O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-03-22 14:04
 Oceń wpis
   

Nieuchronnie zbliżamy się do cyklicznej bessy. Zadajmy sobie pytanie jaka będzie bessa – analiza tego pytania przyniesie więcej korzyści, niż spekulowanie, kiedy bessa się zacznie. Dwie odpowiedzi natychmiast same się nasuwają. Po pierwsze ta bessa będzie inna niż poprzednie. Jest to obowiązująca na giełdzie zasada zmienności – zawsze jest inaczej niż ostatnim razem. Druga odpowiedz jest taka, że ludzie którzy nienawidzą FED-u, cz też mają żal do FED-u, będą mieć do niego jeszcze większy żal.

Jaka była poprzednia bessa ?

Poprzednia bessa była dewastacyjna. Doprowadziła do krańcowego niedowartościowania  akcji. Przykład z ostatnich dni to BMW, który się ostatnio pięknie z trendu bocznego wybił. Na dnie bessy akcje chodziły po kilkanaście euro. Obecnie spółka zarabia prawie 8 euro na akcję rocznie, a w ciągu ostatnich czterech lat zarobiła prawie 30 euro na akcję. Spółkę można było kupić za równowartość dwuletnich zysków. Przy czym nie mówimy tutaj o jakiejś egzotycznej spółce, której udał się nagły wzrost. Mówimy o spółce z dekadami tradycji i marką rozpoznawalną na całym świecie. Fundamentem tej dewastacji było przekonanie, że recesja nie będzie cykliczna, tylko wieczna. Spółki już nigdy nie będą zarabiały.

 

 

Po dewastacyjnych spadkach nastąpiło mocne odbicie, praktycznie bez korekty aż do maja 2010 roku. Pamiętam jak wiosną pięć lat temu każda audycja mówiła o “rajdzie głupców”. Wtedy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie, którzy zostali na peronie zaklinali, że to ci z akcjami są głupcami. Teraz widzę, że seria rajdów głupców była podczas bessy 2001-2003. Analitycy i audycje zawsze są zwarci i gotowi to przeanalizowania poprzedniej bessy. Obecnie prasa-radio-i-telewizja co jakiś czas ostrzega, że akcje mogą nagle runąć o połowę. Albo o 44.5%. To ten sam schemat. Wtłaczanie przyszłości w ramy przeszłości.

 

 

Chcę tu podkreślić, że gdy mówię o dewastacyjnej bessie nie mówię tu o dużych spadkach. Mówię tu o spadkach prowadzących do krańcowego niedowartościowania. Przykładowo, cena wielu modnych w hossie spółek bud-dew spadła o 80-90%, ale cały czas można było mówić o przewartościowaniu. Cena spadała z poziomu “kolonizacji księżyca, a może i Marsa” do ceny “będziemy robić drogi w Polsce”. Ta cena i tak była optymistyczna i nie uwzględniała, że drogi i baseny na Euro2012 będą budowane ze stratą wykonawcy.

Kolejną cechą poprzedniej bessy była mała zmienność sektorowa. Indeksy spadały w dzień o 10% i wszystkie spółki spadały o 10%. Ludzie bali się przyszłości jako takiej, a nie perspektywy konkretnego sektora czy spółki.

Jaka będzie więc bessa ?


Według mnie, aktywność będzie nie od strony indeksów a od strony sektorów. Nie będzie też krańcowego niedowartościowania. Jedynie najbardziej przewartościowane spółki wrócą do wycen uzasadnionych zyskami. Jednym z moich typów na spadki jest Amazon. Ta firma ma bardzo dynamiczny wzrost obrotów, spore wydatki na inwestycje i marże cienkie jak pergamin. Inwestorom się to podoba. Nagły spadek dynamiki wzrostu przychodów może doprowadzić do zrewidowania poglądu na zyski na nagłej wyprzedaży.

Kryzys płynności


Poprzednia recesja wynikała z kryzysu płynności. Z kryzysu przepływu pieniądza. FED wykazał się przytomnością umysłu i odblokował przepływ pieniądza. Poprzez skup aktywów pozwolił się też zdelewarować sektorowi prywatnemu. Według mnie, FED zasłużył na Pokojową Nagrodę Nobla.

Za to właśnie ludzie FED-u nienawidzą. Za to, że działał zgodnie ze swoim statutem i zdrowym rozsądkiem i nie pozwolił, by kryzys płynnościowy przerodził się w rozpad gospodarki i społeczeństwa. Ludzie, którzy zostali na peronie mają żal do FED-u, że nie kupili gdy była na to życiowa okazja.

Na wielu blogach można wyczytać, że FED jedynie odsunął kryzys w czasie, i teraz wróci on ze zdwojoną siłą. Kolejna bessa rozwieje te oczekiwania. Płytka bessa z dużą dynamiką sektorową i niewielką indeksową niczym nie będzie przypominała armagedonu.

O ile z poprzednią bessą łączyła się recesja, tak teraz z bessą będą szły świetnie wiadomości z gospodarki. Szczególnie z gospodarki od strony zatrudnienia i konsumpcji. Ta bessa to nie będzie czas smutku. Będzie to czas konsumpcji i ograniczenia inwestycji, by tą konsumpcję umożliwić.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-03-09 13:15
 Oceń wpis
   

Sytuacja demograficzna Polski nie jest zła, jest katastrofalna. W tym wpisie chce postawić dwie powiązane ze sobą tezy: po pierwsze, pokolenie powojenne przyznało sobie hojne świadczenia emerytalne, których młode pokolenie nie jest i nie będzie w stanie unieść. W związku z tym konieczne jest przeniesienie ciężaru świadczeń na ludzi starszych. Druga teza jest taka, że jeżeli sytuacja nie ulegnie radykalnej zmianie to w ciągu dwóch pokoleń Polska zniknie jako naród. Nie mówię tu, że PKB zmniejszy się o 10%, czy o czymś takim, mówię o biologicznej eksterminacji.

Pierwszy wykres przedstawia liczbę ludności w funkcji roku urodzenia. Dla łatwiejszej dyskusji ponazywajmy sobie pokolenia. Ludzie urodzeni od zakończenia wojny do roku 1960-go to pokolenie baby boomers (BB). Nastające po nim pokolenie niżowe nazywane jest pokoleniem X. Granice tego pokolenia to orientacyjnie 1960 rok do końcówki lat 70-tych. Kolejny wyż, dzieci pokolenia BB, to pokolenie Y. Następujący po nim niż lat 90-tych, to pokolenie Z. Obecnie pora już mówić o pokoleniu dzieci pokolenia Y, czyli o pokoleniu A (bo pokolenie Ź brzmi mało fajnie).

 

 

Ustalmy sobie teraz kilka faktów. Ze struktury demograficznej i oficjalnie obowiązującego prawa można policzyć liczbę emerytów. Pod pojęciem emeryt rozumiem tu osobę pobierającą dożywotnie świadczenie, nie wnikając jak to świadczenie się prawnie nazywa – czy jest to emerytura ZUS, KRUS, resortowa, czy renta rodzinna, jak formalnie nazywa się emerytura po mężu, do emerytów wliczeni są też renciści. Przyjmując stare reguły emerytalne – 65 lat dla mężczyzny i 60 lat dla kobiety – wychodzi, że w Polsce powinno żyć 2.24 mln emerytów i 4.9 mln emerytek. Zupełnie przy okazji widzimy, jak bardzo w Polsce uprzywilejowane są kobiety. Szczególnie starsze kobiety.

W każdym razie, w sumie emerytów powinno być 7.2 mln. GUS podaje jednakże, że emerytów jest 9 mln. Mamy więc nadwyżkę 1.8 mln emerytów w Polsce. Średnia emerytura wynosi 2 tyś zł miesięcznie, co przekłada się 43 mld zł  nadmiarowych emerytur rocznie. Mówimy tu więc o sporych pieniądzach. Gigantycznych pieniądzach. Obecna sytuacja utrzymuje się od końca lat 90-tych. Program wczesnych emerytur jest efektem ubocznym wprowadzenia OFE, a potem, gdy z paranoiczną polityką monetarną początku poprzedniej dekady przyszło wysokie bezrobocie, program wczesnych emerytur nabrał prawdziwego rozpędu. Możemy orientacyjnie powiedzieć, że młodzi emeryci w ciągu ostatniej dekady przejedli 400 mld zł – połowę Polskiego zadłużenia.

Zauważmy, że obecnie żyjemy w specyficznej dekadzie w cyklu pokoleniowym. Z jednej strony pokolenie BB jest cały czas na rynku pracy, w tym roku na emeryturę przechodzić będą mężczyźni z rocznika 1949. Ludzie urodzeni w latach 50-tych cały czas są na rynku pracy. Z drugiej strony pokolenie Y już jest na rynku pracy. Powinniśmy mieć nadwyżki produkcji nad konsumpcją, a i budżet rok w rok powinien mieć kilkadziesiąt miliardów złotych nadwyżki. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – ten czas obrastania w tłuszczyk został zmarnowany, w najlepszych demograficznie latach deficyt państwowy bił kolejne rekordy. Poprzedni raz podobna sytuacja demograficzna miała miejsce w latach 70-tych, gdy pokolenie BB wchodziło na rynek pracy.

Co przyniosą następne lata ? Patrząc na sam wykres wieku można dojść do wniosku, że za kilka lata przyjdzie emerytalne tsunami. Tyle, że tsunami już tu jest, jego front będzie więc rozmyty. Z sześciomilionowej kohorty pokolenia BB, prawie jedna trzecia jest już na emeryturze. NIe zmienia to jednak faktu, że w ciągu dekady przybędzie 3-4 mln emerytur, podczas gdy liczba ludzi w wieku produkcyjnym spadnie – na rynek pracy wchodzą coraz mniejsze roczniki z lat 90-tych.

Zauważmy tutaj ciekawostkę. Na wczesne emerytury przechodzili ludzie o niskich kwalifikacjach i perspektywach oraz święte krowy (resorty i górnicy). Normalnie pracujący ludzie, o wysokich kwalifikacjach i dobrych zarobkach nie byli zainteresowani wczesną emeryturą. Teraz ci ludzie będą przechodzili na normalne emerytury. Oznacza to, że nie będą produkować i płacić podatków, a po drugie, będą pobierać relatywnie wysokie emerytury. Oba te czynniki mają negatywny wpływ i na PKB i na finanse publiczne.

Zauważmy też, że w emerytalnym tsunami mieliśmy kilka lat wytchnienia. Dzięki ograniczeniu programu wczesnych emerytur w 2008 roku, przez ostatnie kilka lat mniej ludzi przechodziło na emerytury. Ci ludzie teraz będą przechodzić już na normalne emerytury, co cyklicznie pogorszy sytuację rachunków narodowych.

Podsumowując. W czasach, gdy powinniśmy obrastać w tłuszczyk, zadłużaliśmy się na potęgę – a przed nami zima. Obecnie system nie bilansuje się, jak więc ma się zbilansować w znacznie gorszym otoczeniu demograficznym ?

Wpis zrobił się już długi. Zostały jeszcze dwa tematy, na później. Pierwszy, to jak wyglądała liczba emerytów w czasach historycznych. Dane, które mam są bardzo dziurawe. W 1970 roku emerytów było poniżej 2.5 mln a dekadę później już 4.5 miliona. Tak czy inaczej, emerytów było o połowę mniej niż obecnie, przy wyższej liczbie pracujących. W 1980 roku pracowało 14 mln ludzi, a obecnie około 12 mln, przy czym pracujących w sensie, odprowadzających normalne składki, jest kilka milionów mniej.

Drugi temat, to mizeria pokolenia A. W zasadzie nie widzimy wyżu demograficznego a tylko kilka lat zatrzymania spadków. Pokolenie Y wyszło już z wieku rozrodczego, czy ściślej mówiąc, jest już po szczycie wieku rozrodczego. Obecnie pałeczkę przejmuje malutkie pokolenie lat 90-tych. Pokolenie Y ma dzietność na poziomie 0.65. Należy zadać sobie pytanie, jak to się stało, że tym ludziom nie dano szansy na dzieci. To jest obecnie najważniejsze w Polsce pytanie.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-02-13 20:09
 Oceń wpis
   

Obiecałem wpis o demografi, ale niestety muszę go opóźnić o jeszcze tydzień-dwa. To ważny temat i chcę go solidnie opisać, porobić dobre wykresy. Tak się składa, że przeprowadzam się, jestem więc w twórczym szale malowania (już skończone), składania mebli i pakowania klamotów. By coś napisać, lub przeczytać, mam tylko skrawki czasu. Do tego jutro odłączą mnie od netu, a nie wiem czy podłączenie w nowym domu uda się bez opóźnienia. Jadam w fast-foodach tak mi śpieszno :-)

Przeprowadzka, nie jest tak całkiem oderwana od tematów poruszanych tu na blogu. Rynek finansowy jest obecnie w takim miejscu, że najlepsze co można zrobić, to zająć krótką pozycję na długoterminowe obligacje. Kupiłem więc spory dom, w atrakcyjnej lokalizacji na duży kredyt na stopę stałą na 10 i częściowo na 20 lat w euro (w tej walucie zarabiam).

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-02-06 18:38
 Oceń wpis
   

W poprzednim wpisie napisałem, że podatek od aktywów jest tematem tabu. Widać to w komentarzach – obok głosów poparcia, nie pojawiły się głosy krytyczne, tylko oburzenie. Pojawiły się epitety: “żenujące” i akty strzeliste: “święte prawo własności”.

Mój poprzedni wpis odnosił się do propozycji Bundesbanku dotyczących krajów, które chcą wyciągnąć rękę w kierunku niemieckiego podatnika, co wielu czytelników przegapiło. Temat pociągnę, ale już koncentrując się na Polsce.

Planowałem przygotować odpowiedź na pojawiające się pytania, wątpliwości i inwektywy. Po kilku paragrafach zorientowałem się, że będzie to rzucanie grochem od ścianę. Bez ustalenia faktów dotyczących emerytur, sytuacji demograficznej, rynku pracy i wydatków państwa, cała dyskusja nie ma sensu. Szczególnie, że w sprawie emerytur pokutują mity zakorzenione w latach 70-tych, gdy emerytów było osiem razy mniej niż dzisiaj. Przygotuję więc najpierw wpis o emerytach i demografii, a potem odpowiem na wątpliwości. Znalazłem już w sieci zeskanowane strony z Małego Rocznika Statystycznego z lat 70-tych i z 1981 roku. Będzie nam to bardzo pomocne.

Można zadać pytanie – czy warto się tym tematem na blogu o inwestowaniu zajmować. Warto. Moje zrozumienie gospodarki jest mniej więcej takie. Gospodarka wpada w koleiny i w nich się rozpędza. Na giełdzie jest hossa, gospodarka rośnie. W pewnym momencie, gdy wagon jedzie szybko, okazuje się, że koleiny prowadzą na manowce. Potrzebne jest bolesne przestawienie wagonu i znalezienie nowych kolein. Na giełdzie panuje bessa, a gospodarka przechodzi recesję. Kupując akcje podczas bessy, trzeba mieć jakąś wizję w którym kierunku podążać będzie gospodarka i ta wizja musi być bliska temu, co faktycznie będzie rozgrywane. W żargonie giełdowym mówi się, że każda hossa ma swoich liderów. Boleśnie przekonali się o tym ludzie kupujący “okazyjnie” akcje modne podczas mega–hossy 2005-2007. Akcje budowlanki są teraz 70% niżej niż podczas dna bessy w marcu 2009 roku. 

Uważam, że w tym roku czeka nas przesilenie czy mini-bessa. Technicznie, na indeksie S&P500, testowanie szczytów z 2000 i 2007 roku od góry. W związku z tym, trzeba trochę wychylić się ponad codzienność, by zastanowić się, co zdominuje następnych kilka lat. Jak ustawić się pod nową hossę.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-02-02 09:02
 Oceń wpis
   

Bundesbank zaproponował, by kraje ze strefy Euro najpierw opodatkowały aktywa swoich obywateli, a dopiero potem wyciągały rękę w kierunku niemieckiego podatnika. Sprawa jest wieloaspektowa.

Po pierwsze, Bundesbank jest politycznym outsiderem. Teoretycznie, ECB jest następcą tradycji Bundesbanku, a jednym z elementów tej tradycji jest, zapisana w traktacie z Maastricht, zasada no-bailout. Ta tradycja poszła w kąt w 2010 roku. Wtedy też nastąpiła spora rotacja na najwyższych stanowiskach w Bundesbanku i w niemieckich przedstawicielstwach w ECB. Nie chcę tu oceniać, czy to co robi ECB od 2010 roku jest właściwe czy nie – chcę jedynie zaznaczyć, że jest jednoznacznie sprzeczne z traktatem w Maastricht.

Po drugie, w Polsce i Europie opodatkowanie własności jest tematem tabu. Osobiście nie mogę tego pojąć. Ja jestem akurat dość mocno opodatkowany, na rękę dostaje ok 60% tego, płaci pracodawca. Towary, które kupuję za opodatkowane pieniądze, też mają prawie 20% podatku VAT. Ludzie z tego powodu się nie buntują, ale wystarczy wspomnieć o opodatkowanie własności i rozpoczyna się piekło.

Trzy pokolenia po wojnie, bogaty nie jest ten, kto dużo zarabia, tylko ten, kto dużo posiada. Zauważmy, że gdy trzeba np. odnowić drogę, to płaci za to ten, kto najwięcej zarabia, a nie ten, kto ma największy dom. Kiedyś, nie miało to znaczenia – największy dom miał ten, kto najwięcej zarabiał. Obecnie, coraz częściej, jest to ten, kto nie miał rodzeństwa.

Dlatego jestem zwolennikiem katastru. W Polsce jest jeszcze kilka aspektów. Po pierwsze, centra wielkich miast zamieszkują babulinki. Biedniutkie babulinki z mieszkaniem o wartości w okolicach miliona złotych z pretensją do świata na niską emeryturę i głośne tramwaje. Kataster by wymusił na tych paniach przeprowadzkę dzielnice dla starych ludzi. Doprowadziłoby to do zwiększenia podaży mieszkać w centrum, a tym samym zapobiegło procesowi rozlewania się miast. A babulinka miałaby nagle sporo gotówki. Po drugie, Polska przeszła lata turbulencji. Często majątek zyskali ludzie przypadkowi lub wręcz nieuczciwi. Kataster by to trochę wygładził.

Zauważmy, że na podatkach od własności, połączonych z obniżką podatków dochodowych, zyskało by 95% a może i 99% społeczeństwa. Mimo to ludzie są przeciwni. Nie chcę tu tworzyć spiskowej teorii dziejów, ale coś jest na rzeczy.

Po trzecie – słoneczna Itallia. Sytuacja Włoch jest inna niż Hiszpanii, Portugalii i Grecji. Te trzy ostatnie kraje przez ostatnich kilkanaście lat kupowali na zagraniczny kredyt importowane towary. Teraz kredyt wysechł i kasa okazała się pusta. Mówiąc statystycznie, deficyt budżetowy połączony był z deficytem handlowym. W tej sytuacji pomoc międzynarodowa staje się jedynym wyjściem.

Sytuacja Włoch jest zupełnie inna. Włochy mają zrównoważony handl zagraniczny, zdarzają im się nadwyżki. Tak naprawdę Włochy mają konkurencyjną gospodarkę. Tak się jednak składa, że ta gospodarka jest bardzo nisko opodatkowana. Mówię tutaj oczywiście o faktycznym opodatkowaniu, zmniejszanym przez niewykazywanie obrotów. Włoski deficyt budżetowy generuje nadwyżki w krajowym sektorze prywatnym, to Włosi mają Włoskie obligacje. Było by bardzo niefajnie, gdyby kraj, który nie ściąga podatków z własnych obywateli wyciągnął rękę w kierunku niemieckiego podatnika. Tego boi się Bundesbank.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-01-25 14:12
 Oceń wpis
   

Tradycyjny podział na kapitał i pracę się już troszkę zużył. Obecne czasy definiuje tarcie między różnymi formami kapitału. Podstawową formą kapitału są materialne środki produkcji, czyli maszyny, domy i elektrownie, ale też prawa do własności intelektualnej. Kolejna forma kapitału to akcje, czyli prawo do części przedsiębiorstwa. Przy czym istnieje płynne przejście między materialnymi środkami produkcji a udziałem w przedsiębiorstwie, kluczem jest płynność posiadanego pakietu akcji. Kolejna forma kapitału to obligacje i instrumenty dłużne a ostatnia to prawo do świadczeń. Między akcjami a obligacjami istnieje płynne przejście, poprzez twory typu akcje uprzywilejowane oraz przez to, że można je a trzy minuty sprzedać i kupić coś innego. Pewna płynność istnieje też między obligacjami a prawem do świadczeń. W obu przypadkach jest to obietnica państwa, które co prawda nie ma środków, ale je jakoś na czas zorganizuje. Do kapitału nie zaliczam artefaktów dekoracyjno-rytualnych, czyli złota, kielichów i obrazów – są to towary konsumpcyjne.

Nie trzeba być Sherlockiem by dojść do wniosku, że społeczeństwu najbardziej służy kapitał w postaci materialnych środków produkcji. W przypadku akcji, przedsiębiorstwo najbardziej służy w tym miejscu, gdzie się materialnie znajduje, a nie w tym, w którym znajdują się akcjonariusze. Nie trzeba też być Sherlockiem by zorientować się, że z takim kapitałem łączy się największe ryzyko polityczne. Gdy rząd krajowy bądź międzynarodówka uzna, że w fabryce na być 40% rudych na stanowiskach kierowniczych, to właściciel może się tylko ukłonić. Może w ostateczności nową fabrykę wybudować w przyjaźniejszym miejscu.

Akcjonariusz tylko częściowo jest w lepszej sytuacji. Gdy w jakimś kraju zapowiada się oskalpowanie przedsiębiorstw, może szybko podjąć ucieczkę. Tyle, że gdy wszyscy uciekają, rynek szybko dyskontuje skutki oskalpowania. Zauważmy też, że w krajach rozwiniętych przez ostatnich kilka lata akcjonariusze przeszli dziesięcioletnią ścieżkę zdrowia. Całą zmienność sytuacji akcjonariusze musieli wziąć na siebie.

Świętymi krowami są dla odmiany posiadacze obligacji. Zauważmy, że kryzys 2008 roku wywołany był przez nadmierne zlewarowanie banków. Z bankrutujących banków akcjonariusze wyszli z pustymi rękami (i dobrze) ale właścicielom obligacji nie spadł włos z głowy. Państwo uratowało.

Elementem terapii szokowej, realizowanej w większości krajów na przełomie lat 70-tych i 80-tych, a w Polsce najpierw na początku lat 90-tych a potem na początku lat 2000 był znaczny wzrost stóp procentowych. Państwa, poprzez banki centralne obiecały, że będzie dbać, by ludziom pożyczającym państwu pieniądze włos z głowy nie spadł i że nigdy nie będą stratni. U szczytu terapii realne stopy procentowe sięgały 10% i więcej.

Jakie były tego efekty ? Kapitał przestawił się z inwestowania w fabryki na inwestowanie w obligacje. Dawało to wyższy zysk i pozbawione było ryzyka. W krajach które wprowadziły terapię szokową, produkcja przemysłowa spadła o 30%, i zwykle nigdy nie wróciła do starych poziomów. Dzięki obligacjom i finansowalności deficytów, państwo miało więcej pieniędzy na walkę z bezrobociem, które wytworzyło. Rykoszetem zyskali akcjonariusze, poprzez brak presji płacowej w przedsiębiorstwach.

Zauważmy ciekawostkę. Gdy na giełdzie są spadki, to nastrój społeczny jest: dobrze im tak spekulantom i kapitalistom. A to przecież akcjonariusze umożliwiają inwestycje w maszyny, które dają miejsca pracy. Gdy w ostatniej dekadzie raz się tak zdarzyło, że stopy procentowe były niższe niż inflacja, to było larum i Oberguru wzywał RPP by się sama rozwiązała. Właściciel obligacji, lub instrumentu dłużnego, jest świętą krową.

Powoli świat idzie jednak w lepszym kierunku. Od kilku lat w USA są ujemne realne stopy procentowe. Pękła bańka obligacyjna, choć nie ma jeszcze dewastacji portfeli. Mając instrumenty dłużne w banku można już stracić – jak na Cyprze.

Kolejną świętą krową są posiadacze prawa do świadczeń. Tutaj mamy ciekawostkę. Z jednej strony jest kapitał którego nie ma, ale z drugiej, emeryt, w szerokim pojęciu tego słowa, żyje z kapitału. Zauważmy też, że na obsługę zadłużenia Polska wydała w zeszłym roku ok 40 mld zł. Na emerytury, rozumiane jako dożywotnie świadczenie, poszło 185 mld zł, plus wydatki poprzez służbę zdrowia. Widzimy że kapitał zgromadzony w prawie do emerytur jest wielokrotnie większy niż kapitał posiadany przez ludzi w obligacjach. Dodajmy też, że latami ten kapitał jest uprzywilejowany – wzrost emerytur uwzględnia inflację i realny wzrost płac, a wzrostu bezrobocia, wzrostu świadczeniobiorców już nie.

Z połączenia dwóch obserwacji – kapitał w prawie do świadczenia jest kapitałem pozornym, oraz w tym, że mówimy tu o gigantycznym kapitale, w przypadku Polski około 4 000 mld zł, łatwo dojść do wniosku, że nastąpi tutaj jakaś forma bankructwa czy przycięcia włosów.

Co widzimy patrząc na ostatnich 30-40 lat ? Po pierwsze odpływ kapitału z form materialnych i akcji w kierunku obligacji. Jednym z elementów tego procesu jest wzrost udziału obligacji korporacyjnych w finansowaniu przedsiębiorstw. Efektem tego procesu jest wzrost niestabilności rynków finansowych – kapitał akcyjny bardziej uczestniczy we wzroście, ale też w stratach przedsiębiorstwa.

Po drugie widzimy stale rosnący kapitał pozorny w postaci prawa do świadczeń. Mamy eskalację rosnących obietnic, za którą nie idzie wzrost wypłacalność obiecującego.

Jeżeli pokolenie Y, do którego forpoczty należę, chce zobaczyć emeryturę bez eutanazji, to musi zapewnić dwie rzeczy. Po pierwsze musi zreindustrializować Europę. Człowiek, który chce zbudować fabrykę, musi być przez państwo bardziej chroniony niż właściciel obligacji i niż świadczeniobiorca. Kilka lat ujemnych realnych stóp procentowych są krokiem w dobrym kierunku. Krokiem w dobrym kierunku byłoby też zapewnienie stabilnej bazy energetycznej, niestety tutaj Europa, pod wodzą Niemiec, idzie w kierunku auto-kastracji. W dobrym kierunku idzie USA z gazem łupkowym. Po drugie, trzeba wprowadzić uczciwe zasady księgowości w systemie emerytalnym. Osobiście jestem zwolennikiem tezy, że  świadczenie emerytalne to zasiłek i należy dążyć do jak największego spłaszczenia emerytur, na poziomie, powiedzmy, 1300 zł miesięcznie, co da 140 mld zł rocznie.

Pomoralizowałem.  Jakie ma to znaczenie praktyczne ? Według mnie, należy się zachować przyzwoicie – czyli inwestować w środki materialne i stanąć po krótkiej stronie obligacji. Świetną ku temu metodą jest długoterminowy kredyt na stałą stopę procentową.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-01-06 15:10
 Oceń wpis
   

Czytelnicy spanikowali po moim noworocznym wpisie o ropie, i w dwa dni zwalili kurs o 5% :-) Na poważnie. Dzisiaj będzie rozwinięcie, dlaczego uważam że załamanie cen ropy będzie, po czterech latach stabilizacji, właśnie w tym roku, oraz o konsekwencjach dla reszty gospodarki.

Poprzednim razem przedstawiłem pobudki fundamentalne. Warto do tego dodać, że rolę FED uważam w całym procesie za drugorzędną, czy dokładniej mówiąc reaktywną. FED zacieśnia politykę monetarną nie dlatego, że tak podpowiadają mu anioły w głowie, tylko ze względu na rosnące zatrudnienie. Zatrudnienie, rosnące ze względu na reindustrializację, której nie byłoby bez taniego gazu z łupków.

Poza pobudkami fundamentalnymi jest jeden powód techniczny – trzy czarne kruki. Formacja ta została wyrysowana we okresie wrzesień-listopad poprzedniego roku. Widzimy, że jest to pierwszy taki sygnał w przez ostatnie lata. Trzy czarne kruki to formacja serii rozczarowań, która czasem prowadzi do załamania a czasem do bardzo długiej konsolidacji. Taka sama formacja wyrysowana przez wig20usd rok temu do tej pory stanowi barierę nie do przejścia.

 

 

Jakie będą skutki pasku ceny ropy? Zadajmy sobie najpierw pytanie jakie są skutki wzrostu cen ropy. W USA deficyt handlowy wynikający z importu ropy wynosi ok. 2% PKB. Wzrost ceny powoduje na papierze wzrost inflacji. Ludziom jednak zostaje mniej pieniędzy w portfelach, co wszelkie inne branże odczuwają jako deflacyjną recesję.

Pieniądze wracają jako popyt na obligacje. Wzrost cen ropy powoduje więc spadek rentowności obligacji, do poziomu równego czy niższego od poziomu inflacji i nadpodaż kredytu długoterminowego. Nie bez przyczyny wysokie ceny ropy zbiegły się w czasie z boomem kredytowym. Na rynkach peryferyjnych, petrodolary umożliwiają stworzenie jakiegokolwiek rynku kredytowego. Zauważmy, że jeszcze w 2002 roku wszystkich kredytów hipotecznych było w Polsce 15 mld zł. Teraz, tyle kredytów płynie co kwartał.

Co się stanie gdy cena ropy spadnie ?

Za spadkiem ceny ropy pójdzie spadek płynności na globalnym rynku finansowym. Nastąpi wzrost rentowności obligacji, szczególnie krajów uzależnionych od zewnętrznego finansowania. Wzrost rentowności bardziej dotknie Polskę niż Japonię.

Powoli, niektóre waluty już urywają się ze smyczy. Przykładowo Indyjska Rupia, w dwa lata straciła 50%. Piszę o rupii, z tego powodu, że to właśnie rupia a nie dolar, jest podstawową parą dla złota. Temat ten nie pojawia się w mediach głównego nurtu, ani w mediach “spiskowych”. To uwaga na marginesie, ale praktycznie wszystkie analizy rynku złota pomijają tego największego na świecie konsumenta błyskotek.

 

 

Poza wzrostem rentowności obligacji spodziewać się można spadków na giełdach. Przynajmniej tymczasowych. Spółki surowcowe i banki od razu odczują spadek zysków,  a zyski pozostałych spółek zaczną rosnąć dopiero po kilku miesiącach.

Obecna gospodarka coraz bardziej jest jak program komputerowy, a mniej niż buty zrobione przez szewca. Jest zdominowana przez koszty stałe. Napisanie programu jest bardzo kosztowne, jednak wyprodukowanie każdego egzemplarza nie pociąga za sobą kosztów. Tą samą dynamikę mają też filmy, książki, ale też procesory, komputery a coraz bardziej też samochody. Spadek cen ropy przełoży się na wzrost popytu na wszelki towary konsumpcyjne. Wzrost popytu przełoży się dynamicznie na wzrost zysków, gdyż koszty stałe rozłożą się na większą sprzedaż.

Nie do końca jest jasny popyt na dobra kapitałowe – maszyny, oraz na dobra luksusowe, typu Mercedes-Audi-BMW. Oba te rynki pędzone są przez klientów z krajów roponośnych a dużym producentem obu typów dóbr są Niemcy. Spadek cen ropy, może przełożyć się negatywnie na Niemiecką gospodarkę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-31 10:01
 Oceń wpis
   

W przyszłym roku sytuację globalną zdominują dwa czynniki – zacieśnianie polityki monetarnej przez FED oraz załamanie cen ropy. Oba te czynniki doprowadzą do radykalnego spadku globalnej płynności.

W zasadzie, to FED wyrywając się przed szereg zepsuł mi wpis. Ograniczanie programu luzowania ilościowego już jest faktem. Pytanie pozostaje otwarte w jakim stylu ograniczany będzie dodruk dolarów. Jeżeli będzie za wolne, to istnieje ryzyko, że za dwa lata trzeba będzie bardzo mocno przyhamować. Jeżeli będzie za mocne, to może doprowadzić do szybkiego załamania rynków finansowych.

Zauważmy jedną rzecz. Z punku widzenia normalnego człowieka, program QE był bardzo nieskuteczny. Czy mówiąc precyzyjniej, zanim zwykły człowiek odczuł QE minęło wiele miesięcy i lat. Podobnie będzie z zacieśnianiem. Człowieka, który ma kredyt na stopę stałą, w zasadzie nie obchodzi ile w danym momencie wynoszą stopy procentowe. Z tego wniosek, że przyjdzie pora, choć pewnie nie w przyszłym roku, że FED przesadzi z zacieśnianiem. Gdy ludziom po latach postu wrócą dobre humory, małe podwyżki stóp, których człowiek przecież nie odczuwa, humoru nie popsują. I FED będzie musiał przesadzić. Choć to pewnie jeszcze nie w przyszłym roku.

Tutaj kamyczek do krajowego ogródka. Gdy stopy procentowe dygną w Szwajcarii, w trzy dni wywoła to recesję w Polsce. Połączenie słabej złotówki i wzrost oprocentowania kredytów walutowych stanowi mieszankę wybuchową. Tutaj też zastrzeżenie, że w 2014 roku jest to mało prawdopodobne.

Moje obecne tezy nie budzą chyba w nikim kontrowersji. Flaki z olejem. Pora na kontrowersyjną tezę – załamanie cen ropy. Ta teza ma trzy aspekty.

Po pierwsze, tak już jest i będzie, że pieniądz idzie w siłę, a brak pieniądza idzie w słabość. Gdy zanika płynność, spada najpierw nie to, co jest najbardziej napompowane, tylko to, co jest słabe i mało ostatnio rosło. Według tego wzorca, zacieśnienie polityki monetarnej uderzy najmocniej w złoto i metale kolorowe oraz w ropę.

Po drugie, ruszają nowe odwierty. Rynek ropy to dwa duże rynki – ropa Crude Light oraz Brent. Do tego dochodzą małe lokalne rynki, skupiające kilka odwiertów i rafinerii. W prasie zaczęły pojawiać się informacje, że w niektórych lokalnych rynkach doszło do załamania cen. Są one o 10-20% niższe od cen na dużych rynkach. W nowym roku będziemy mieli cały czas dwa ważne czynniki – uchodzenie w okres użytkowania nowych odwiertów oraz podłączania małych rynków do globalnych ropociągów. To  wszystko zwiększy podaż ropy. U szczytu kryzysu, USA wstrzymało moratorium na nowe odwierty i teraz będzie to przynosiło efekt. Przełom na rynku gazu nastąpił w 2010 roku, w przyszłym roku bardzo prawdopodobny jest przełom na rynku ropy.

Po trzecie wreszcie, wzrost produkcji ropy zbiegnie się w czasie z zacieśnianiem monetarnym. Duże rynki typu Indie, Chiny, Brazylia albo wejdą w recesję, albo przynajmniej przyhamują. Spowoduje to globalny spadek popytu na ropę. Będzie to trzeci kamyczek do lawiny spadków.

Giełda.

Rok temu napisałem, że giełda musi się zmierzyć z poziomami z 2000 i 2007 roku. W tym roku napiszę to samo. Te poziomy trzeba przetestować od góry. Nie chcę wyrokować jak i kiedy. Najlepszy byłby scenariusz krachu – szybkiego załamania, po którym powracają wzrosty. Byłby to scenariusz krachu, jak letnia burza. Najbardziej prawdopodobny jest chyba jednak scenariusz męczącej rocznej konsolidacji.

Chciałbym tu jeszcze raz podkreślić, że ze spadkami na giełdzie łączyć się będą świetne wiadomości z gospodarki. W szczególności wzrost zatrudnienia i wzrost płac. Wraz ze wzrostem płac poprawiać się będą sytuację finansów publicznych, tak od strony deficytów, jak i jeszcze bardziej wskaźnika dług/PKB.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-30 14:45
 Oceń wpis
   

Dwie płynności. W Polsce można mówić o dwóch niezależnych źródłach płynności. Pierwsza płynność, to czynnik krajowy, drugi – globalny. Oba te czynniki żyją obecnie własnym życiem.

Na rynku krajowym mamy ogromną nadpłynność. Skąd się ona wzięła ? Latem 2012 roku Polska zaczęła wchodzić w recesję, która zresztą w połowie obecnego roku zaczęła się już kończyć. Ludzie zaczęli ograniczać zakupy importowanych towarów. Pierwszym efektem był spadek wpływów z tytułu podatku VAT. Drugim, trwalszym, efektem jest budowanie bazy płynnościowej. Ludziom zwyczajne pieniądze pozostały “w skarpecie”. Jest to zupełnie normalny mechanizm, przy czym kluczowe jest, by spadek popytu dotyczył towarów importowanych. Te pieniądze nie poszły w lokaty długoterminowe, które są ze względu na niskie stopy procentowe, nieatrakcyjne. Te pieniądze leżą na rachunkach bieżących oraz szukają szczęścia na giełdzie. Hossa na maluchach jest właśnie objawem krajowej nadpłynności.

Prognoza numer jeden jest taka, że ta nadpłynność w perspektywie kilku miesięcy pójdzie w towar. Statystycznie widoczne będzie to jako wzrost sprzedaży detalicznej a jeszcze silniej w statystykach wpływów z podatku VAT. Jeżeli pieniądze pójdą w towar zbyt dynamicznie, to może to oznaczać spowolnienie, a nawet zakończenie wzrostów na giełdzie, na maluchach.

Płynność globalna trzyma się od Polski z daleka. Jednym z objawów jest zachowanie dużego Wig-u. Przy czym Polska nie jest tutaj jakoś osamotniona, to samo dotyczy też pozostałych rynków wschodzących. Dalsze losy globalnej płynności zależą od FED-u i pani Yellen (Jeleń ?). Z tym, że napływ płynności można wykluczyć. Pytanie jest, czy będzie stabilizacja, ucieczka czy paniczna ucieczka. Tutaj świadomie unikam stawiania prognoz.

Stan ducha Narodu

Praktycznie od początku bloga piszę i alarmuje, że sytuacja demograficzna kraju jest katastrofalna. W tym roku temat ten trafił do mediów głównego nurtu. To bardzo pozytywne zjawisko – bez tematyzacji nie jest możliwe rozwiązanie problemu.

Ta tematyzacja niekiedy jest rzeczowa, niekiedy nieporadna a niekiedy groteskowa. Czytałem artykuł, którego autorem był były prezes z Łaski Bożej Pantoru czy innego ośrodka. Stwierdził, że co prawda z kraju wyjechało 18% populacji w wieku rozrodczym, ale nie dramatyzujmy, bo Polacy nie deklarują większej chęci wyjazdu do pracy za granicę niż inni Europejczycy. Rence opadają.

Oczywiście emigracja jest jednym z aspektów sytuacji demograficznej, jej fundamentem jest jednak niska dzietność. Nie ma w pełni wiarygodnych danych, ale sygnały pokazują, że Polski zagranicą mają dwukrotnie więcej dzieci niż w kraju. Są też sygnały, które pokazują, że kobiety o ustabilizowanej sytuacji zawodowej mają dwa razy więcej dzieci niż   kobiety z prekariatu. Sugeruje to, że młodzi chcą mieć dzieci – ale nie mają warunków.

Czekam, aż w mediach głównego nurtu ukaże się artykuł mówiący, że czas skończyć z uprzywilejowaniem emerytów. Że jest to niesprawiedliwe, by efekty cyklu gospodarczego musiała wziąć na klatę coraz mniejsza grupa młodych, a emerytom należy się jedynie podwyżka.

Media


Wydarzeniem roku 2012 było “odzyskanie” kwitnącego tygodnika “Uważam Rze”. W ciągu roku po zmianie redakcji, jego nakład spadł o 90%. Świadczy to o tym, że istnieje 100 tyś grupa ludzi, która jest świadoma tego co czyta. Nie łyka ciemnej masy, jak pelikany. To dobrze.

Gdy gazety należące do spółka Agora informują o spadku sprzedaży URz o 90%, czuć tam ton triumfu. Obawiam się jednak, że jest tam złość i zazdrość wobec redakcji Lisieckiego. Każdy dziennikarz chciałby mieć przecież świadomych i lojalnych czytelników. Redakcja starego URz odbudowała pismo praktycznie od zera i sprzedaje je w nakładzie ok 60 tyś sztuk.

W Polsce szykuje się przetasowanie sytuacji politycznej – całkowity rozpad Platformy a prawdopodobnie też i PiS-u. Te wydarzenia to jednak raczej pieśń 2015 roku, ze względu na wybory samorządowe, które są największą rozdzielnią ciepłych stołków. W tej perspektywie, sytuacja mediów staje się coraz ważniejsza, gdyż tradycyjnie, nowe ugrupowanie polityczne powstają wokół bazy medialnej, wyrażającej dany sposób myślenia.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2013-12-28 13:08
 Oceń wpis
   

Tradycyjnie z końcem roku nadchodzi czas spojrzenia w przeszłość i przyszłość. Patrząc w przeszłość, to co najbardziej zaskakuje we wpisach sprzed roku to oszczędność prognoz. Można zadać pytanie: dlaczego nie krzyczałem, że przed nami jeden z najlepszych lat w historii dla S&P500 ?

Gdy pod koniec listopada 2012 roku zauważyłem pięknie skonsolidowany wykres i obicie się od dna, napisałem: “pora na Świętego Mikołaja”. Na jednym z forów, napisałem: “zapinamy pasy i lecimy w kosmos” i to była trafniejsza diagnoza :-) Tak czy inaczej pora na rozliczenie prognoz w pojedynkę.

Polska

Prognozowałem płytką recesję, bez odpalenie progów zadłużenia sektora finansów publicznych. Z recesji wyrwać Polskę miała poprawa bilansu handlowego (zmniejszenie importu i poprawa eksportu) oraz globalna płynność. Teraz można dodać, że pomógł też globalny spadek cen paliw.

Rok temu napisałem, że ten scenariusz – recesja, która nie prowadzi do przebudowy gospodarki i funkcjonowania państwa – to wcale nie jest dobry scenariusz. Recesja pokoleniowa tak czy inaczej przed nami, a lepiej byłoby w nią wejść z tłuszczykiem (obligacje w OFE …) niż na chudego.

Podsumowując, moje prognozy były celne, ale, patrząc z dzisiejszej perspektywy były też banalne.

Europa

Tutaj kula w płot. Rok temu pisałem, że dominantą gospodarczą może być wzrost płac w niemieckiej gospodarce. Statystycznie, wzrost płac jest niewiele większy od inflacji. Pojawiły się jednak ogniska wzrostu. W szczególności wzrosły pensje w produkcji, wrosły też pensje w wielu branżach z regulowanymi tabelami płac. O 14% wzrosły płace pracowników na pół etatu w produkcji, co świadczy chyba jednak bardziej o zwiększeniu liczby godzin. Spadły premie w branży finansowej i ubezpieczeniowej. Patrząc na ogólną liczbę, nic się nie dzieje. Patrząc na szczegóły widać sporą dynamikę zmian, z której, coś się wykluje.

USA

Prognozowałem wzrost cen nieruchomości, który odetka rynek kredytów hipotecznych. Jak pisałem kilka tygodni temu, ceny nieruchomości wybiły się górą z kanału bocznego, a odblokowanie rynku kredytowego zostało potwierdzone przez FED, który zaczął ograniczać program ilościowego luzowania.

Po drugie pisałem, że giełda musi się zmierzyć z poziomami w 2000 i 2007 roku. Indeks S&P 500 te poziomy “dogonił i przegonił”.

Podsumowując

W zasadzie od początku tego blogu piszę, że obecnie rynki wschodzące będą w odwrocie i będzie to trend trwający dekadę, lub dłużej.  Kwitły będą przy tym rynki centralne – USA, Niemcy. Niektórzy zarzucali mi nawet anty-polonizm.

Co prawda nie napisałem rok temu, że S&P500 wzrośnie o 30%, DAX o 25%, a duży wig kilka procent spadnie, ale ten scenariusz wpisał się trafnie w ogólny duch tego bloga i moje własne pozycje inwestycyjne.

Pewnym zaskoczeniem była śmieciowa hossa. Za sprawą krajowej nadpłynności, swoje pięć minut mają różne bytomie i inne zgrane karty. Z mojego punku widzenia jest to bardziej egzotyczna ciekawostka, niż ważne zjawisko. Zaskoczeniem była taż mega-hossa na spółkach typu NG2. W zasadzie nie można im nic zarzucić (choć to nie moja bajka), tyle że jest to spółka, którą rozłożyć może jedna nietrafiona kolekcja. W aktywach jest towar, którego sprzedaż kosztuje więcej niż koszt produkcji. Nie za bardzo widzę, dlaczego inwestorzy tak bardzo cenią tą (i tego typu) spółkę. Moja subiektywna ocena byłaby 80% niższa niż obecna cena.

Podsumowując –  dla mnie był to rewelacyjny rok.

 

Tagi: giełda, inwestowanie
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |