krajach opartych o zmiennej stopie procentowej.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-11-30 10:30
 Oceń wpis
   

Nasdaq-100 osiągnął dno bessy 21 listopada 2008 roku. Ponad pięć lat temu. Podczas paniki, wiosną 2009 roku, indeks ten już nie pogłębił dna. Hossa robi się więc już powoli stara: pięć lat, gdy liczymy od najsilniejszego indeksu, lub prawie pięć lat, gdy liczymy od najważniejszego indeksu – S&P 500.

Po panice w 2009 roku mieliśmy doroczne paniki w 2010 i 2011 roku. W zeszłym roku mieliśmy dwie umiarkowane korekty a w tym, trzy mini-korekty. Jeżeli ten trend –  systematyczny spadek zmienności – ma trwać, to w przyszłym roku będziemy mieli 250 sesji ze wzrostem 0.1% i cztery korekty ze spadkiem o 1%. Stulecie wybuchu Wielkiej Wojny uczcimy brakiem zmienności na giełdzie.

Analiza techniczna podpowiada, że po wybiciu z trendu bocznego kurs powinien przetestować górne ograniczenie kanału bocznego. Tym ograniczeniem jest okolica 1520-1550. Jeżeli zrobimy analizę zniesień harmonicznych, poczynając od dna bessy i zakładając, że testowany poziom wypadnie na pierwszym zniesieniu harmonicznym, to szczyt wypada na poziomie 1860. Nie jestem aptekarzem, szczyt może być na poziomie 1860, 1900, a może by już teraz. Tak czy inaczej, na duże wzrosty nie ma już miejsca.

 

 

Podobną analizę możemy przeprowadzić dla, wspomnianego wyżej, indeksu nasdaq-100. W tym przypadku wyznaczamy szczyt tak, by historyczne korekty ładnie wpisywały się w strukturę zniesień harmonicznych. W tym przypadku nad głową jest trochę więcej powietrza, do poziomu 3750, ale to też jedynie 6%.

 

 

Podsumowując. Spodziewam się korekty, prawdopodobnie połączonej z dłuższą konsolidacją. Korekta ta powinna się zacząć już niedługo, być może tradycyjnie według przysłowia ludowego: “idzie luty szykuj puty”. Sam, powili zacząłem już realizację zysków, często pokaźnych zysków. Przez najbliższe miesiące zamierzam sprzedać więcej niż połowę akcji.

By nie było wątpliwości – nie prorokuje tu armagedonu, bessy i ostatecznego kresu systemu. Wnet przeciwnie, uważam, że spadkom na giełdzie towarzyszyć będą świetne informacje z gospodarki. Zatrudnienie i pensje będą rosły, rosła będzie sprzedaż detaliczna – a więc i wpływy podatkowe. Co najważniejsze – nastąpi odbudowa naturalnej kreacji pieniądza, poprzez kredyt hipoteczny. Ten właśnie punkt spowoduje, powolne wycofywanie się banków centralnych z programów płynnościowych.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-11-23 09:37
 Oceń wpis
   

Magik księgowości pokazał swój ostatni numer – w kulminacyjnym momencie zniknął, a swojemu następcy pozostawił cztery zgniłe jajka. Pierwsze zgniłe jajko, jakie magik księgowości pozostawił, to ryzyko płynności. Budżet na 2014 rok oparty jest na operacji kontrolowanego bankructwa Polski, dowcipnie nazywanego “reformą OFE”. Jeżeli z jakiegokolwiek powodu ”reforma OFE” nie stanie się obowiązującym prawem, budżet na przyszły rok całkowicie się rozsypie. Rozsypie się do tego stopnia, że realistyczne jest przekroczenie konstytucyjnego progu zadłużenia (60% PKB). W tym przypadku, kontrolowane bankructwo może szybko przerodzić się w bankructwo mniej kontrolowane a bardziej chaotyczne.

Tak dochodzimy do drugiego zgniłego jajka – chaosu prawnego. Sztandarowy przykład to tymczasowo zawieszone ustawowe progi ostrożnościowe. Tak samo tymczasowo zawieszone, jak tymczasowa jest podwyżka VAT. Ostatnio Ministerstwo Finansów do spółki z BGK organizuje fundusz REIT, czyli inwestujący w mieszkania na wynajem. Ten fundusz ma być gdzieś między normalnym funduszem o działalności rynkowej a wynajemcą mieszkań o działalności socjalnej. W myśl zasady, że w mętnej wodzie szczupaki grasują, będzie funduszem do wyprowadzania pieniędzy i do ulżenia deweloperom w kwestii nawisu podażowego.

Również nowa reguła wydatkowa sześć lat czekała w szufladzie i się nie do doczekała. Według mnie, w tej szufladzie nie było żadnej reguły, tylko jakiś trup był tam upchnięty. I tu dochodzimy trzeciego zgniłego jajka – trupy poupychane po szafach.

Wydatki na drogi zostały wypchnięte do funduszu drogowego. ZUS na bieżące wydatki pożycza pieniądze w budżecie, bądź w funduszu demograficznym. Rok za rokiem krajowe i międzynarodowe miary zadłużenia coraz bardziej się rozjeżdżają. Do tego dochodzą takie drobiazgi jak przeksięgowanie VAT-u z stycznia 2013 an grudzień zeszłego roku. Jakie jeszcze trupy powypadają – zobaczymy.

Ostatnim wreszcie zgniłym jajkiem jest gigantyczne zadłużenie. Gdy Magik obejmował urząd, zadłużenie państwa wynosiło 530 mld zł. Obecnie jest w okolicach 930 mld. Gdyby te 400 mld zł poszło w inwestycje infrastrukturalne czy reindustrializację, to możnaby dyskutować czy warto czy nie. Te pieniądze poszły jednak w kupowanie spokoju społecznego by przykryć nieudolność władz i rozkradania państwa przez koalicję Platformy z PSL. Te wydane pieniądze nie będą przynosiły teraz zysku, wnet przeciwnie, ciągłe podnoszenie emerytur powoduje jedynie wzrost oczekiwań, dalszych wzrostów. Oczywiście można powiedzieć, że MinFin nie kształtuje polityki rządu, ale to właśnie on, sztuczkami księgowymi i prawnymi, umożliwił tak gigantyczny wzrost zadłużenia.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-11-01 09:46
 Oceń wpis
   

Zaczyna mnie już powoli mdlić od tego optymizmu i zieleni. W zasadzie, od początku 2009 roku jestem bykiem-optymistą, z półrocznym epizodem sceptycyzmu na początku 2011 roku. W obecnej hossie jestem więc zarobiony i nie mam presji na gonienie pawia.

Obecne wzrosty tak naprawdę wcale nie są dynamiczne, ale są, po pierwsze, bardzo systematyczne, bez solidnej korekty, po drugie, indeksy są już na wysokim poziomie. Gdy w 2009, czy potem po wyprzedaży w 2011, roku trafiały się dni ze wzrostem po 4%, to był to jedynie powrót ze skrajnego niedowartościowania do umiarkowanego niedowartościowania. Teraz, o skrajnym niedowartościowanie trudno mówić.

Technicznie rzecz ujmując, za dużo powietrza nad głową nie ma. Do niedawno abstrakcyjnego  poziomu – 1800 – zostało jedynie 2.5%. Do całkiem abstrakcyjnych dwóch tysięcy zostało tylko 14%. Przy obecnym tempie, indeks będzie tam za kilka miesięcy.

S&P500 wybił się z trwającego dekadę boczniaka i teraz robi się pora, by górne ograniczenie choć raz, solidnie przetestować. Po przetestowaniu poziomu ~1500, zrobi się znowu dużo powietrza nad głową. Naturalny ruch to wzrosty o szerokość boczniaka, czyli o 900 punktów. Naturalnym celem będzie więc poziom 2500.

Za kilka miesięcy FED-owi ciężko będzie uzasadnić dalszy skup obligacji. Co prawda, za wzrostami na giełdzie nie idzie wzrost inflacji – nie rosną ceny surowców. Prawdą jest też, że choć indeks cen nieruchomości wybił się z wieloletniego boczniaka, to nie szybuje jeszcze w obłoki. Tyle, że oba te fakty uzasadniają neutralną politykę monetarną, ale nie jej luzowanie.

Podsumowując – oficjalnie zakładam skórę sceptyka. Przy okazji redukuję powoli portfel akcyjny by zająć dużą krótką pozycję na rynku długu.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-10-13 10:38
 Oceń wpis
   

Dzisiejszy wpis będzie o dynamice oprocentowania obligacji 10-cio letnich i ich związku z parametrami gospodarczymi – inflacją i wzrostem gospodarczym. Generalnie wszyscy się zgodzą, że obligacje są instrumentem do zachowania wartość, w wersji pesymistycznej lub partycypacji we wzroście, w wersji optymistycznej. Oprocentowanie obligacji powinno być więc wyższe niż inflacja a niższe niż nominalny wzrost PKB.

Na gruncie teorii racjonalnego rynku można powiedzieć, że cena obligacji to przewidywanie średniej inflacji (wzrostu PKB) na następną dekadę. Z tego płynie oczywisty wniosek, że ani inflacja ani wzrost nam w tej dekadzie nie grożą.

Zamiast teorii, przyjrzyjmy się wykresom. Pierwszy wykres przedstawia rentowność amerykańskich  obligacji 10-cio letnich, na który nałożona jest średnia inflacja i nominalny wzrost PKB przez następną dekadę.

 

 

Widzimy, że obligacje ani nie przewidziały dekady inflacji w roku 1970, ani spadku inflacji dziesięć lat później. Generalnie, na pierwszy rzut oka, oba wykresy wyglądają przesunięte o 10 lat.

Tutaj dochodzimy do drugiego wykresu. Przestawia on średnią inflację za ostatnią dekadę plus 3%. Te 3%, to w ekonomii magiczna liczna. Przez długie lata, w świecie zachodu funkcjonowała teoria, że naturalny średni wzrost gospodarczy to 3%. Ta liczba trafiła nawet do traktatu z Maastreicht, bo limit deficytu na poziomie 3% PKB wynika właśnie z przekonania, że tyle wynosi średni naturalny wzrost gospodarczy (więc deficyt 3% jest bezpieczny).

 

 

Jak widzimy, ten bardzo prosty model świetnie opisuje rentowność obligacji. Są jednak dwa wyjątki. Po dekadzie stagflacji, na przełomie lat 70/80 ludzie żądali większego oprocentowania. Również obecnie, po dekadzie dyzinflacyjnej stagnacji a potem recesji, inwestorom wystarcza oprocentowanie, które nawet nie pokrywa inflacji, o zysku już nie wspominając.

Podsumowując. Dane pokazują, że rynek obligacji patrzy w przeszłość, przy czym w kluczowych momentach widzi tą przeszłość w przesadzonych barwach. Po drugie, wszystko wskazuje na to, że obecnie mamy taki przełomowy moment. Przez przełomowy moment rozumiem tu, że przez następne, powiedzmy 20-lat, będziemy mieli inflacyjny boom, podobny do lat 1950-60.

Jakie z tego płyną praktyczne wnioski. Po pierwsze, funduszy obligacji trzeba unikać jak ognia czy deweloperki w 2007 roku. Obligacje zostaną zmasakrowane. Po drugie rozsądną decyzją jest stanięcie po krótkiej stronie rynku obligacji, np. biorąc kredyt z oprocentowaniem stałym.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-09-21 09:03
 Oceń wpis
   

Dzisiaj kilka wykresów o inwestycjach zagranicznych w Polsce z danych NBP. W zasadzie będą same wykresy bez większego komentarza.

Termin  "inwestycje zagraniczne" obejmują wszystkie formy inwestycji, czyli papiery dłużne, inwestycje portfelowe oraz bezpośrednie. Jest to od razu bilans inwestycji zagranicznych, po odjęciu inwestycji Polskich za granicą.

Pierwszy wykres przedstawia inwestycję oraz transfer zysków, drugi, inwestycje netto. Jak widzimy, przez ostatnich kilka lat nadwyżka inwestycji to około 70 mld zł rocznie. Widzimy też, że 2012 rok, to pierwszy rok, gdzie transfer zysków był wyższy niż inwestycje.

 

 

 

Poszukajmy przez chwilę skali, by lepiej zrozumieć te liczby. W Polsce żyje 10 mln gospodarstw domowych, czyli zagranica inwestowała w nas 7 tyś złotych rocznie na gospodarstwo domowe. Możemy też spojrzeć inaczej. Całkowity dochód ludzi to około 600 mld zł rocznie, z czego 400 mld zł z tytułu pracy i 200 mld zł z tytułu emerytur i innych świadczeń. Czyli, w przybliżeniu, 11 miesięcy w roku żyliśmy z pracy rąk własnych, a w grudniu z "cudzesów".

Patrząc na szeregi czasowe, widzimy, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat skumulowane inwestycje wyniosły 850 mld zł a wytransferowane zyski 450 mld zł. Tym samym zagranica zakumulowała w Polsce kapitał w wysokości 400 mld zł.

 

 

 

Od 2010 roku akumulacja kapitału jest niewielka. Myślę, że ten trend się utrzyma. Transfer zysków pozostanie na obecnym poziomie, ale nowych inwestycji będzie już raczej mało. Ta luka kapitałowa będzie musiała być zbilansowana własnymi oszczędnościami społeczeństwa.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-09-07 14:13
 Oceń wpis
   

Dokładnie pięć lat temu założyłem tego bloga. Powodem był wykres indeksu Wig20usd, gdzie pięcioletnia hossa "od linijki" została zakończona książkową formacją ramię-głowa-ramię. Mówiłem wtedy o spadku o 30%, w okolice 770, teraz, pięć lat później ten poziom, to marzenie ściętej głowy.

Od kilku lat pisałem, że pieniądze zgromadzone w OFE to bardzo łakomy kąsek, i obecny rząd, wcześniej czy później, tym kąskiem się posili. Przy okazji sprawy OFE warto wspomnieć o kilku ciekawostkach.

Po pierwsze, przyjęte rozwiązanie to nie nacjonalizacja, tylko jednostronna zmiana warunków emisji obligacji. Czyli restrukturyzacja długu, lub, jak się powszechnie mówi – bankructwo. Poprzednim razem Polska bankrutowała w 1982 roku, wprowadzając kilka miesięcy wcześniej, prewencyjnie, stan wojenny. Drugim razem, w 1989 roku nastąpiło częściowe bankructwo, Polska przestała obsługiwać obligacje trzymane w prywatnych rękach. To bankructwo również łączyło się ze zmianą ustroju. Czy tym razem będzie inaczej ? Dlaczego ma by inaczej ?

Po drugie, przedstawione rozwiązanie i retoryka się nie klei. Retoryka jest o naprawieniu historycznej krzywdy, i danie ludziom wyboru. Tyle, że ten wybór ma dotyczyć tylko nowych składek. Stare składki mają pozostać w akcjach w OFE. Albo trzeba zmienić retorykę, albo przyjęta ustawa będzie troszkę inna od tego, co rząd opowiadał. Patrząc po reakcji giełdy, można zakładać, że OFE już przygotowują się do uzusowienia również akcji. Patrząc po walucie, to nie zagranica sypała akcjami, chyba że NBP trzymał kurs waluty za ryja.

Po trzecie, jedynym powodem zawłaszczenia środków w OFE jest polityka maniany, czyli polityka kupowania poparcia różnych grup społecznych i nie narażania się nikomu. Odkładania niezbędnych decyzji na jutro. Jeżeli plan się powiedzie, parlament popchnie ustawę i wejdzie ona szybko w życie, Polskę czeka w najlepszym przypadku kontynuacja stagnacji, przecinanej recesjami. Im bardziej odkładamy niezbędne reformy, tym bardziej będą one potem robione pod presją.

Jeżeli plan się nie powiedzie, może być szybki chaos. Mleko się rozlało i mit zielonej wyspy już dano upadł. Nowy budżet jest napisany pod wersję z wykastrowanym OFE. Jeżeli ustawy nie uda się przepchnąć, albo poleży kilka miesięcy w Trybunale Konstytucyjnym to może to oznaczać, że nie da się spiąć finansów publicznych. Szczególnie, że rynki aspirujące na świecie są już passe, albo z zamieszkami.

Tutaj przypomniał mi się stary dowcip z 2007 roku, gdy śmieci zaczęły w kilka dni tracić połowę wartości. Zjawisko to nazywane było "splitem inwestorskim", bez zbędnych formalności. Tak jak rząd zablokował progi ostrożnościowe, tak rynek może je, bez formalności, przywrócić, zwyczajnie nie pożyczając Państwu.

Po czwarte, zwiększy się udział zagranicy w finansowaniu polskiego rozpasania. Tym samym rynek będzie jeszcze bardziej wrażliwy na każde zawirowanie. Prędzej czy później doprowadzi to do chaosu. Dlatego też szybki chaos uważam za lepsze rozwiązanie niż chaos, gdy nie będzie już innego wyjścia.

Po piąte wreszcie. Od dawna piszę, że inwestowanie w Polsce rozważę dopiero po odpaleniu progów ostrożnościowych i związanych z nimi reorganizacją państwa. Ten moment się jeszcze bardziej odwleka.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-08-31 12:21
 Oceń wpis
   

Kluczowym faktem technicznym jest wybicie się indeksu S&P500 z wieloletniego boczniaka. Ten boczniak rozpoczął się wraz z nowym tysiącleciem u szczytu optymizmu dot.com. Drugi szczyt zbiegł się ze szczytem optymizmu rynków peryferyjnych, w tym z Polską hossą pokoleniową. Teraz nastąpiło wybicie.

 

 

Dzisiejszy wykres ma większe rozmiary. Pierwszy spadek ze szczytu potwierdzony jest przebiciem średniej 20-sto miesięcznej. Podobnie jest w przypadku drugiego szczytu. Sytuacja robi się ciekawa od dna w 2009 oku. Po pierwsze, indeks formalnie wybił się dołem, co był jednak fałszywym wybiciem i skończyło się dynamicznym powrotem do środka kanału. Drugie fałszywe wybicie dołem było w 2011 roku, gdzie indeks na chwile spadł poniżej średniej 20-sto miesięcznej, choć średnia 10-cio miesięczna nie wyrysowała pocałunku śmierci. Te dwa wydarzenia zapewniły solidne odleszczenie i są silnymi sygnałami długotrwałego wzrostu.

Jak wygląda naturalny scenariusz ?


Po wybiciu się w długiego boczniaka konieczne jest przetestowanie od góry dawnych szczytów. Naturalny jest ruch w kierunku poziomu 2000 a potem miękka bessa ze spadkiem w kierunku 1530, z prawdopodobnym naruszeniem poziomu 1500. Po przetestowaniu tego poziomu następuje wieloletni wzrost w okolice, przyjmijmy umownie 3000.

Jaki jest scenariusz ekonomiczny tego scenariusza technicznego ?


Do tej pory paliwem wzrostu było bezinflacyjne ożywienie gospodarcze. Powoli zaczyna się ono przeradzać w ożywienie z powrotem do naturalnej kreacji pieniądza poprzez kredyt hipoteczny. Gdy naturalna kreacja pieniądza powróci, FED będzie musiał zaprzestać luzować, co będzie naturalnym paliwem miękkiej bessy.

Zauważmy, że po tych wydarzeniach, gospodarka USA będzie bardzo dobrze skonsolidowana, jak Niemiecka po reformach 2002-2010. Na rynku będzie też około siedmiu roczników, a więc prawie 30 mln ludzi, którzy chcą wejść pełną gębą w dorosłe życie i American Dream.  Oznacza to potencjał kreacji pieniądza na około 10 mln * 300 tyś = 3 000 mld usd. Podobną sytuację, w trochę mniejszej skali, przeżywaliśmy w Polsce w latach 2004-2008.

Paliwem, w dosłownym sensie, będzie gaz i ropa łupkowa. Tańsza energia będzie też motywacją do przenoszenia produkcji do USA. Kolejnym motywem do powrotu produkcji blisko klienta będzie zrozumienie przez nową falę managerów zalet produkcji just-in-time i wagi elastyczności działania a nie odcinkowego cięcia kosztów.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-08-28 19:09
 Oceń wpis
   

W wakacyjnym nastroju chciałem napisać o wybiciu się S&P500 z 10-cio letniegi boczniaka, i o nadchodzącym nowym wspaniałym świecie. Chciałem napisać o nadwyżce budżetowej w Niemczech, i że na Renem ludziom powoli się we łbach przewraca od dobrobytu.

Muszę jednak napisać o Wig20usd. Indeks cały czas pozostaje w obszarze zacienienia czarnymi krukami (wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,trzy;czarne;kruki,93875.html). Dodatkowo, ostatnio widzimy 3 czarne kruki w wersji dziennej. Poprzednim razem, w czerwcu, po takim sygnale była konkretne wyprzedaż. Tym razem pewnie nie będzie takiego dramatu, ale i tak może kołysać, szczagólnie, że obligacje też pokazują odwrót od tej części świata.

 

Tagi: giełda, inwestowanie
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |