O mnie
 
Ideą tego blogu jest przedstawienie długoterminowych trendów i procesów na rynkach kapitałowym, towarowym i walutowym. Szczególny akcent jest położony na powiązania między tymi rynkami.




Najnowsze komentarze
 
2017-08-21 13:11
Monika1243 do wpisu:
Przeprowadzka
Szkoda, że się przeprowadziłeś z tego bloga, miał dobrą historię. To dzięki tobie zaczęłam[...]
 
2016-07-22 20:37
magowsicka do wpisu:
Co zrobi FED ?
ja uważam że super sposoby na dodawanie statystyk do wordpress opisany jest w tym poradniku[...]
 
2016-01-10 14:49
synonim nielogo do wpisu:
Pora na Świętego Mikołaja
jak tam zyski na opcjach call na S&P500 ze Strikem 2100 i 2200? Naprawdę trzeba być[...]


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 
Ulubione
 




Wykres Tygodnia

wykresyGieldowe

2014-06-04 21:44
 Oceń wpis
   

Wybory do PE wygrał UPR, czy jak się to teraz nazywa. Mam w związku z tym kilka luźnych refleksji. Zacznę od tego, że dwadzieścia lat temu intensywnie Najwyższy Czas czytałem. W pewnym sensie ukształtował on mój sposób myślenia, czy trafniej mówiąc ukształtował niektóre aspekty sposobu myślenia. Dojrzałe myślenie to równowaga między odwagą a rozwagą, między różnymi, uprawnionymi, punktami widzenia.

Korwin zawsze miał wysokie poparcie wśród młodzieży. Koncepcja równych szans, którą UPR głosił, jest zwyczajnie bardzo atrakcyjna dla młodzieży. Młodzi ludzie, którym zależy, by prawnicy i lekarze wywodzili się z rodzin prawniczych i lekarzy są w mniejszości. Dla zdrowego, młodego człowieka, koncepcja “jak se pościelesz, tak się wyśpisz” to zupełnie naturalna wizją świata. Gdy człowiek ma już konkretny zawód, miejsce w świecie, takie koncepcje bardziej wywołują strach niż zainteresowanie. A z czasem preferowana jest wersja, “jak se pościelesz, to mnie zawołaj”.

Gdy w 1995 roku byliśmy w liceum, robiliśmy licealne wybory prezydenckie i Korwin wygrał. Zdobył ponad 50% głosów. Jako, że byliśmy porządnym liceum w centrum stolicy, został on zaproszony na wygłoszenie wykładu. Pamiętam kilka rzeczy, zacytuję jedną. Korwin opowiadał, dlaczego demokracja jest zła, na takim przykładzie: na bezludnej wyspie jest dwóch mężczyzn i kobieta. Mężczyźni mogą demokratycznie przegłosować, że kobieta będzie z nimi na przemian spała. Mogą to nawet do konstytucji wpisać. Z jednej strony fajne, z drugiej bezmiernie niepraktyczne. A ten przykład można by powiedzieć tak: w Polsce mieszka 9 milionów emerytów i 6 milionów ludzi w wieku rozrodczym. Emeryci przy podziale dóbr zawsze przegłosują ludzi w wieku rozrodczym. Tym bardziej, że wszyscy emeryci mają spójne cele, a bycie w wieku rozrodczym jest jednym z kilku aspektów życia, obok pracy i mieszkania. Zamiast spektakularnego radykalizmu, głębsza myśl polityczna i dostrzeżenie faktycznego problemu.

W międzyczasie środowisko UPR poszło w jeszcze większy i niepotrzebny radykalizm. Niekiedy w wersji kieszonkowego radykalizmu. Przy okazji, globalnie, tak zwani konserwatyści, pozamieniali się na łby z bolszewikami. Wyszło to strasznie podczas kryzysu 2008/9. Tak zwani konserwatyści, których spoiwem ideologicznym stała się obsesja złota, głosili hasła – niech ten świat się zawali, a my zbudujemy na zgliszczach raj na ziemi. Bolszewizm w czystej postaci. I żale do FED-u.

W wersji lokalnej Nowa Prawica głosi (czytałem program z wyborów w 2011 roku), utrzymanie obecnego system dopłat do FUS i KRUS. Utrzymując obecne poziomy emerytur, nie da się ani zrównoważyć budżetu, ani obniżyć podatków. W upeerowskim radykalizmie jak słoma z budów wychodzi brak znajomości struktury wydatków Państwa.

Dlaczego więc młodzież głosowała na Korwina ?

W Polsce funkcjonuje system połowicznego liberalizmu, czy inaczej mówiąc “święte krowy i reszta”. Z jednej strony są święte krowy – emeryci, górnicy, mundurowi i przedstawiciele wielkich grup zawodowych, przedsiębiorcy z koneksjami w jedynej słusznej partii. Na nich się chucha i dmucha. Z drugiej strony jest reszta, która żyje w świecie ultra-liberalnym. Dodatkowo na druga strona jest coraz bardziej dociskana podatkami. Trochę ze smutkiem można powiedzieć, że ludzie, którzy pracują na śmieciówkach, głosując na Korwina, chcą jedynie usankcjonowania stanu faktycznego.

W Polskim przypadku ultra-liberalizm to nie jest jednak właściwa droga. Ultra-liberalizm może być świetną drogą w przypadku biednego i młodego demograficznie państwa. I to jedynie w połączeniu równości wszystkich wobec prawa. Ultra-liberalizm, dotyczący mniejszości, jest zawsze złym rozwiązaniem. Dla Polski drogą powinno być ograniczenie przywilejów świętych krów, by dzięki temu zwykły człowiek mógł odsapnąć.

Od jakiegoś czasu głoszę tezę, że w Polsce będzie poważne przetasowanie społeczno-politycznie oraz gospodarcze. Ostatnio głoszę tezę, że 28 rocznica zmiany ustroją będzie ku temu świetną okazją. Te 8% dla Korwina to może by pierwszy kamyczek nadchodzącej lawiny zmian.

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-06-02 18:49
 Oceń wpis
   

PMI dla Polski spadł do poziomu 50.8 punktu i jest to już trzeci z rzędu spadek po szczycie w styczniu, na poziomie 56 punktów. Trzy miesiące spadków, to nie jest jednorazowy wyskok a ugruntowany już trend. Wykres sugeruje, że trwająca od połowy zeszłego roku faza ożywienia gospodarczego, napędzanego inwestycjami, ma się ku końcowi.

 

 

Utrzymująca się niska inflacja świadczy o małej mocy popytowej i nie zachęca do inwestowania. Jeżeli popyt się nie odbuduje, to może się przytrafić spirala deflacyjnio-recesyjna. Ze względu na brak popytu przedsiębiorstwa nie inwestują a zwalniają pracowników, co prowadzi do spadku dochodów i wzrostu strachu przed bezrobociem – czyli dalszego spadku popytu. Który to spadek popytu … Przerabialiśmy temat w 2009 roku.

W tym miejscu trzeba pogratulować świetnych humorów Radzie tego i owego. Od półtora roku inflacja jest zdecydowanie poniżej celu inflacyjnego, a stopy procentowe są od roku te same i to sporo wyższe od inflacji. Potrzeba obniżki stóp.  Da to też dodatkowy efekt kursowy – osłabienie złotówki pomoże eksportowi.

Nadzieja w tym, że przyczyną spadku woli inwestycyjnej jest sytuacja na Ukrainie. W tym przypadku wyklarowanie sytuacji powinno prowadzić do nagłego wzrostu optymizmu a przy tym i indeksu PMI.

PS. Jutro będzie rzekomo okrągła rocznica zmiany warty. Czytelnicy bloga wiedzą, że okrągła, pokoleniowa, rocznica będzie z trzy lata. GUS wyrwał się jednak przed szereg i opublikował ciekawe zestawienie ostatnich 25 lat. Jak się z innymi sprawami ogarnę, zrobię parę wykresów z komentarzem. W niektórych obszarach jest ogromny postęp – śmiertelność noworodków spadła sześciokrotnie, corocznych absolwentów studiów przybyło dzesięciokrotnie, więcej ludzi kończy studia, niż się rocznie rodzi. W innych obszarach jest stagnacja – długość tras kolejowych spadła, zlektryfikowanych jest stała. W jeszcze innych jest zaskoczenie – spadła konsumpcja mięsa, a to przecież o te kartki całe to zamieszanie było …

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-05-31 11:56
 Oceń wpis
   

Do dzisiejszego wpisu skłonił mnie artykuł w prasie, pod tym samym tytułem, a właściwie jedno zdanie. Zdanie to miało diagnozować sytuację naszego sąsiada: “Młodzi Rosjanie wyjeżdżają, a ci, którzy zostają, nie studiują fizyki czy chemii, tylko nauki społeczne, bo liczy się, kogo się zna, a nie, co się potrafi.” Dawno nie spotkałem się z tak celną i zwięzłą diagnozą prowincjonalności Polski. Mówię tu o prowincjonalności, a nie o państwie postkolonialnym czy kondominium – nie trzeba szukać wielkich słów do opisu prostej rzeczywistości.

W związku z tym kilka refleksji. Łatwiej dostrzec źdźbło w oku bliźniego, niż belkę we własnym. To nie oskarżenie, to fakt. Gdyby w prasie głównego nurtu ktoś zdiagnozował problem jak powyżej, to byłaby obraza majestatu, a z zewnątrz jest to całkowicie oczywiste. A trzeba napisać, że bez celnej diagnozy, nie będzie poprawy sytuacji.

Czytając, z okazji 25 lecia zmiany warty, prognozy na następne 25 lat, uważam, że są one hiper-optymistyczne. Wszystkie prognozy są w zasadzie takie same: następne 25 lat będzie wyglądać tak jak zryw inwestycyjny 2004-2012. Różnice są jedynie w detalach. Według mnie, za 25 lat będzie trwał boom gospodarczy i Polska grillująca: pokolenie Y będzie jeszcze na rynku pracy, a ich, czy trafniej nasze, dzieci będą już na rynku pracy. Boom ten będzie jednak z dużo niższego poziomu, niż się powszechnie uważa.

Zauważmy, że poprzedni wielki zryw budowy infrastruktury był w latach 70-tych. Napędzany był petrodolarami, a gdy FED nacisnął na hamulec, boom się skończył. To co nie zostało wtedy wybudowane, czekało na swoją chwilę do wspomnianego euro-boomu. Tym razem będzie tak samo. Teraz będą jeszcze robione jakieś plomby w ciągach komunikacyjnych. ale co nie zostanie zrobione teraz, poczeka do 2030 roku.

Brzmi szalenie, ale czy nie bardziej szalenie jest twierdzić, że szczęśliwy zbieg okoliczności będzie trwał dekady ?
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-05-29 10:25
 Oceń wpis
   

DAX wybił się górą ponad z trwającego od początku roku trendu bocznego, kontynuując tren wzrostowy rozpoczęty jesienią 2011 roku. Wykres nie pozostawia większych wątpliwości, że mamy tu wybicie górą. Osobiście zakładałem, że DAX będzie chciał potańczyć ze średnią 200-stu dniową, i zaskoczony jestem siłą rynku.

 

 

 

Przy okazji warto wspomnieć, że złoto wybiło się dołem z konsolidacji. Jest to bardzo dobra informacja dla posiadaczy akcji i potwierdzenie wybicia górą DAX-a. Sceptycy mówią, że banki centralne drukując pieniądze zniekształcają rynek i powodują, że wszystkie aktywa drożeją bądź się zabańczają. To zabańczenie ma skończyć się nagłym kryzysem. Dynamicznie spadki na złocie pokazują jednak, że aktywa drożeją wybiórczo i następuje przepływ kapitału z rynków egzotycznych do silnych gospodarek.

 

 

Wykres, który świetnie ilustruje niemiecki boom gospodarczy to wykres zatrudnienia. Zauważmy, że podczas tak zwanego kryzysu, bezrobocie praktycznie nie wzrosło. Jest to pamiątka po recesji z początku stulecia. Wtedy firmy panicznie cięły zatrudnienie, a gdy recesja się skończyła, obudziły się z ręką w nocniku bez pracowników do zrealizowania zamówień. Tym razem poszły po rozum do głowy i całkowicie na siebie wzięły spadek zamówień. Dodatkowo, Niemcy przeszły ciężkie reformy, przez ostatnią dekadę, i wyeliminowały nad-zatrudnienie. W zasadzie powszechnie jest pod-zatrudnienie. Teraz zatrudnienie systematycznie rośnie.

 

 

Dodać muszę, że wykres zrobiony jest według metodologii IFO (międzynarodowej organizacji pracy), którą mało lubię ze względu na zbyt liberalne liczenie pracujących. Wykres ten jest jednak potwierdzony innymi danymi. Przykładowo rok temu moja kasa chorych przysłała mi czek na 150 euro, gdyż wypracowali nadwyżkę. Czyli ludzie znajdują pracę, za którą dostają płacę i nawet płacą z tego podatki. To nie jest wzrost śmieciówek.

Patrząc na Niemiecki boom gospodarczy, mamy ilustrację, że wzrost PKB jako ocena sytuacji gospodarczej jest wskaźnikiem mocno przereklamowanym. Mamy tutaj świetną ilustrację, że porównywanie wzrostu PKB między różnymi krajami nie ma większego sensu. Niemcy, przy wzroście typu 2-3% rocznie mają wszystkie zjawiska typowe dla boomu gospodarczego: dynamicznie rośnie giełda, rośnie zatrudnienie a finanse publiczne są zrównoważone. W Polsce przy wzroście 3-4% są objawy typowe dla stagnacji: giełda jest od kilku lat w trendzie bocznym, zatrudnienie nie rośnie, a katastrofalny stan finansów publicznych wymaga ciągłych podwyżek podatków i nacjonalizacji OFE.

W Polskich mediach pielęgnowany jest mit zielonej wyspy przedzierającej się przez ocean kryzysu. Ten mit podpierany jest właśnie “wzrostem PKB”. Jak widzimy, ten obraz ma niewiele wspólnego z rzeczywistością – największe gospodarki są w fazie dynamicznego, i jeszcze bezinflacyjnego wzrostu.


 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-05-10 10:08
 Oceń wpis
   

Od jesieni 2011 roku DAX pozostaje w trendzie wzrostowym, ale od czterech miesięcy wali głową w sufit. Aż człowieka kusi, by zająć krótką pozycję, ze stop-losem tuż nad sufitem. Ryzyko niewielkie (około 400 punktów), a potencjał zarobków to około 2000 punktów, zakładając, że indeks będzie testował szczyty z 2007 roku.

Czy więc pora na spadki, konsolidację, czy dalsze wzrosty ?

Póki co, jest jeszcze miejsce na konsolidację. Ciągnąc linię trendu, pokrywającą się ostatnio ze średnią 200-stu dniową, widzimy, że zarówno spadki do poziomu 9000 jak i kilka miesięcy konsolidacji mieści się w ramach obecnego trenu. Linia ta pociągnięta jest po wielkopańsku - większość odbić w trendzie było równolegle do tej linii, ale wyżej. Ta linia to raczej najniższa linia trendu. Podobną funkcję ma średnia 200-stu dniowa, w hossie odbicie od niej powinno być szybkie.

 

 

By rozważać spadki lub wzrosty, trzeba się zastanowić nad sytuacją gospodarczą za rok-dwa. Obecnie wskaźnik cena-zysk dla spółek DAX-a wynosi typowo kilkanaście, zwykle w okolicach 12. Wycena jest więc bardzo konserwatywna. By były spadki, potrzebne jest zachwianie wiary w przyszłe zyski spółek. Możliwe jest to metodą eskalacji kosztów pracy, cen energii lub znaczny spadek popytu.

Według mnie, bessa przyjdzie właśnie ze względu na eskalację kosztów pracy, ale póki co niewiele się w temacie dzieje. Na froncie makroekonomicznym, szef EZB sugeruje, że będzie prowadził politykę osłabiania euro, by ratować Francję. Ta polityka będzie wiatrem w plecy dla eksportowej części niemieckiego przemysłu. Eskalacja cen energii jest możliwa – i związana z sytuacją na froncie wschodnim. Tak zupełnie na marginesie, szok podaży energii w Niemczech mógłby wyjść na zdrowie, jeżeli jego efektem byłby powrót do energetyki jądrowej, gdy jeszcze nie jest za późno.

Póki co, poza strachem przed eskalacją konfliktu wschodniego nie za bardzo widać proces, który byłby dobrą przyczyną do bessy.

Zaczynając ten wpis dałem mu tytuł: “DAX – przejście na krótką stronę mocy”. Teraz coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, czy zajęcie krótkiej pozycji, do której wykres tak kusi, jest dobrym pomysłem. Za bazowy scenariusz trzeba uznać dalsze kilka miesięcy konsolidacji a potem ruch w górę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-05-01 12:35
 Oceń wpis
   

Dlaczego stracona ma być dekada, a nie pięciolatka ? Punktem wyjścia dzisiejszych rozważań jest cykl pokoleniowy, który trwa 28 lat – licząc od szczytu w 1955 roku do szczytu w 1983 roku. Okres pokolenia, to wiek, w którym ma się środkowe dziecko (a nie pierwsze !) i wynosi on właśnie 28 lat. Na marginesie mała uwaga demograficzno-biologiczna. O ile wiek, w którym ludzie mają pierwsze dziecko w ciągu pokolenia przesunął się o kilka lat, o tyle wiek średniego dziecka jest praktycznie stały. Kolejny szczyt demograficzny wypadł w okolicach 2010 roku, czyli 27 lat po szczycie z 1983 roku.

Ten okres możemy sobie elegancko podzielić na dwie części, elegancko czyli zgodnie z zasadą złotego podziału. Mamy dwa okresy, pierwszy to 28 * 0.618 = 17.3 i drugi, 28 * 0.382 = 10.7.

Bez wątpienia puntem przełomowym był rok 2007. Jeżeli był to koniec odcinka wzrostowego, to jego początek był na przełomie 1989/90. Zupełnie przypadkiem, zmienił się wtedy w Polsce ustrój. Ukoronowanie zmiany ustroju szczytem mega-hossy w 2007 roku pięknie wpisuje się więc w koncepcję cyklu pokoleniowego i złotego podziału.

Jeżeli ma to sens, to naturalną konsekwencją jest, że po 17 latach wzrostu, po “17 latach świetlnych”, chciałoby się powiedzieć, potrzebne jest prawie 11 lat, by ten cykl skorygować i skonsolidować – stąd właśnie stracona dekada, mimo iż jedenastoletnia.

Zauważmy, że kryzys rozgrywał się początkowo jedynie w obszarze abstrakcji – spadki na giełdzie, eksplozja zadłużenia publicznego, urealnienie kursu franka, zajumanie oszczędności emerytalnych. Na co dzień kryzys do ludzi nie dotarł – największa grupa zawodowa, czyli emeryci i renciści, regularnie dostają podwyżki i o utratę pracy się bać nie muszą. Dzięki niskim stopom procentowym raty kredytów są niższe niż przed kryzysem. Dopiero w okolicach 2012 roku, gdy rząd przyhamował z gigantyczną stymulacją fiskalną, kryzys zaczął się wylewać do ludzi, poprzez niewielki wzrost bezrobocia. Z czasem wylewać się będzie coraz bardziej, głównie poprze podwyżki podatków i wzrost cen usług publicznych – woda, śmieci, bilety, szpitale oraz coraz gorsze warunki pracy. W momencie przełomu, spodziewać się można wstrzymania emerytur, lub wypłacania ich w “zajączkach”, czyli nic nie wartej walucie.

Z naszych rozważań wynika, że w okolicy 2018 skończy się obecny cykl pokoleniowy i zacznie się nowy cykl. Rok 2018 będzie ukoronowaniem straconej dekady, tak jak 2007 był ukoronowaniem fazy wzrostowej. Ten okres powinien przypominać początek lat 90-tych – rodzące się fortuny, hiperinflacja, sprzedaż fabryk za grosik, przeoranie struktur państwa. Obecni politycy byli w głównym obiegu już w 1990 roku – to co się wtedy wykluło, niewiele się do dzisiaj zmieniło, podobnie jest zresztą z mediami. Jeżeli logika cyklu pokoleniowego ma sens, to w okolicy 2018 roku będzie nowe rozdanie kart.

O ile kryzys uderzył w prostego człowieka z pięcioletnim opóźnieniem, podobnie będzie w odrodzeniem. Zanim rosnące wtedy fortuny zaczną rozlewać się resztę społeczeństwa, może upłynąć dobre pięć. W zasadzie, poprzednim razem życie ustabilizowało się w okolicy 1995 roku, ale “Polska grillująca”  to dopiero 2006-2007 rok. Stracona dekada, z perspektywy zwykłego człowieka, jeszcze długo przed półmetkiem.

Z globalnej perspektywy, Polskę na łopatki może położyć zanik płynności, czyli albo inflacyjna recesja, albo zbyt mocne przyhamowanie gospodarki przez FED. Amerykański bank centralny przez sześć lat zwiększał płynność. Teraz też póki co drukuje więcej, niż wynosi zapadalność obligacji. FED naprawdę ma czym ograniczać płynność, jeszcze przez długie lata i będzie to jeden z mechanizmów który przyduszać będzie Polskę i kraje jak Polska. Przesilenie, które w Polsce powinno wypaść w 2018 roku, być może  połączone będzie z globalnym kryzysem walutowym krajów egzotycznych.

Na koniec wnioski praktyczne. Szarpanie się z Polskim rynkiem nie ma sensu. Pisałem o tym już w 2009 roku (co było wtedy obrazą majestatu) a teraz chyba nie budzi już zaskoczenia. Zarabiać trzeba tam, gdzie są wzrosty – DAX i Nasdaq jest dobrym punktem wyjścia. Drugi praktyczny wniosek – trzeba się przygotować na nowe rozdanie. Przy czym może to być nowe rozdanie, w kontekście rozsypujących się fundamentów życia codziennego.

I to zasadniczo tyle na deszczową majówkę.
 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-04-27 10:26
 Oceń wpis
   

Dzisiaj w telegraficznym skrócie o sytuacji technicznej na złocie. Technika mówi, że średnioterminowy potencjał spadków wyczerpał się. Średnia 200-stu dniowa przestała spadać i zaczyna się uśmiechać. Pozostałe średnie i sam kurs znajdują się w tym samym miejscu.Patrząc tylko na ten wykres, powiedziałbym: zapinamy pasy i lecimy w kosmos.

 

 

Jest jedno ale. Według mnie sekularna hossa na złocie skończyła się w 2011 roku. Przy czym koniec hossy na złocie jest jednym z aspektów odwrotu od rynków wschodzących i powrotu kapitału do rynków centralnych. Trzeba jednak uczciwie dodać, że trwające dwa lata spadki zniosły jedynie 38% wzrostu cen – cały czas w obszarze korekty.

Czyli albo będzie pogoda, albo będzie dysc. Tak czy inaczej według mnie nastąpi zdecydowany ruch. W przypadku wybicie górą, można spodziewać się kilku miesięcy stabilnych wzrostów, być może nawet w obszar szczytów, czyli 1700 usd za uncję. Jeżeli ta okazja zostanie zmarnowana, spodziewać się można krechy w dół w okolice ~900 usd za uncję. Osobne pytanie za sto punktów, to co złoto ze sobą pociągnie w górę lub w doł, w szczególności, co zrobi ropa.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-04-26 11:25
 Oceń wpis
   

Dzisiaj będzie o spiskowej teorii dziejów. Rozprawię się z tą teorią, podając kilka przykładów, gdzie nie potrzeba spisku – wystarczy formacja roju, oparta na zasadzie dupochronu.

Zaczęło się od jedzenia i spisku wielkich korporacji. Jak wiemy, wielkie korporacje spożywcze i farmaceutyczne spiknęły się, by wyeliminować z jedzenia naturalne i zdrowe masło i jajka i w to miejsce wprowadzić margarynę, z robiącymi sieczkę w organizmie tłuszczami trans-nasyconymi. Spożywka oszczędza na produkcji, a farma, robi zyski na lekach przeciwzapalnych – Pfizer robi na tym prawie 12 mld usd zysku rocznie.

Czy do wytłumaczenia potrzebny jest spisek ? Spójrzmy na to inaczej – dział produkcji opracował nowy, tańszy zamiennik. Zastąpienie naturalnego produktu plastikiem, może wiązać się z obniżeniem kosztów o 2/3. Dział marketing ma to sprzedać. W tym momencie, dział marketing nie myśli o dobru ludzkości, tylko by jakoś ten syf ludziom wepchnąć. Rozpoczyna kampanię reklamową, a że sexy i zdrowy świetnie sprzedają, więc kampania idzie w tym kierunku. Fitness-margaryna.

Utarte mity w społeczeństwie nie zależą od faktów, bo tych ludzie nie znają, tylko od czasu antenowego. Im bardziej coś w telewizji w różnych kontekstach się pojawia, tym bardziej staje się faktem. Zauważmy, że im tańszy zamiennik, tym większy budżet na reklamę. I mit zaczyna żyć własnym życiem. Różne firmy wcale się nie musiały zmawiać. W każdej firmie tańszy zamiennik zyskuje gigantyczny budżet reklamowy – taka jest logika zysku.

Dział produkcji chroni swoją dupę opracowując tańszy zamiennik, a dział marketingu zamieniając plastik w fitness-margarynę. Media nie będą stawały na odcisk dużemu reklamodawcy. Też będą powtarzały hasła z reklam.

Gdy w 1981 roku IBM wszedł w dział komputerów osobistych, ich hasło reklamowe brzmiało – nikt nie wyleciał z roboty za kupienie IBM-a. W tych czasach IBM był podstawowym wyborem komputera mainframe. Gdy kupiony IBM nie działał jak trzeba, to trudno. Tak już widać jest. Jeżeli jakiś pracownik zdecydowałby o kupieniu innego komputera, to gdy coś nie działa, jest to jego wina. Zasada dupochronu każe iść z prądem. Lepiej się z tłumem mylić, niż przeciw tłumowi mieć rację.

Tutaj dochodzimy do giełdy. Zauważmy, że ludzie, którzy kilka lat temu mówili, że euro jest tworem politycznym pozbawionym podstaw ekonomicznych byli uważani za ciemnogród a nawet faszystów. Czy ludzie którzy twierdzili, że nie ma innej drogi niż euro byli w spisku ? Nie. Każdy stosował dupochron, powtarzając to, co w danej chwili wszyscy powtarzają.

Zasada dupochronu dotyczy też zarządzających funduszami. W jednej książce autor cytował wypowiedź zarządzającego funduszem: “wiem że to świetna spółka, ale to nie ma większego znaczenia, jak w ciągu kwartału kurs nie wzrośnie, to wylecę z roboty”. Ta zasada destabilizuje rynek – fundusze pakują się w rosnące spółki / sektory / rynki, z których później będą panicznie uciekać. Z drugiej strony, zapomniane perły leżą na drodze i każdy inwestor indywidualny bez presji, może je podnieść.

Tyle ogólnych prawd. Jak przekuć to na strategię inwestycyjną ?


Gdy człowiek idzie z pierwszymi stronami gazet, jest na giełdzie mięsem armatnim. Będzie ostatnim głupcem. Gdy staje przeciw tłumowi, będzie rozdeptany – rynek może pozostać irracjonalny dłużej niż ty pozostaniesz wypłacalny. Cierpliwy inwestor indywidualny może za to szukać tanich, atrakcyjnych i zapomnianych spółek i sektorów.  Nie ma presji robienia wyników. Taka perełka może dać dużo lepszy zysk niż skakanie między modnymi sektorami.

Cierpliwy inwestor powinien być ostrożny z powszechnie przyjętym szaleństwem. Niektóre mity odchodzą w zapomnienie powoli, inne znikają nagle – np. euro jako nieunikniona droga, Rosja jako europejski kraj. Gdy ktoś inwestuje w zieloną energię, czy celniej mówiąc w dotacje płynące w zieloną energię, musi mieć świadomość, że z dnia na dzień ten bal może się skończyć. 

 

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-04-05 10:54
 Oceń wpis
   

Sektor biotechnologii budzi moje mieszane uczucia. Niecałe trzy lata temu byłem bardzo byczy, wtedy perspektywy były świetlane a cena atrakcyjna. Po trzech latach perspektywy są cały czas dobre, tylko cena jest trzykrotnie wyższa. Po małym załamaniu z lata 2011 roku, biotechnologia systematycznie rosła w tempie 50% rocznie.

 

 

 

Osobiście miałem Illuminę, którą sprzedałem ostatnio, jeszcze przed górką, w okolicy 150-160, z całkiem atrakcyjnym zyskiem. Powód był prozaiczny: potrzebowałem gotówkę, a Illumina i biotechnologia szła w hiperbolę. Nastał więc czas realizacji zysków.

 

 

Powstaje pytanie co dalej. Czy to korekta, bessa, rozumiana jako zapomnienie sektora, czy demolka. Czy możliwa jest demolka ? Spójrzmy raz jeszcze na bilans spółki AMGEN. Spółka ma bardzo wysoką rentowność brutto, umożliwioną dzięki wysokim wydatkom na badania. To, co jest mniej fajne, to duży udział wartości niematerialnych w bilansie (29 mld usd), wyższy niż kapitał własny – 22 mld usd. Spółka finansowała więc przejęcia i badania długiem, a nie kapitałem. Człowiek pracujący w banku powie o profesjonalnym zarządzaniu finansami. Mi podoba się to umiarkowanie. By była demolka, musi zdarzyć się coś, co postawi pod znakiem zapytania wartości niematerialne. Póki co możemy założyć, że nie zdarzy się to ani teraz ani za rok.  Ale czy nie zdarzy się za 5 lat ?

 

 

W zaszłym roku wartości niematerialne prawie podwoiły się. Jeżeli wszyscy robią tak samo – przejmują mniejsze spółki finansując to długiem, to do demolki nie jest wcale tak strasznie daleko. Dynamika jest znana od lat. Gdy ceny domów rosną, kredyt płynie w kierunku domów, co jeszcze bardziej podwyższa ich cenę. Nagle okazuje się, że domów jest więcej niż mieszkańców. To samo może się stać z patentami biotechnologicznymi. Pytanie, czy mamy bańkę, czy tylko pianę.

 

 

Z technicznego punktu widzenia, najlepsza byłaby długa konsolidacja w okolicy średniej 200-stu dniowej. Poprzez długą konsolidację rozumiem tu zejście się wszystkich średnich. Gdyby taka sytuacja się zdarzyła, był by to byczy sygnał i okazja do zakupu, na następnych kilka lat. Bez konsolidacji, dalsze wzrosty będą stąpaniem po kruchym lodzie. Spektakularnego wzrostu już nie będzie, a ryzyko spadków będzie rosło.

Tagi: giełda, inwestowanie


2014-03-22 14:04
 Oceń wpis
   

Nieuchronnie zbliżamy się do cyklicznej bessy. Zadajmy sobie pytanie jaka będzie bessa – analiza tego pytania przyniesie więcej korzyści, niż spekulowanie, kiedy bessa się zacznie. Dwie odpowiedzi natychmiast same się nasuwają. Po pierwsze ta bessa będzie inna niż poprzednie. Jest to obowiązująca na giełdzie zasada zmienności – zawsze jest inaczej niż ostatnim razem. Druga odpowiedz jest taka, że ludzie którzy nienawidzą FED-u, cz też mają żal do FED-u, będą mieć do niego jeszcze większy żal.

Jaka była poprzednia bessa ?

Poprzednia bessa była dewastacyjna. Doprowadziła do krańcowego niedowartościowania  akcji. Przykład z ostatnich dni to BMW, który się ostatnio pięknie z trendu bocznego wybił. Na dnie bessy akcje chodziły po kilkanaście euro. Obecnie spółka zarabia prawie 8 euro na akcję rocznie, a w ciągu ostatnich czterech lat zarobiła prawie 30 euro na akcję. Spółkę można było kupić za równowartość dwuletnich zysków. Przy czym nie mówimy tutaj o jakiejś egzotycznej spółce, której udał się nagły wzrost. Mówimy o spółce z dekadami tradycji i marką rozpoznawalną na całym świecie. Fundamentem tej dewastacji było przekonanie, że recesja nie będzie cykliczna, tylko wieczna. Spółki już nigdy nie będą zarabiały.

 

 

Po dewastacyjnych spadkach nastąpiło mocne odbicie, praktycznie bez korekty aż do maja 2010 roku. Pamiętam jak wiosną pięć lat temu każda audycja mówiła o “rajdzie głupców”. Wtedy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie, którzy zostali na peronie zaklinali, że to ci z akcjami są głupcami. Teraz widzę, że seria rajdów głupców była podczas bessy 2001-2003. Analitycy i audycje zawsze są zwarci i gotowi to przeanalizowania poprzedniej bessy. Obecnie prasa-radio-i-telewizja co jakiś czas ostrzega, że akcje mogą nagle runąć o połowę. Albo o 44.5%. To ten sam schemat. Wtłaczanie przyszłości w ramy przeszłości.

 

 

Chcę tu podkreślić, że gdy mówię o dewastacyjnej bessie nie mówię tu o dużych spadkach. Mówię tu o spadkach prowadzących do krańcowego niedowartościowania. Przykładowo, cena wielu modnych w hossie spółek bud-dew spadła o 80-90%, ale cały czas można było mówić o przewartościowaniu. Cena spadała z poziomu “kolonizacji księżyca, a może i Marsa” do ceny “będziemy robić drogi w Polsce”. Ta cena i tak była optymistyczna i nie uwzględniała, że drogi i baseny na Euro2012 będą budowane ze stratą wykonawcy.

Kolejną cechą poprzedniej bessy była mała zmienność sektorowa. Indeksy spadały w dzień o 10% i wszystkie spółki spadały o 10%. Ludzie bali się przyszłości jako takiej, a nie perspektywy konkretnego sektora czy spółki.

Jaka będzie więc bessa ?


Według mnie, aktywność będzie nie od strony indeksów a od strony sektorów. Nie będzie też krańcowego niedowartościowania. Jedynie najbardziej przewartościowane spółki wrócą do wycen uzasadnionych zyskami. Jednym z moich typów na spadki jest Amazon. Ta firma ma bardzo dynamiczny wzrost obrotów, spore wydatki na inwestycje i marże cienkie jak pergamin. Inwestorom się to podoba. Nagły spadek dynamiki wzrostu przychodów może doprowadzić do zrewidowania poglądu na zyski na nagłej wyprzedaży.

Kryzys płynności


Poprzednia recesja wynikała z kryzysu płynności. Z kryzysu przepływu pieniądza. FED wykazał się przytomnością umysłu i odblokował przepływ pieniądza. Poprzez skup aktywów pozwolił się też zdelewarować sektorowi prywatnemu. Według mnie, FED zasłużył na Pokojową Nagrodę Nobla.

Za to właśnie ludzie FED-u nienawidzą. Za to, że działał zgodnie ze swoim statutem i zdrowym rozsądkiem i nie pozwolił, by kryzys płynnościowy przerodził się w rozpad gospodarki i społeczeństwa. Ludzie, którzy zostali na peronie mają żal do FED-u, że nie kupili gdy była na to życiowa okazja.

Na wielu blogach można wyczytać, że FED jedynie odsunął kryzys w czasie, i teraz wróci on ze zdwojoną siłą. Kolejna bessa rozwieje te oczekiwania. Płytka bessa z dużą dynamiką sektorową i niewielką indeksową niczym nie będzie przypominała armagedonu.

O ile z poprzednią bessą łączyła się recesja, tak teraz z bessą będą szły świetnie wiadomości z gospodarki. Szczególnie z gospodarki od strony zatrudnienia i konsumpcji. Ta bessa to nie będzie czas smutku. Będzie to czas konsumpcji i ograniczenia inwestycji, by tą konsumpcję umożliwić.
 

Tagi: giełda, inwestowanie
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |