O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-10-04 11:43
 Oceń wpis
   

Po dwóch tygodniach certolenia się z poziomem 1215 złotu spadło poniżej 1200 usd za uncję. Impulsem spadków był najnowszy raport z amerykańskiego rynku pracy, pokazujący piękny wzrost zatrudnienia. Pozytywna była też struktura zatrudnienia, które rosło ławą w praktycznie wszystkich kategoriach, co jest świetną informacją dla enklaw do tej pory wykluczonych z tynku pracy.

Równe silnie co złoto, zareagował dolar, wobec złotówki wzrósł o 1.8%, wobec euro o 1.25%. Ze względu na tą ogromną dynamikę dolara, by odczytać trend, na złocie trzeba spojrzeć przez perspektywę wszystkich najważniejszych walut.

Indie

Kluczowa, według mnie, rupia cale zamieszanie przespała. Rynek zamyka się o 12:00 naszego czasu. Pierwszy wykres przedstawia kurs złota w rupii przez ostatnie dwa lata. Kluczowy poziom 737 jest wizytowany szósty raz. Co prawda raz zdarzył się jednodniowy wyskok poniżej tego poziomu, ale zawsze po odbiciu następowały wzrosty. Betonowe wsparcie. Jeżeli ten poziom padnie, to złoto będzie najtańsze od 2011 roku.

 

 

Jeżeli cena będzie najniższa od kilku lat, to coś może pęknąć w percepcji wartości złota w Indiach. Gdy miliard uncji jaki Indyjczycy mają pochowany po szkatułkach pójdzie w ruch, to świat nie znajdzie tyle celulozy, by tą podaż odebrać. Na dzisiaj kluczowe jest, jak piątkowe wydarzenia przełożą się na cenę rupii w dolarach i złota w rupii. Sytuacja jest otwarta.

 


Dolar

Złoto zamknęło się na najniższym poziomie tygodnia od 2010 roku. O przełamaniu wsparcia będzie można mówić jednak dopiero po przełamaniu poziomu 1180. Złoto ostatnio tak ma, że długo testuje dany poziom, a po impulsie spadków, obsuwa się codziennie, bez korekty – powoli ale konsekwentnie. Czy i tak będzie tym razem ?

 

 

Teraz pora na rysunek krążący po internecie, który ma sugerować, że cena 1200 to twarde dno, i może być przełamane jedynie chwilowo. Wykres jest w formacie jpg, dlatego ma tak słabą jakość – jpg jest kompresją fraktalną i świetnie kompresuje zdjęcia czy filmy, ale fatalnie ostre krawędzie. Do grafiki należy używać formatu png.

 

 

Wykres przedstawia koszt wydobyć uncji złota. Cienka linia, to koszt jaki osiąga 50% wydobywanego złota. Gruba linia, to koszt osiągany przez 90% kopalni, a linia przerywana, ma dodane koszty kapitałowe. Tak czy inaczej, jak widzimy, większość kopali, ma na zlocie całkiem dobry zysk. Po drugie, cena wydobycia systematycznie rośnie, wraz z rosnącą ceną. Im wyższa cena, tym bardziej opłaca się wydobywać z mniej wartościowych źródeł. Gdy cena spadała w latach 90-tych, cena wydobycia też spadała.

Czy ten wykres, to dowód na twarde dno na poziomie 1200 ? Według mnie nie. Kopalnie złota od kilku lat nie zabezpieczają się kontraktami – sprzedają złoto na bieżąco po cenie spot. Jeżeli kopalnia ma cenę wydobycia 1200 i cena spada do tego poziomu, to optyka się zmienia. Do tej pory optyka była taka: cena złota rośnie – zarabiam więcej, cena spada – zarabiam mniej. Teraz optyka robi się niesymetryczna: cena złota rośnie – zarabiam więcej, cena spada – idę do piachu. W tej sytuacji rozsądny zarząd zabezpieczy jak najszybciej całą przewidywalną produkcję kontraktami S. Kopalnie będą sypaczami. Spadek ceny, na zmniejszenie produkcji, przełoży się z opóźnieniem kilkuletnim.

Europa

Na koniec wisienka na torcie, czyli wykres złota w euro. Wykres złota w euro stoi w miejscu ze zmiennością na poziomie 4%. Nie widać dramatyzmu ostatnich kilku tygodni. Przez wiele miesięcy, złoto waliło głową w sufit. Ta kreska nie jest przypadkowa – jest to drugie zniesienie harmoniczne całego wzrostu ceny złota w poprzedniej dekadzie. Tak się złożyło, że szczyt siły złota w 2011 roku zbiegł się ze szczytem słabości euro. Złoto, licząc w euro skorygowało się dużo silniej, niż w innych walutach, i teraz odpoczywa w kluczowym technicznie punkcie.

 

 

Podsumowanie

Następne tygodnie przyniosą rozwiązanie zagadki i okazję by zarobić lub stracić. Względnie zanudzić się, jeżeli będzie konsolidacja.

Sam mam dużo różnych pozycji na złocie – kontrakty i opcje. W środę rozliczyła mi się październikowa seria opcji, z zyskiem około 250%. Kupiłem od razu serię listopadową (strike 1200). Zamierzam też dokupić opcje daleko poza pieniądzem z serii grudniowej. W przypadku konsolidacji, człowiek traci pieniądze, ale w przypadku dużych spadków, jest to możliwość grania z dużym lewarem, bez ryzyka odleszczenia stop-lossem.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-09-27 09:38
 Oceń wpis
   

Życie byłoby łatwiejsze, gdybym miał pod ręką instrument do stanięcia po krótkiej stronie indeksu Russel 2000. Indeks małych spółek ma za sobą rewelacyjny poprzedni rok, wzrósł o 20%. W tym roku trwa konsolidacja i chyba pora też na głębszą korektę.

Na pierwszym wykresie widzimy, że średnie kroczące zbiegły się, czyli indeks jest skonsolidowany. Nastąpiło też wybicie dołem, z zakresu średnich, ale nie nastąpiło jeszcze wybicie dołem z zakresu konsolidacji. Dalszy ruch w dół wyrysuje formacje dwóch szczytów z ramionami.

 

 

Z szerszej perspektywy możemy szukać celów ewentualnej wyprzedaży. Na wykresie widzimy siatkę fibo narysowaną od dołka w 2009 roku. Naturalny cel to zniesie harmoniczne tuż powyżej poziomu 1000 punktów. Kolejne cele to psychologiczny poziom 1000 punktów, oraz średnia 200-stu tygodniowa w okolicy 900 punktów.

 

 

Teoretycznie, po konsolidacji mogą być spadki, ale też wzrosty. Co do wzrostów jednak nie jestem przekonany, sprawy zaszły ciut za daleko i potrzebne jest wychłodzenie atmosfery, większy szacunek dla pieniądza. Piszę tu szczególnie o rynku przejęć.

Ostatnio czytałem, że SAP przejął jakąś spółkę za 8 mld usd, finansowanej kredytem na 10 mld usd. Zlustrowałem tą spółkę: obroty na poziomie 0.5 mld i dość szybko rosną, zysk oczywiście zerowy albo symboliczna strata. To co mi się nie podoba, to struktura kosztów – większość kosztów to Selling, General and Administration. Ludzie się uwijają to i sprzedaż rośnie. Tyle, że taki wzrost nie stanowi dla inwestora żadnej wartości. To co stanowi wartość, to gdy świetny produkt albo nowa technologia pozwala zwiększać sprzedaż bez zwiększania kosztów – następuje wtedy eksplozja zysków. Wspomniana spółka na R&D wydaje jakieś 50 mln usd rocznie. Czyli za 8 mld kupujemy coś, co da się zbudować za dwieście milionów. Również argumentacja współ-prezesa SAP mnie nie przekonała – “kupujemy dostęp do rynku większego niż ma Amazon i eBay razem wzięci” ? Prowadzi człowiek biznes, czy leczy kompleksy ?

Wnioski praktyczne


Tych, jak wspomniałem, brakuje. Na małe spółki nie ma odpowiedniego instrumentu, a duże spółki, które nie robią głupot, nie są przegrzane – co nie znaczy, że nie powinniśmy mieć technicznej zwałki by przetestować szczyty z 2000 i 2007 roku. Spółki które robią głupoty spadają jednego dnia o 5% czy 10%, ale na tym jednorazowym spadku trudno zarobić prywatnemu inwestorowi.

Przyglądając się wykresowi SAP przychodzi mi jednak do głowy  praktyczny wniosek. Wykres jest płaski od dwóch lat. Nie trzeba być Szerlokiem, by postawić stop-lossa na poziomie 63 euro. Być może warto wyszukać płaskie wykresy, z niewielkim ryzykiem w przypadku wybicia górą i czekać, aż spółki wpiszą swoje radosne przejęcia w pole “strata”. Wspomniany SAP ma w wartościach niematerialnych ponad 16 mld euro, przed wspomnianym przejęciem. Jest co odpisywać.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-09-20 12:25
 Oceń wpis
   

Zaangażowałem się ostatnio w krótkie pozycje na złocie, i siłą faktu czytam trochę blogi o inwestowaniu w złoto. Kilka lat temu, czytając podobne blogi miałem wrażenie, że jest to klub miłośników spiskowej teorii dziejów. Dzisiaj wygląda to bardziej jak sekta. Gdy ktoś zasugeruje, że cena złota na Comexie nie jest wynikiem manipulacji kartelu, jest przeganiany jako troll lub piąta kolumna. Realna cena złota na dziś wynosi 5000$, a wkrótce będzie 10 000 $.

Inwestowanie w złoto w świecie zachodnim opiera się na teorii globalnego resetu. System monetarny upadnie, ze względu nie niespłacalne długi, i wtedy ludzie zwrócą się w kierunku jedynego metalu, który zachowuj wartość od pięciu tysięcy lat – złota. Dzisiaj zajmiemy się więc teorią niespłacalności zadłużenia.

Sytuacja zadłużenia państw


W Polsce obsługa zadłużenia pochłania około 40 mld zł rocznie. Wypłaty emerytur to 200 mld zł rocznie, a służba zdrowia to kolejne 150 mld zł. Wynika z tego, że świadczenia wobec emerytów, zakładając że 2/3 wydatków na służbę zdrowia też idą w emerytów, to 300 mld zł rocznie. Obsługa ujawnionego zadłużenia, przy tym zobowiązaniu, to orzeszki, kwiatek do kożucha. Jeżeli chcemy prawdziwego resetu, to zamiast bankructwa potrzebny jest program eutanazji. Samo bankructwo niewiele zmieni, a przy całkowitej eliminacji emerytur, spłacenie wszystkich długów zajmie trzy lata.

Problemem zachodu nie jest zadłużenie, ale zobowiązania państw wynikające z systemu emerytalnego. Jest tu kilka rozwiązań. Pierwsze, to stopniowe wydłużanie wieku emerytalnego, połączone z obniżaniem i spłaszczaniem świadczeń. Jest to najlepsza droga. Druga droga, to skokowe ruchy, jak w Polsce, gdzie w dekadę temu, na emeryturę przechodziły 50-cio letnie kobiety. Ich córki, przejdą na emeryturę w wieku 67 lat – czyli o 17 lat wydłużono wiek emerytalny, na przestrzeni pokolenia. Ta droga jest być może połączona z programem cichej eutanazji.

Wywłaszczenie z obligacji


Przez ostatnią dekadę, większość państw, była w stagnacji przeciętej deflacyjną recesją. Ten fakt jest odwzorowany cenie obligacji. Obecnie duża część obligacji jest wyemitowana z kuponem w okolicach 2%. By ludzi z tych obligacji wywłaszczyć, nie potrzeba resetu. Jeżeli przez następne lata będziemy mieli 3% inflację i 2% wzrost gospodarczy, to nominalny wzrost gospodarczy wyniesie 5%. W tej sytuacji, po 10 latach, zadłużenie spadnie o 25% w stosunku do PKB, czyli do bazy podatkowej. Dodam, że w większości krajów, inflacja niższa niż 3%, to zjawisko rzadkie. Ostatnio, do tak niskiej inflacji jesteśmy przyzwyczajeni, ale z perspektywy pokolenia, czy całego okresu powojennego, jest to unikalne zjawisko – i zarezerwowane tylko do bardzo silnych produkcyjnie gospodarek.

Wiele państw przeszło głębokie strukturalne reformy. Niemcy generują nadwyżkę budżetową w kontekście bezinflacyjnej stagnacji. Gdy zacznie się inflacyjny boom, posiadacze obligacji zostaną na peronie.

Przez dłuższy czas myślałem o krachu na obligacjach, ale ostatnio coraz bardziej klaruje się inny scenariusz: gospodarki rosną w bezinflacyjnym kontekście. Obligacje utrzymują swoją nominalną wartość, ale nie partycypują we wzroście gospodarczym, to najsprytniejsza metoda wywłaszczenia. Po kilku latach, wraz z rosnącą inflacją obligacje zaczynają się również nominalnie obsuwać. Dlaczego osuwanie a nie krach ? Wspomniane Niemcy, jak i wiele innych krajów, przeszły gruntowne reformy, i w kontekście rosnącej gospodarki będą one generowały nadwyżki budżetowe, tym samym podaż obligacji na rynku pierwotnym będzie niewielka.

Dolar jako waluta rezerwowa


W systemie Bretton-Woods, dolar był podstawową walutą rezerwową, wymienialną, dla banków centralnych, na złoto. Teoretycznie, zabezpieczenie w złocie było podstawą uprzywilejowanej pozycji dolara. W 1971 roku dolar przestał być związany ze złotem – i co ? I nic. Wynika z tego, że dolar jest walutą rezerwową z zupełnie innych powodów.

Podstawą globalnej gospodarki jest wolny handel, a podstawą wolnego handlu jest bezpieczny transport morski. USA patroluje oceany i zapewnia bezpieczeństwo transportu morskiego. Dzięki temu właśnie waluta USA jest walutą międzynarodową.

Na patrolowanie oceanów USA wydaje 600 mld usd rocznie. Wiem, że zabrzmi to niemodnie, ale patrolowanie oceanów, to przysługa, jaką USA daje, za darmo, reszcie światu. Po świcie krąży 6 trylionów dolarów w amerykańskich obligacjach. To 10 lat patrolowania – wcale nie jakoś specjalnie dużo. Gdyby ktoś chciał przejąć rolę nowego hegemona, to musi wziąć na siebie ten koszt. Czy Chiny, które traktują Tajwan jako zbuntowaną prowincję, a mimo to, nie mogą przejąć nad nim kontroli, są do tego gotowe ?

Czy może być tak, że hegemon nie może być tak wielkoduszny, by patrolować globalne szlaki handlowe ? Czy może być tak, że koszty patrolowanie, są znacznie niższe niż zysk hegemona ? Takie coś się już raz zdarzyło, chodzi o “kryzys III wieku”. Nastąpiła wtedy kaskadowa deglobalizacja i centrum życia, na następne kilkaset lat, stał się lokalny zamek. Jeżeli już jesteśmy przy historii antycznej, w czasach tuż przed rozkwitem Rzymu, modne było w literaturze snucie kasandrycznych wizji. W okresie upadku, jedyną formą literacką były panegieryki.

Podsumowując

Uważam, że funkcjonujący obecnie system nie upadnie. A jeżeli z jakiś względów kiedyś upadanie, to konsekwencje mogą być zupełnie inne, niż się nam dzisiaj wydaje. Każdy kryzys jest inny.

Choć uważam, że świat był by lepszy, gdyby zamiast inwestować w złoto, ludzie inwestowali w nowe fabryki, elektrownie i wykształcenie nowego pochodzenia, to spekuluję na złocie, by zarobić, a nie by być kieszonkowym mesjaszem.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-09-14 08:38
 Oceń wpis
   

Cena złota przebiła lokalne wsparcie na poziomie 1240 usd. Następne w kolejce jest  wsparcie to poziomie 1180 i to  właśnie wparcie ma kluczowe znaczenie dla długoterminowej ceny złota. Po pierwsze są to minima z poprzedniego roku, minima formacji chorągiewki, będącego konsolidacją po załamaniu z wiosny 2013 roku. Jeżeli to wsparcie pęknie, to wykres wyrysuje formację placniętej bańki. Będzie najniżej od 2010 roku. Może to uruchomić tryb: ratuj kapitał, czy co z niego pozostało.

 

 

Ludzkość posiada 180 tysięcy ton złota – 6 miliardów uncji. Przy obecnej cenie, ma to teoretycznie wartość 7.5 tryliona dolarów. Teoretycznie, bo nie ma tyle celulozy na świecie, by wydrukować 75 miliardów studolarówek. Nie wszystkim uda się odzyskać gotówkę.

Poziom 1180, wydaje się dzisiaj bardzo odległy, przyzwyczajeni jesteśmy do ceny w okolicach 1300, ale dwa tygodnie obsuwania, jak w mijającym tygodniu, i będzie po sprawie. Odkąd rynek odkleił się od średniej 200-stu dniowej, którą dokładnie przetestował, osuwa się systematycznie z korektami trwającymi jedynie kilka godzin. Co będzie jutro czy za tydzień nie wiadomo, ale zakładam, że maszyna ruszyła  i tej maszyny nie da się łatwo zatrzymać. To, że maszyna ruszyła, nie pozostawia już dziś większych wątpliwości. W jednym z poprzednich wpisów, był komentarz, że ze złotem może by tak lub na odwrót – na dzisiaj jest to 90% na spadki, 10% na konsolidację lub wzrosty.

Jeżeli 1180 padnie, to gdzie szukać wsparć ? Patrząc da wykres z perspektywy ostatnich kilkunastu lat, od początków wzrostu w w 2001 roku, kolejne wsparcia to poziomy Fibo w okolicach 1090, 890 i średnia 200-miesięczna w okolicy 750. Po drodze jest jeszcze psychologiczny poziom 1000 usd za uncję.




Patrząc z perspektywy czterech dekad, widzimy, że poziom 1180, na którym zatrzymała się ostatnia wyprzedaż, to drugie zniesienie Fibo całego ruchu wzrostowego.  Kolejne wsparcia to 980, 760. Warto też zwrócić uwagę na linię trendu, która obecnie jest na poziomie 660. To powinno być twarde dno.


Spójrzmy bliżej na linię trendu. Sugeruje ona, że cena złota rośnie 6% rocznie, czyli 10-cio krotnie w ciągu 4 dekad, i raz na pokolenie idzie w zabańczenie. Czy ten trend musi trwać ? Czy istnieje jakieś fundamentalne zjawisko, które zaczęło się w 1970 roku a kończy się teraz ? Odpowiedź brzmi: TAK. Po wojnie USA było eksporterem ropy, by w okolicach 1970 roku stać się importerem netto. Ta sytuacja zaczęła zmieniać się w okolicach 2010 roku, gdy za sprawą gazu łupkowego, USA poprawia systematycznie bilans energetyczny i zaczyna stawać się exporterem netto surowców energetycznych. Dolary płyną w odwrotnym kierunku niż ropa, gdy USA jest exporterem netto ropy, globalna płynność dolarowa spada. Coraz więcej złota, goni coraz mniej celulozy.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-09-06 10:22
 Oceń wpis
   

Sezon ogórkowy dobiega powili końca i pora ruszyć w nowy rok. Dziś na rozgrzewkę krótki przegląd wykresów oraz prasy-radia-i-telewizji. Zacznijmy od złota. Póki co, mamy powolne, męczące, obsuwanie się. Wszystkie przełamane wsparcia są dokładnie i z nabożeństwem testowane od dołu. Obecnie kurs jest poniżej średniej 200-stu dniowej, a kurs liczony w rupii wyraźnie odkleił się od średniej 200-stu tygodniowej. Na krótkich pozycjach mam ok. 20-30% zarobek, ale czekam na znacznie więcej. Wczoraj, po słabych danych z amerykańskiego rynku pracy – w więc po najważniejszych danych sterujących polityką monetarną – kurs zrobił wyskok na jedynie kilka minut.

 

 

Z nadchodzącą jesienią zaczęły się targi elektroniki, a producenci waśnie teraz zaczynają pokazywać nowe modele, przygotowane na sezon świąteczny. W efekcie na Apple mieliśmy dość intensywne odleszczanie. Jabłka pokazują nowy telefon i zegarek we wtorek. Zegarek z gigabajtem pamięci. Tak się składa, że w momenciem, gdy potrzebowałem większej gotówki, Apple był krańcowo niedowartościowany, i sprzedawałem inne spółki. Zmniejszenie portfela, plus, wzrost kursu spowodował, że Apple to teraz ponad 30% mojego portfela. Tak, wiem, do zbyt duża ekspozycja jak na jedną spółkę. Tak czy inaczej, czekamy na wtorek – co Apple pokaże i jak zareaguje rynek. Ostatnio kurs dawał, jak to się mówi, dużo radości, więc i oczekiwania są duże.

Powstanie Warszawskie i Inflacja


W sierpniu wróciła dyskusja o Powstaniu Warszawskim – czy warto było.  Chciałbym zwrócić uwagę na dwa ważne drobiazgi, które mają nie tylko znaczenie historyczne, ale rzutują na codzienne życie i na teraźniejszość. Po pierwsze, ludzie którzy twierdzą, że powstanie było błędem lub szaleństwem są w defensywie. W normalnym świecie, gdy ktoś wydaje cudze pieniądze, albo ryzykuj cudze życie i zdrowie, to on musi udowodnić, że robi dobrze. Musi udowodnić ponad wszelką wątpliwość. W Polsce mamy na odwrót – władza nie musi nic udowadniać, to władzy trzeba udowodnić że spaprała sprawę koncertowo – dopiero wtedy można mówić o jakimś potępieniu czy konsekwencjach. Im kto wyżej, tym bardziej bezkarny – dlatego jest, jak jest.

Druga sprawa jest ważniejsza. Jak zdegenerowane musi być społeczeństwo, które postawiło na stanowisku generała człowieka, który wysłał dzieci z kijami, przeciwko wojsku. Ci generałowie nie spadli z powietrza, systematycznie pięli się w górę. Jak zdegenerowani musieli być ci, którzy ich promowali.

Idąc tym samym tropem myślenia, można się zapytać, jak zdegenerowane jest społeczeństwo, które do Rady Polityki Pieniężnej wybrało muminków, którzy nie potrafią ogarnąć czteroletniego cyklu Kitchina. RPP już przegapiło półtora roku, które zmarnowała, na obniżenie stóp procentowych. Teraz będzie jeszcze czekać, i zacznie zapewne obniżać, pojawią się już siły reflacyjne, i gdy będzie czas na podwyżkę. Tak jak w 2012 roku, RPP zachowa się procyklicznie. Członkowie RPP nie spadli z księżyca, ci ludzie porobili kariery naukowe. Jak zdegenerowane muszą być uniwersytety, skoro ich profesorowie nie potrafią ogarnąć prostego wykresu ?

 



Dysonanse medialne


Przeczytałem ostatnio tekst, w poczytnej kiedyś gazecie, pod tytułem “Gospodarka na turbonapędzie”. Chodziło o to, że co prawda w drugim kwartale gospodarka rozwijała się wolniej niż w pierwszym, ale o 0.1% szybciej niż GUS podał w pierwszym szacunku. Zastanawiam się, o czym świadczy, takie szukanie pozytywnych informacji na siłę. Gospodarka jest w stagnacji, i trzeba to przyznać. Czy mówienie o wzroście 3.3% “turbonapęd” znaczy, że na więcej nie ma co liczyć ?
 
We wrześniu rozpoczyna się też, jak co roku, od sześciu lat, rytuał związany z budżetem. Do tej pory oficjalna wersja była taka, że za rok, deficyt będzie już poniżej 3% PKB i Polska zacznie wywiązywać się z podpisanych umów międzynarodowych. We wrześniu okazuje się, że za rok to jeszcze jednak nie, ale już w następnym roku to na pewno. Powodem jest tradycyjnie kryzys w strefie euro. Dysonuje to z informacjami, że w Niemczech – największym Polskim partnerze handlowym – budżet ma od trzech lat nadwyżkę, a w tym roku, po półroczu, jest ona największa w historii.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-07-25 09:50
 Oceń wpis
   

Dzisiaj dalej o złocie. Złoto od miesiąca wali głową w sufi. Patrząc przez pryzmat rupii, mamy konsolidację na poziomie 790, z jednorazowym wyskokiem do poziomu 805. Takie walenie głową w sufit, to wymarzona sytuacja dla technika. Postawienie stop-losa, a tym samym kontrolowanie ryzyka jest banalnie proste. W naszym przypadku, ryzyko wynosi nie całe 2%, gdy kupujemy po 790 a stop-losa ustawiamy w okolicy 805.

 

 

By po to ryzyko warto się było schylić, potencjał zysów powinien być przynajmniej trzykrotnie wyższy niż ryzyko. Czyli potencjał spadku musi być przynajmniej 6%. Jeżeli złoto ma znajdować się w trendzie bocznym, w którym trwa od roku, to potencjał zysku z krótkiej pozycji jest większy niż trzykrotność ryzyka. Opłaca się. Sam przez ostatni miesiąc zbierałem małe porcyjki. Im dłużej trwa konsolidacja, tym więcej porcyjek się nazbiera.

 

 

Jaki jest potencjał spadków ? Jeżeli ktoś ma fantazję, to może powiedzieć, że nie po to XAUINR walczy ze średnią 200-tygodniową, by się dalej konsolidować. Patrząc na XAUUSD możemy powiedzieć, że mieliśmy nagły spadek z 1700 do 1300, a potem roczną konsolidację – formację stożka,  która jest formacją kontynuacji trendu. Następny powinien być ruch kontynuujący spadek, typu 300-400 punktów.

Podłoga pod złotem może się urwać w każdej chwili.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-07-13 11:25
 Oceń wpis
   

Dziś dwa tematy, które nie poruszą rynku, ale w długiej perspektywie mogą mieć znaczący wpływ na trendy. Pierwszy temat, to wprowadzenie płacy minimalnej w Niemczech na poziomie 7.50 euro za godzinę.

Rok temu czytałem w Wirtschaft Woche analizę, kto dostaje niższą niż ta kwota pensję. Są to trzy główne grupy: pierwsza grupa, to kobiety pracujące na pół etatu, którym bardziej zależy na elastyczności w pracy niż na euro więcej – mają dobrze zarabiających mężów. Druga grupa, to ludzie pracujący w najprostszych usługach, bez kwalifikacji. Wreszcie trzecia grupa, to pracownicy produkcji we wschodnich landach Niemiec.

Wprowadzenie płacy minimalnej będzie “pejczem produktywności”. Pracodawca zapłaci więcej, ale będzie musiał zwiększać produktywność. Albo lepsze maszyny, albo przyciśnięcie do większego się uwijania, albo wzrost cen. W przypadku sektora usług w bogatszych landach obstawiam właśnie ten trzeci scenariusz plus wzrost szarej strefy. W przypadku produkcji we wschodnich Niemczech, sytuacja jest otwarta.

Wprowadzenie płacy minimalnej pociągnie za sobą dwa dodatkowe procesy. Po pierwsze związki branżowe podniosą swoją siatkę płac, by odsunąć się od ustawowej płacy minimalnej. Każdy związek chce, by ich minimum było wyraźnie wyższe od ustawowego. Spowoduje to globalny wzrost płac w całej “zorganizowanej” części gospodarki.

Po drugie, wzrośnie wartość pracy inżynierów i managerów. Gdy ktoś buduje maszyny, które pozwalają zaoszczędzić pracę niewykwalifikowanego pracownika, to wartość jego pracy z dnia na dzień rośnie o 20%, bo o tyle wrósł koszt niewykwalifikowanego pracownika. Za wzrostem wartości pracy podąży z czasem i pensja.

Ogólnie rzecz biorąc, wprowadzenie płacy minimalnej będzie miało inflacyjny charakter. W obecnej sytuacja to zaleta. W Niemczech od pęknięcia bańki dot-com płace są w stagnacji, oczywiście u tych, którym nie pocięli trzynastek i premii, jak w sektorze publicznym. Wzrost pensji w Niemczech będzie też wytchnieniem dla krajów z peryferiów strefy euro.

Pozwolenia na budowę

W Polsce rozpoczyna się proces znoszenia pozwoleń na budowę. Mam tutaj bardzo mieszane uczucia. Chaos przestrzenny obniża standard życia i w dłuższej perspektywie jest bardzo kosztowny. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy obowiązujące regulacje ten chaos ograniczają, czy wnet przeciwnie – czy go nie powodują. Przykładowo, regulacje tępią gęstą zabudowę, której jestem zwolennikiem.

Wraz z uproszczeniem procesu budowlanego i ewentualnego zwiększenia podaży ziemi budowlanej nastąpi wzrost aktywności budowlanej. Czyli wzrost gospodarczy. Nastąpi też jednak spadek cen nieruchomości. I tu zaczyna się problem – te nieruchomości są zabezpieczeniem kredytu. Banki w swoich aktywach mają wartość czasu straconego na użeranie się z urzędnikami. Jaka jest obiektywna wartość tego czasu ?

Dopóki nikt nie mówi “sprawdzam”, banki udają, że problemu nie ma. Ale gigantyczna dziura między wartością kredytu, a wartością zabezpieczenia w systemie bankowych jest faktem. Tą dziurę można szacować na 100 mld zł – to tyle, ile zyski banków przez 10 lat.
 
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-06-29 08:30
 Oceń wpis
   

Największy indeks wyrażony w dolarach szykuje się do większego ruchu. Z jednej strony można wierzyć, że indeks pozostaje w długookresowym trendzie bocznym. a ostatnio właśnie odbił się od jego górnego ograniczenia. Ten trend boczny jest w cieniu trzech czarnych kruków z początku 2013 roku.

 

 

Z drugiej strony można wierzyć, że indeks znajduje się w średnioteminowym trendzie wzrostowym rozpoczętym latem 2012 roku. Urok tej teorii polega na tym, że latem 2012 roku zaczęło się brutalne hamowanie gospodarki, co zwykle jest punktem przełomowym dla giełdy – uderza o minimum i rozpoczynają się cykliczne wzrosty. Mówiąc o trendzie wzrostowym nie mamy jednej linii trendu, ale kilka równoległych linii. Wykres jest dość poszarpany.

Obie linie oddziela obecnie niecałe 10%. Albo zwycięży trend boczny, co oznacza spadki w okolice 700, a może i niżej, albo trend wzrostowy, co sugerowałoby atak w okolice 900-1000. Czas na konsolidację się kończy.

 

 

Patrząc na wykres na świecach tygodniowych, widzimy, że wykres jest skonsolidowany – średnia 200-stu tygodniowa jest płaska i dochodzi co niej średnia 50-cio dniowa. Średnie chcą wyrysować formację złotego krzyża. Czyli na wzrosty. Jak będzie – się okaże. Konsolidacja trwała prawie rok, więc po wybiciu można spodziewać się, że to co się wykluje będzie obowiązywać przez następnych kilka-kilkanaście miesięcy.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-06-19 18:09
 Oceń wpis
   

DAX doczłapał się do poziomu 10 000 punktów. Gdy dotknął tego poziomu pierwszy raz, dziennik “Die Welt” skomentował to tekstem na trzeciej stronie pod tytułem “Powód do radości ?”, czy dokładniej “Powód do Jubileuszu ?”. Tak właśnie wyglądają obecnie Niemcy – faktyczny boom gospodarczy połączony ze sceptycyzmem medialnym. Tak samo było w Polsce w 2005 roku.

S&P500 też jest blisko jubileuszowego poziomu 2000. A wiemy, że w 2000 roku było załamanie. Indeksowi S&P500 do okrągłej liczby brakuje kilku procent. W takich chwilach, przychodzi czas refleksji i pytanie – co dalej.

Z jednej strony, techniczne, naturalna byłaby korekta i przetestowanie od góry poziomów hossyz  z 2000 i 2007 roku. Fundamentalnie, akcje są cały czas tanie. Są co prawda znacznie droższe niż w 2009 roku, ale wtedy świetną spółkę można było kupić za równowartość dwuletnich zysków. To se nie vrati.

Kluczowa prawda o rynku jest taka, że porusza się od przesady do przesady. Nigdy od przesady do równowagi. Katastrofalne niedowartościowanie z 2009 roku będzie prowadziło do ogromnego przewartościowania w przyszłości. Postawiłem też kiedyś tezę, że giełdzie udzieli się trochę szaleństwa z rynku obligacji – dawałoby to wycenę S&P500 w okolicy 6000 punktów.

Polska.

W Polsce jest odwrotnie niż w Niemczech i odwrotnie do tego, co było w 2005 roku. Media trąbią, że miszczostwo-świata, najlepszy-pkb-wzrost-w-europie  a rzeczywistość jest, jaka jest – mizerniuchna. W marcu 2013 roku napisałem o formacji trzech czarnych kruków na indeksie wig20usd. Wtedy napisałem, że czarna świeca to rozczarowanie, a trzy czarne świece, to formacja serii rozczarowań. Ta analiza była poprawna, ale mało kreatywna. Obecnie bym powiedział, że trzy czarne kruki to formacja “chuj, dupa i kamieni kupa”. Wspomniany indeks cały czas jest w cieniu tej formacji.

 

 

By w Polsce zagościły trwałe wzrosty, musi się spełnić jeden ze scenariuszy: albo musi powrócić moda na rynki egzotyczne (nie zapowiada się) albo Polska musi pokazać, że jest cywilizowanym, europejskim krajem (też się nie zapowiada).

Dodruk pieniądza

Dodruk pieniądza to drażliwy temat. Nie jestem jego dogmatycznym przeciwnikiem. Gdy spada M2, bank centralny powinien dodrukować pieniędzy, tak jak robi to obecnie FED. Dla przypomnienia, w Polsce, recesja zaczyna się, gdy wzrost M2 rośnie 5% r/r. Sytuacja wymagająca dodruku raczej się więc nie zdarza.

Rząd właśnie przyjął ustawę, która daje prezesowi NBP jednoosobową władzę nad dodrukiem pieniędzy i przekazaniem ich ministerstwu finansów, poprzez BGK. Według mnie, szef opozycji, powinien powiedzieć trzy zdania, by ten projekt uwalić: “Przyjdzie pora, że dojdziemy do władzy. Przyjdzie pora, że będziemy mieć swojego szefa NBP. I wtedy skorzystamy z tej ustawy w pełnej rozciągłości”.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-06-14 11:10
 Oceń wpis
   

Indeks implikowanej zmienności indeksu S&P500 wybił się dołem z rocznego trendu bocznego. Przez dłuższą część hossy trwającej od 2009 roku indeks implikowanej zmienności, VIX, był świetnym oscylatorem. Jego spadek zapowiadał krótkoterminowe przegrzanie, a podczas korekty następowała eskalacja zmienności.

Na wykresie widzimy ostatnie daw lata. Kurs porusza się formacją UUU, z płaskim dnem i chwilową eskalacją zmienności – korektą na indeksie bazowym. Teraz kurs zszedł na niższą półkę.

 

Myśląc logiką ostatniej hossy, tak znaczny spadek zmienności jest zapowiedzią większej korekty. Można to łatwo uzasadnić. W przybliżeniu, im mniejsza zmienność, tym węższe stop-losy, więc zmiana kursu może szybko prowadzić do lawiny zamykanych stop-losów. Dokładniejszy opis można znaleźć w starszym wpisie.

 

 

Spójrzmy na ostatnie 25 lat zmienności. Mieliśmy dwa okresy bardzo niskiej zmienności. Pierwszy to okolice 1995 roku. Zauważmy, że wtedy dojrzała hossa zamieniła się w szaleństwo późnych lat 90-tych. Podczas tego szaleństwa, zmienność rosła razem z indeksem, co można interpretować, że ludzie nie bali się spadków, tylko, że przegapią pociąg. W strefie makroekonomicznej mieliśmy wtedy operację miękkiego lądowania. FED-owi udało się schłodzić gospodarkę i obniżyć oczekiwania inflacyjne bez wywoływania recesji. Wydawało się wtedy, że recesja jest pieśnią przeszłości, i możliwe jest takie sterowanie gospodarką, by jej uniknąć.

Drugi okres, to szczyt mizernej, na rynkach centralnych, hossy zakończonej w 2007 roku. Po tej hossie przyszło załamanie indeksów i eskalacja zmienności. W strefie makroekonomicznej była to cisza przed burzą. Podczas burzy wydawało się, że recesja się nigdy nie skończy, a jakikolwiek wzrost gospodarczy, czy zyski operacyjne spółek, są pieśnią przeszłości.

Więc teraz ?


Czy nie za bardzo jesteśmy przywiązani, do ostatnich kilku lat ? Główne indeksy mają obecnie wskaźnik C/Z na poziomie 12-15. Obligacje, mają ten współczynnik na poziomie 50-80. Ludzie nie liczą na zysk, chcą jedynie uniknąć zmienności. Gdy zmienność na giełdzie przez dłuższy czas będzie utrzymywała się na niskim poziomie, akcjom może udzielić się szaleństwo panujące obecnie na rynku obligacji. Gdy niska zmienność będzie przyciągać kapitał, będzie to prowadziło do dalszego spadku zmienności, który będzie przyciągał kapitał …

Deflacja

Tak jak w 2008 roku powszechne były obawy maga-inflacji, tak teraz widmo deflacji straszy w prasie-radiu-i-telewizji. Przywołałem tu 2008 roku, wtedy, w przeddzień spirali deflacyjno-recesyjnej powszechna była obawa o inflację, a ECB nawet podnosił latem stopy procentowe. Przypomnijmy jeszcze raz co się wtedy stało – przelewarowane społeczeństwo zostało uderzone cenowym szokiem podażowym. W przelewarowane społeczeństwo uderzył kryzys energetyczny.

Teraz sytuacja jest odwrotne. Społeczeństwo nie jest już tak zlewarowane, a spadek cen ma charakter podażowy. Kilka małych szoków cenowych odpuściło. Po pierwsze, globalny kryzys energetyczny został złagodzony gazem łupkowym. Po drugie kryzys żywnościowy, rozpoczęty latem 2010 roku został w zeszłym roku zakończony i ceny pszenicy wróciły do poziomu z wiosny 2010 roku. Po trzecie, w tym roku nie było kryzysu warzywnego jak rok temu – zima nie trzymała do maja (dziękujemy ci Zimo !). Obecnie ECB trzyma rękę na spuście – i według mnie przedobrzy.

 

Tagi: giełda, inwestowanie
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |