O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2015-09-06 18:56
 Oceń wpis
   

Tak się niefortunnie złożyło, że mam teraz w pracy coś, co można nazwać nowym rozdaniem. Nie jest to przewrót pokoleniowy, ale wykuwamy architekturę systemu na następne, co najmniej, pięć lat. Z wielu pobocznych aspektów muszę się w ekspresowym tempie dokształcić – praca pochłania mnie na tyle, że nie mam głowy do giełdy.

Zamiast analizować całą giełdę kilka słów o Apple – największej spółce w moim portfelu. Jeszcze przed wakacjami chciałem napisać negatywny wpis na ten temat w myśl linii, że nie po drodze mi z ludźmi z Beatsami na uszach. Teraz jednak, po solidnym spadku, byłaby to musztarda po obiedzie.

Apple Music jest tak konkretnie spartaczony, że aż człowiek zaczyna się zastanawiać, czy nie przenieśli działu oprogramowania do Redmond :-). Spotify jest znacznie przyjemniejszy w użytkowaniu niż Apple Music. Mi, poza obsługą programu, zależy też bardzo na treści i kuratorach treści – odpowiednich playlistach. Ostatnio mam fazę na wczesną muzykę fusion-jazz. Można tam znaleźć perełki, między utworami, nazwijmy to, trudnymi do słuchania. Tutaj taka perełka z youtuba. Dlatego zadbane playlisty są bardzo ważne.

We wtorek Apple przedstawi nowe smartfony i oczekiwania są bardzo umiarkowane. Od wielu lat model S to tylko podkręcona wersja modelu sprzed roku. Pytanie, co Apple pokaże poza telefonami. Można spodziewać się wejścia pełną parą w rynek przystawek do telewizorów. Apple TV był nowoczesnym rozwiązanie kilka lat temu, ale nigdy nie rozwinął w pełni skrzydeł – jak zrobił to ostatnio Amazon Fire. Siłą Amazonu jest ogromna biblioteka treści i metoda sprzedaży, ukrywająca przed konsumentem faktyczne koszty. Być może pojawi się też iPad Pro. Mam nadzieję, że się nie pojawi. Siła iPada było odcięcie się od komputera jako narzędzie pracy i skupienie się na komputerze jako narzędzie konsumpcji mediów. Większy iPad to będzie coś, co nie nadaje się ani do pracy ani do zabawy / edukacji.

Ciekawie wygląda sytuacja techniczna. Na świecach miesięcznych mamy formację trzech czarnych kruków – formację serii rozczarowań. Kurs jest nad średnią 20-sto miesięczną. Pozytywem była długa biała świeca na wykresie dziennym (widoczna tu jako ręka młotka) czyli niskie otwarcie i kilkuprocentowy wzrost. Oznacza to wyczyszczenie stop-losów. Podlewarowane pozycje nie jadą z nami.

 

 

Tak więc czekamy na wtorek. Od tego co Apple pokaże, ważniejsza jest jednak reakcja rynku we wtorek i w środę. Na prawdziwą reakcję rynku trzeba często poczekać jeden dzień. Największym ryzykiem jest, że Apple zacznie na siłę oferować coś, co ma generować wzrost poświęcając zyski i to coś jest DNA Apple – perfekcyjnie dopracowane szczegóły.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-08-24 20:15
 Oceń wpis
   

Zaczynam się zastanawiać, czy stoję po właściwej stronie rynku. Do tej pory było tak, że wszystkie wyprzedaże i nagle wybuchy paniki to były strachy na lachy i świetna okazja do zakupów. Tyle, że hossa ma już sześć lat, robi się stara. Tak, wiem, są ludzie, którzy twierdzą, że poprzedni kryzys się jeszcze nie skończył. Nie zmienia to jednak faktu, że na głównych rynkach minimum było uderzone w marcu 2009 roku, a na silnych rynkach, typu nasdaq w grudniu 2008 roku.

Z tym staniem po złej stronie rynku, chyba polega na tym, że ludzie nagle uświadomili sobie, że stoją po kolana na rynku, o którym wiedzą bardzo mało. Po redukcji portfela na początku zeszłego roku mam głównie Apple i niemiecką samochodówkę, do tego trochę krótkich pozycji na surowce. Tak się złożyło, że w międzyczasie oba te sektory mają ekspozycję na Chiny na poziomie 30% obrotów. W przypadku samochodówki, udział Chin w w zyskach może być znacznie większy niż udział obrotów, może to być w okolicy 60% a nawet więcej.

Pytanie więc, co będzie z Chinami, czy trafniej mówiąc z konsumpcją w Chinach. Do tej pory zakładałem, że Chinagedon będzie podobny do tego co było w USA w 2000 roku a w Polsce w 2007 roku – załamanie optymizmu i inwestycji, ale konsumpcja jeszcze przez długie lata trzymała się bardzo mocno. Przy tym scenariuszu firmy sprzedające do Chin są niezagrożone.

Patrząc na sprawę technicznie, S&P500 nie miał siły rosnąć, i gdy zakończył się czas na konsolidację ponad średnią 200-stu dniową zaczęło się załamanie. Pytanie kto sprzedawał – czy inwestorzy sprzedawali własne akcje czy algorytmy zajmowały krótką pozycję. Działanie algorytmów uruchomiło stop-losy. Jeżeli ten scenariusz jest prawdziwy, to mamy wytrącenie akcji ze słabych rąk, które może być fundamentem przyszłych wzrostów. Tak czy inaczej jeżeli indeks szybko nie wróci ponad średnią 200-stu dniową, to trzeba się poważne zastanowić nad tym, do czego przyzwyczailiśmy się przez sześć lat.

 

 

Z fundamentalnego punku widzenie, to co teraz widzimy jest podobne do wyprzedaży rok temu. Wtedy nie miałem ani cienia wątpliwości, to to tylko strachy na lachy i czyszczenie akcjonariatu. Teraz jest rok później. Muszę też powiedzieć, że spodziewałem się, że załamanie cen ropy sprzed roku da porządnego kopa gospodarkom Europy i mniej USA. To oczekiwanie się nie zmaterializowało – być może zrealizuje się później, być może wcale. Zobaczymy jak potoczą się najbliższe tygodnie.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-07-25 15:17
 Oceń wpis
   

Spójrzmy się raz jeszcze na główny polski indeks Wig20USD. Podczas mega hossy 2003-2007 rósł on w tempie 40% rocznie by w ciągu całego cyklu zwiększyć cenę czterokrotnie. Tą hossę trzeba odchorować.

 

 

Możemy założyć, że od października 2007 roku indeks znajduje się w trendzie spadkowym. Szczyt na giełdzie zbiegł się w czasie z wybraną wyborów przez Platformę Obywatelską. Możemy więc powiedzieć, że od wyborów w 2007 roku mamy na giełdzie efekt Tuska. Ten trend spadkowy został dodatkowo przecięty kryzysem płynnościowym z października 2008 roku.

Jesienią 2011 roku indeks uderzył o średnią 200-stu miesięczną. Ta średnia była potem wielokrotnie testowanym wsparciem aż od grudnia zeszłego roku, przez trzy lata. W grudniu 2014 roku średnia pękła i po kilku miesiącach została przetestowana od dołu. Z testowaniem od dołu łączy się formacja trzech czarnych kruków o której pisałem dwa tygodnie temu.

Czarna świeca to formacja rozczarowania. Formacja trzech czarnych kruków, w wersji Sienkiewiczowskiej nazywana formacją “chuj, dupa i kamieni kupa” to formacja serii rozczarowań. Jest to piąta taka formacja w ramach ostatniej dekady. Do tej pory była znakiem złym lub bardzo złym.

Trzeba jednak przyznać, że taka sama formacja, w 2003 roku poprzedziła wspomnianą mega hossę. Wtedy była to formacja serii rozczarowań i rezygnacji.

Jeżeli poruszamy się ramach tego trendu, to indeks jest obecnie wykupiony, i mamy wyrysowaną mniej-więcej formację ramię-głowa-ramię. Sugeruje to, że indeks powinien iść w kierunku dolnego ograniczenia kanału spadkowego. Czyli w okolice 400 usd. Tam możemy spodziewać się dna i prawdopodobnie zakończenia “Czasu Platformy”.

Poprzednie dno, z marca 2009 roku było w kształcie litery V. Zgodne z koncepcją zmienności, nowe dno powinno być raczej płaskie i raczej długie. Zanik zainteresowania. Zgon pacjenta. Rok bez obrotu na giełdzie. Pajęczyny na serwerach.

Dobrze by było, gdyby z tym nowym dnem łączyła się wymiana akcjonariatu. Może to być zrealizowane poprzez wymianę spółek należących do indeksu albo poprzez rekapitalizację spółek. Rekapitalizacja jest szczególnie prawdopodobne w przypadku banków i dużo banków zachodnich przeszło ją po kryzysie 2009 roku. Masowa prywatyzacja czy masowe rzucenie towaru przez OFE też wpisuje się w wymianę akcjonariatu.

Jeżeli tak się stanie, to za rok napiszę notkę – czas siania.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-07-19 09:09
 Oceń wpis
   

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że dominującym tematem nadchodzącego nowego rozdania będzie, obok nacjonalizacji OFE, rozwiązanie kwestii kredytów we frankach. Rozpoczynam więc cykl wpisów analizujących możliwe rozwiązania. Ponieważ temat jest delikatny, fakty i opinie będą pojawiały się w osobnych wpisach.

Dzisiaj wpis dotyczący faktów, a konkretnie techniczny przebieg przewalutowania kredytów w CHF na złotówki. Od razu dodam, że przez przewalutowanie rozumiem zmianę walut po obecnym kursie rynkowym. O konsekwencjach przewalutowania z częściowym umorzeniem długu będzie w następnym odcinku.

Zacznijmy od tego, że zakładam, dla uproszczenia, że bank sam zaciągał kredyt w CHF na noc (ON) i codziennie go rolował. Co wydarzyło się za kulisami, gdy klient zaciągnął kredyt w CHF ?

Bank w tym momencie zaciągnął kredyt w CHF na odpowiednią sumę. Uzyskane franki zostały wyjęte ze skarbca w Szwajcarskim banku, przetransportowane do Polski i sprzedane na wolnym rynku. Ilość franków w obrocie zwiększyła się, ilość złotówek pozostała stała, więc złotówka wzmocniła się wobec franka. Do operacji mógł włączyć się NBP, który wydrukował nowe złotówki i kupił za nie franki, które złożył w skarbcu. Kompensacyjna działalność NBP prowadzi do osłabienia złotówki.

Co noc bank spłaca stary kredyt zaciągając nowy kredyt ON. W zasadzie nic ciekawego się nie dzieje, poza przypadkiem, gdyby nagle nikt nie chciał bankowi pożyczyć pieniędzy na spłatę wczorajszego zadłużenia. Czyli mówiąc po ludzku, dopóki na rynku jest płynność, nic się nie dzieje. Na przełomie 2008-9 zdarzyło się, że tej płynności zabrakło i wtedy włączył się NBP i w porozumieniu z SNB zapewnił płynność we frankach.

Co miesiąc kredytobiorca kupuje na wolnym rynku franki i przynosi je do banku. Tego dnia bank spłaca stary kredyt nowym, pomniejszonym o ratę. Ilość franków w Polsce spada – jego cena rośnie (oczywiście i tu może włączyć się NBP kompensując podaż pieniądza).

Jak więc wygląda przewalutowanie.

By kredyt przewalutować, za kulisami muszą zajść dwie operacje. Po pierwsze, bank musi znaleźć złotówki. Bank zaciąga kredyty ON w złotówkach, za te złotówki kupuje franki i pozyskanymi frankami spłaca wczorajszy dług ON.

Zacznijmy od pozyskania złotówek. Gospodarstwa domowe mają 611 mld zł kredytów w bankach i 568 mld zł depozytów. Gospodarstwa domowe mają więc prawie 40 mld zł manka oszczędności, a powinny mieć przecież nadwyżkę, by finansować nią przedsiębiorstwa. Tutaj widzimy jeden z powodów udzielania kredytów walutowych – w Polsce nie było wystarczająco dużo oszczędności, by zaspokoić potrzeby pożyczkowe Polaków.

By przewalutować kredyt bank musi pozyskać pieniądze – albo oferując lokaty na wyższy procent, albo pozyskać kredyt zagranicą, ale w złotówkach, albo ograniczając udzielanie innych kredytów, np konsumpcyjnych. Z pozyskaniem złotówek łączy się więc wzrost stóp procentowych w złotówkach. Następnie bank musi kupić franki na rynku, co oznacza wzrost ceny franka, o czym pisałem wcześniej.

Teraz rozważmy masowe przewlutowanie, a więc przewalutowanie wszystkich kredytów w CHF. Jest tego 40 mld CHF. Oczywiste więc jest, że nie da się w ciągu jednego dnia na wolnym rynku kupić takiej ilości franków. Zaangażować musi się NBP, być może w porozumieniu z SNB. Użycie części rezerw walutowych jest zresztą uzasadnione – przyszły popyt na waluty po przewalutowaniu spada, więc potrzebne są odpowiednio mniejsze rezerwy.

Chcę to jeszcze raz podkreślić – każde masowe przewalutowanie kredytów musi odbyć się w porozumieniu z NBP i z udziałem rezerw walutowych NBP.

Krajobraz po przewalutowaniu

Po przewalutowaniu koszt obsługi kredytów wzrośnie. Kredytobiorcy nie będą płacić rat według niskiego liboru, tylko wiboru. Oprocentowanie kredytu wzrośnie o około 2-3 p%, czyli od typowego kredytu 150 kCHF o 1500 zł miesięcznie. Po przewalutowaniu kredytobiorca nie bierze już na siebie ryzyka walutowego ale cały czas obciążony jest ryzykiem stopy procentowej. Gdy stopy wzrosną, rata też wzrośnie. W zasadzie można zamienić kredyt na złotówkowy o stałym oprocentowaniu. W tym przypadku referencyjna stopa wynosi 3% a nie 1.5% jak w przypadku krótkoterminowego wiboru. W przypadku typowego kredytu oznacza to wyższą ratę o dalsze 750 zł miesięcznie, przy optymistycznym założeniu, że nagły popyt na kredyt długoterminowy nie zmieni długoterminowych stóp procentowych.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-07-08 19:00
 Oceń wpis
   

Gdy w kraju trwa festiwal przedwyborczych obietnic, nad warszawską giełdą zbierają się trzy czarne kruki. Przez ostatnie 10 lat ta formacja był wyrysowana cztery razy. Teraz jest piąty, choć piłka jeszcze w grze, do końca miesiąca pozostało kilka tygodni. Czego się o tej formacji dowiedzieliśmy ? W 2007 i 2011 roku mieliśmy załamanie o kilkadziesiąt procent. W 2010 roku trzy czarne kruczki zakończyły pierwszą falę hossy i poprzedzały słynny flash-crash. Czarne kruki z 2013 roku rozpoczęły dwu i pół roczną nędzę, zresztą zapowiedzianą w tym wpisie. Tylko raz, w poprzedniej dekadzie indeks wybił się ponad cień tej formacji, w 2010 roku, i też na bardzo krótko.

 



Co czeka nas teraz ?

Zakładam przy tym, że miesiąc skończy się na podobnych poziomach. Jeżeli tak się stanie to według mnie czeka nas załamanie i początek tego, co nazywam nowym rozdaniem. Możemy się spodziewać spadku w okolice 300-400 usd. Liderami spadku będą banki i Kghm. Tani pieniądz się kończy, a zasysające miedź Chiny zwalniają. Zaczyna się wielka smuta. Oczywiście jak zawsze pozostaje otwarte pytanie, jak rozłożą się spadki pomiędzy giełdę a złotówkę. 

Zdumienie

Ze względu na sytuację w Grecji, wybory i ożywienie dyskusji o kredytach we franków, dużo ludzi pisze i wypowiada się na temat gospodarki i zjawisk ekonomicznych. Muszę powiedzieć, że jestem zaszokowany stopniem ignorancji rodaków. Kwestia franków i technicznego przebiegu przewalutowanie, niezależnie po jakim kursie, doczeka się osobnego wpisu. Temat jest ważny, być możne nawet w tej dekadzie najważniejszy.

W międzyczasie PiS wpadł na pomysł opodatkowania aktywów banków. Sam pomysł nie jest od razu zły, choć diabeł tkwi w szczegółach (opodatkowujemy aktywa czy całą ekspozycję, aktywa czy pasywa i czy zależnie od jakości pasywów). Oczywistym jednak jest, że podatek, który ma trwale wynieść 30% zysków banków powoduje, że wartość banku spada o przynajmniej 30%. To “przynajmniej” do dodatkowy spadek ze względu na ryzyko polityczne. Spotkałem się jednak z opiniami na blogach, że to, że banki będą płaciły rok w rok 5 mld zł, wcale nie wpływa na cenę ich akcji (!). Wszystko to spekulacja, próba wymuszenia, a do tego odpowiedź na to co się dzieje w Chinach i Grecji. 

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-07-04 10:40
 Oceń wpis
   

"mafia banksterów nas doi" takie komentarze można znaleźć na forach, gdy na każde zawirowanie na świecie złotówka reaguje osłabieniem. W tym wpisie spróbuję na prostym modelu wyjaśnić, dlaczego każde zawirowanie prowadzi od, przynajmniej tymczasowego, osłabienia złotówki.

Cofnijmy się do średniowiecza. Jeden rolnik potrzebuje grabi do siana, których nie ma. Ma przed sobą dwie możliwości. Może znaleźć kogoś, kto mu te grabie na rok, za opłatą, pożyczy. Powiedzmy, za garnek pszenicy. Druga możliwość jest taka: codziennie ktoś ma zbędne grabie i pożyczy mi je nawet za jedno ziarenko. Pożyczając grabie codziennie od kogoś innego, jest taniej, ale bierzemy na siebie ryzyko płynności – któregoś dnia, nie będzie nikogo, by nam te grabi pożyczyć. Każde zawirowanie prowadzi też do tego, że mniej ludzi jest chętnych do dzielenia się swoimi grabiami, czyli musimy więcej płacić.

Ile zyskujemy, opierając się na krótkim pieniądzu ? Ten zysk, w obecnej sytuacji jest ogromny. w 2007 roku, 10-cio letnie obligacje miały rentowność 3.5%. Dzięki oparciu się o krótki pieniądz, zamiast płacić raty oprocentowane na 3.5% + marża, ludzie płacą raty na poziomie -0.5%  + marża. Zysk wynosi wiec 4% rok w rok. Od typowego kredytu na 200 tyś franków, oznacza to zysk 2600 zł miesiąc w miesiąc. Spore pieniądze.

Ceną tego gigantycznego zysku, ok 15 mld zł rocznie wszystkich frankowiczów plus zysk państwa na krótkoterminowym finansowaniu są chwilowe wyskoki złotówki. Banki muszą codziennie refinansować swoje kredyty w CHF przy przenieść niską stopę procentową na klientów. Według mnie, pojedyncze wyskoki złotówki to naprawdę niska cena.

Oczywiście oprócz wyskoków mamy też systematycznie osłabianie się złotówki, ale ma to już inne, strukturalne powody. Tutaj dochodzimy drugiego tematu, dlaczego franek jest mocny.

Pierwsza fala wzmocnienia w 2008 roku, to cięcie strat z procederu carry-trade. Nie tylko polskie nieruchomości były pędzone frankiem, ale też płynne aktywa w strefie euro. Podłożem tego wzmocnienia jest kryzys płynności 2008-2009. Od tamtej pory mamy jednak hossę, a frank mimo to się wzmacnia. Dlaczego ?

Odpowiedź jest oczywista, gdy przyjrzymy się naturze jest hossy. Jej liderami jest biotechnologia. Na wykresie widzimy, że indeks spółek biotechnologicznych w obecnej hossie wzrósł prawie 8 razy. Co to ma wspólnego ze Szwajcarią ? A no dużo. 30% eksportu Szwajcarii to farmaceutyki. Druga noga tej hossy to towary premium. Zaliczać tu można i Apple i niemiecką samochodówkę. Również Szwajcaria jest w tym segmencie mocna. Mimo wzmacniającego się franka Szwajcarski eksport trzyma się mocna. Można to inaczej powiedzieć – ponieważ Szwajcarzy mają do zaoferowania unikalny towar na który jest popyt ich eksport jest silny i powoduje wzmocnienie waluty.

 



PS. Wiem że moja pisanina to nudy. Gdybym napisał o spisku cyklistów z murarzami, bardziej bym do szerokiego ludu trafił.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-06-28 10:40
 Oceń wpis
   

Grecy spartolili ostatni rok koncertowo. Po koniec zeszłego roku sytuacja wyglądała optymistycznie – gospodarka zaczynała rosnąć a Grecja uplasowała pierwsze obligacje na wolnym rynku. Wyglądało to jak dno długiej recesji, po której następuje długi wzrost. Niepotrzebne wybory i nowa władza zmieniła wszystko. Niepewność polityczna i populistyczne obietnice doprowadziły do wstrzymania inwestycji i powrotu do recesji oraz spadku dochodów budżetowych.

Od pół roku śledzę sytuację w niemieckiej prasie. W styczniu, Minister Finansów twierdził, że nie ma planu B. W marcu zaczynał się chwiać w swojej pewności, obecnie plan B wygląda na najbardziej prawdopodobny.

Według mnie tu chodzi o coś znacznie więcej niż pieniądze, Grecja zwyczajnie nie pasuje do Europy. Kiedyś, przy innej dyskusji, rozmawiałem z ludźmi o Polsce, Rosji, Ukrainie i Zachodniej Europie. Polska mentalnie leży w zachodniej europie. Zastanawiałem się jak to ładnie zilustrować – stwierdziłem, że to co odróżnia Europę od Wschodu jest alfabet. Oczywiście, to co oddziela, to tradycja Łacińska od Prawosławia, ale emanuje się to właśnie poprzez alfabet. Grecja też nie ma łacińskiego alfabetu.

Regularnie czytam tabelki publikowane przez eurostat. To co mnie zawsze uderzą,  to że dane z Grecji są publikowane są z dwumiesięcznym opóźnieniem. To znaczy nie uderza mnie to, po prostu jest to ilustracji funkcjonowania administracji Greckiej.

Z drobiazgów, to co odróżnia Grecję od Niemczech, to jak organizowana jest wymiana pokoleniowa, przynajmniej na uniwersytetach. Tak się zdarzyło, że w greckiej grupie z którą współpracowaliśmy zmarł lider grupy. Nowym liderem została inna pracownica tej grupy, a prywatnie jego żona – przy czym kompletnie nie poradziła sobie ze zbudowaniem tego, na co grupa dostawała pieniądze. Worek bez dna. W Niemczech, gdy lider grupy odchodzi na emeryturę czy wieczny odpoczynek, rozpisywane jest ogłoszenie o pracę i na jego miejsce przychodzi człowiek o takich samych kwalifikacjach, a nie de facto z przypadku. Nie chcę tu winić konkretnych osób, bardziej właśnie generalną organizację społeczeństwa.

Wróćmy do rynku. Jeżeli będzie Grexit i nie będzie negatywnej reakcji rynku, to będziemy mieli hossę. Każde rozwiązanie, które ma sens i jest trwałe zmniejsza niepewność a tym samym jest pro-wzrostowe. Pozostanie Grecji też może być dobre, ale musi być na warunkach, w które da się uwierzyć, na ciągłym przeciąganiu tej telenoweli wszyscy tracą.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-06-22 22:25
 Oceń wpis
   

Patrząc się czysto techniczne, DAX wygląda bardzo apetycznie. Po wzroście z 8500 na 12500, czyli o prawie 50%, skorygował wzrost o 38%, dotykając drugiego zniesienia fibo. W zasadzie można powiedzieć, że wykres wyrysował korygującą flagę. Naturalną konsekwencją takiej formacji jest kontynuacja wzrostu. W zasadzie nie ma powodu, by druga fala tej formacji była inna niż pierwsza, co oznaczałoby wzrost w okolice 16 tyś.

W międzyczasie rośnie rentowność obligacji niemieckich i jednocześnie spada portugalskich. Oznacza to oczekiwanie na inflację, czy dokładniej mówiąc, inflacyjne rozwiązywanie problemów.

Przed produkcyjną częścią gospodarki stoją dobre czasy.

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-06-20 08:12
 Oceń wpis
   

15 Stycznia był szok i przerażenie. Pani premier w radiu mówiła, że potrzebne jest rozwiązanie systemowe w ciągu bardziej tygodni, niż miesięcy. Pięć miesięcy później nic się nie ruszyło. Frank spadł poniżej 4 zł, banki uwzględniły mocno ujemny Libor i sytuacja rozeszła się po kościach, zresztą zgodnie z moimi przewidywaniami. A czas ucieka.

Era taniego pieniądza się kończy. Każda hossa zaczyna się od fundamentów a kończy wynaturzeniem, a to co od roku mamy na rynku obligacji jest właśnie wynaturzenia przykładem i ukoronowaniem 30-sto letniej hossy. Stopy procentowe we frankach nie wzrosną jutro czy za pół roku, ale za roku już wzrosną. Za pół roku mogą “spaść na mniej ujemne”, co oznacza dla kredytobiorcy wzrost o prawie 1% (czyli orientacyjnie 500 zł miesięcznie). Problem trzeba rozwiązać systemowo, dopóki globalnie pieniądz jest tani – gdy będzie droższy, na takie rozwiązanie będzie już za późno.

Generalnie są dwie drogi. Pierwsza droga to ucięcie i zrealizowanie strat. Problem polega tu na tym, że kogoś trzeba tymi stratami obarczyć. Te straty powinni wziąć na barki kredytobiorcy, tyle, że przekraczają one ich wypłacalność. Następne w kolejce są banki, ale tu również straty mogą przekroczyć wypłacalność niektórych banków.

Druga droga to ucieczka do przodu. Pisałem o tym w styczniu. Znaczny wzrost gospodarki oparty na eksporcie. Tutaj rozwiązanie systemowe jest niestety jeszcze trudniejsze niż ucięcie strat.

Postawa frankowców, niestety, nie pomaga. Podejście: żadnych franków nigdy nie było – oszukali mnie, jest mało konstruktywna. Ludzie twierdzą, że zostali oszukani dlatego, że w oświadczeniu o zrozumieniu ryzyka walutowego pojawiła się liczba 20%. Jeżeli ktoś jednak bierze kredyt w w walucie na 30 lat, to niesprawdzenie jak kształtował się kurs w całym dostępnym okresie jest rażącą niedbałością. Im bardziej franakowcy będą żądać przewalutowania po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu, tym bardziej żadnego rozwiązania systemowego nie będzie.

Frankowcy i złotówkowcy

W mediach, ale też na tym blogu, pojawiło się hasło, by nie szczuć jednych na drugich. Niestety, te dwie grupy są po przeciwnych stronach barykady. Obecnie stopy procentowe są na absurdalnie wysokich poziomach właśnie po to, by utrzymać nienaturalnie wysoki kurs złotówki – by ludziom z kredytami we frankach nieba uchylić. Każda decyzja RPP służy albo jednym, albo drugi. Przynajmniej krótkoterminowo. Złe decyzje, długoterminowo, szkodzą obydwu grupą kredytobiorców.

Reflacja

Wytłumaczę to na przykładzie. W normalnych czasach firma produkcyjna sprzedaje towar za 100 zł. Struktura kosztów jest następująca: 60 zł materiał, robocizna i energia, 20 zł koszty stałe maszyn, amortyzacja, 15 zł to przypadające na jednostkę towaru koszty stałe firmy i wreszcie 5 zł to zysk. W średnich czasach cena spada do 95 zł, w recesji niżej. W zasadzie, dopóki cena nie spadnie poniżej 60 zł, firmie opłaca się produkować, ale poniżej 80 zł, zamortyzowane maszyny nie będą odnawiane.

Co stanie się, gdy po długiej recesji, podczas której cena spadła do 70 zł, nastąpi powrót do normalności ? Cena szybko wzrośnie do 100 zł. To nie będzie inflacja, to będzie tylko powrót do normalności. Takie coś Polsce niestety grozi, oczywiście w mniejszej skali, przykład jest podkolorowany. Od dwóch lat mamy deflację, a stopy mimo to na poziomie 1.5% - 2%. W tym czasie ceny powinny naturalnie wzrosnąć o 3% rocznie, mamy więc 8-10% wzrostu do nadrobienia.

Paradoksalnie, zbyt wysokie stopy podczas deflacji, wymuszą wyższe stopy podczas fazy wzrostu. Z jednej strony paradoks, z drugiej jest to oczywiste – jak pisałem, gdy cena jest poniżej 80 zł (w naszym przykładzie) zamortyzowany park maszynowy nie jest odnawiany. Niski poziom inwestycji oznacza niski potencjał produkcyjny, czyli wysoką podatność na inflację.

FED

Szczęśliwie, FED jest cały czas bardzo gołębi. Zabawa trwa dalej. Ale pamiętajmy, pierwsza podwyżka stóp w USA to będzie ostatni dzwonek. To nie będzie za pięć dwunasta, to będzie dwunasta. Za pięć dwunasta jest teraz. Napływające dane sugerują, że spowolnienie w poprzednim kwartale było sezonowe, napędzane zimą. Teraz zaczyna się nadrabianie, pozwolenia na nowe budowy domów dynamicznie rosną, nowe zwolnienia spadają na rekordowo niskich poziomów. Utrzymywanie zerowych stóp procentowych z miesiąca na miesiąc coraz trudniej uzasadnić.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2015-06-06 10:11
 Oceń wpis
   

Obowiązkiem FED-u jest zapewnienie stabilności cen w kontekście pełnego zatrudnienia.
Przez dekady, stabilność cen rozumiano jako inflację w okolicy 3%, przez ostatnią dekadę, cel został obniżony do 2%. Przez pełne zatrudnienie rozumie się poziom bezrobocia mniejszy niż 6%. Tutaj znowu trzeba wziąć pod uwagę różne definicje bezrobocia. W oficjalnej definicji (U3) ludzie zniechęceni szukaniem pracy nie są wliczani do siły roboczej, w wyższych agregatach (U5) już są. Przy poziomie bezrobocia w okolicy 5-6% ludzie zniechęceni zaczynają szukać pracy (z wykluczonych zamieniając się w bezrobotnych) naturalnie stabilizując statystyczną miarę U3.

FED działa racjonalnie ale nie mechanicznie. FED podejmuje decyzje na podstawie zbieranych danych statystycznych, tyle, że liczonych jest kilkadziesiąt różnych miar inflacji. Podobnie ze wszystkimi innymi parametrami makro-ekonomicznymi. FED kieruje się danymi, ale różne miary pozwalają na szerszą interpretację w zrozumieniu co naprawdę dzieje się w gospodarce. Przykładowo mówiąc – załamanie ceny ropy to inne zjawisko niż ceny spadające ławą.

Na jakie wykresy warto spojrzeć prognozując zachowanie FEDu ?

Zacznijmy od zatrudnienia. Jak widzimy, od dłuższego czasu zatrudnienie w USA rośnie w tempie 3 mln ludzi rocznie, czyli 250 tyś miesięcznie.  Zatrudnienie już dawno jest większe niż podczas szczytu poprzedniego cyklu gospodarczego. W zasadzie nie dziwi więc, że i główne indeksy giełdowe są wyżej niż w 2007 roku. Przyrost zatrudnienia zaczął też ostatnio przyśpieszać.

 

 

Powstaje pytanie, czy USA grozi niedobór kadr i rosnąca presja płacowa. Odpowiedź jest jednoznaczna – nie. Widzimy to na wykresie partycypacji. Partycypacja to liczba ludzie pracujących i bezrobotnych, podzielona przez liczbę ludzie w wieku produkcyjnym (15-65 lat). Jak pisałem wcześniej, w USA na rynek pracy wchodzi fala demograficzna zapewniająca wystarczającą podaż pracy.

 

 

Wróćmy do inflacji. Obecnie ceny są niższe niż rok temu. Wynika to w dużej mierze ze spadku cen ropy oraz następującym po nim spadku cen żywności. Tyle, że cena ropy spadła i obecnie od dłuższego czasu się stabilizuje na poziomie 40-60 usd/bbl. Na dwie dychy cena nie spadnie. Wynika z tego, że gdzieś w październiku skończy się efekt bazy, i inflacja wróci przynajmniej do poziomu inflacji core, wynoszącej ok. 2%.

 

 


Czyli kiedy ?

Nie wiem, a ci którzy wiedzą na pewno, raczej nie mogą się tą informacją dzielić. Pytanie, jaką strategię przyjmie FED. Czy będzie czekał z podwyżkami do ostatniego możliwego momentu, czy też będzie próbował jak zareaguje rynek podwyższając stopy wcześniej niż absolutnie koniecznie. Obecnie FED może podnosić stopy, choć nie musi. Jeżeli rynek będzie szedł swoim torem i nie będzie szoków, to późną jesienią zerowe stopy będzie już naprawdę trudno uzasadnić.
 

Tagi: giełda, inwestowanie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |